Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
 
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja S.T.A.L.K.E.R.: Czyste Niebo - Zono moja!

Sebastian Oktaba | 08-10-2008 16:32 |

Masz tu ananasa!

Walka jest wymagająca. Początkowo z kiepską, niecelną bronią trudno jest skutecznie wykańczać oponentów. Zabawa zaczyna się w chwili, gdy dostaniemy w łapska pierwszą giwerę z celownikiem optycznym. Od tego momentu szala zwycięstwa nie tyle przechyli się na naszą stronę, co uzyskamy skuteczne narzędzie mordu. Gdyby ktoś zapomniał, przypominam, że celowanie i headshoty w S.T.A.L.K.E.R. wymagają wyjątkowej precyzji i wyczucia. Nie jest to Fps w stylu Call od Duty 4, gdzie trup ściele się gęsto, padając od kilku kulek. W Czystym Niebie nasi przeciwnicy są wręcz absurdalnie wytrzymali! Pomimo całego realizmu z jakim twórcy potraktowali kwestię walki, zapomnieli najwyraźniej o tak istotnym elemencie. Rozumiem, że wojskowi wyposażeni w najlepszy sprzęt mają prawo przyjąć na klatę więcej od przeciętnego stalkera. Ale żeby cały magazynek wpakować w bandytę, ubranego jedynie w skórzana kurtę, to już jakaś kpina.

Cała gawiedź zamieszkująca Zonę nauczyła się także korzystać z granatów. Sztukę celnego i skutecznego rzucania opanowali wręcz do perfekcji. Mało tego, nie jest dla nich problemem z kilkudziesięciu metrów wrzucić nam „ananasa” niemalże do kieszeni, który natychmiast wybucha, nie pozostawiając możliwości ucieczki. O ironio, druga strona nie jest już tak wrażliwa na tego typu niespodzianki. Niejednokrotnie widziałem, gdy granat eksplodował dokładnie pod nogami przeciwnika, a ten nadal stał, jakby nigdy nic. Po prostu pięknie ... Wielka szkoda, gdyby autorzy chwile pograli i wyważyli pewne elementy, tak aby bliższe były realizmowi, gra na pewno by na tym zyskała. Pozostałe uroki pola bitwy, takie jak zacinanie się broni (czasami nazbyt częste) i jej zużywanie pozostały bez zmian. Udźwig postaci nadal jest też wyjątkowo skromny i wynosi 50 kg. Nie ma mowy o zabieraniu ze sobą tony żelastwa, niezbędna jest wnikliwa selekcja ekwipunku.

Sporym udogodnieniem jest za to możliwość ulepszania i naprawy broni oraz kamizelek. W Cieniu Czarnobyla ewidentnie tego brakowało, dlatego z radością powitałem taką opcję. W bazie każdej z frakcji znajdziemy mechanika, który z chęcią podłubie przy naszym sprzęcie. Modyfikacje arsenału obejmują kilkanaście różnych typów: od poprawiających celność, redukcję odrzutu, aż po zmianę kalibru. W kombinezonach można min.: wymieniać z kolei warstwy ochronne i zwiększać ich wytrzymałość. Jednak nie każdy „spec” potrafi nanieść na nasz sprzęt wszystkie poprawki. Gdy dodamy jeszcze możliwość zamontowania na broni tłumika, granatnika i lunety, wtedy uzyskamy pełny obraz zmian - bardzo korzystnych dodam. Nie ma co ukrywać, gigantyczna rzesza graczy właśnie na to czekała. Dzięki temu wiadomo, na co zbierać fundusze, których pozyskanie wcale nie jest łatwe. Asortyment narzędzi mordu jest niezwykle obfity - dokładnie, tak jak w poprzedniej części. Mój komplecik obejmujący zmodyfikowane TRS 301 z tłumikiem i lunetą dzielnie spisywał się w warunkach polowych.

Kwestia sztucznej inteligencji przeciwników komputerowych nie jest jednoznaczna. Podobnie jak w Cieniu Czarnobyla, także w Czystym Niebie potrafi zarówno zachwycić, jak i zażenować. Generalnie zachowanie „istot ludzkich” prezentuje się bardzo dobrze. Sytuacje, gdy zachodzimy wrogów od flanki, podczas gdy „gagatki” nadal w skupieniu monitorują obszar, w którym rozrabialiśmy kilka chwil temu nie należą do rzadkości. Oczywiście wszystko należy wykonać dyskretnie. Mocno irytuje tylko nadludzka celność beneficjentów, którzy z byle pukawki potrafią wpakować nam kule w tyłek - nawet gdy znajdują się baaardzo daleko. Znacznie gorzej wypada A.I. wszelkiej maści potworów, które są chyba nawet głupsze niż w pierwszej części. Biegają nieporadnie, wykonują mało sensowne zwroty i manewry. Naprawdę rzadko można dostrzec jakieś konstruktywne zachowanie z ich strony. Ale cóż, Zona to strefa skażona - najwyraźniej więc mutantom to nie służy. Ze względu na to, że gigantyczną większość czasu strzelamy jednak do „braci” z jednego gatunku, nie rzuca się to strasznie w oczy. Tak się też zastanawiam, dlaczego w grze nie ma przedstawicielek płci pięknej. Stalker nie występuje w wersji żeńskiej?

 

0
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.