Zgłoś błąd
X
Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.
Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Lords of the Fallen to polski Dark Souls, tylko lepszy! Recenzja

Sebastian Oktaba | 29-10-2014 13:55 |

Rozwój postaci od strony merytorycznej

Kreację herosa zaczynamy od wybrania rodzaju magii posegregowanej w trzech szkołach - burdy, ukojenia i podstępu - gdzie znajdziemy po cztery umiejętności. Pierwsza jest najbardziej ofensywna, polegając na obezwładnianiu przeciwników i zwiększaniu skuteczności ataków, czyli odpowiada klasie rasowego wojownika. Możemy wprowadzić Harkyna w bitewny szał, wezwać do pomocy astralnego sojusznika albo staranować oponentów. Ukojenie to sekcja sztuk defensywnych, gdzie dominują asekuracyjne aury redukujące lub odbijające obrażenia, jak również osłabiające diabelskie pomioty. Zestaw dedykowany klerykom tudzież paladynom dbającym o własne zdrowie. Ostatnią kategorią są zdolności podstępu, skupione na oszukiwaniu wrogów i błyskawicznym zadawaniu śmiertelnych ciosów. Łotrzyk potrafi zniknąć, stworzyć swojego klona oraz znienacka wyskoczyć z cienia wbijając sztylety w potylicę przeciwnika. Dark Souls oferowało znacznie więcej profesji, natomiast Lords of the Fallen jest bardziej konkretny i takie podejście mnie pasuje. Po dłuższym namyśle postanowiłem spróbować szczęścia w skórze typowego wojownika tudzież rycerza.

Zdecydowawszy o zestawie zdolności specjalnych wybieramy jeszcze ekwipunek, ponownie występujący w trzech wariantach, odpowiadających naszej specjalizacji. Wojownik otrzymuje stalowy miecz, ciężki pancerz oraz tarczę migdałową. Klerykowi wlepiono broń obuchową, średnią zbroję i identyczną osłonę. Łotrzyka zaś ubrano w skórzaną kamizelkę, niewielki puklerz oraz komplet sztyletów. Oprócz żelastwa dostajemy miksturkę leczniczą, jeden magiczny przedmiot i solidnego kopniaka w dupsko na pożegnanie - dalej trzeba już kombinować samodzielnie. Najróżniejszych przedmiotów znajdziemy dziesiątki, niemniej ich wykorzystanie będzie ściśle uzależnione od wybranej profesji bezpośrednio wpływającej na charakter rozgrywki. Wszystkie zabawki posiadają szereg właściwości, czasami sloty na klejnoty oraz magiczne dodatki. Nieskończona ilość miejsca w plecaku sprzyja zbieractwu (handel nie istnieje), zakładek do wypełnienia mamy w sumie jedenaście, a kiedy odnajdziemy kowala pojawią się dodatkowe możliwości, więc bohatera można przebierać niczym lalkę Barbie.

Lords of the Fallen powinien usatysfakcjonować fanów klasycznego cRPG, ponieważ pierwiastek tego szlachetnego gatunku został wyraźnie zaakcentowany, ewolucja protegowanego jest kluczową sprawą i została dobrze przemyślana. Zamiast sztywnego systemu awansowania polegającego na mozolnym osiąganiu poziomów, twórcy wprowadzili bardziej liberalne rozwiązanie, gdzie zdobyte doświadczenie przekuwamy wprost na specjalne punkty wedle własnego uznania. Harkyna opisuje sześć klasycznych atrybutów m.in.: wytrzymałość, witalność oraz zwinność, ale każdy odpowiada za przynajmniej dwa współczynniki, zatem podnoszenie siły fizycznej wpływa jednocześnie na obrażenia i zdolność dźwigania cięższego sprzętu. Natomiast żeby poszerzyć grupę umiejętności aktywnych, opartych na energii magicznej, konieczna jest inwestycja w atrybut wiary. Dopiero wtedy możemy przeznaczyć osobny punkcik na zdolności wymienione w poprzednim akapicie, niekoniecznie z drzewka przypisanego do naszej profesji. Całość łatwo ogarnąć od strony organizacyjnej lecz istnieją pewne niuanse...

Doświadczenie przyznawane za zabijanie potworów składujemy w ekwipunku do momentu wykorzystania lub... śmierci. Jeśli zginiemy stracimy absolutnie wszystko, aczkolwiek ilość odrodzeń Harkyna jest na szczęście nielimitowana i pozbawiona innych negatywnych konsekwencji. Możemy oczywiście zlokalizować truchło odzyskując utraconą własność, ale programiści zdecydowali się utrudnić to zadanie grającemu, wprowadzając dwa upierdliwe czynniki. Wzorem Dark Souls pokonani przeciwnicy zmartwychwstają, musimy więc jeszcze raz wykosić bydlaków, zaś biegnący czas uszczupla pozostawione zasoby. Kolejny pomysł także zaczerpnięto od konkurenta, bowiem stan rozgrywki zapisujemy manualnie przy obeliskach, gdzie kupujemy też punkty atrybutów i zdolności. Dlaczego nie warto nagminnie korzystać z takich bastionów? Ponieważ noszenie doświadczenia zwiększa jego przyrost i szansę na znalezienie lepszych przedmiotów, którą stracimy w chwili dokonania zapisu i lub zgonu. Autorska koncepcja pozwala ambitnym śmiałkom przekuć większe ryzyko w korzyści materialne, zaś bardziej powściągliwych do niczego nie zmusza.

31
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 34

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.