.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Supreme Commander 2 - Deus Ex Machina

Sebastian Oktaba | 09-04-2010 12:16 |

Historia Supreme Commander nie zaczyna się wbrew pozorom wraz z pierwszą częścią cyklu, ale znacznie wcześniej - bo już w zamierzchłym 1997 roku. Wtedy to studio Cavedog Entertainment wydało na świat Total Annihilation z miejsca zaskarbiając sobie względy graczy, gustujących w dynamicznych RTS. Dotychczasowemu królowi rozgrywki szybkiej i skupiającej wokół masowych potyczek (mowa oczywiście o Command & Conquer), wyrósł nagle groźny rywal. Total Annihilation: Kingdoms nie powtórzył jednak sukcesu poprzednika, niepotrzebnie zmieniając klimat maszyn i robotów na oślizgłe robale czy inne średnio ciekawe paskudztwa. Gorycz porażki musiała mocno zachwiać matczynym studiem developerskim, bowiem trzecia odsłona cyklu nigdy nie powstała... Potrzeba było długich lat, żeby duch Total Annihilation ponownie odrodził się w postaci Supreme Commander za sprawą Gas Powered Games (Dungeon Siege, Demigod) i niejakiego Chrisa Taylora, który stał się ojcem sukcesu pierwowzoru tejże strategii czas rzeczywistego. Supreme Commander przyjęto z otwartymi ramionami, więc można było wydedukować, że prędzej czy później doczekamy się sequela...

Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Teleportacja okazała się dla ludzkości przepustką do błyskawicznego przemierzania bezkresnych odmętów przestrzeni kosmicznej, stając zarazem najprężniej rozwijającą dziedziną nauki. Dumni ze swych dokonań ziemianie rozpoczęli kolonizację Układu Słonecznego, regularnie zajmując nowe przyczółki, ciesząc niezmiernie z rozwoju cywilizacyjnego. Następnie pojawiły się opracowane przez dr Gustafa Brackmana wszczepiane do mózgu mikroprocesory, pozwalające przeprowadzać skomplikowane obliczenia matematyczne, ale efekty jego prac poszły w zdecydowanie złym kierunku. Nowo powstała rasa androidów - Cybran, nie czując kompletnie żadnego respektu przed stwórcami (UEF) przystąpiła do rywalizacji o terytorium. W tle zamajaczyli też obcy, którzy nie bez przelewu krwi podzielili się z homo sapiens swoją tajemną wiedzą i dolali przysłowiowej oliwy do ognia. Obdarzeni zdolnościami paranormalnymi Iluminaci zostali potraktowani jako zagrożenie, wobec tego sami postanowili zadbać o własne tyłki, nie zwracając uwagi na resztę. Wojna, zwana przez kronikarzy „nieskończoną” rozgorzała w 2819 roku i trwała by pewnie do dziś, gdyby nie z trudem wypracowany rozejm zakończony powstaniem wspólnej inicjatywy Colonial Defense Coalition. Zasadniczo wszyscy żyli by długo, nudnie oraz szczęśliwie... Dwadzieścia pięć lat później prezydent CDC zostaje zamordowany, ale nikt nie przyznaje się do winy. Dawni koalicjanci skoczyli więc sobie do gardeł i machina zniszczenia ruszyła na nowo... Nie licha historia...

Fabuła kontynuująca zapoczątkowane w głośnym poprzedniku wątki, nie należy do przesadnie intrygujących czy głębokich, choć nie brakuje w niej zdrady, spisków oraz zwrotów akcji. Nawet jak na standardy panujące wśród strategii, wywołuje mało emocji - jej obecność wydaje się momentami zbędna. Na domiar złego, bezproblemowo odnajdą się w realiach Supreme Commander 2 głównie ci, którzy zaliczyli dodatek do „jedynki” - W obliczu wroga. Dla przeciętnego gracza istotny pozostaje natomiast fakt, że niezrozumiałość zawiłości scenariusza nijak wpływa na ogólne wrażenia z zabawy. Misje przygotowano w taki sposób, żeby przedstawione wydarzenia stanowiły jedynie tło i nie odbierały radochy podczas prowadzenia wojny totalnej. Co warto zaznaczyć, kolejny tytuł spod ręki Chrisa Taylora powinien zadowolić wielbicieli gatunku RTS stawiających na ostrą rozróbę, aczkolwiek weteranów Supreme Commander czeka wiele zaskakujących zmian. Z punktu widzenia maniaka SC lub TA, sequel tego pierwszego może okazać się w pewnym sensie odejściem od korzeni. United Earth Federation, Cybranie i zakon Illuminati nadal nie szczędzą sił w tępieniu oponentów, niemniej spojrzenie na pole walki nieco odbiega od wcześniejszych wizji. Supreme Commander 2 ewidentnie celuje w szerokie grono odbiorców, nie zaś jak niektórzy kilka miesięcy temu przewidywali, ortodoksyjnych maniaków serii. Najnowsza produkcja Gas Powered Games jest znacznie przejrzystsza, ale niestety także pod wieloma względami uproszczona i zmodyfikowana.

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.