.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Burnout Paradise The Ultimate Box - Jazda do raju

Sebastian Oktaba | 23-02-2009 12:13 |

Gry spod znaku Burnout, podobnie jaka wiele innych konsolowych serii, są kompletnie nieznane zatwardziałym użytkownikom pecetów. Pierwsza część ukazała się na Sony PlayStation drugiej generacji jeszcze w 2001 roku, a od jakiegoś czasu na PlayStation 3 oraz xBox 360 panoszy się siódma odsłona. Przyzwyczailiśmy się już, że na blaszakach prym w zręcznościówkach z lepszym lub gorszym skutkiem wiedzie Need For Speed, zaś bardziej realistyczna zabawa to domena wydawców takich jak Codemasters (DIRT i GRID) oraz Simbin (GTR). Wszystko się jednak zmienia, szczególnie za sprawą potencjalnych zysków. Jeżeli niedostępną do tej pory markę odpowiednio się zareklamuje, jest spora szansa na komercyjny sukces. Z takiego założenia wszyło najwyraźniej Electronic Arts, wydając na PC ostatnią grę autorstwa Criterion Games. Dobrych, zręcznościowych wyścigów ostatnimi czasy jak na lekarstwo, dlatego tym radośniej wypadałoby powitać Burnout Paradise The Ultimate Box. Uprzedzę od razu obawy - nie jest to kolejna skopana konwersja z konsol, co już samo w sobie wydaje się być dobrym omenem.

Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Kilka miesięcy temu na łamach PurePC pojawiła się recenzja Flatout: Apokalipsa. Solidny kawał zabawy, który z grzecznymi i klasycznymi wyścigami miał niewiele wspólnego. Mało takich, sami przyznacie. Rynek nie lubi zastoju, dlatego nowość od Electronic Arts ma zamiar szczelnie wypełnić powstałą lukę. Burnout Paradise The Ultimate Box podobnie jak konkurent, to całkowicie arcadowe, zręcznościowe i szalone wyścigi. Trudno nie pokusić się w tym momencie o stwierdzenie, że mamy do czynienia z produktem stricte konsolowym, bo tak jest w istocie. Ale czy dobra gra nie powinna bawić identycznie, bez względu na platformę? Jasne, przecież to oczywiste: dobre obroni się samo. Jak więc jest w przypadku The Ultimate Box? Warto zainwestować weń parę groszy? Na to pytanie postaram się udzielić Wam wyczerpującej odpowiedzi podczas niniejszej recenzji. Przygodę z Flatout: Apokalipsa wspominam bardzo dobrze, zatem pewną skalę porównawczą będzie można zastosować. Warto jednak zaznaczyć, że pomiędzy tymi dwoma tytułami rysuje się wyraźna granica. Przede wszystkim Burnout jest jeszcze bardziej zręcznościowy i szalony, co w gruncie rzeczy należy postrzegać jako zaletę. Warto także wspomnieć, iż produkt Criterion Games w odróżnieniu od podstawowych edycji konsolowych, został wzbogacony o wszystkie dodatki, jakie się do tej pory ukazały. Gracze pecetowi nie otrzymują więc najuboższej, wydanej najmniejszym nakładem kosztów wersji. Bardzo to miłe posunięcie ze strony wydawcy.

Czym jest więc dokładnie Burnout Paradise The Ultimate Box? Najprościej rzecz ujmując jest mieszaniną Need For Speed oraz Destruction Derby, wzbogaconą o unikatowe elementy. Ciekawe? Jakżeby mogło być inaczej. Celowo nie przytaczam wspomnianego wcześniej Flatouta, bowiem to Burnout jest serią starszą i bardziej zasłużoną. Wyobraźcie sobie więc pełną swobodę przemieszczania się, całkowity brak zahamowań (dosłownie) oraz efektowne karambole i kraksy. Każdy kto preferuje w wyścigach szaleńcze tempo i wyjątkowo nie lubi korzystać z hamulca, powinien przynajmniej zapoznać się z demem nowego Burnout'a. Złapanie bakcyla wydaje się o tyle ułatwione, że gra jak na konsolową produkcję przystało, jest bardzo przystępna w obsłudze. Nie ma mowy o wczuwaniu się w model jazdy i tracenie czasu na wielogodzinne treningi, celem nabrania niezbędnego doświadczenia. Tutaj siadamy, orientujemy się w klawiszologii i ruszamy na podbój Paradise City. Z głośników, jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności płyną dobrze znane dźwięki idealnie pasujące do klimatu gry. Tak, to Guns N' Roses Paradise City - jeden z najlepszych numerów rockowych, nierozerwalnie kojarzący się czasami, gdy na głowie było mniej obowiązków i więcej włosów, a słoneczko jakby mocniej przygrzewało. Autorzy postarali się o to, by już na wstępie dobrze nastroić gracza, co zaiste im się udało. Po obejrzeniu intra na które składają się wyrywkowe akcje, jakich uczestnikiem będzie można się za parę chwil stać, przechodzimy do właściwej zabawy. Swoje kroki kierujemy na pobliskie złomowisko, gdzie już czeka na nas pierwszy wrak, którym przemierzać będziemy ulice ...

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.