.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Command & Conquer: Red Alert 3 - Czerwona Ewolucja

Sebastian Oktaba | 14-11-2008 15:59 |

Seria Command & Conquer: Red Alert jest tym dla strategii czasu rzeczywistego, czym Diablo dla gier fabularnych. Nie ma w tych słowach krzty przesady, z czego doskonale powinni zdawać sobie sprawę wszyscy miłośnicy tytułów spod znaku sierpa i młota. Nie chodzi nawet o wyrobioną markę i wieloletnią tradycję, a raczej specyficzne podejście do tematu. Odkąd pamiętam, Red Alert był synonimem hack'n'slash rts, gdzie pierwsze skrzypce grała masowa produkcja jednostek, dopiero później zaś taktyka. Chociaż formalnie wymieniony podgatunek w zasadzie nie istnieje, to jeżeli biorąc za wzór rts produkcje pokroju Company of Heroes czy StarCraft, faktycznie można przyjąć taką klasyfikację. Pamiętać jednak należy, iż Red Alert jest grą specyficzną zarówno w treści, jak i formie. Ci, którzy jeszcze nie mieli okazji zapoznać się z alternatywną wersją historii, powinni czym prędzej nadrobić zaległości. Lepszej okazji, niż premiera trzeciej części „Czerwonego Alarmu” chyba nie będzie. Wielu fanów po przejęciu studia Westwood przez Electronic Arts nie najlepiej wróżyło tytułowi. Czy słusznie? Mam nadzieje że niniejsza recenzja przyniesie odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania.

Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Potęga ZSRR zostaje ostatecznie zachwiana. Alianci zbliżają się do Moskwy i już nic nie jest w stanie ich powstrzymać przed ostatecznym tryumfem nad blokiem sowieckim. Wojna zbliża się ku końcowi ... Czy aby na pewno? Sekretarz Czerdenko wraz z generałem Krukowem znajdują wyjście z beznadziejnej sytuacji. W podziemiach Kremla, doktor Zelinsky opracował pionierski wynalazek - wehikuł czasu. Na nic protesty i prośby naukowców argumentujących, że projekt nie został jeszcze w pełni ukończony. Gdy mateczka Rosja w potrzebie, determinacja połączona z desperacją tworzy wybuchową mieszankę. Pomimo ogromnego ryzyka jakie niesie ze sobą nawet najdrobniejsza ingerencja w kontinuum czasowe, Czerdenko odmienia losy historii. Na konferencji fizyków w 1927 roku unicestwia samego Alberta Einsteina, odpowiedzialnego za technologiczną przewagę aliantów. Powrót na Kreml napełnia serca dygnitarzy dumą. Wojska Sił Sprzymierzonych zostały wyparte, a ZSRR odzyskuje dawną świetność i wpływy. Szkopuł w tym, że zmiany okazały się daleko bardziej posunięte niż początkowo przypuszczano. Broń nuklearna nigdy nie została wynaleziona. Amerykanie nie zrzucili bomby atomowej na Hiroszimę, tym samym Japonia wyrosła na światowe mocarstwo. Imperium Wschodzącego Słońca właśnie rozpoczyna swoją krucjatę. Jakby tego było mało, USA całkowicie angażuje się w nowy konflikt ... Wojna nigdy się nie zmienia, ale teraz przybiera na sile ...

Fabuła Red Alert 3, chociaż momentami wydaje się kiczowata i komediowa, doskonale pasuje do kontekstu i oprawy wizualnej gry. Osoby traktujące alternatywne scenariusze historii nad wyraz serio muszą nabrać odpowiedniego dystansu, albo podarować sobie ten tytuł już na starcie. To nie na ich nerwy. Reszta powinna bawić się przednio. W trakcie kampanii wielokrotnie zostaniemy zaskoczeni przez scenarzystów, zaś wszystkie ważniejsze wydarzenia przedstawiono w świetnej jakości filmikach z udziałem prawdziwych aktorów. W dobie wszędobylskiego 3D, to niewątpliwie miła odmiana i ukłon w stronę starszych graczy, pamiętających zapewne czasy, gdy kręcenie takowych przerywników było niezwykle popularne. W obsadzie odnajdziemy mniej lub bardziej znane twarze, najczęściej aktorów drugoplanowych i serialowych: Peter Stormare ("Prison Break"), Tim Curry ("Rocky Horror Picture Show", "Polowanie na Czerwony Październik") czy Jonathan Pryce ("Piraci z Karaibów"). Na ekranie nie mogło zabraknąć także kobiecych wdzięków w postaci chociażby Ivany Milicevic ("Casino Royale") i Jenny McCarthy (dziewczyna roku "Playboya"). Obecność skąpo odzianych i hojnie wyposażonych przez naturę przedstawicielek płci pięknej, może wydawać się trochę nieodpowiednia, bądź co bądź w grze traktującej o wojnie supermocarstw. Niemniej panie spisują się całkiem dobrze (podobnie jak reszta obsady), chociaż zapewne większa część męskiej widowni daleka będzie od obiektywnej oceny ich predyspozycji aktorskich. Przyznam bez zażenowania, że już dawno nie oglądałem przerywników pomiędzy misjami w jakiejkolwiek grze z takim zainteresowaniem, co w Red Alert 3.

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.