Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
 
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Chińczycy chcą przejąć Operę - to dla przeglądarki nowa nadzieja

LukasAMD | 10-02-2016 13:49 |

Opera ChinyChoć rynek przeglądarek internetowych wydaje się od czasu do czasu niemalże monolitem, wciąż da się znaleźć na nim produkty ciekawe i nietypowe. Co prawda programiści często sięgają po gotowe rozwiązania takie jak silnik Blink lub WebKit, biorąc sobie za podstawę Chromium, ale dla użytkownika końcowego nie to jest przecież najważniejsze – liczą się dodatkowe funkcje, jakimi te gotowce się obuduje. Serwis Recode poinformował z kolei o bardzo ciekawym wydarzeniu. Norweska Opera otrzymała od chińskiego konsorcjum skupiającego kilka firm propozycję przejęcia za kwotę 10,4 miliardów koron norweskich. Jeżeli transakcja dojdzie do skutku, może otworzyć kolejny wielki rozdział w rozwoju tej wyróżniającej się przeglądarki internetowej. Trudno jednak przewidzieć drogę, jaką obiorą ewentualni nowi właściciele.

Chińskie firmy są zainteresowane przejęciem Opery. Zespół tworzący przeglądarkę jest przychylny takiemu rozwiązaniu, widzi w tym rozwój.

Konsorcjum, o jakim mowa składa się z firm Kunlun, a także Qihoo 360, są one dodatkowo wspierane przez fundusze inwestycyjne Golden Brick i Yonglian. Pierwsza z firm zajmuje się usługami internetowymi, druga jest znana przede wszystkim z tworzenia oprogramowania zabezpieczającego udostępnianego za darmo i łączącego w sobie zalety kilku różnych silników skanujących. Niestety, to również ta firma jest znana z tego, iż dopuściła się oszustwa i przygotowania specjalnie skonfigurowanej wersji swojego programu do testów antywirusowych w celu uzyskania wyższych wyników. Nie da się jednak nie docenić jej wkładu w rynek oprogramowania tego typu i starania mające na celu podniesienie bezpieczeństwa.

Chińczycy przejmują Operę

Jak na razie przejęcie jeszcze nie doszło do skutku, ale ekipa tworząca przeglądarkę jednogłośnie rekomenduje akcjonariuszom zatwierdzenie takiej decyzji – Lars Boilsen pełniący w Operze stanowisko CEO stwierdził, że taka decyzja może przede wszystkim wzmocnić pozycję Opery, przyśpieszyć jej tempo rozwoju i w efekcie pomóc użytkownikom tej przeglądarki. Trudno się z tego typu argumentacją nie zgodzić: Norwedzy nie są w stanie obecnie konkurować z takimi gigantami jak Google czy Microsoft, większe szanse na walkę mają za to z fundacją Mozilla i tworzoną przez nią przeglądarką Firefox. Co prawda ani Opera, ani Firefox nie są obecnie liderami popularności wśród użytkowników, ale wciąż istnieją i są aktywnie rozwijane, nie można więc przejść obok nich obojętnie.

Dla Opery tego typu przejęcie może być szansą na diametralną zmianę nieco patowej sytuacji: przeglądarka będąca głównym produktem firmy istnieje od 1995, początkowo była aplikacją z reklamami i płatną – mimo to popularną, bo oferującą większe możliwości niż Internet Explorer czy Netscape Navigator. Sytuacja ta zmieniła się dopiero w 2005 roku, po wydaniu ósmej już wersji aplikacji. W tamtym czasie użytkownicy mogli już korzystać z Firefoksa, który okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę i aplikacją, którą na dobre zakończyła hegemonię Internet Explorera. Wtedy też właśnie przerwano impas związany z budowaniem witryn internetowych przy użyciu technologii dostępnych tylko dla pojedynczych programów i rozpoczęły się powolne zmiany, których skutkami możemy cieszyć się obecnie.

Chińczycy przejmują Operę #2

Aż do 2013 roku i aplikacji z gałęzi Opera 12.x firma rozwijała własny silnik renderowania stron o nazwie Presto. Obecnie tę archiwalną edycję nazywać można klasyczną Operą i śmiało określać mianem jednej z najbardziej zaawansowanych przeglądarek internetowych, jakie widział świat: pozwalała ona na dokładną personalizację interfejsu i przestawianie niemal wszystkich jego elementów, synchronizację wszystkich istotnych danych użytkownikach na serwerach producenta i przesyłanie ich na wersje mobilne i inne instalacje na innych komputerach. Jak na tamte czasy przeglądarka radziła sobie także bardzo dobrze z nowoczesnymi technologiami webowymi. Była wobec nich na tyle restrykcyjna, że to właśnie w Operze część stron wyświetlała się nieprawidłowo – nie ze względu na błędne działanie przeglądarki, ale nieprawidłowe napisanie samej witryny.

Klasyczna Opera, mimo wielu ciekawych funkcji, nigdy nie zdobyła popularności. Nowa edycja jest natomiast czymś zupełnie innym.

Klasyczna Opera umożliwiała nam także zapisywanie sesji – wystarczyło otworzyć karty, jakie nas interesują, a następnie zapisać wszystko to jako osobną „przestrzeń roboczą” do wykorzystania w dowolnym momencie. Konkurencja musiała na takie udogodnienia czekać znacznie dłużej, aż do momentu pojawienia się zaawansowanych rozszerzeń. Na tym możliwości Opery się jednak nie kończyły. W programie można było znaleźć zintegrowany klient pocztowy obsługujący konta POP i IMAP z opcją importowania z innych aplikacji (m.in. Eudory, Netscape, Thunderbirda i Outlook Expressa), a także grupy dyskusyjne i czaty prowadzone przy pomocy IRC. Do tego wszystkiego dochodził jeszcze zintegrowany notatnik, użytkownicy mogli więc wykorzystywać Operę jako swoisty osobisty organizer do zapisywania najważniejszych informacji i kontaktowania się ze znajomymi.

Chińczycy przejmują Operę #3

Już w tamtym czasie Opera oferowała zaawansowany menadżer pobierania plików, wyposażony dodatkowo w obsługę protokołu BitTorrent (dzięki czemu mogliśmy zrezygnować z kolejnej osobnej aplikacji), rozbudowane i w pełni konfigurowalne gesty myszy, a także obsługę wielu wyszukiwarek jednocześnie z możliwością dodawania wyszukiwarki z w zasadzie dowolnej witryny internetowej. Gdyby wszystko to okazało się niewystarczające, użytkownicy mogli korzystać z zewnętrznych rozszerzeń, w której bazie szybko pojawiły się najpopularniejsze twory takie jak kalendarze, menadżery haseł (choć i na tym polu Opera oferowała sporo w standardzie), adblocki czy dodatki blokujące śledzenie użytkownika. Były one kompatybilne zarówno z 32, jak i 64-bitową wersją przeglądarki – trzeba bowiem zaznaczyć, że Opera w natywnej wersji 64-bitowej pojawiła się sporo przed Chrome i Firefoksem.

Z aplikacji mogli być zadowoleni deweloperzy, posiada ona bowiem moduł DragonFly odpowiedzialny za tworzenie stron internetowych i wyposażony w inspektora elementów, dziennik ruchu sieciowego, analizę działania skryptów, moduł magazynu do przeglądania i edycji m.in. ciasteczek, a także profiler, konsolę i narzędzia do pobierania kolorów, oraz tworzenia zrzutów ekranu. Narzekać nie mogli zaawansowani użytkownicy: klasyczna Opera umożliwiała bowiem z poziomu interfejsu ustawienie wielu opcji zaawansowanych, których próżno szukać w obecnych przeglądarkach: ustawienia powiadomień, ładowanie dodatkowych stylów dla wybranych stron, blokowanie określonych treści czy też zarządzanie pamięcią cache to tylko przykłady. Jakby tego było mało, Opera oferuje stronę ustawień ukrytych, gdzie liczba dostępnych opcji może po prostu przytłaczać.

Chińczycy przejmują Operę #4

Mimo tych wszystkich możliwości, program nigdy nie zdobył wielkiej popularności. Zabrakło marketingu, być może zabrakło także ukłonu w stronę zwyczajnych użytkowników, którzy nie potrzebowali tylu opcji. Na rynek szturmem wszedł natomiast prosty i minimalistyczny Google Chrome, który podbił miliony komputerów i obecnie jest liderem. Opera Software zdecydowała się więc na nieco radykalny krok: w 2013 roku silnik Presto zastąpiono WebKitem (a następnie Blinkiem), przeglądarkę zbudowano na nowo z użyciem jako podstawy projektu Chromium. Opera utraciła większość ze swoich funkcji, ale dzięki tej zmianie mogła otworzyć się na zupełnie nową grupę użytkowników – takich, którzy potrzebują przede wszystkim przeglądarki internetowej, a nie narzędzia odpowiedzialnego za wszystko, do tego wyświetlającego strony niepoprawnie (niezależnie od przyczyny takiej właśnie sytuacji).

Jaka przeglądarka internetowa jest najszybsza? Test wydajności

Od tego czasu Opera rozwija się w inny sposób. Autorzy nie zaskakują już nas niesamowitymi funkcjami dla użytkowników zaawansowanych, ale raczej prostymi rozszerzeniami, które uprzyjemniają pracę: menadżer plików jest bogatszy niż ten w Chrome, funkcja udostępniania zakładek pozwala na ich szybkie przesyłanie do znajomych, a podgląd kart wraz z ich listą ułatwia pracę z większą ilością stron. Wszystko to z zachowaniem opcji synchronizacji, wszystko to z możliwością włączenia trybu Turbo, czyli kompresji stron podczas korzystania z wolnych połączeń internetowych. Opera bazuje więc na Chromium, oferuje więcej opcji, ale nieco paradoksalnie, cechuje się wyższą kulturą pracy niż Chrome – nasz test przeglądarek wykazał bowiem, że przeglądarka ta wymaga mniej pamięci operacyjnej, a pod względem szybkości i zgodności z nowymi standardami nie odbiega od swojego protoplasty.

Chińczycy przejmują Operę #5

Teraz przeglądarka Opery Software nadal nie jest liderem popularności, daleko jej do tej roli. Firma ma jednak pewne niezaprzeczalne atuty, jakimi są ogromne doświadczenie w minimalizacji i kompresji treści stron internetowych (Opera Turbo, Opera Mini, Opera Max), a także spore grono użytkowników platform mobilnych. Brakuje tu jedynie odpowiedniej reklamy i nieco szybszego rozwoju: kolejne wersje rozwijanego przez społeczność Vivaldiego, czyli duchowego spadkobiercy klasycznej Opery pokazują, że nawet bez takiego zaplecza da się deptać po piętach najlepszym. Ewentualny zastrzyk finansowy i programistyczny – a chyba nie możemy odmówić specjalistom z Chin kunsztu tego typu – mogłyby spowodować znaczne przetasowanie na rynku przeglądarek. Oczywiście nie od razu, nawet nie w ciągu kilku tygodni, ale w perspektywie 2-3 lat Opera mogłaby nareszcie wyrosnąć z wieku dziecięcego i przeistoczyć się w poważnego gracza.

Oczywiście możliwym wariantem byłaby też sytuacja, w której chińskie firmy wykorzystywałyby technologie i rozwiązania Opery na swoim lokalnym rynku. Taka wizja wydaje się jednak mało prawdopodobna: chińscy deweloperzy stworzyli już niejedną rozbudowaną przeglądarkę, ich popularność w Europie czy w USA nie jest natomiast zbyt duża. Opera może być narzędziem azjatyckich inwestorów do rozszerzenia wpływów na te właśnie rynki bez konieczności tworzenia czegoś zupełnie od podstaw. Niezależnie od podjętych decyzji, ewentualne przejęcie będzie jednym z ważniejszych wydarzeń w świecie przeglądarek internetowych.

Źródło: Recode / PurePC.pl
20
Zgłoś błąd
Łukasz Tkacz
Liczba komentarzy: 17

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.