Zgłoś błąd
X
Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.
Błędy w spisie treści artykułu zgłaszaj jako "błąd w TREŚCI".
Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Batman: Arkham Knight to kolejny dowód, że rynek gier PC dziczeje

Sebastian Oktaba | 05-07-2015 15:41 |

Zamieszanie wokół pecetowej edycji Batman: Arkham Knight dobitnie pokazuje, że wyrachowanie, cynizm i bezczelność producentów gier komputerowych osiągnęło poziom, którego żaden potencjalny klient nie powinien akceptować. Takim kreaturom należałoby powiedzieć - spiep**ajcie dziady! I rzeczywiście społeczność brutalnie potraktowała nowego Batmana, wylewając nań hektolitry obrzydliwych lecz zasłużonych pomyj. Próba sprzedania niedorobionej wersji pecetowej zakończyła się spektakularnym fiaskiem, jakiego wydawca chyba nie zakładał nawet w najbardziej pesymistycznych prognozach. Czy wycofanie Arkham Knight z dystrybucji, możliwość zwrotów odpakowanych egzemplarzy oraz rozpaczliwe próby naprawienia błędów świadczą o dobrych intencjach Warner Bros? Jeśli odpowiedzieliście twierdząco, to niestety jesteście w poważnym błędzie.

Zacznijmy od początku - dlaczego pecetowy Batman: Arkham Knight wzbudził takie oburzenie? Przecież produkcja otrzymała wiele przedpremierowych nagród (!), recenzenci zmieniający kolejne pieluchy byli zachwyceni, przedsprzedaż kwitła w najlepsze. Jakim cudem nie zauważono ewidentnych błędów, problemów technicznych, gorszej oprawy graficznej niż sugerowały przedpremierowe screeny? Komu zależało na utrzymaniu mylnej świadomości, że Batman: Arkham Knight jest tytułem dopracowanym i wartym wydania nań niemałych pieniędzy? Wbrew podejrzeniom (prawie) wszystko się zgadza... ponieważ pierwsze oceny dotyczyły wersji dla PlayStation 4, przygotowanej jak mniemam z należytą starannością, podczas gdy pecectowcom rzucono śmierdzące ochłapy. Ekipa Rocksteady odpowiedzialna za konsolowy oryginał rzekomo wzorowo wykonała zadanie, ale przygotowanie konwersji zlecono zewnętrznej firmie Iron Galaxy Studios, której najwidoczniej zabrakło środków, czasu, ambicji oraz zdolności, aby sprostać wyzwaniu. Zresztą z punktu widzenia konsumenta jest całkowicie nieistotne kto zawinił - liczy się wyłącznie (mizerny) efekt końcowy.

Podobno rynek gier pecetowych trawi piractwo, a tymczasem zabijają go takie nieporozumienia jak Batman: Arkham Knight. Trudno winić posiadaczy blaszaków, że kupować badziewia nie chcą.

Irytujące przycięcia, spadki płynności, brak dopracowanych profili CrossFire/SLI, wszechobecne babole, symboliczne opcje graficzne i sztuczny ogranicznik 30 klatek na sekundę sprawiły, że posiadaczom mocnych komputerów podskoczyło ciśnienie. Ostatni z wymienionych „ficzerów” można wprawdzie wyłączyć poprzez modyfikację plików konfiguracyjnych, ale pozostałe problemy wymagają zaangażowania programistów, którego zabrakło w początkowym etapie przenoszenia Batman: Arkham Knight na platformę Windows. Skandaliczne zachowanie Rocksteady, Iron Galaxy Studios i Warner Bros. znalazło odzwierciedlenie w ocenach niezadowolonych graczy - kiedy branżowe media podchwyciły temat wystarczyło zaledwie kilkanaście godzin, aby wszyscy wiedzieli o kompromitującej wpadce superbohatera. Kłopoty z wydajnością Batman: Arkham Knight na blaszakach ujawnione po premierze okazały się wystarczająco poważne, żeby światowy wydawca zainterweniował, a wydarzenia szybko przybrały obrót jakiego niewielu się spodziewało. Co postanowił Warner Bros?

Różnice między wersją PS4 i PC widać gołym okiem. Źródło: Eurogamer

Tytuł błyskawicznie wycofano z cyfrowej dystrybucji, ruszyła lawina zwrotów na Steam, jak również szeroko zakrojona akcja oddawania fizycznych egzemplarzy z wykorzystanymi już kodami aktywacyjnymi. Skutkiem tego rozczarowani nabywcy Batman: Arkham Knight mogli odzyskać pieniądze, ale jednocześnie zachować grę nieodwracalnie przypisaną do swojego konta. Niektórym pewnie taka propozycja humorów specjalnie nie poprawiła, ale doprawdy trudno byłoby wskazać lepsze rozwiązanie dramatu związanego z najnowszą odsłoną przygód człowieka-nietoperza. Chciałoby się powiedzieć - nareszcie ktoś zareagował właściwie, zamiast chować głowę w piasek, przepraszać lub obiecywać poprawę w przyszłości. W moim odczuciu to jednak błędne rozumowanie, ponieważ Warner Bros. podjął męską decyzję wyłącznie w obliczu zmasowanej krytyki, wcześniej świadomie wprowadzając na rynek okrutnie niedopracowany konsolowy port. Nazwać to honorowym zachowaniem jest lekką przesadą, ale koncern przynajmniej nie poszedł haniebną ścieżką Ubisoftu czy Electronic Arts kompletnie olewających swoich chlebodawców.

Batman: Arkham Knight udowadnia, że developerzy nieustannie badają granice naszej tolerancji, próbując upłynniać coraz gorsze barachło. Warner Bros. tym razem się srogo przeliczyło.

Wszystko jest zresztą sprytną zasłoną dymną, bezsprzecznie korzystną dla pokrzywdzonych klientów, aczkolwiek ukierunkowaną na określony efekt - jaki dokładnie? Zastanówcie się chwilę kim właściwie jest Batman? Pewnie większość teraz donośnie krzyknęła: kultowym superbohaterem! Brawo! Prawie trafiliście... Batman jest bowiem jedną z najbardziej rozpoznawalnych oraz dochodowych marek w przemyśle rozrywkowym, która gwarantuje solidne przychody Warner Bros. Chodziło zatem o ratowanie nadszarpniętego wizerunku Nietoperza wartego miliony dolarów, a szeroko rozumiane dobro pecetowych graczy miało drugorzędne znaczenie. Gdyby wydawca traktował ich poważnie, zleciłby robotę nad konwersją komuś doświadczonemu albo przesunął premierę. Chociaż nie przypominam sobie podobnego precedensu w historii gier komputerowych, wiara w szlachetne intencje felernego tria pozostaje szczytem naiwności. Tutaj zadecydowała chłodna kalkulacja, wszak utrzymywanie niekorzystnej prasy mogło właścicielowi Batmana przynieść gigantyczne straty, zwłaszcza iż nadchodzi kolejna filmowa adaptacja jego przygód.

Kolejny dowód skopanej wersji PC względem PS4. Źródło: Eurogamer

Pikanterii sprawie dodały wstydliwe informacje wyszperane przez wścibskich dziennikarzy, jakoby Warner Bros. doskonale wiedziało o ułomnościach Arkham Knight, więc korporacja rozmyślnie wydała niedopracowanego gniota. Podobno na równe 100 testerów zajmujących się Batmanem zaledwie 1/10 została oddelegowana do wersji pecetowej, zaś weryfikację wydajności prowadzono w niezwykle popularnej rozdzielczości 1280x720... może nawet na konsolach?. Anonimowe źródła donoszą, że niektóre fundamentalne błędy edycji PC zostały wykryte kilkanaście miesięcy przed premierą, ale pomimo druzgocących raportów nikogo do poprawek nie oddelegowano. Czujecie ten smród? Wiele osób najchętniej widziałoby tutaj czwartego winnego, ponieważ nieszczęsną grę włączono do programu GameWorks, dzięki wyczynom Ubisoftu kojarzonemu z optymalizacyjnym fiaskiem. Osobiście uważam, że NVIDIĘ także wyrolowano. Firma zainwestowała w marketing, udostępniła narzędzia developerskie i zapewne wyłożyła niemałe pieniądze na wsparcie konwersji, otrzymując w zamian wyrób chałupniczy. Akurat NVIDII pewnie najbardziej zależało na dostarczeniu ładnej, dobrze działającej produkcji, wyciskającej z topowych kart graficznych ostatnie soki.

Wszystko co związane z Arkham Knight, jest sprytną zasłoną dymną, korzystną dla pokrzywdzonych klientów, aczkolwiek ukierunkowaną na określony efekt - ratowanie wizerunku Batmana.

Batman: Arkham Knight udowadnia, że developerzy nieustannie badają granice naszej tolerancji, próbując upłynniać coraz gorsze barachło. Warner Bros. tym razem się srogo przeliczyło, pececiarze nie chwycili przynęty i pokazali wydawcy jak traktują cwaniaczków - średnia ocen użytkowników w serwisie Metacritic wynosi obecnie imponujące 1.5/10. Dla porównania The Witcher 3: Wild Hunt w tym samym rankingu uzyskał 9.2/10. Oczywiście już wcześniej zdarzały się skandaliczne wypadki wśród wielkoformatowych tytułów m.in.: Watch Dogs, Assassin's Creed: Unity czy Gothic 3, jednak kropelka z Batman: Arkham Knight przelała czarę goryczy. Rozsyłanie wersji wyłącznie dla PlayStation 4 było zabiegiem celowym, natomiast pominięcie mediów piszących o innych platformach tylko potwierdza moje przypuszczenia. PurePC jeszcze kopii recenzenckiej nie otrzymało, zarówno od Cenegi (polski dystrybutor), jak również NVDII (partner technologiczny), pomimo iż zwykle obydwie firmy chętnie podsyłały egzemplarze testowe przed oficjalnym debiutem.

Czy pozostali zrozumieją przesłanie? Wyciągną z wypadku superbohatera odpowiednie wnioski? Szczerze wątpię, przynajmniej dopóki instytucja pre-orderów będzie funkcjonować albo gracze nie zmądrzeją. Rocksteady, Iron Galaxy Studios i Warner Bros. są współwinne położenia na łopatki jednej z najgłośniejszych tegorocznych premier, których spotkało zasłużone potępienie, ale bądźmy poważni - niewiele to zmieni. Rynek pecetowy nie stanowi dla gigantów branży najważniejszego punktu na mapie strategicznej, a szeroko zakrojona akcja zwrotów to żadna uprzejmość, tylko obowiązek firmy oszukującej swoich klientów. Naprawdę jestem zaskoczony, że producentów gier wszelkiej maści jeszcze nie gnębią pozwy zbiorowe, bo może nareszcie poczuliby ciężkie buciory w miejscu, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Na koniec sakramentalna formułka - powiadają, że rynek gier pecetowych trawi piractwo, a tymczasem zabijają go takie nieporozumienia jak Batman: Arkham Knight. Trudno winić posiadaczy blaszaków, że kupować badziewia nie chcą.

Źródło: Eurogamer, Idiotech
Bądź na bieżąco - obserwuj PurePC.pl na Google News.
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 102

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.