.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Call of Duty Modern Warfare 2 - Ruscy atakują!

Sebastian Oktaba | 04-12-2009 10:36 |

Kolejny rok nieubłaganie mija, znowu się postarzałem, zaś Polska nie wyrosła na drugą Japonię i wszystko wskazuje na to, że podobna tendencja zostanie utrzymana. Pewne wydarzenia łatwo przewidzieć, gdyż nabierają charakteru cyklicznego albo są zwyczajnie oczywiste. Chociażby weźmy na celownik Call of Duty, którego nowe odsłony pojawiają się rokrocznie niemal jak w zegarku. Zanim spadnie pierwszy śnieg, drogowcy zaśpią, a ruscy odetną nam gaz, w sklepach debiutuje następna część tej popularnej serii. Taka jest naturalna kolej rzeczy i tym razem nie mogło być inaczej. Call of Duty zaczyna przypominać tasiemce, które dotychczas stanowiły specjalność Electronic Arts. Jednak sukces Modern Warfare oraz idące za nim miliony sprzedanych egzemplarzy niejako wymusiły stworzenie pełnoprawnego sequela. Lud głośno się tego domagał, mając w pamięci niezwykle udanego poprzednika. Wiele osób wyczekiwało kontynuacji Modern Warfare z wywieszonym jęzorem, ale po premierze i masowych szturmach na salony sprzedaży, entuzjazm jakby przygasł. Czyżby Infinity Ward wdepnęło na minę?

Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Doskonale pamiętam jak wzbraniałem się przed zrecenzowaniem Modern Warfare tkwiąc w błędnym przekonaniu, że przeniesienie akcji do czasów obecnych wyjdzie grze na niekorzyść. Call of Duty było przecież synonimem wojennego FPS rozgrywanego w czasach, gdy wujek Adolf i jego świta terroryzowali większość globu. Zabijanie Niemców w imię wyzwolenia europy traktowałem jako wystarczający powód, aby utrzymać status quo. Koniec końców rewolucja okazała się strzałem w dziesiątkę nie tylko ze względu na zmianę klimatu. Twórcy postanowili maksymalnie zaangażować w gracza w to, co dzieje się na ekranie w sposób dotąd nieznany. Zrezygnowano z luźno powiązanych misji na rzecz scenariusza, sztywno wytaczającego chronologię wydarzeń. Tak oto byliśmy świadkami przeobrażenia zwykłego shootera w interaktywny film ze wszystkimi konsekwencjami płynącymi z tego zabiegu. Efektowne sceny oraz ogromna dynamika zostały okupione setkami skryptów, które co prawda uatrakcyjniały zabawę, ale drastycznie ograniczały swobodę działania. Kampania w Call of Duty była ekscytującą lecz jednorazową przygodą, zupełnie jak weekendowy wyjazd do Kazachstanu. Nikt chyba nie wątpił, że Modern Warfare 2 podążać będzie wcześniej wytyczoną ścieżką. Istotnie, innowacji w mechanice zabawy praktycznie nie uświadczymy i generalnie niewiele się zmieniło przez ostatnie dwadzieścia cztery miesiące, co można interpretować dwojako. Infinity Ward zaspało albo świadomie serwuje nam odgrzewanego kotleta. Ucinając dywagacje zapowiem, że nadal całkiem strawnego. Natomiast teraz przyszła pora na szczyptę fabularnej otoczki...

Sequel przedstawia fikcyjny (dzięki Bogu!) scenariusz, kontynuujący wątki zapoczątkowane w pierwszej części. Od tamtych zdarzeń minęło pięć długich lat, ale sytuacja na arenie międzynarodowej wcale nie uległa zauważalnej poprawie. Śmierć Imrana Zakhaev'a rozsierdziła tylko skrajnych nacjonalistów, którzy uznali byłego idola za męczennika oraz bohatera narodowego. Nowym liderem ciemnej strony mocy został Vladimir Makarov, jeszcze bardziej bezwzględny, podły i zdeterminowany socjopata niż jego poprzednik. Facet najwyraźniej nie minął się z powołaniem, bowiem za sprawą kilku prowokacji wywołuje konflikt na skalę globalną. Koszmar Zimnej Wojny ziścił się w XXI wieku - Rosja zaatakowała Stany Zjednoczone, gotując nieprzygotowanym jankesom prawdziwą jesień średniowiecza i pandemonium... Przyznam, zarys fabuły Call of Duty wywołał u mnie grymas zniesmaczenia oraz stan głębokiej konsternacji. Do chwili obecnej Operation Flashpoint: Dragon Rising zajmowało zaszczytne pierwsze miejsce w kategorii militarnego absurdu lecz Modern Warfare 2 nie dało rywalowi żadnych szans, wygrywając przez nokaut. Historia rodem z Red Alert okazuje się wyjątkowo naciągana i chaotyczna. Rozumiem, to tylko gra komputerowa, ale silnie stąpająca po ziemi marka chyba do czegoś zobowiązuje? Już drżę z niepokoju o losy serii, aby następny CoD nie poszedł w ślady Wolfenstein lub Tom Clancy`s End War. Och, jakież to szczęście, że Modern Wafare w założeniach miał błyszczeć czymś zupełnie innym, niż absorbująca opowieść o dzielnych chłopakach Wuja Sama...

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.