Recenzja Control Resonant - Udana kontynuacja i rozwinięcie uniwersum, jednak niepozbawione wad
- SPIS TREŚCI -
- 1 - Recenzja Control Resonant - Sprawdzamy nową grę Remedy Entertainment
- 2 - Recenzja Control Resonant - Plagi Manhattanu
- 3 - Recenzja Control Resonant - Wyższa szkoła parautylitaryzmu
- 4 - Recenzja Control Resonant - Platforma testowa
- 5 - Recenzja Control Resonant - Galeria screenów
- 6 - Recenzja Control Resonant - Podsumowanie
Fenomen fińskiego studia dotarł do mnie stosunkowo późno. Zarówno Max Payne, jak i Alan Wake zostały przeze mnie uruchomione ze znaczącym opóźnieniem. Szczególnie trudno było mi się niegdyś przebić przez męczący gameplay tej drugiej gry, by móc wreszcie zachwycić się fenomenalną narracją pełną multimedialnych odniesień i ożywionych przedmiotów niczym w opowieściach Stephena Kinga. Prawdziwą trampoliną okazały się dla mnie Quantum Break oraz trzy lata później Control, robiący wrażenie również rozbudowanymi aspektami rozgrywki i stawiający pierwsze stałe podwaliny pod Remedy Connected Universe. Ładnie łączy się to z drugą częścią Alana Wake'a. Teraz zaś dochodzi do następnego kroku. Zobaczmy w takim razie, jak prezentuje się Control Resonant.
Autor: Szymon Góraj
W zasadzie nieoceniona seria Max Payne w zupełności wystarczyłaby Remedy Entertainment, by dołączyć do galerii sław w branży. Ale Sam Lake od zawsze miał spore ambicje, nikogo zatem już nie dziwi, że po latach dalej stara się rozbudowywać własne projekty. Kiedy zachodzi potrzeba zapożycza pewne składowe z głównego nurtu, ale nie obawia się szaleć z pomysłami. Tak narodził się Alan Wake, istny gabinet osobliwości poruszający wątki twórczej blokady czy tożsamości dzieła, łącząc przy tym przeróżne media - począwszy od literatury, poprzez kino, na telewizji skończywszy (sama gra podzielona jest na epizody niczym serial, nie po raz ostatni zresztą). Elementy live-action, eksperymenty SF, wzajemne odniesienia - to i więcej znajdziemy w Quantum Break, sequelu Alana Wake'a i oczywiście pomiędzy nimi pierwszym Control. Jednych ta dzika mieszanka odrzuca na starcie, innych fascynuje, ale chyba nie sposób całkowicie zignorować fenomenu nietuzinkowej twórczości. Po drodze studio wpadało na mielizny - czy to w postaci trudnej walki o prawa do ważnych motywów ich układanki, czy nie tak dawnego potknięcia o nazwie FBC: Firebreak. Nie wspominając o tym, że nawet najbardziej cenione gry Remedy miewały poważne problemy ze sprzedaniem się w odpowiednich ilościach. Ale właśnie dlatego Control Resonant ma tak duże znaczenie dla przyszłych przedsięwzięć. Część poprzednia akurat sprzedała się całkiem dobrze, do tego ładnie zgarnęła wiele wędrujących motywów z poprzednich gier, dodając sporo od siebie pod każdym względem.
Control Resonant rozgrywa się siedem lat po wydarzeniach z Jesse Faden w roli głównej, część konceptów rozwijając, a część stawiając zupełnie na głowie - od narracji aż po będący nowością dla Remedy system walki.
Test wydajności Control Resonant - Trzymajcie się mocno, bo będzie szarpało! Kontrolny test wydajności 40 kart graficznych
Wyobraźcie sobie rządową organizację na co dzień zajmującą się sprawami, dla których Molder porzuciłby Wydział X, w mig zapominając o Scully. Taką, która nie figuruje w żadnej bazie danych, a z jej istnienia zdaje sobie sprawę promil społeczeństwa. Jurysdykcja FBC (Federal Bureau of Control) obejmuje bowiem zjawiska wykraczające poza nasz wymiar czy fizykę. Miejsca mocy, przedmioty codziennego użytku nasączone paranormalnymi właściwościami, koncept multiwersum. Pracownicy FBC wyszukują je, badają i w miarę możliwości izolują, tak aby nie zalały naszej rzeczywistości. Być może w Wasze ręce wpadł pamiętnik wykazujący do pewnego stopnia samoświadomość. Albo niebezpieczna pralka, z którą stale ktoś musi utrzymywać kontakt wzrokowy, żeby była spokojna. Wszystko, co wymyka się logice, przeczy prawom fizyki, w jakikolwiek sposób narusza powszechnie przyjmowane konwencje, zaprząta głowy w ogromnej mierze przypominających zwykłych korpoludków członków Biura. Katalogowanie, przechowywanie w odosobnieniu i skrupulatne eliminowanie tego, co jest zbyt niebezpieczne. I tutaj ładnie wprowadzono wydarzenia z pierwszej części Alana Wake'a, również znajdujące się w katalogu FBC, a maszynopis tytułowego bohatera tejże gry jest oficjalnie przedmiotem mocy. I tak podczas gdy jako Wake mierzymy się ze zjawiskami rodem z horroru, Control uzupełnia całość ramami SF, w jakimś zakresie racjonalizującymi to, co się wokół dzieje, i zarazem buduje pomost potrzebny do stworzenia spójnego uniwersum.
CONTROL Resonant ze szczegółami trybów graficznych na konsolach Sony. Ray Tracing tylko dla PlayStation 5 Pro
FBC rezyduje w położonej na Manhattanie tzw. Najstarszej Siedzibie (The Oldest House). Imponujących rozmiarów relikt późnego modernizmu sam w sobie stanowi jedno wielkie miejsce mocy, mieszczące nieomal niezliczone artefakty, obiekty i inne trudne do krótkiego scharakteryzowania różności. Na czele placówki stoi Dyrektor - parautylitarysta, czyli osoba posiadająca specyficzne moce, od pewnego czasu wyznaczana przez Zarząd, zbiór tajemniczych istot z innego wymiaru, w osobliwy sposób współpracujących z Biurem. W Control kierujemy Jesse Faden, młodą kobietą poszukującą zaginionego brata, Dylana. Do Najstarszej Siedziby przybywa akurat po tym, jak dotychczasowy Dyrektor, opanowany przez Syk (The Hiss) groźny paranormalny byt z innego wymiaru, popełnia samobójstwo. W ramach przyspieszonej sukcesji Faden otrzymuje tytuł Dyrektorki wraz ze zmiennokształtnym pistoletem - przedmiotem mocy przysługującym osobie o tej funkcji (i przy okazji bronią używaną przez gracza) - a jej misją jest powstrzymanie narastającego kryzysu mogącego w dłuższej perspektywie zatrząść posadami całego świata. I tak oto powstrzymujemy kolejnych opętanych, zwalczamy potężne obiekty mocy, starając się przy tym rozwikłać kolejne zagadki związane z obcymi wymiarami. W międzyczasie trafiamy na Dylana, którego w uproszczeniu można określić jako nieudany eksperyment FBC, niegdyś główny kandydat na nowego Dyrektora. Ubezwłasnowolniony przez Syk, odpowiedzialny za śmierć rzeszy osób, praktycznie cały czas widzimy go uwięzionego, tak by nikomu nie zrobił już krzywdy. A w Control Resonant, gdy wszelkie zabezpieczenia zawodzą, właśnie on jest głównym bohaterem. Ruch o tyle intrygujący, co ryzykowny, nawet jak na Remedy.
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- następna ›
- ostatnia »
- SPIS TREŚCI -
- 1 - Recenzja Control Resonant - Sprawdzamy nową grę Remedy Entertainment
- 2 - Recenzja Control Resonant - Plagi Manhattanu
- 3 - Recenzja Control Resonant - Wyższa szkoła parautylitaryzmu
- 4 - Recenzja Control Resonant - Platforma testowa
- 5 - Recenzja Control Resonant - Galeria screenów
- 6 - Recenzja Control Resonant - Podsumowanie
Powiązane publikacje

Recenzja The Blood of Dawnwalker - Przygody wampira w stylu Wiedźmina. Kolejna dobra polska produkcja?
47
Recenzja Assassin's Creed Black Flag Resynced - Edward Kenway znów szaleje na Karaibach. Sprawdzamy remake kultowej gry
54
Recenzja Gothic Remake - Alkimia Interactive wita nas w Kolonii po remoncie. Relacja z ponad 30 godzin zmagań w Górniczej Dolinie
108
Recenzja 007 First Light - Wzięli wolne od Hitmana i zrobili nowego Jamesa Bonda. Czy będzie to kolejny hi... hicior?
11







![Recenzja Control Resonant - Udana kontynuacja i rozwinięcie uniwersum, jednak nie pozbawione wad [nc1]](/image/artykul/2026/09/18_recenzja_control_resonant_udana_kontynuacja_i_rozwiniecie_uniwersum_jednak_nie_pozbawione_wad_nc0.png)
![Recenzja Control Resonant - Udana kontynuacja i rozwinięcie uniwersum, jednak nie pozbawione wad [nc1]](/image/artykul/2026/09/18_recenzja_control_resonant_udana_kontynuacja_i_rozwiniecie_uniwersum_jednak_nie_pozbawione_wad_nc1.png)





