.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Torchlight - Prawie jak Diablo III

Sebastian Oktaba | 17-11-2009 12:06 |

Ludzie! Pomocy! Takie gry powinny zostać surowo zakazane, zaś ich twórcy internowani na daleki wschód bez możliwości powrotu. Lojalnie uprzedzam, nie czytajcie poniższej recenzji jeżeli szanujecie swój czas i pieniądze, macie rodziny lub pracę. Zasiadając do Torchlight sami skazujecie się na alienację, kłopoty osobiste oraz niedożywienie grożące skrajnym wyczerpaniem. Jeśli narkotyki, papierosy i alkohol są wpisane na listę używek, także najnowsze dzieło Runic Games powinno niezwłocznie tam trafić z dopiskiem „szczególnie uzależniające”. Ekipa odpowiedzialna za sukces Diablo dokonała wyczynu niełatwego, tworząc hack'n'slash grywalnością bijącego wszystko od czasów... Diablo II Lord of Destruction. Dawni pracownicy Blizzarda sięgnęli po sprawdzone przepisy, przygotowując miodny produkt w uwielbianym przez gawiedź stylu. Efekt jest taki, że kto raz zagra w Torchlight siłą go od monitora nie sposób odciągnąć. Nie pomagają błagania, groźby ani szantaż. Wybaczcie, teraz chyba już nikt nie potraktuje mojego apelu poważnie... Bardzo mi przykro - pożegnajcie żony, matki i szkołę, bo zapowiada się długa przeprawa przez lochy. Do diabła...

Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Diablo to słowo klucz, budzące w jednej chwili szereg skojarzeń. Nie chodzi tylko o sentymenty czy wciąż żywą legendę, ale rewelacyjną formułę na dłuuugą zabawę. Pozornie prosta gra polegająca na pokonywaniu kolejnych poziomów lochów i rozgramianiu setek najdziwniejszych potworów do dziś cieszy się ogromną popularnością. Zresztą ekipa Blizzarda doskonale zdaje sobie z tego faktu sprawę, powoli przygotowując trzecią odsłonę flagowej serii. Chociaż na przestrzeni lat konkurencji wśród hack'n'slash nie brakowało z Diablo II konfrontacji nikt nie wygrał. Rękawicę rzucało Dungeon Siege, Loki, Sacred czy Mythos - bezskutecznie. Zawsze czegoś brakowało, tej boskiej ikry lub urzekającego klimatu. Dopiero ex członkowie studia odpowiedzialnego za min.: Diablo II (tadam!) pokazali klasę. Trudno się dziwić, bowiem któż jak nie oni byłby zdolni dorównać najlepszym? Torchlight to po prostu diabeł w nowej skórze, wzbogacony o dziesiątki pomysłów zaczerpniętych wprost z MMO. Runic Games bez skrupułów wykorzystuje znane wzorce, które przecież częściowo sami tworzyli, aczkolwiek przygotowali także wiele niespodzianek. Zatwardziałych fanatyków piekielnego rogacza powinny przekonać już pierwsze minuty obcowania z grą. Entuzjazm podsyca kilka dźwięków, roztaczających niewidzialny urok nad małym miasteczkiem... Jak w mordę strzelił motyw przypomina ten z Tristram! Plagiat? Absolutnie, muzykę przygotował osobiście Matt Uelmen, autor soundtracku do poprzednich diablików oraz World of Warcraft: The Burning Crusade. Chłopaki trafili w sedno, zyskują ogromnego plusa na starcie. Jednak podobieństwa na tym się nie kończą...

Scenariusz Torchlight zgodnie z tradycjami oscyluje wokół klątwy, nieumarłych i mitycznych artefaktów. Fabuła oryginalnością nie grzeszy, bo jakże by mogła? Wszak ludzie najbardziej kochają utwory które dobrze znają, zatem Runic Games serwuje im szlagierowy numer. Posłuchajcie... W pobliskich górach pod tytułową osadą odkryto nieprzebrane złoża rudy Ember. Minerał będący esencją magii, zdolny nadawać przedmiotom i miksturom niezwykłych właściwości, stał się obiektem powszechnego pożądania. Liczni poszukiwacze skarbów drążli w skałach tak głęboko, aż obudzili uśpione od stuleci zło. Ku zaskoczeniu zachłannych górników-amatorów w najmroczniejszych zakamarkach jaskiń odkryto ślady dawno zapomnianej cywilizacji. Nagle zewsząd poczęły wypełzać maszkary, terroryzujące nieprzygotowanych na podobne ewentualności mieszkańców, zaś Ember zdradzał cechy wypaczenia. Dupa byłby zbita na kwaśne jabłko, gdyby nie świeżo przybyła garstka śmiałków poszukujących sławy oraz bogactwa. Zamiast zakosztować lokalnej strawy, napitku i uciech cielesnych żwawo ruszają stawić czoła hordom bestii. Na pohybel! Dalszy przebieg wydarzeń jest łatwy do wywróżenia. Łapiemy za dowolną broń, przyjmujemy pierwsze zlecenie, aby z wywieszonym jęzorem kopać tyłki w słusznej sprawie. Osobiste pobudki szybko przestają odgrywać jakiekolwiek znaczenie - liczy się jeno sieczka. Ot, cała filozofia. Niemniej miodność Torchlight podobnie jak w Diablo, stoi na absurdalnie wysokim poziomie. Gra wciąga niczym czarna dziura, nie pozwalając odejść od komputera. Przecież zawsze za rogiem czai się kolejny potwór i nie wiadomo co wypadnie ze skrzyni... Pretekstów do przedłużenia zabawy o „minutkę” można znaleźć całe tuziny.

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.