Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国
 

Opera - Przeglądarka ze wszech miar zaskakująca

LukasAMD | 22-05-2016 11:10 |

Opera - Przeglądarka ze wszech miar zaskakującaRynek przeglądarek internetowych może obecnie wydawać się równie zabetonowany, co polska scena polityczna. Jeszcze kilka lat temu znajdowało się na nim kilka rozwijających się produktów, które cieszyły się względnie podobnym zainteresowaniem użytkowników. Teraz rzecz ma się inaczej i jakbyśmy nie zaklinali rzeczywistości, w jakie statystyki nie popatrzymy, zdecydowanym liderem jest Google Chrome. Z czego to wynika? Z jednej strony z ogromnych możliwości reklamowych tej firmy, promowania aplikacji w najważniejszej wyszukiwarce świata i wielu aplikacjach, a z drugiej z prostoty. Nie oznacza to jednak, że wśród konkurentów nie dzieje się zupełnie nic. Jest wprost przeciwnie, co pokazują ostatnie, bardzo ciekawe wydarzenia związane z norweską przeglądarką Opera, która istnieje od lat, a która nigdy nie zdobyła ogromnej popularności.

Opera ma już 21 lat, przez ten czas nigdy nie zawojowała rynku, ale nigdy nie była przeglądarką bez ambicji i bez ciekawych funkcji.

W listopadzie ubiegłego roku pochyliłem się nad Firefoksem, planami Mozilli, a także tym, czego możemy się spodziewać po tej przeglądarce. Nie wieszczyłem jej zbyt dobrej przyszłości i po pół roku muszę takie zdanie podtrzymać: niewiele się tu dzieje, a w zasadzie niewiele z tego, co się dzieje widać, bo Mozilla wciąż jest na etapie poważnych zmian w ważnych mechanizmach swojej aplikacji. Firefox nie jest jednak jedyną alternatywą dla Chrome, ba, biorąc pod uwagę urządzenia mobilne, gdzie lisek działa nieco opornie, trudno w ogóle mówić o tym, że jest alternatywą. Sądzę, że w tym momencie warto pochylić się nad Operą, która przez kilka lat znacznie się zmieniła, a której kierunek rozwoju… w zasadzie trudno obecnie jasno sprecyzować. Taka tajemniczość i niepewność nie jest jednak wadą, nie w przypadku domowego użytkownika.

Przeglądarka Opera #8

Nie każdy z czytelników o tym zapewne wie, ale Opera jest już od dawien dawna przeglądarką „dorosłą”, ma bowiem 21 lat – pierwsza jej edycja zadebiutowała w kwietniu 1995 roku i sam nie miałem okazji z niej korzystać, bo co prawda nie leżałem już w kołysce, ale i trudno mówić o tym, abym wtedy w ogóle wiedział, czym jest komputer. Początkowo był to jedynie projekt naukowy stworzony przez norweską firmę telekomunikacyjną Telenor, który po czasie został wydzielony i poprowadzony przez nową firmę Opera Software. W tamtym czasie rynek przeglądarek wyglądał zupełnie inaczej niż obecnie i choć trudno w to uwierzyć, projektów otwartych niemalże nie było, a prym wiodły przeglądarki nie tylko zamknięte, ale w niektórych przypadkach i płatne – tak, przeglądanie stron internetowych, które teraz praktykujemy codziennie i które uważamy za oczywistość, wymagało opłacenia nie tylko drogiego łącza (np. modemowego, ISDN), ale również opcjonalnie i aplikacji, która by na to pozwoliła.

Właśnie w tym roku zaczęło się coś, co określa się mianem wojny przeglądarek – rządził Mosaic, ale na rynku pojawił się już Netscape Navigator, a także… pierwsza wersja Internet Explorera. Wtedy nie był to produkt, z którego szydzono i którego kojarzono z raczej niepoprawnie ładującymi się stronami internetowymi. IE był na tamte czasy dobrym produktem, a stosunkowo szybki rozwój niejako gwarantował mu szybkie zdobywanie rynku wraz z Windows 95, a później Windows 98. W ciągu kilku lat wymieniony wcześniej Mosaic został w zasadzie zupełnie wyparty, rynek podzielił się na dwóch konkurentów, a nieco później, w okolicach roku 2000 można było już mówić o zupełnej dominacji Internet Explorera – nawet większej, niż ta, którą mogą obecnie pochwalić się autorzy Google Chrome. No dobrze, ale gdzie w tym wszystkim podziała się Opera i czy w ogóle miała czym walczyć z potęgami, jakie pojawiły się w podobnym czasie?

Przeglądarka Opera #2

Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa i zależnie od punktu widzenia brzmi i tak i nie. Program był z pewnością innowacyjny, bo w przeciwieństwie do konkurencji pozwalał na m.in. przeglądanie wielu stron w ramach jednego okna, bez konieczności otwierania osobnych dla każdej stron (użytkownicy nawet późniejszych wersji Internet Explorera mogą jeszcze pamiętać, jak bardzo niewygodne były tego typu utrudnienia). Projekt udostępniano na licencji shareware i pomimo bardzo małego udziału sukcesywnie rozwijano – po pewnym czasie kod gruntowanie przepisano, co pozwoliło na wprowadzenie Opery na wiele platform, a miłym dodatkiem był także wbudowany klient pocztowy. Tutaj dochodzimy do sedna sprawy, która jest do tej pory elementem charakterystycznym dla klasycznej Opery, jaka zakończyła swoją historię wraz z wersją 12.x i która nie jest już rozwijana, nie licząc otrzymywania krytycznych poprawek bezpieczeństwa – sednem tym są ogromne możliwości.

Bardzo dynamiczny rozwój: klasyczna Opera posiadała funkcje, których nie mogliśmy znaleźć u żadnego z konkurentów.

Mimo wspomnianego niewielkiego udziału Opera rozwijała się bardzo dynamicznie – to w niej pojawiło się przeglądanie w kartach, bardzo skrupulatną obsługę standardów webowych, możliwość sterowania głosem, konfigurowalny pasek boczny, system notatek, czytnik kanałów RSS, rozbudowany menadżer pobierania obsługujący pliki torrent, klienta IRC, sprawdzanie pisowni w treściach wpisywanych w formularzach na stronach internetowych, czy też synchronizację. Oczywiście nie nastąpiło to od razu, zmiany wprowadzano sukcesywnie, niemniej Opera z roku na rok była aplikacją coraz bardziej rozbudowaną i pozwalająca na świetną personalizację za sprawą całego ogromu ustawień. Na szczęście w pewnym etapie zrezygnowano z udostępniania jej za opłatą i zamiast tego pojawiły się banery reklamowe. W 2005 roku ósma już wersja Opery stała się z kolei aplikacją udostępnioną na licencji freeware – kod pozostał zamknięty, ale użytkownicy mogli z niej korzystać bez żadnych opłat i utrudnień, co powitano bardzo przychylnie.

Przeglądarka Opera #4

Przez wiele lat Operze towarzyszył autorski silnik Presto. W swoim czasie był on świetnym wyborem, bo w przeciwieństwie do Tridenta (Internet Explorer), czy nawet Gecko (Firefox) radził sobie świetnie z nowoczesnymi standardami webowymi. Problemem była natomiast wspomniana wcześniej skrupulatność w sprawdzaniu np. kaskadowych arkuszy stylów czy kodu HTML – niektóre witryny wyświetlały się w Operze nieprawidłowo, ale winna była nie aplikacja, lecz ich kod: twórcy Opery nie patyczkowali się i nie akceptowali niektórych dziwnych rozwiązań, co niestety uderzało w odbiorców końcowych, którzy winą za taki stan rzeczy mogli obarczać przeglądarkę. Bardzo ciekawym elementem był wbudowany w program mechanizm filtrowania treści, który dzięki użyciu specjalnych list mógł stanowić coś na wzór blokera reklam. Nie brakowało tworzenia własnych wyszukiwarek czy podmiany stylów stosowanych na stronach i uruchamiania skryptów po stronie użytkownika, aby zmienić je wedle własnych upodobań.

Kolejny interesujący element to DragonFly, czyli cały panel przygotowany z myślą o webdeveloperach i dający dostęp do m.in. inspektora kodu, analizy aktywności sieciowej czy debugera. W czasie, gdy inne przeglądarki w ogóle tego nie oferowały lub dopiero na tym polu raczkowały, Opera była w stanie zaoferować nam cały zestaw wygodnych narzędzi – bezpłatnie, bez instalacji dodatkowych rozszerzeń pokroju Firebuga, a na dodatek zintegrowane z przeglądarką i uruchamiane na żądanie. Obecnie dostępność tego typu zestawów nikogo już nie dziwi, znajdziemy je we wszystkich popularnych przeglądarkach, niemniej jeszcze kilka lat temu sytuacja miała się zupełnie inaczej. Opera zaskakiwała na wielu polach i w zasadzie zawsze pozytywnie. Jedyne czego jej brakowało to większa reklama, zainteresowanie użytkowników. Nie pomógł jej nawet absurdalny ekran wyboru przeglądarki wprowadzony do systemu Windows za sprawą Unii Europejskiej.

Przeglądarka Opera #7

Pat trwał niemal trzy lata, po których nagle udostępniono Operę 15 – zupełnie nową przeglądarkę, która wprowadziła przeprojektowany interfejs, która wykorzystywała silnik Blink i która definitywnie kończyła erę dotychczasowej Opery wyposażonej w ogromną liczbę funkcji – nowa edycja została przed dotychczasowych fanów przyjęta… delikatnie mówiąc chłodno, część z nich do tej pory korzysta z wersji klasycznej, co jest dobitnym sygnałem, jak wielkie spustoszenie w świadomości wywołały takie zmiany i cięcia. Jakby nie oceniać tych decyzji, zmiany zdecydowanie były potrzebne. Rozwijanie własnego silnika renderowania to proces żmudny i czasochłonny, który wymaga sporych środków. Nie to jest natomiast obecnie najważniejsze. Zgodność jest potrzebna, ale po co zaprzątać sobie nią głowę, skoro można wykorzystać gotowe, sprawdzone i dobre rozwiązanie, a samodzielnie zająć się projektowaniem zupełnie innych funkcji przeznaczonych dla użytkowników? Tak też postąpiono w Operze, ale nie tylko w niej.

Czy zmiana silnika była strzałem w stopę? Wprost przeciwnie, dzięki niej możliwe jest zajęcie się zupełnie innymi zagadnieniami.

Wyboru natomiast nie było: Trident był zamknięty, Edge nie było na horyzoncie, a Gecko… wymaga zmian, z którymi boryka się Mozilla. Blink wydzielony z WebKitu i rozwijany przez Google jest bardzo udany i szybki. W efekcie, choć Opera 15 była od strony interfejsu i możliwości konfiguracji znacznie skromniejsza niż niemalże legendarna seria 12.x i starsze, to jednak oferowała znacznie lepszą obsługę nowoczesnych stron internetowych. Moim zdaniem to był strzał w dziesiątkę. Wymagało to bólu, wyraźnego uderzenia w nerwy dotychczasowych użytkowników, ale i dało znacznie większe możliwości na przyszłość. Zauważmy ponadto, że taki Vivaldi czy wiele z przeglądarek-klonów również bazuje obecnie na Blinku i elementach Chromium. Dlaczego? Bo może i nie są idealne, ale są sprawdzone. Batalia na silniki renderowania i problemy dotyczące np. prefiksów stosowanych w CSS to już problem developerów, a nie końcowych użytkowników, których detale techniczne w ogóle nie obchodzą.

Przeglądarka Opera #1

Oczywiście ktoś mógłby teraz powiedzieć, że skoro Norwegowie zdecydowali się na zmianę silnika na coś zupełnie innego, to przecież mogli udostępnić swoje dotychczasowe dokonania w formie otwartego kodu i przekazać je w ręce społeczności. Takie osoby zresztą są i często dają upust takim pomysłom, twierdząc, że to na pewno pozwoliłoby kontynuować rozwój aplikacji i stworzyć coś naprawdę wspaniałego. Być może, ale tak naprawdę sprawa wcale nie jest prosta. Po pierwsze, udostępnionego kodu byłoby dużo, bardzo dużo. Świeże osoby podchodzące do projektu musiałyby poświecić sporo czasu na jego przeanalizowanie, zrozumienie niektórych mechanizmów, jakimi posługiwali się autorzy, a wreszcie stworzenie własnych modyfikacji, nowych funkcji i realizacji głosów społeczności. To nie jest proste zadanie i na pewno nie pozwoliłoby ono na ruszenie z projektem z kopyta. Bardziej wiarygodny scenariusz to raczej powolny (przynajmniej początkowo) rozwój, a obecnie przeglądarki nie mogą sobie na to pozwolić.

Drugi, znacznie poważniejszy problem to kwestie prawne, których tak bardzo nie lubimy, a które jednak dotykają nas bezpośrednio w wielu sytuacjach. Kod Opery był zamknięty i raczej na pewno zawierał inny zamknięty kod zewnętrznych firm uzyskany przez różne umowy i uzgodnienia. Nie da się tego tak po prostu oddać społeczności, upublicznić, bo wtedy Opera Software naraziłaby się na liczne oskarżenia, procesy sądowe, a w ich efekcie zapewne i kary finansowe. To mogłoby być natomiast księgowe samobójstwo, które rozłożyłoby firmę tak, iż Opera w ogóle zniknęłaby z rynku. Udostępnienie kodu nie było więc możliwe, a nawet gdyby było, nie przyniosłoby takich rezultatów, jak co niektórzy uważają – a przynajmniej nie w sensownym czasie. Z tych powodów nie powinniśmy mieć do nikogo żalu, że projekt został po prostu ubity. Czasami nie da się inaczej i nie jest to niczyja wina, a po prostu zbieg różnych przypadków i okoliczności.

Przeglądarka Opera #5

Wróćmy od nowych wersji. Są one rozwijane już od niemal trzech lat, tak ten czas szybko leci. W tym okresie stało się sporo, choć niektóre elementy można uznać za śmieszne czy zabawne. Pojawiła się obsługa gestów myszy (niestety bez konfiguracji), obsługa rozszerzeń, odświeżony mechanizm synchronizacji, zupełnie nowa wersja mobilna, obsługa wyświetlaczy o wysokiej gęstości, dosyć ciekawy i rozbudowany mechanizm zarządzania ulubionymi witrynami, zintegrowany czytnik PDF czy też motywy. Słowem: niemal wszystko, czym nowoczesna przeglądarka powinna się charakteryzować i co stanowi „pakiet minimalny”. Wszystko to udało się zrobić, oferując więcej funkcji niż w Chrome, a zarazem zachowując np. mniejsze użycie pamięci operacyjnej – tutaj odsyłamy do naszego testu przeglądarek internetowych, z którego możecie przekonać się, że Opera wypada pod tym względem o wiele lepiej, niż aplikacja Google, na której przecież w pewien sposób bazuje.

Obecnie Opera znów kieruje się w stronę nietypowych funkcji, ale zachowuje wygodę i prostotę obsługi. To może się udać.

To, co jest jednak najciekawsze to nieco bardziej zaawansowane mechanizmy dostępne w Operze – przeglądarka bardzo długo czekała na np. potwierdzenie zamykania przy trwającym pobieraniu plików (co osobiście uważam za lekką parodię), a za to zaoferowała nam nowy mechanizm kompresji stron Turbo. Gdy mamy kiepskie połączenie z internetem wystarczy jeden przycisk i bum, nagle jest o wiele lepiej i nadal możemy względnie komfortowo surfować po stronach. W ostatnich wersjach zaskoczono nas miła dla oka integracją wizualną z systemem Windows 10, a także mechanizmem VPN – w trybie przeglądania prywatnego możemy bardzo szybko „schować się” za innymi serwerami, uzyskiwać dostęp do treści niedostępnych w naszym kraju, a także chronić prywatność. Biorąc pod uwagę grupę docelową przeglądarki, jest to bardzo ambitna próba zwiększenia świadomości użytkowników i przekazanie w ich ręce narzędzi prostych, a zarazem skutecznych. I za to Operę zdecydowanie cenię.

Przeglądarka Opera #6

Kolejny odważny krok to wbudowanie w przeglądarek blokady reklam. Ok, takie coś oferował już wcześniej Internet Explorer (listy prywatności), a później Firefox (ochrona przed śledzeniem), ale to Opera zrobiła to z ogromnych hukiem i w trybie normalnego przeglądania. Nie jest to mechanizm idealny, nie może rywalizować z np. uBlockiem czy AdBlockiem, ale dla zwykłego użytkownika, który chce się pozbyć reklam, aby szybciej i oszczędnej przeglądać strony, na pewno bardzo wygodny. Podobnie ma się sprawa z możliwością odpinania okienek z filmami YouTube jako osobnych bytów, a także testowanej obecnie funkcji oszczędzania energii – programiści Opery pokazują na tym polu, że Blink i Chromium nie są co prawda idealne, niemniej pewnymi zabiegami da się znacznie wydłużyć czas pracy na zasilaniu z akumulatorka. Chrome pod tym względem ma natomiast złą sławę, na czym Opera może sporo dla siebie ugrać.

Tutaj dochodzimy do meritum – Opera zatacza niejako koło bo najpierw tworzono ją z myślą o osobach zaawansowanych, później przeskoczyła do początkujących a teraz… no właśnie, gdzie jest teraz? Patrząc na interfejs, obsługę, sądzę, że nadal jest bardzo dobrym wyborem dla niezaawansowanych i początkujących użytkowników. Nie przytłacza, nie przeraża, czego nie powiem o np. Vivaldim, który jest świetny, a którego laikowi bym natomiast nie polecił. Jednocześnie oferuje ona funkcje bardzo przydatne – tak naprawdę niewiele osób musi chcieć ustawiać każdy element interfejsu, Zmiany te (przede wszystkim VPN) uderzają jednak w ewentualne plany przejęcia Opery przez konsorcjum firm z Chin, o jakim mowa od lutego – w tamtym regionie jest to nie do pomyślenia i treści muszą być filtrowane. Ambitny ruch mógł więc w pewien sposób odciąć Operę od możliwości pozyskania ogromnych środków na rozwój. Czy jest się czym martwić? Raczej nie, przeglądarka wciąż żyje i jak widać, ma się naprawdę dobrze.

Przeglądarka Opera #3

W tym wszystkim nie możemy zapominać o tym, że choć na desktopie Opera jest raczej mało znana (1,5-3% udziału na rynku), o tyle w przypadku urządzeń mobilnych jest wciąż popularna – nie tylko w standardowej wersji, ale i Operze Mini, która świetnie spełnia swoje zadanie przy słabszym połączeniu lub ograniczonym pakiecie transmisji komórkowej. Firma oferuje też aplikację do kompresowania ruchu w ogóle, co jest kolejnym atutem. Przeglądarka desktopowa to natomiast… nieco zagadka. Do niedawna wydawało się, że jest przewidywalna i nie znajdziemy w niej zaawansowanych funkcji, to wrażenie odeszło jednak w niebyt. Co będzie dalej? Tego Wam nie powiem, ale jestem pewien, że jeszcze nie raz o Operze usłyszymy i nie raz zaskoczy nas czymś ciekawym. Z odpowiednim podejściem może ona zawojować część rynku i odebrać udziały np. Firefoksowi, zasłużenie zresztą.

Źródło: PurePC.pl
0
Zgłoś błąd
Łukasz Tkacz
Liczba komentarzy: 87

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.