.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Battlefield: Bad Company 2 - Jak oni strzelają

Sebastian Oktaba | 24-03-2010 12:20 |

Nazwa Battlefield jest chyba bliska sercu każdego, kto z większym lub mniejszym powodzeniem próbował wcielić się w wirtualnego żołnierza, prawda? Walczyliśmy już na frontach drugiej wojny światowej (Battlefield 1942), podbijaliśmy obce planety (Battlefield 2142), odbywaliśmy długie spacery podziwiając egzotyczne scenerie (Battlefield Vietnam) oraz przetestowaliśmy tony wojskowego sprzętu (Battlefield 2) wciąż zdradzając objawy nienasycenia radosną młócką. Zapewne nie wszyscy wiedzą, że dotychczas tylko jeden odłam gier spod znaku Battlefield szerokim łukiem ominął „blaszaki”, które dały początek tej wspaniałej serii. Mowa oczywiście o Bad Company, jakie ukazało się wyłącznie na konsolach xBox 360 i PlayStation 3 przed blisko dwoma laty. Nieodżałowana strata? Owszem, ale miłosierne Electronic Arts postanowiło drugi raz z rzędu nie krzywdzić matczynej platformy i również „pececiarzom” zafundowało sequel. Nieoczekiwanie Call of Duty: Modern WareFare 2 wyrósł groźny konkurent, zdolny powalczyć o palmę pierwszeństwa w naszym ulubionym gatunku. Strzeżcie się... nadchodzą „chłopaki łobuziaki”!

 Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Pomimo iż Bad Company 2 powstawało z myślą o zmaganiach sieciowych, studio EA DICE nie zapomniało o samotnych graczach. Co wart podkreślić, developer absolutnie nie potraktował lekceważąco trybu single player - wręcz przeciwnie - bardzo przyłożyli się do pracy. Owocem jest jeden z przyjemniejszych wojennych FPS ostatnich kilkunastu miesięcy, piekielnie grywalny i niezwykle efektowny. Scenariusz z pewnością usatysfakcjonuje fanów Call of Duty, oczekujących dynamicznej oraz zróżnicowanej kampanii podanej w stylu doskonałego Modern Warefare. Opisywane dziś Bad Company 2 to akcja, akcja i jeszcze raz akcja! Tutaj trup ściele się gęsto, kule świszczą wokół głowy, salwy i wybuchy przeplatają z krzykami konających oraz nie brakuje scen wyreżyserowanych w których wyraźnie czuć inspiracje dokonaniami Infinity Ward, co wyszło grze wyłącznie na korzyść. Atrakcji w trakcie frontowej przygody czeka co niemiara, gwarantując kilka godzin ostrej rozróby. Zaczynamy jednak od małego „twista”, bowiem pierwsza misja rzuca nas do... roku 1944. Wszędobylscy skośnoocy, nocne podchody, szalejące Mitsubishi Zero, uzbrojenie z epoki i ucieczka łodzią podwodną - przepraszam, ale „o so chosi”? Początkowo sądziłem, że w roztargnieniu pomyliłem aplikacje i uruchomiłem Call of Duty: World at War. Wnikliwie przyjrzałem się więc menu i zadałem pytanie - czyżbym żył w błogiej nieświadomości, dokąd zabierze mnie Bad Company 2? Na szczęście szybko okazało się, że tylko samouczek wprowadzający w zawiłości fabuły umiejscowiono w przeszłości, podczas gdy dalsza część rozgrywki wraca zgodnie z planem do współczesności. Uff...

Pierwsze co nasuwa się po kilkudziesięciu minutach obcowania z tytułem, to nieco odmieniony styl i spojrzenie na otaczającą rzeczywistość. Druga odsłona Bad Company wydoroślała, chociaż nadal przedstawia konflikt zbrojny jako dobrą zabawę okraszaną solidną porcją niezbyt wyszukanego humoru (to akurat komplement ;]). Duża w tym zasługa niezłej polskiej wersji językowej, dodającej grze specyficznego smaczku. W rolach głównych wystąpili znani aktorzy - Cezary Pazura (Sweetwater) i Mirosław Baka (Haggard) świetnie wpasowując w klimat produkcji. Zasadniczo nie jestem wielkim entuzjastą dubbingu, ale w tym przypadku ekipa lokalizacyjna spisała się na piątkę z plusem. Chłopaki jako weterani, którym przed kamerą zdarzało wcielać się w żołdaków, nie czuli zażenowania przed rzucaniem mięchem i serwowane wiązanki przypominają kultowe filmy Władysława Pasikowskiego (k**** c*** z******* w d***). Docenić należy zaangażowanie obu panów, natomiast to, że uszy mogą zwiędnąć niech nikogo nie zdumiewa - mundurowi zawsze słynęli z kwiecistej oraz mało wyrafinowanej wymowy. Zresztą trywialne komentarze, cięte riposty i luźne dialogi pasują jak ulał do kolorowych charakterów z jakimi przyjdzie nam obcować. Także postacie drugoplanowe mile zaskakują osobowością, idealnie uzupełniając podstawową gromadkę. Moim rezerwowym ulubieńcem został Flynn, pilot śmigłowca o pacyfistycznych przekonaniach, któremu nawet pociski kierowane nie psują pogody ducha (założę się o magazynek do M16, że palił trawę ;]). Ekipa Bad Company potrafi skatować wszystko i uwierzcie na słowo - będzie się działo... Trzy... dwa...jeden...jazda! Pora rozpętać piekło - prezentuj broń i naprzód marsz!

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.