.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Prototype PC - Nietypowy typ

Sebastian Oktaba | 17-07-2009 09:30 |

Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałby przepis na idealną grę akcji? Co by powstało, gdyby połączyć najlepsze cechy kasowych tytułów z ostatnich kilkunastu miesięcy? Mieszanka iście wybuchowa czy przebajerzony gniot? Spróbujmy naprędce spreparować taki koktajl. Weźmy odrobinę esencji Assassin's Creed i wymieszajmy energicznie ze szczyptą Grand Theft Auto IV. Następnie przyprawmy solidnie komiksowym brakiem realizmu oraz garścią niedestylowanej destrukcji. Na końcu przygotujmy główną postać, uwzględniając charakterystyczne cechy terminatora T-1000, Wolverine'a i Człowieka Demolki. W efekcie wyjdzie nam... Prototype. Nowa produkcja Radical Entertainment była na ustach graczy długo przed premierą, głównie za sprawą obiegających sieć filmów z rozgrywki. Wynikało z nich ewidentnie, że czegoś równie zwariowanego dotychczas nie było. Jedni na starcie popadli w niezdrowe podniecenie, inni z kolei zastanawiali się czy taki pomysł w ogóle ma rację bytu. Tymczasem nastał dzień debiutu Prototype, co skłoniło mnie do zrecenzowania tegoż tytułu. Gra faktycznie jest nietuzinkowa, ale czym się wyróżnia musicie już przeczytać sami...

Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Początek Prototype zaiste kopie tyłek. Autorzy postanowili zacząć grę nietypowo, czyli od... końca. Już na starcie otrzymujemy do dyspozycji całkowicie rozwiniętego bohatera z odblokowanymi wszystkimi dodatkowymi zdolnościami. Protegowany potrafi szybować (jak Raziel w Soul Reaver), wykonuje kilkusetmetrowe skoki (jak Spider Man) oraz sprintem pokonuje pionowe ściany (jak nie wiem kto). Wszystkie unikalne zdolności szalenie się przydają, szczególnie w obecnych warunkach. Nowy Jork został bowiem opanowany przez zainfekowanych wirusem mieszkańców i przekształcił w strefę wojny. Armia bezskutecznie próbuje zatrzymać mutantów, ale sytuacja wydaje się beznadziejna. Zresztą mundurowi w całym spektaklu wcale nie są tymi dobrymi. Pośród zgliszcz, trupów, eksplozji oraz zgiełku stoimy My... Niczym unowocześniona wersja Altaira (Assassin's Creed), skrzyżowana z Ponurym Żniwiarzem, przystępujemy do działania. Przedzieramy się przez zastępy wrogów, tniemy, siekamy, palimy, szarpiemy i nadziewamy. Gdzie nie sięgnąć okiem czają się oponenci, napływający szeroką rzeką. Bierzemy większy rozpęd, aby zdobyć pięćdziesięciopiętrowy budynek w samym sercu dzielnicy. Dostanie się na szczyt zajmuje krótką chwilę, po której podziwiamy panoramę zdewastowanego miasta. Obraz nędzy, rozpaczy, zniszczenia i chaosu. Nagle dostajemy prosto w facjatę rakietą, spadamy z zawrotną prędkością, zatrzymujemy dech w piersi... uderzając z impetem o bruk. Efekt? Chodnik nieco ucierpiał... my niekoniecznie. Doskakujemy do żołnierza wymachującego granatnikiem, nadziewamy nieszczęśnika na szpon, rozczłonkowując ciało. Krew tryska jak oszalała. Biegną kolejni głupcy, nie wiedząc co ich za moment spotka. Chwytamy wrak ciężarówki, ciskając w nadciągającą grupę, która w mgnieniu oka znika z powierzchni ziemi. Niespodziewanie wpadają muskularne bestie, nadlatują śmigłowce i gdy rozwałka zaczyna nabierać prawdziwych rumieńców, kończy się... Aby następnie rozpocząć od nowa? Bardzo śmieszne! Najpierw raczeni jesteśmy ekscytującą jazdą próbną, po której dowiadujemy się, że na resztę musimy zapracować? Ekipa Radical Entertainment wie jak zaostrzyć apetyt gracza, motywując go do zabawy... Zatem Let's roll!

Ci z Was, którzy już dośpiewali sobie, że Prototype zapewne nie posiada żadnej wartej uwagi fabuły skoro emanuje akcją, są w błędzie. Zaserwowano historyjkę całkiem zgrabną, nawet bardziej niż można by się spodziewać. Zanim poznamy przyczyny szaleństwa, jakie opanowało Nowy Jork, zmuszeni będziemy odbyć krótką podróż w przeszłość - raptem o kilkanaście dni. Pasowałoby przecież bliżej poznać głównego bohatera, prawda? Alex Mercer był prawdopodobnie zupełnie normalnym, ułożonym i spokojnym facetem. Pech w tym, że któregoś dnia budzi się na stole w prosektorium, tuż przed sekcją. Dwóch jajogłowych, którzy mieli przeprowadzić oględziny zwłok, zapewne inaczej wyobrażało sobie zwieńczenie tego dnia. W trakcie wymieniania grzeczności panowie żegnają się z życiem, podobnie jak pozostała część natrętnego personelu. Alex dość szybko odkrywa, że kule nie robią mu przesadnej krzywdy. Również przyciąganie ziemskie jakby się go nie imało, ponadto zyskał niebywałe zdolności polimorfizmu dzięki glutowatej biomasie. Miła niespodzianka, zważywszy na okoliczności. Problem w tym, iż podobnie jak większość ofiar eksperymentów genetycznych, Mercer cierpi na pourazowy zanik pamięci. Nie wie kim naprawdę jest, czym się stał oraz kto odpowiada za jego mutację. Tak elementarne pytania nie mogą pozostać bez odpowiedzi, zaś cena dostępu do informacji jest mało istotna. Mimo wszystko Alexa przedstawiono nie tylko w roli bezdusznej maszyny do zabijania, lecz także jako ofiarę. Zabrano mu dotychczasowe życie, przekształcono w mutanta, skazano na banicję i śmierć. Świat, który znał, chyli się ku upadkowi, a on sam się poniekąd do tego przyczynił. Motyw zemsty odgrywa pierwsze skrzypce, aczkolwiek nie jest jedyny. W tle musiała pojawić się więc potężna korporacja (GENTEK), spisek oraz próby poszukiwania własnej tożsamości. Co najlepsze, scenariusz wciąga, a przecież nie zawsze takie efekt w grach akcji udaje się osiągnąć. Nieźle? Pewnie, bo to dopiero początek.

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.