Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

iOS wyleczył mnie z używania Androida. Na dobre!

LukasAMD | 10-01-2017 15:00 |

iOS wyleczył mnie z używania Androida. Na dobre!Android, iOS, a może wiecznie umierający, choć zarazem wciąż jakimś cudem żyjący mobilny Windows? Wybór w przypadku zakupu urządzenia mobilnego takiego jak smartfon czy tablet nie jest łatwy i zależy od wielu najróżniejszych czynników. Jakiś czas temu zdecydowałem się na zaryzykowanie, kompletną rewolucję w używanym sprzęcie i jestem z niej ogólnie mówiąc zadowolony. Spostrzeżeniami chciałbym się natomiast z Wami drodzy czytelnicy podzielić. Zdaję sobie sprawę, że już za sam tytuł niektórzy z Was będą zapewne chcieli rzucać we mnie najróżniejszymi warzywami, a może i starymi telefonami zalegającymi gdzieś w szafkach. Zanim jednak to zrobicie, zachęcam do przeczytania całego tego felietonu. Podkreślmy słowo felietonu, bo jest to tylko i wyłącznie moje zdanie i moje przemyślenia, z którymi każdy może się nie zgadzać. Grunt to przecież bycie zadowolonym z tego, co się posiada, co robi, czego się używa na co dzień, a nie bezsensowne kłótnie.

Nie pamiętam już dokładnie, kiedy zacząłem przygodę ze smartfonami. Trudno bowiem to jednoznacznie rozgraniczyć - czy taka Nokia N73 była już smartfonem, czy jeszcze jednak nie? Wiem natomiast, że pierwszym dotykowcem był LG P500, taka kopia niezwykle popularnego HTC Wildfire. Sprzęt z Androidem, który robił na początku wrażenie: whoow, ileż tu można zrobić… Jak działało, to już inna sprawa. Później nastąpił pewien czas z Windows Phone 7.5, znów Android, znów Windows Phone (tym razem już 8/8.1), potem długo Android… aż do schyłku jesieni ubiegłego roku, gdy szukając kosztów stwierdziłem: wymieniam swojego Honora 7 na coś z jabłkiem na obudowie. A co mi tam, czemu by nie spróbować. Tym oto sposobem zdecydowałem się na zakup iPhone’a 7. Jeśli chodzi o czysto techniczne aspekty to tak, macie racje. Wydawanie prawie 3000 złotych na coś takiego nie było specjalnie racjonalnym wyjściem.

Z punktu widzenia czysto kalkulacyjnego, zakup iPhone'a lub iPada nie ma żadnego sensu. Ale sprzęt to nie wszystko.

Nie to było jednak najważniejsze. Najważniejszym aspektem był system operacyjny — iOS. Przyznam szczerze, że Android zaczął mnie męczyć. Jakie mam wrażenia z czystego Androida pisałem już w felietonie poświęconym Nexusom. Było, nie chcę ich więcej, bo to wieczne braki i konieczność szukania jakichś alternatyw na zasadzie „zrób sobie sam”. Oczywiście, mogę, ale dlaczego chciałbym chcieć to robić i testować tyle aplikacji? Nie mam na to czasu. Spoglądałem co prawda na sprzęty innych producentów — EMUI tworzone przez Huawei okazało się na Honorze bardzo funkcjonalne i całkiem ładne, choć niestety niepozbawione wad: z tego, co mi wiadomo, nawet flagowce Huawei/Honor mają problemy z m.in. utrzymywaniem w tle działającego Endomondo czy Stravy. Nieco to śmieszne biorąc pod uwagę, że pewnie aplikacje są w stanie działać, inne natomiast nie. Kusił mnie też Samsung Galaxy S7, ale afera związana z modelem Note zaowocowała tym, że za szybko nie popatrzę na urządzenia tej firmy z chęcią zakupu — ok, każdemu zdarzają się wpadki, ale nie każdemu tak gigantyczne.

iOS wyleczył mnie z używania Androida. Na dobre! [1]

Szukałem więc czegoś, co z jednej strony będzie nieco ciekawsze niż czysty Android, z drugiej stabilne, spójne, a zarazem nie będzie przeładowane zbędnymi mi funkcjami, których i tak bym nie wykorzystał. Biorąc pod uwagę, że i tak mam MacBooka, zdecydowałem się na telefon z tej samej firmy. Aby zobaczyć, jak wygląda łączenie wszystkiego ze sobą w ich przypadku. Sprawdziłem już to na Windowsie — i uważam, że Microsoft ma chmurę, ale nie potrafi z niej skorzystać i zrobić czegoś sensownego, nie mówiąc już o katastrofie, jaką z pewnych względów jest Windows 10 - wiem, jak to wygląda w przypadku Google — tutaj mamy multum usług i aplikacji rozwijanych szybko, ale czasami jednak nieco po łebkach. Nie wiedziałem, jak będzie z Apple a chciałem się przekonać. Czy ten iOS gryzie, czy jest kompletnie dla idiotów, czy może jednak będzie w stanie jakoś funkcjonować?

Okazało się, że nie jest wcale tak, jak niektórzy to malują, krytykując Apple. Ograniczone, zabawka, dla dzieci… Nie, zdecydowanie nie, choć i zdecydowanie nie tak rozbudowane, jak Android. Pierwsze co rzuca się w oczy to świetna integracja. Obsługiwanie SMS czy odbieranie połączeń z poziomu komputera, synchronizacja przypomnień, list zadań, notatek (ze względu na które zrezygnowałem z kulawego na OS X i powolnego w synchronizacji OneNote), zdjęć, muzyki, książek… Działa to naprawdę przyjemnie i pozwoliło mi wyrzucić przynajmniej kilka zewnętrznych aplikacji, z których korzystałem do tej pory. Spodobało mi się natomiast na tyle, że bardzo szybko zdecydowałem się na sprzedaż Nexusa 9 i zastąpienie go iPadem mini 4. No i znów, wszystko się ładnie synchronizuje, a na dodatek nareszcie działa tak, jak powinno — multitasking i powrót do poprzednich aplikacji nie oznacza, że muszą one być niemal zawsze na nowo ładowane, tak jak to miało miejsce na nieszczęsnym Nexusie.

Czysty Android jest świetny? Nie, jest kiepski, podobnie jak Nexusy

Często wymienianą zaletą sprzętów z iOS podczas różnych dyskusji jest świetna szybkość działania, płynność i sprawność, która jest nie do osiągnięcia na Androidzie. Nie to do końca prawda, bo już ponad rok temu urządzenia ze średniej półki cenowej (dajmy na to okolice 1000-1300 zł) oferowały pod tym względem bardzo przyzwoitą klasę. Faktem jest, na nowym iPhonie czy iPadzie wszystko działa mi dobrze, nie zawiesza się i nie widzę żadnych spowolnień. Owszem, mogą za to odpowiadać delikatne animacje czy ekrany ładowania ukrywające wszelkie operacje wykonywane w tle, ale przecież liczy się efekt. Ten jest natomiast taki, że ja jako użytkownik nie widzę żadnego „chrupania" czy gubienia klatek. Oczywiście weźmy pod uwagę, że używam sprzętu najnowszego lub względnie jeszcze nowego (iPad), a podobne urządzenia z Androidem mogłyby zachowywać się podobnie.

iOS wyleczył mnie z używania Androida. Na dobre! [4]

Nie bez znaczenia pozostaje również sprawa wydajności przeglądania stron internetowych. Safari w przypadku systemu Windows nie jest już rozwijane od kilku lat, wersja na OS X ma się o wiele lepiej, choć jeszcze do niedawna mówiło się coraz więcej o tym, że przeglądarka ta zamieni się w drugiego Internet Explorera 6. Wyniki zgodności z HTML5 dla edycji stabilnej nie dorastają do pięt takiemu Chrome, wersja testowa dla developerów wygląda lepiej, ale to wciąż nie ten poziom. Cóż jednak z tego, skoro pod względem szybkości przetwarzania kodu JavaScript, tak przecież powszechnego na większości stron, zostawia ona konkurencję w tyle? Widać to w testach Mozilla Kraken, ale także benchmarku Google Octane. Przede wszystkim czuć to jednak podczas typowego przeglądania witryn internetowych. Nie jestem pewien co odpowiada za ten stan rzeczy, ale nawet najnowsze wersje Chrome na bardzo mocnych Snapdragonach nie są w stanie osiągnąć takiego poziomu. Kompilacja pod sprzęt, typowo pod procesor? Możliwe, najważniejsze, że jest szybko.

Safari na Windows to przestarzały gniot, ale na iOS i OS X to bardzo sprawna przeglądarka, która zastępuje wiele usług różnego typu.

Skoro już jestem przy Safari to zauważę coś jeszcze. Często widzę informacje o tym, jakoby iOS czy OS X to były systemy dla osób, które korzystają z komputera do używania Facebooka w jakiejś kawiarni, niczego poza tym… To właśnie na tymże iOS przeglądarka Safari obsługuje nie tylko wtyczki do blokowania reklam przez specjalne API, ale również inne dodatki, z których możemy korzystać na stronach internetowych - o choćby LastPass do szybkiego wypełniania pól formularzy. Trudno znaleźć konkurencję, która pozwala na coś takiego. Jest co prawda Firefox na Androida, ale działa jak działa i nie każdemu to odpowiada. W Chrome nie ma o tym mowy, w Operze też nie, a Edge miał je obsługiwać, póki co jednak skończyło się na deklaracjach. Jest jeszcze Dolphin Browser, ale tutaj dodatki są już mocno nieaktualne.

To samo Safari posiada tryb czytnika, który szalenie ułatwia przeglądanie stron internetowych - wycina on wszystko co zbędne, zostawiając faktyczną treść np. artykułu, sami możemy regulować natomiast sposób jej wyświetlania. To samo Safai ma też wbudowany czytnik RSS synchronizowany między wieloma urządzeniami, a także listę do przeczytania na później. Przypomina to nieco usługi takie jak Pocket, nie jest tak zaawansowane, ale jednak dla niektórych użytkowników może okazać się opcją wystarczającą. Wersja desktopowa pozwala z kolei na personalizację interfejsu jak np. rozmieszczenie przycisków. Muszę przyznać, że do momentu zakupu tych urządzeń i konkretnego wypróbowania oprogramowania z nimi dostępnego, zdecydowanie nie doceniałem ich możliwości. To wszystko da się oczywiście zastąpić innymi aplikacjami czy rozszerzeniami, ale… czy chce mi się szukać, kombinować, testować? Czy mam na to czas? Miałem kiedyś, obecnie wolę zająć się czymś innym, nawet jeśli robi to ze mnie po części technologicznego ignoranta.

iOS wyleczył mnie z używania Androida. Na dobre! [5]

Ponad wszystkim tym jest jeszcze prostota. Nie zmienię launchera, nie zmienię ikon, nie mam też dostępu do systemu plików… Jest za to sensowne zarządzanie uprawnieniami, mogę zarządzać powiadomieniami, a także ustawiać dokładnie która aplikacja i w jaki sposób ma dostęp do lokalizacji i czy może odświeżać swoją zawartość w tle, gdy nie korzystam z niej aktywnie. Recenzenci w sieci uznali, że bateria w iPhonie 7 nie jest za mocna… mi wystarcza na 3-4 dni, czego nie mogłem uzyskać na Honorze z wybijaniem aplikacji po wyłączeniu ekranu (to jednak z funkcji EMUI). A nie oszczędzam, nie żałuję sobie, często korzystam z przeglądarki, ulubionych aplikacji czy słucham muzyki - obecnie w okresie testowym z Apple Music bo swoim bogatym zbiorem Synthwave mocno mnie do siebie przekonuje. Czyżbym przeszedł i w tej kwestii do tego ich szalonego rezerwatu? Nie mówię nie, nie mówię tak.

Prostotę widać na każdym kroku. Już LG G2 pozwalał mi na cuda w aparacie, później aplikacja Google czy to co oferował Honor tylko je zwiększała. A tu… w sumie nie ma niemal nic. Ot, lampa błyskowa, HDR czy live photos (całkiem ciekawe)... bo w sumie czy cykając świąteczną fotkę powiem: czekajcie rodzinka, muszę ustawić dobre ISO, balans i… No sorry, nie. Cykam i mam. Oczywiście jakby były dodatkowe funkcje, to by wcale to nie zaszkodziło, o ile oprogramowanie jest w stanie działać bez problemów. Podobnie ma się sprawa z większością systemowych aplikacji: są proste, mają to, co najważniejsze i nic poza tym. Dla mnie okazały się wygodne i wystarczające, choć rozumiem, że dla niektórych korzystanie z nich może być jak ograniczanie się na własne życzenie. Ok, każdemu wedle potrzeb. Tutaj po prostu działa i to ja jestem dziwny próbując doszukiwać się problemów, do których już jakoś przywykłem na innych platformach.

Ideał, najlepszy wybór? A gdzie tam! Ograniczenia iOS robią swoje i potrafią utrudnić życie, nie tylko użytkownikom, ale i twórcom aplikacji.

Czy wszystko to oznacza, że iOS jest systemem idealnym, systemem bez wad, który mógłbym polecić dosłownie każdemu? Zdecydowanie nie, bo jak wiadomo, nic nie jest idealne. Niewiele było trzeba, abym natknął się na rozwiązania głupie, idiotyczne lub też moim zdaniem za bardzo ograniczone, zarówno w przypadku OS X, jak i iOS. Największą bolączką, która denerwuje mnie co jakiś czas jest klawiatura. Co prawda Apple było w stanie stworzyć ekranową klawiaturę, która świetnie podpowiada, świetnie koryguje i jest wygodna, ale z racji tego, że firma ta nie zna krajów “Trzeciego Świata” takich jak Polska, nie znajdziemy w niej dobrej obsługi języka polskiego. Jest tylko podstawowy słownik, w którym nie działa dobrze ani predykcja, ani automatyczna korekta. Oczywiście, mógłbym pisać tylko po angielsku, ale przecież żyję w Polsce, piszę SMS-y, maile i inne wiadomości w naszym rodzimym języku.

Rozwiązaniem mogłaby być dodatkowa klawiatura. I po prawdziwe jest, choć tylko połowicznym. Od jednej z aktualizacji iOS, podobnie jak Android, umożliwia instalowanie dodatkowych klawiatur zewnętrznych programistów. Procedura jest prosta: instalujemy z App Store, włączamy w ustawieniach i dajemy dostęp do danych. W samym sklepie znajdziemy natomiast popularne klawiatury: jest SwiftKey, jest Swype, jest Fleksy, jest też Gboard, a nawet Microsoftowy Word Flow (choć nie w polskim sklepie). Super? No nie do końca. Fleksy u mnie nie działa, Swype jest płatny, a do tego nie lubię pisania gestami, Gboard nie obsługuje jeszcze języka polskiego - choć wersja na Androida radzi sobie z tym bez żadnych problemów - a SwiftKey… jest, ale nie działa tak dobrze jak na Androidzie. Nie sprawdza się tam dobrze, nie koryguje tak świetnie, choć na szczęście synchronizacja jest ok.

iOS wyleczył mnie z używania Androida. Na dobre! [3]

Odnośnie klawiatur to muszę jednak wspomnieć o jednej zalecie. Podobnie jak inne aplikacje, nie mają one ogromnych uprawnień, przez co funkcjonalnie są ograniczone, ale zyskuje też na tym nasze bezpieczeństwo. prosty przykład to logowanie się w aplikacjach czy na stronach internetowych. W przypadku pola hasła zewnętrzna klawiatura jest zamieniana na tą dostarczaną przez Apple, przez co nie musimy obawiać się o ewentualny wyciek informacji (teoria), choćby przypadkowo - a właśnie taka sytuacja miała miejsce np. w przypadku SwiftKey, który w pewnym momencie historii swojego rozwoju synchronizował sobie w chmurze wpisywane przez nas hasła… Nie był to celowy zabieg (teoria), lecz po prostu błąd programistyczny, który na szczęście szybko po odkryciu załatano. Rozwiązanie zastosowane w iOS bardzo mi się spodobało od kiedy tylko dostrzegłem to automatyczne przełączanie się klawiatury.

Wróćmy jednak do wad. Przy okazji klawiatur wychodzi coś, co nie teoretycznie nie powinno mieć miejsca - jakość aplikacji na iOS może być niższa, niż w przypadku Androida… Kiedyś nie do pomyślenia, bo to App Store jest chwalony za swój poziom, a Google Play krytykowany za wielki bałagan, przypadki problemów z bezpieczeństwem, czy też działaniem samych usług Google Play. Nie mogę się zgodzić z takimi miejskimi legendami. Może tak było w przeszłości, ale obecnie poziom jest wyrównany, a część z aplikacji jest lepsza w przypadku Androida. Tutaj najwięcej zależy od tego, czego konkretnie używamy na co dzień. Dla jednej osoby bogatszy i prezentujący wyższą jakość okaże się Google Play, dla innych natomiast App Store. Dobijające są natomiast różnice w cenie. Korzystam z aplikacji Memrise służącej do m.in. nauki języki obcych. Na iOS jej możliwości są nieco większe, cena pakietu Premium natomiast znacznie większa niż na Androidzie… na szczęście działa to w chmurze, więc gdy uznałem, że chcą go kupić, zrobiłem to w Google Play, aby później używać na sprzętach z jabłkiem.

Kolejna sprawa, brak dostępu do systemu plików. Z jednej strony ok, bo aplikacje są izolowane, bo w sumie po co to… Z drugiej mam nieco audiobooków w formacie mp3 i o ile na Androidzie korzystałem z świetnego Smart AudioBook Playera, o tyle tutaj albo wrzucę je przez iTunes, albo przez Google Play Music, ale w zawsze któraś aplikacja będzie “zablokowana” na czas odsłuchu danej książki. To bywa męczące, a jeszcze nie znalazłem alternatywy. Szkoda mi też nieco włącznika z czytnikiem na tyle - przestrzeni projektanci Apple nie potrafią wykorzystać, robią ogromne ramki, choć urządzenia mogłyby być nieco mniejsze i wygodniejsze. Problematyczna bywa też synchronizacja o której wspominałem wyżej pisząc o działaniu w tle. Takie Google Photos teoretycznie mogą to robić, a jednak nie wysyłają zdjęć w chmurę, gdy z nich nie korzystam. Wyczytałem, że to może być wina projektantów aplikacji (bo np. Flickr! ponoć nie ma z tym problemów), ale wracamy do punktu wyjścia: co mnie to obchodzi? Na Androidzie było ok, tutaj nie jest i liczy się sam fakt istnienia problemu.

iOS wyleczył mnie z używania Androida. Na dobre! [2]

Ostatnia rzecz to oczywiście kalkulacja cenowa i sprzęt. Ok, procesor mają niesamowity. Ale ekran? Wolę 4,7” niż 5,5”, niemniej trzymanie się marketingowo-bełkotliwej Retiny, gdy średnie Androidy mają Full HD… nie powiem, aby był to ogromny problem, bo wyświetlacz jest świetny, niemniej dziwnie się wydaje tyle, że coś takiego. No i ten minijack… a przecież wcale nie musiał utonąć, było miejsce i dla niego, aby uratował się z Titanica… Wróć, nie ta bajka. To nie jest dramat, choć próba jednoczesnego ładowania i rozmawianie przez słuchawki przewodowe uświadamia mi, że chyba jednak nie poszło to w odpowiednią stronę. W każdym razie, jeśli chodzi o czysty przelicznik cenowy, to się kompletnie nie opłaca. Inna sprawa, że jednak te sprzęty z jabłkiem trzymają ceny znacznie dłużej. Ile kosztował LG G5 podczas premiery, a ile dziś? Ile kosztował Samsung Galaxy S7, a ile dziś? Ile kosztuje iPhone 6S? No właśnie, tu widać spore różnice.

Windows Phone - Niechciane dziecko Microsoftu

Na koniec muszę jeszcze stwierdzić coś o Windows Phone. Przyznam szczerze, że używając iOS, wracam pamięcią do Windows Phone 7. Tak, to był system, który zdecydowanie chciał udawać iOS swoją czytelnością i prostotą obsługi. I to się mogło udać, gdyby Microsoft miał do zaoferowania odpowiednią synchronizację transparentną dla użytkownika, gdyby to wszystko było rozwijane w jakimś konkretnym kierunku, zamiast robienia co chwile rewolucji zarówno na desktopach, jak i urządzeniach mobilnych. Czytelnicy moich artykułów wiedzą, że nierzadko krytykuję tę firmę, staram się mimo wszystko podawać powody takiej krytyki. Teraz doszedł mi kolejny — bo wiem, że Microsoft miał szansę na stworzenie czegoś świetnego, a do tego miał już ogromną bazę użytkowników. Nie udało się, a niezdecydowanie i ciągłe rewolucje doprowadziły do tego, że teraz jest to najbardziej nieprzewidywalna i najbardziej niespójna platforma ze wszystkich. To nieco jak z naszą krajową polityką w ostatnim czasie — to nie tak, że Apple jest super. To konkurencja sama się wykańcza wieloma głupimi potknięciami.

Nie powiem aby to był ideał, bo nic nie jest idealne. Nie będę się też zabijał ani bronił Apple, bo robią masę błędów, tak jak i inni.

Tak więc, z jednej strony szkoda mi, że to nie Microsoft, z drugiej, cieszę się, że wybrnąłem z własnych przyzwyczajeń — Windowsa jednak udało mi się zastąpić za sprawą OS X, a Androida przez iOS. Zakup zarówno smartfona, jak i tabletu z iOS nie był specjalnie opłacalny, jeśli chodzi o sprzęt jako taki, ale jeśli chodzi o oprogramowanie to i owszem. Jestem zadowolony i choć Apple moim zdaniem nie idzie obecnie sensowną drogą rozwoju (popatrzmy na czas pracy nowych MacBooków Pro — to jest katastrofa), to na razie nie widzę dla siebie sensownej alternatywy. Jeśli coś się zmieni, jeśli będzie godne uwagi, stabilne i spójne tak jak tutaj, dlaczego by nie, warto dawać szansę. Nigdy jednak nie ma co zapominać o jednym. Czy to jabłko, okienka, czy robocik, czy nawet i pingwinek… to tylko sprzęt, system, oprogramowanie, a nie coś, co jest nam do życia niezbędne. Na pewno nie będę za to umierał, nie będę tego bronił ani po tym płakał. Nie ja na tym zarabiam.

8
Zgłoś błąd
Łukasz Tkacz
Liczba komentarzy: 247

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.