Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Call of Juarez: Więzy Krwi - Bardzo dziki zachód

Sebastian Oktaba | 04-07-2009 12:00 |

Bardzo Dziki Zachód

Po kilkudziesięciu minutach spędzonych nad Więzami Krwi, dotarło do mnie wreszcie czym inspirowali się twórcy gry. Nie były to raczej westerny, puszczane w leniwe niedzielne popołudnia przez TVP, „Lucky Luke” czy „But Manitou”. Panowie z Techlandu ewidentnie wzięli na warsztat ostatnie odsłony serii Call of Duty, wyciskając zeń najlepsze elementy. Efekty są wyraźnie widoczne, zaś gra zyskała na dynamice. Pierwszy rozdział, w którym bronimy dostępu do umocnień, charakteryzuje wręcz wariackie tempo. Biegniemy przez wąski okop, wokół eksplodują kule armatnie, świszczą pociski i strzelają fontanny ziemi. Docieramy do barykady, aby wesprzeć sojuszników w odparciu szturmu - trup ściele się często i gęsto. Chwilę później szukamy snajperów ukrytych gdzieś w leśnej gęstwinie, by za moment przeprowadzić dywersję na tyłach wroga. Wokół nas non stop coś się dzieje, przemykają oraz giną NPC, a w oddali ktoś jeszcze wzywa pomocy. Kolejne minuty owocują bliższym kontaktem z armatą (której nikt nie ładuje – automat?), ostrzeliwaniem Jankesów forsujących na tratwach rzekę oraz efektownym wysadzeniem zaminowanego mostu. W równie spektakularnym stylu uciekamy z miasta na początku drugiego aktu. Dewastacji nie ma końca, a wymiana ognia pomiędzy straganami przypomina sceny z filmów Johna Woo. Konfetti złożone z odłamków szkła (od Jabol's ;]), drzazg, rykoszetów, strużek krwi i fruwających warzyw, tworzy razem fantastyczny widok. Przy obecnych upałach można się solidnie spocić podczas sesji z Więzami Krwi. Malkontentom narzekającym na nudę wśród ostatnio wydanych Fps powinny zamknąć się usta. Przy tym gra wcale nie jest lekka, gdyż nawet na średnim poziomie trudności można dostać solidnie po tyłku.

Konstrukcje większości misji nie są odkrywcze, co nie czyni ich wcale mniej ekscytującymi. Cokolwiek byśmy nie robili, zazwyczaj rzecz sprowadza się do mordowania. Zmieniają się tylko motywy i otoczka. Techland bardzo starał się urozmaicić zabawę, wprowadzając wiele drobnych atrakcji do wykonywanych zadań. Gameplay Więzów Krwi to przykład konsekwencji, słuchania sugestii graczy i korzystania z doświadczenia. Usunięto zatem większość mankamentów trapiących pierwsze Call of Juarez, zastępując je nowymi lub odświeżonymi pomysłami. Oprócz statutowego gromienia sił wroga, na wykorzystanie czeka sporo cięższego sprzętu. Wspomniana wcześniej armata czy kartaczownica (działko) Gatlinga świetnie się spisują. Prucie z karabinu automatycznego w nadciągające hordy oraz obserwowanie jak kolejne ciała osuwają się w bezładzie, daje sporo satysfakcji. Przejedziemy się także dyliżansem, i to bynajmniej nie w celach rekreacyjnych. Po bliższej analizie jak na dłoni widać, że wiele scen zostało starannie wyreżyserowanych. Tu coś się zapali, tam wybuchnie, natomiast my siłą rzeczy zmuszeni zostaniemy do przebiegnięcia przez środek tego bałaganu. Skądś to znamy, prawda? Widowiskowość i filmowy styl Więzów Krwi wyszedł grze na dobre. Swoboda grającego jest troszeczkę rozszerzona względem Call of Duty - większość barier stanowią naturalne ograniczenia terenu, nie kilkucentymetrowy płotek. Niestety na dowolność w wyborze ścieżki nie ma co liczyć, wszak CoJ to nadal czystej krwi Fps i jego grzechem pierworodnym jest liniowość. Dopiero w szóstym rozdziale do naszej dyspozycji oddany zostanie duży kawałek terenu, wierzchowiec plus kilka luźnych zleceń. Jak na mój gust, większa część gry mogła zostać zrealizowana w podobny sposób, gdyby nie monotnia robót z doskoku. Ot, mała namiastka Grand Theft Auto. Inną wkurzająca sprawą, tym razem znacznie mniej poważną, są oznaczenia celów na ekranie. Cały czas widzimy gwiazdkę symbolizującą punkt docelowy i nie idzie cholerstwa wyłączyć. Lekko zaburza to harmonię panująca na ekranie, tym bardziej, iż HUD został zredukowany do minimum.

Wśród lokacji, jakie zwiedzimy, prym wiodą widoki charakterystyczne dla Dzikiego Zachodu. Raczej trudno pomylić Call of Juarez: Więzy krwi z jakimkolwiek innym tytułem, może poza poprzednikiem. Skoczymy na rundkę po kanionach, kopalni, farmach, miasteczku i posiadłości McCallów. Przemierzać będziemy stepy, doliny, pola kukurydzy oraz ujścia rzek. Design map nie pozostawia wiele do życzenia - wystarczy zobaczyć kamieniołom z całą niezbędną infrastrukturą oraz rusztowaniami. Rozległe plenery, podobnie zresztą jak części zabudowane, prezentują się po prostu świetnie oraz klimatycznie. Tu i ówdzie warto zajrzeć do sklepu z bronią, po niezbędne zaopatrzenie. Zakupy możliwe są tylko za żywą gotówkę zbieraną od denatów, ponieważ opcji ubicia właściciela nie przewidziano... Kule się go zwyczajnie nie imają (podobnie jak innych neutralnych NPC), co jest tyle poprawne politycznie, co śmieszne. Arsenał obejmuje zestaw absolutnie standardowy, tylko Gatling i łuk wyróżniają się z tłumu rewolwerów, strzelb oraz karabinów. Ponownie dosiądziemy też wierzchowca, przy okazji siejąc zniszczenie z jego grzbietu. Lepiej odpowiednio wcześniej wytrenować rękę w szybkim klikaniu, bowiem Więzy Krwi to akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Sporadyczne wstawki zręcznościowe agresywnego oblicza nowego CoJ nie zmieniają. Hołoty pojawiającej się na ekranie naliczyłem wielokrotnie po kilkanaście sztuk. Zachodzę w głowę jak to możliwe, że CoJ nie przypomina ostatecznie Serious Sama. Na szczęście chaos nam nie grozi i spokojnie można się w tym rozgardiaszu odnaleźć. Adwersarze wydają się kombinować, dobrze wykorzystują osłony terenowe i potrafią zajść nas od tyłu. Nie raz obserwowałem jak trafiony w nogę łotr obalił się na ziemię, po czym desperacko czołgał w kierunku najbliższej osłony. Nie miałem sumienia patrzeć na jego cierpienie, ubiłem drania.

0
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.