Dave Plummer ujawnia, jak Menedżer zadań liczy obciążenie procesora i skąd biorą się rozbieżności w wynikach
Są takie elementy Windows, którym ufa się bez zastanowienia. Menedżer zadań należy do tej grupy. Problem w tym, że prosty procent przy ikonce procesora od dawna nie opisuje już świata tak dobrze, jak kiedyś. Teraz temat wrócił za sprawą Dave'a Plummera, autora oryginalnego Task Managera, który rozebrał ten mechanizm na części i przy okazji pokazał, dlaczego pozornie banalny licznik bywa bardziej interpretacją niż pomiarem.
Menedżer zadań nie tyle kłamie, co pokazuje nieco uproszczoną wersję rzeczywistości, która w przypadku nowoczesnych procesorów coraz gorzej znosi takie skróty.
Microsoft rozdaje milion dolarów i Mercedesy za korzystanie z Edge. Jest jednak haczyk, którego reklama już nie eksponuje
Dave Plummer przypomniał, że Menedżer zadań w Windows nigdy nie był cyfrowym prędkościomierzem pokazującym stan CPU tu i teraz. Oryginalna wersja działała sprytniej i oszczędniej, gdyż brała sumę czasu jądra, a także użytkownika dla każdego procesu, porównywała ją z poprzednią próbką i dopiero z tej różnicy wyliczała udział w całkowitym czasie procesora. W realiach lat 90. miało to sens. Narzędzie było lekkie, szybkie i wystarczająco dokładne, żeby nie zjadać zasobów komputera, który już sam ledwo zipał.
Google Gemini połączył Nano Banana 2 z Google Photos. AI wygeneruje obrazy na podstawie prywatnej biblioteki użytkownika
Schody zaczęły się później. Dzisiejsze układy żyją w rytmie Turbo Boost, dynamicznego skalowania zegarów, parkowania rdzeni, throttlingu i coraz częściej mieszanki rdzeni P oraz E. W takiej rzeczywistości sam czas zajętości przestał być prostym zamiennikiem wykonanej pracy. Dla użytkownika oznacza to tyle, że 100 proc. w Menedżerze zadań nie zawsze odpowiada 100 proc. realnie wykorzystanego potencjału procesora, a rozjazdy między kartami i sumą procesów nie muszą świadczyć o błędzie, tylko o innej metodzie liczenia.
Nowe AI przygotowane przez twórców Thunderbirda nie chce twoich danych w cudzej chmurze. Jest jednak ważny haczyk
Na tle Process Explorera, Performance Monitor czy rozbudowanych narzędzi pokroju HWiNFO Microsoft przez lata raczej gonił standard, niż go wyznaczał. Dopiero Windows 11 24H2 ujednolicił sposób liczenia użycia CPU między kartami, a dawny wskaźnik schował pod kolumną CPU Utility. To ważna zmiana, choć bardziej porządkowa niż rewolucyjna. Dla naszych czytelników to zresztą znajomy motyw. Podobnie jak w tekstach o optymalizacjach Windows 11 i narzędziach do monitorowania podzespołów, nie chodzi wyłącznie o surową wydajność, ale o to, czy system potrafi ją uczciwie pokazać. W dłuższej perspektywie stawka jest większa, bo im bardziej złożone stają się procesory, tym mniej mówi pojedynczy procent i tym bardziej narzędzia diagnostyczne muszą tłumaczyć, a nie tylko świecić liczbą.
Powiązane publikacje

Koncept Windows 7 Remastered AR 4789 łączy interfejs z Fluent Design z semantycznym wyszukiwaniem w Eksploratorze plików
26
Alibaba stawia Qwen3.8-Max naprzeciw Claude Fable 5 i GPT-5.6 Sol. Wygrywa część testów, przegrywa Humanity's Last Exam
8
Google skasowało aplikację AI Studio jeszcze przed premierą. Czekało na nią około 800 tysięcy osób
13
Czy Windows 11 na komputerach z 8 GB RAM będzie działał jak należy? Microsoft obiecuje optymalizacje pod taki scenariusz
57







![Dave Plummer ujawnia, jak Menedżer zadań liczy obciążenie procesora i skąd biorą się rozbieżności w wynikach [1]](/image/news/2026/04/21_dave_plummer_ujawnia_jak_menedzer_zadan_liczy_obciazenie_procesora_i_skad_biora_sie_rozbieznosci_w_wynikach_0.jpg)
![Dave Plummer ujawnia, jak Menedżer zadań liczy obciążenie procesora i skąd biorą się rozbieżności w wynikach [2]](/image/news/2026/04/21_dave_plummer_ujawnia_jak_menedzer_zadan_liczy_obciazenie_procesora_i_skad_biora_sie_rozbieznosci_w_wynikach_1.jpg)





