Zgłoś błąd
X
Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.
Błędy w spisie treści artykułu zgłaszaj jako "błąd w TREŚCI".
Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
Załóż konto
EnglishDeutschукраїнськийFrançaisEspañol中国
 

Recenzja Mass Effect Legendary Edition - Sprawdzamy, czy oficjalny remaster jest w stanie zagrozić fanowskim modom

Ewelina Stój | 13-05-2021 14:00 |

Recenzja Mass Effect Legendary Edition - Sprawdzamy, czy oficjalny remaster jest w stanie zagrozić fanowskim modomGier o tak dobrej fabule jak w Mass Effect w historii gamingu było niewiele. Nic więc dziwnego, że utarło się nawet pojęcie "Post Mass Effect Depression", dotyczące objawów towarzyszących osobom, które dopiero co ukończyły zabawę w butach Sheparda. I nie są to bynajmniej objawy pozytywne. Mowa bowiem o poczuciu zagubienia, pustki, a na końcu zwykłej tęsknoty za uniwersum, które wykreowało kanadyjskie studio BioWare. To właśnie fabuła, bohaterowie, wachlarz wyborów i klimat oryginalnej trylogii sprawił, że ma ona tak duży potencjał na kolejne przejścia. Pewnie gros z Was może pochwalić się wielokrotnym ukończeniem trylogii, choć wyczyn ten idzie każdorazowo w setki godzin. Dla fanów Sheparda i spółki to jednak czysta przyjemność. Wydaje się, że niewiele tytułów ma tak oddaną, a może wręcz fanatyczną bazę fanów, czego zasługą jest m.in. właśnie fabuła. Nic więc dziwnego, że Mass Effect ostatecznie doczekał się odświeżenia pod postacią Legendary Edition, choć niektórzy już zwątpili...

Autor: Ewelina Stój

Jeśli kliknąłeś w ten materiał oznacza to, że najpewniej wiesz już co nieco o Mass Effect - znasz historię związaną z niezbyt ciepło przyjętą grą pt. Mass Effect Andromeda (nasza recenzja) i wiesz również, że debiutujące 14 maja 2021 Mass Effect Legendary Edition jest remasterem oryginalnej trylogii. Remasterem, nie zaś remakiem, a w takich przypadkach deweloperzy ograniczają się głównie do odświeżenia pierwowzoru od strony audio-wizualnej: stare tekstury zastępuje się nowymi, poprawkom poddawane są animacje, rozdzielczość podbijana jest do dzisiejszych standardów, podobnie jak "uwspółcześniane" są też wybrane mechaniki. Nie ma więc mowy o grze tworzonej od podstaw, co miało miejsce chociażby w takim Resident Evil 3 Remake. Nic więc dziwnego, że po ogłoszeniu Legendary Edition pamiętnego 7 listopada 2020 roku, zachwyt fanów mieszał się z rozczarowaniem. Mówiło się o skoku wydawcy gry na pieniądze, o żerowaniu na sentymentach, ale przede wszystkim o tym, że taki remaster nie ma zasadności, bo nie może prezentować przecież wyższej jakości, niż mody graficzne pokroju A Lot Of Textures (na których twórcy się nomen omen częściowo przecież wzorowali). Z miesiąca na miesiąc dowiadywaliśmy się jednak coraz bardziej pozytywnych informacji o grze, które sugerowały, iż zmiany wykroczą mocno także poza grafikę, więc porównywanie Edycji Legendarnej wyłącznie do oryginałów z modami nie zapowiadało się już tak zasadnie, jak się początkowo wydawało. 

Mass Effect Legendary Edition to zestaw trzech zremasterowanych gier, składających się na serię kosmicznych erpegów akcji. Najwięcej zmian spodziewać się można w przypadku remastera pierwszego tytułu z 2007 roku - tytułu otwierającego niesamowite przygody komandora Sheparda.

Recenzja Mass Effect Legendary Edition - Sprawdzamy, czy oficjalny remaster jest w stanie zagrozić fanowskim modom [nc1]

10 lat Mass Effect na PC: o zakończeniu serii nieco inaczej

Zmiany, o których nas informowano miały dotyczyć m.in. poziomu trudności walk z bossami, systemu osłon, dostępności amunicji, sterowności pojazdu znanego jako Mako, czy nawet wyglądu damskiej Shepard w pierwszej i drugiej części gry. To wszystko jednak tylko ułamek zmian, bo przecież nie o to chodzi w recenzji, by była ona nudną listą ulepszeń (tę możecie znaleźć TUTAJ). Chcę jedynie w tym miejscu podkreślić, że ostatecznie nie wygląda to na pójście deweloperów na zarzucaną im początkowo łatwiznę... choć z wnioskami jeszcze przez chwilę się wstrzymam ;) Oczywistym jest też, że dzięki pracy modderów dostępne są nie tylko mody graficzne. Istnieją też nieoficjalne mody, które m.in. również ulepszają Mako. Jednak wraz z Legendary Edition otrzymujemy wszystko w jednym miejscu bez obaw, że coś będzie ze sobą niekompatybilne czy zepsuje grę, co często w przypadku modów przecież się dzieje. Nie wspominając już o zebraniu wszystkich 42 DLC i innych paczek w jednym miejscu (poza Pinnacle Station, za którym nikt nie będzie chyba tęsknić). No i wszystko to z obietnicą jak najlepszej optymalizacji, obsługą ekranów ultrapanoramicznych (21:9) czy oficjalnym wsparciem dla kontrolerów. A nawet jeśli Legendary Edition nie przekona do siebie pecetowych fanów gry, którzy wciąż będą obstawiali przy darmowej alternatywie z modami, to trzeba pamiętać, że takim szczęściem nie mogą cieszyć się posiadacze konsol, a przecież Legendary Edition jest dostępne także na PlayStation 4, PlayStation 5, Xboksa One oraz Xboksa Series S/X.

Recenzja Mass Effect Legendary Edition - Sprawdzamy, czy oficjalny remaster jest w stanie zagrozić fanowskim modom [nc1]

W razie, gdyby jakimś cudem ktoś z Was nie grał w oryginalną trylogię bądź jeszcze większym cudem zapomniał, o co w niej w ogóle chodziło (PTSD wywołane zakończeniem?), to dla porządku spieszę z kilkoma zdaniami wyjaśnienia. Wydana oryginalnie w 2007 roku pierwsza część trylogii zaznajamiała nas mianowicie z kosmicznym uniwersum przyszłości, w którym to ludzie dzięki odkryciu technologii należącej do protean prędko rozprzestrzenili się po całej Drodze Mlecznej i poznali inne inteligentne (bardziej bądź mniej) rasy. Jeszcze pod koniec części otwierającej trylogię ta sielanka jednak się kończy. Okazuje się mianowicie, że naszej galaktyce zagraża wielkie niebezpieczeństwo, któremu zaradzić może najwyraźniej jedynie nasz bohater - elitarny, kosmiczny żołnierz znany jako komandor Shepard. Brzmi dość trywialnie, ale nie ma co się więcej rozwodzić nad fabułą, gdyż szkoda na to po prostu "antenowego" czasu. Kto ma wiedzieć co było dalej ten przecież wie, a kto jeszcze nie wie... ten ma ogromne szczęście, bowiem wielka przygoda dopiero przed nim. W tym miejscu podrzucę jeszcze pewien smaczek bądź wskazówkę dla nowicjuszy w tym uniwersum. Otóż wydaje się, że scenarzyści gry mogli w jakimś stopniu inspirować się tzw. teorią 676 lat - zainteresowanych odsyłam do Googla, a pozostałych zapraszam już do właściwej części recenzji, w której skupię się na tym, czy to co się zmieniło w remasterze jest zasadne i - pisząc kolokwialnie - po prostu fajne.

Bądź na bieżąco - obserwuj PurePC.pl na Google News
Zgłoś błąd
Liczba komentarzy: 77

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.