Zgłoś błąd
X
Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.
Błędy w spisie treści artykułu zgłaszaj jako "błąd w TREŚCI".
Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
Załóż konto
EnglishDeutschукраїнськийFrançaisEspañol中国

Pure Retro #24 - Duke Nukem 3D. Książę strzelanek i ołowiana korona, która nigdy nie została po nim podniesiona

Szymon Góraj | 21-02-2026 13:00 |

Pure Retro #24 - Duke Nukem 3D. Książę strzelanek i ołowiana korona, która nigdy nie została po nim podniesionaOstatnio zaczytuję się w historiach z cyklu "Kane" Karla Edwarda Wagnera. Choć przez kolejne powieści i opowiadania najciekawszą personą jest tytułowy antybohater - nieśmiertelny, wywołujący wszędzie konflikty tułacz będący osobliwym połączeniem mitologicznego Prometeusza i biblijnego Kaina - w pamięć zapadła mi opowieść związana z pewnym olbrzymem. Przedstawiciel ginącej rasy napotkał Kane'a podczas poszukiwań ciała wielkiego władcy swojego ludu - po drodze oczywiście polemizując z tymczasowym towarzyszem na temat wyższości własnej cywilizacji. Podkreślał jej wyższą wytrzymałość, samowystarczalność tudzież harmonię z naturą, gardząc zarazem ludzkim dorobkiem - jakby mocował się z faktem, iż to ci ostatni powoli triumfują. Gdy myślę o Duke Nukem 3D - któremu dopiero co stuknęły trzy dychy - maluje mi się z lekka obraz usadowionych w zapomnianej jaskini, na wiecznym tronie, mocarnych królewskich zwłok. Oznaka czasów, które już nigdy nie powrócą. Smutna, ale dumna.

Autor: Szymon Góraj

Można w nieskończoność się spierać, która marka FPS-ów jest najbardziej wpływowa. Jedno jest pewne: obok DOOM-ów, Quake-ów i innych Bloodów nie da się nie wymienić tego blondwłosego mięśniaka. Chodzącej fuzji hollywoodzkich twardzieli sprzed dekad, jakimś sposobem będącej jednocześnie ich parodią i złożonym hołdem. Widać w nim Arnolda Schwarzeneggera, ale i Sly'a Stallone'a, dość oczywiste jest powiązanie z Armią ciemności Sama Raimiego (nawet kluczowy plakat Duke'a stanowi oczywiste nawiązanie do tego z filmu z 1992 roku), doszukać się również można bardzo wielu odniesień do innej klasyki SF, choćby i poprzez pojedyncze motywy - od Obcych po Oni żyją. Ale krzykliwy obraz tej gry trochę zaciera wiele elementów, które działają w Duke Nukem 3D znakomicie. A jako że raptem kilka tygodni temu grze stuknęły 30. urodziny, uznałem, iż skorzystam z okazji i co nieco nakreślę.

Niedawno doszło do premiery jednego z najlepiej zapamiętanych FPS-ów w historii. Z tej okazji postanowiłem wrócić do Duke Nukem 3D i powspominać legendę branży, która bez wstydu mogłaby stanąć obok największych mocarzy gatunku, wliczając w to także gry id Software.

Pure Retro #24 - Duke Nukem 3D. Książę strzelanek i ołowiana korona, która nigdy nie została po nim podniesiona [nc1]

Pure Retro #23 - Resident Evil. Wspomnienia z Domu Złego, czyli rzut oka na początek jednej z najważniejszych serii survival horrorów

Bohater tego felietonu odznaczył się tak mocno w branży i popkulturze w ogóle, że znacząco przyćmił swoje poprzednie odsłony. Nie znaczy to bynajmniej, że owe gry nie były udane, czy istotne dla całości. W 1987 roku założone zostało Apogee Software, któremu zawdzięczamy jego narodziny. Scott Miller odnosił pierwsze sukcesy dzięki sprawnemu sprzedawaniu swoich gier w ramach modelu biznesowego polegającego na udostępnianiu części zawartości za darmo z opcją zakupienia całej reszty. Jego firma zadebiutowała grą Kingdom of Kroz. Roguelike zyskał sporą popularność, zarabiając na siebie wystarczająco dużo, by pozwolić Millerowi i spółce się rozwijać. Jak sam twórca przyznaje po latach, pierwotną inspiracją dla postaci Duke'a były komiksy. To one nadały mu odpowiednio wyrazisty charakter jeszcze od pierwszej odsłony. Sidescroller 2D z miejsca stał się jednym z najpopularniejszych gier gatunku. Z drugiej strony, rozwijała się również ich działalność wydawnicza. Przede wszystkim chodzi o Commandera Keena i legendarnego Wolfensteina, który z kolei podłożył podwaliny pod FPS-y.

Pure Retro #24 - Duke Nukem 3D. Książę strzelanek i ołowiana korona, która nigdy nie została po nim podniesiona [nc1]

Pure Retro #22 - Dragon Age: Origins. Fantasy na wielką skalę skąpane w mroku. Most łączący dwa światy od BioWare

Tym samym w 1991 roku świat poznał tytułowego mięśniaka, gdy ten stara się powstrzymać niejakiego doktora Protona, pragnącego przejąć władzę nad światem przy wsparciu swej armii robotów. Przebijając się przez trzy epizody - pierwszy w zniszczonym Los Angeles, drugi na księżycowej bazie Protona, trzeci w przyszłości, w pogoni za rejterującym kreskówkowym złoczyńcą - można było doświadczyć jednej z najlepszych platformówek tamtego okresu. Do największych jej zalet był level design. Duke Nukem mógł wtedy nieźle oszołomić możliwościami rozgrywki. Liczba przejść, czy sekretów do odkrycia na każdym poziomie wyróżniała się na tle konkurencji niczym supernowa. Dociekliwy gracz mógł ni stąd, ni zowąd natknąć się na komnatę pełną cennych łupów, ewentualnie ogromny skrót przerzucający na końcówkę levelu. Dodajmy do tego jeszcze pięknie zarysowane scenerie w tle i wciągający system walki (choć oczywiście bazujący na bardzo prostych schematach). Już wtedy zresztą zarysowywało się to osobliwe poczucie humoru, choć jeszcze bazujące na głównie parodiujących kino akcji linijkach dialogowych pomiędzy poziomami. W "dwójce" słyszymy po raz pierwszy głos Duke'a, który tym razem odpiera najazd Obcych. To także ogromny skok jakościowy względem poprzednika, jeśli mówimy o szacie graficznej. Gameplay jest znacząco brutalniejszy i stanowi istotny krok w kierunku bardziej ukształtowanej tożsamości serii, a dzięki technicznemu zaawansowaniu poziomy są jeszcze bardziej interaktywne. Postawiono na ewolucję totalną.

Pure Retro #21 - Heroes of Might & Magic IV. Kontrowersyjna odsłona kultowej serii z klimatem, którego nie da się podrobić

Drugi Duke zapewne byłby skazany na o wiele większy sukces, gdyby nie miał sporego pecha. id Software, które nieco wcześniej rozeszło się z Apogee, wypuściło DOOMa dosłownie tydzień po premierze Duke Nukem II. Spadkobierca Wolfensteina 3D był tak dużym triumfem, że w zasadzie nie dało się z nim na poważnie konkurować. W obliczu wejścia w trzeci wymiar, który skutecznie spychał dotychczasowych potentatów na margines, trzeba było wykazać się elastycznością. I Apogee egzamin zdało, zmieniając przy tym nazwę na 3D Realms. Co jasne, przeniesienie w nową perspektywę Księcia było naturalnym posunięciem dla zespołu. Z drugiej strony, wszyscy od początku wiedzieli, że wymaga to bardzo przemyślanego podejścia. id Software nabierało wtedy coraz większego rozpędu, ruszając FPS-ową machinę, dlatego też trzeba było popracować nad własną formułą, by nie stać się kalką hegemonów nurtu. Ekipa 3D Realms - do której doszły chociażby takie osoby jak późniejszy założyciel Gearbox Randy Pitchford - wprowadziła kilka świetnych konceptów, które faktycznie wyróżniły ich wśród reszty, zapewniając nieśmiertelność.

Pure Retro #24 - Duke Nukem 3D. Książę strzelanek i ołowiana korona, która nigdy nie została po nim podniesiona [nc1]

Pure Retro #20 - Star Wars: Knights of the Old Republic. Trochę słów o jednym z najważniejszych RPG wszech czasów

Gdyby na przykład dziś promować jakąś grę zapewnieniami, że lokacje przypominają rzeczywisty świat, zostałoby to zbyte w najlepszym razie wzruszeniem ramion. Ale w latach dziewięćdziesiątych ostrzeliwaliśmy stwory w lokacjach będących wyżłobionymi figurami geometrycznymi. Duke Nukem 3D rozwinął klimatyczne tła z poprzednich części, implementując otoczenie wyglądające jak faktyczne ulice, budynki bądź ich wnętrza. Mało tego - niemal ze wszystkim dało się wejść w interakcję. Od naciskania przycisków, poprzez uszkadzanie lokalnych elementów środowiska, aż po burzenie całych konstrukcji. Dobre kilka lat temu trafiłem w sieci na materiał wykazujący podobieństwa pomiędzy Duke Nukem 3D a powstałym nieco później legendarnym Half-Life. W pierwszym impulsie nie jest wcale łatwo to skojarzyć przez wzgląd na parę oczywistych różnic - w tym gadatliwego mięśniaka w opozycji do niemego Freemana. Jeśli jednak na spokojnie przyjrzymy się sytuacji, zaczniemy dostrzegać wyraźne wspólne punkty. Naturalnie Valve zrobiło to w sposób znacznie bardziej zaawansowany - tak, że nawet dziś to po prostu ma prawo zachwycać. Ale można powiedzieć, że Duke Nukem 3D należy do gier, które zaczęły się po tych terenach poruszać, by Half-Life poszybował, doprowadzając do jednego z największych przełomów w całej historii gier wideo. 

Pure Retro #24 - Duke Nukem 3D. Książę strzelanek i ołowiana korona, która nigdy nie została po nim podniesiona [nc1]

Pure Retro #19 - Neverwinter Nights. Życie i śmierć w cieniu Baldur's Gate. Różne oblicza ambitnego projektu BioWare

Sam wymieniony wyżej aspekt byłby więcej niż wystarczający, by odznaczyć się w branży, ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Powiedziałbym wręcz, że patrząc na kreatywność jeżeli chodzi o broń, Duke Nukem 3D nie ustępował ówczesnym grom id Software. Znajdą się typowe zabawki, jak strzelba, pistolet tudzież wyrzutnia rakiet, ale im dalej w las, tym robi się ciekawiej. Shrinker zmniejsza oponentów, dzięki czemu możemy ich po prostu rozgnieść jak małe szkodniki, Freezethrower ich zamrozi, dając opcję satysfakcjonującego rozbicia na mroźne kawałki, Laser Tripbomb zastawia, no właśnie, laserowe pułapki, i tak dalej. W połączeniu ze wspomnianą interaktywnością robiło to kolosalne wrażenie. Tak jak pierwszy i drugi Duke pozwalały na swobodę działania i możliwość wytyczania własnych ścieżek, "trójka" jeszcze ten efekt spotęgowała. Brak z góry wytyczonych ścieżek, ukryte przejścia prowadzące do ukrytych przejść, bonusowe poziomy dostępne tylko jeżeli odkryjemy pewne konkretne elementy danego poziomu. Build Engine pozwalał na znacznie większą swobodę ruchów niż w przypadku większości tytułów dostępnych wtedy na rynku. Całość wieńczy kreatywność designerów. Zmyślnie wykończone mapy, bardzo rzadko idące na łatwiznę i potrafiące nas zaskoczyć jakimś niespodziewanym rozwiązaniem. To sprawia, że kolejne poziomy nie wyglądają jak pretekstowe zbiory pikseli, stanowiące jedynie pretekst dla eksterminowania fal wrogów. Szczerze mówiąc, nawet dziś niełatwo znaleźć w gatunku tak wciągające miejscówki jak chociażby otwierające całość Hollywood Holocaust, większość zakątków L.A., czy starć na stacji kosmicznej. Jasne, znajdą się pewne gorsze fragmenty - do głowy przychodzi mi parę przekombinowanych łamigłówek jakoś ze środkowej części gry - ale ogółem poziom i tak jest niesamowity.

Pure Retro #24 - Duke Nukem 3D. Książę strzelanek i ołowiana korona, która nigdy nie została po nim podniesiona [nc1]

Pure Retro #18 - Dark Messiah of Might and Magic. Przepis na immersyjną rozgrywkę, o której większość branży zapomniała

Ale nie zapominajmy o czynniku, bez którego Książę mógłby nie zostać tak dobrze zapamiętany: szeroko pojętym audio. Typowy twardziel w shooterach to przeważnie milczący twardziel. Tę zasadę jakże efektownie złamali deweloperzy z 3D Realms. Poszukiwano aktora głosowego mającego w odpowiedni sposób oddać agresywny, twardy, ale i parodystyczny styl Duke'a. Padło na Jona St. Johna - i jak już wiemy po trzech dekadach, była to perfekcyjna decyzja. Połączono to z przywoływanym już przeze mnie uprzednio czarnym humorem, pełnym rozlicznych nawiązań do popkultury. Duke nieraz wprost wyśmiewa konkretne hollywoodzkie stereotypy z kina akcji, innym razem po prostu sobie rzuca tekstami z Terminatora, Pulp Fiction, czy reszty klasyków. Pojawiły się nawet żarty z DOOMa, czy samego id Software. Rzucane raz po raz one-linery komentujące aktualną sytuację na ekranie wyprzedzały swoje czasy, do tego w tle leciał świetny soundtrack, bezbłędnie wprowadzający w odpowiedni nastrój. Duke Nukem 3D okazał się także jedną z gier, które wtedy najczęściej wywoływały dyskusje na temat brutalności w grach wideo. Twórcy nie tyle przestawali używać hamulców, co wręcz wyrwali je z boku siedzenia i wyrzucili przez okno. Jest krwawo, wulgarnie i, owszem, trąci seksizmem. W żadnym razie nie będę się tutaj bawił w moralną ocenę tej sytuacji - bo i nie po to pisałem ów felieton - nie zmienia to jednak faktu, że w tytule jest pełno przedmiotowego traktowania kobiet. Nawet jeżeli wpiszemy te akcenty w poczet satyrycznych elementów przedstawiających w krzywym zwierciadle konkretną rzeczywistość, pojawiały się tam gagi mogące naruszać granice czyjegoś smaku także i w latach 90., gdy sprawy wyglądały przecież zupełnie inaczej niż dziś. Inna sprawa, że do dziś niejeden gracz co najwyżej się uśmiechnie na wspomnienie o np. napotykanych striptizerkach. I nie ma co ukrywać - to silna cecha szczególna i pomogła grze utrwalić się w pamięci.

Duke Nukem 3D został najlepiej zapamiętany z tekstów tytułowego mięśniaka i parodiowania wszystkiego, co popadnie - z filmami akcji na czele. Ale warto co jakiś czas sobie przypominać, że była to naprawdę wartościowa pozycja, która wniosła wiele świetnych pomysłów do branży.

Pure Retro #17 - Star Wars: Dark Forces. Kyle Katarn na ratunek, czyli o grze wyjątkowej nie tylko w odległej galaktyce

Wspomniana przeze mnie opowieść o olbrzymie we wstępie nie ma specjalnie wesołego zakończenia (uwaga: kto nie czytał  opowiadania "Zachód dwóch słońc", a chce - niech się czuje ostrzeżony). Towarzyszący Kane'owi gigant stoczył morderczy bój z przerośniętym tygrysem i zatriumfował, odnosząc jednak w jego wyniku śmiertelne rany. Nim wydał ostatnie tchnienie, usadowił się wygodnie na tronie, zajmując miejsce trupa władcy, którego poszukiwał - pragnął bowiem wrócić do swego przetrzebionego ludu i przypomnieć mu o złotych latach. Kane zaś nałożył na jego głowę koronę, choć pierwotnie planował ją złupić i sprzedać. Z żalem muszę stwierdzić, że na tym etapie analogia zupełnie się sypie. Nie znalazł się bezpośredni następca serii, który przejął diadem "króla", nawet na krótki moment. Próbowano tego dokonać, ale Duke Nukem Forever robotę spartolił. Dochodzi jeszcze oczywista kwestia współczesnego podejścia do narracji, wydatnie blokująca zbliżony powrót do przeszłości (a przynajmniej trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś zdołałby grę "przemycić"). O ile się nie mylę, prawa do marki ma obecnie Gearbox Software. Zważywszy na ich preferowany w ostatnich latach kierunek, raczej nie ma co gorąco liczyć na jakiegokolwiek rodzaju wznowienie IP. Pozostają zatem opowieści o czasach herosów i olbrzymów, snute przy okazji wszelakich rocznic.

Bądź na bieżąco - obserwuj PurePC.pl na Google News
Zgłoś błąd
Liczba komentarzy: 36

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.