Recenzja Pragmata - Najpierw gra-widmo, potem wielki powrót i szybka premiera. Wyszło dobrze czy będzie wpadka?
- SPIS TREŚCI -
Recenzja Pragmata - Księżyc i jego tajemnice
Bohater dociera na stację kosmiczną, ale zamiast rutynowych zajęć czeka go piekło. Do tragicznych wydarzeń (epidemia, bunt robotów/więźniów, niepotrzebne skreślić) doszło już wcześniej, a nasz śmiałek mimo woli może już tylko w miarę możliwości zrekonstruować, co się wydarzyło i oczywiście spróbować ocaleć. Ileż to razy trafialiśmy w grach na zbliżony motyw? Jednak przyznać trzeba, że potrafi on funkcjonować całkiem niezgorzej. Capcom w jakimś zakresie także się na to zdecydował w Pragmacie. Trafiamy do bliżej nieokreślonej przyszłości, gdy furorę robi lunaryt, surowiec pozwalający odtworzyć niemal wszystko przy posiadaniu konkretnych danych. Na początek poznajemy Hugh Williamsa, który wraz ze swoim niewielkim zespołem przybył na księżycową stację badawczą, z którą niedawno utracono kontakt. To dosyć istotne miejsce, jako że właśnie tam prowadzone były eksperymenty nad bezcennym lunarytem. Jeśli ktoś nie przepada za przydługimi tutorialami, może być spokojny. Po krótkiej demonstracji dosłownie podstaw sterowania na miejscu dochodzi do trzęsienia ziemi, przez co Hugh traci kontakt z resztą załogi, samemu tracąc przytomność. Pomaga mu ją odzyskać postać, która stanie się nieoczekiwaną sojuszniczką w nowej sytuacji.
Posiadająca zdolności hakowania otoczenia dziewczynka-android, nazwana potem przez Hugh Dianą, okazuje się być absolutnym kluczem do przetrwania mężczyzny. Tym sposobem zaczyna się ich wspólna podróż po wypełnionej zagrożeniami stacji, gdzie urządzenia będące docelowo wsparciem dla ludzi stają się śmiertelnie groźnymi egzekutorami, a całe otoczenie - najeżoną pułapkami twierdzą z czyhającymi laserami, uszkodzonymi konstrukcjami i wyjściowo nieznanymi jeszcze substancjami. Ponadto co rusz słychać głos IDUS-a, czyli zbuntowanej sztucznej inteligencji wydającej się tym wszystkim kierować. Tego typu atmosfera zazwyczaj przypomina mi klasyki spod znaku System Shocka, czy Dead Space'a - zresztą nawet Hugh bliżej do Isaaca Clarke'a niż typowego bojownika - więc przyznam, że narrację kupiłem jeszcze kilka miesięcy temu, podczas fazy ogrywania wersji demo. Inna sprawa, że jeżeli nastawiacie się na porażający, egzystencjalny traktat o ludziach i robotach, radziłbym już na starcie skalibrować swoje oczekiwania. O ile bowiem ziewać raczej nie będziemy, o tyle opowiadana historia na pewno nie będzie najmocniejszym punktem doświadczenia.
Rdzeniem naszej przygody jest oczywiście budowana więź pomiędzy Hugh i Dianą, szybko przeradzającą się w relację podobną do ojciec-córka. Diana posiada pewne strzępki informacji o świecie, jest też bardzo komunikatywna, jednak w dalszym ciągu wiele tematów jest dla niej zupełnie nowych (dopiero potem poznajemy dokładniej jej przeszłość, lecz to nie tajemnica, że raczej nie posiadała zbyt wielu kontaktów towarzyskich). Jej dominującymi przymiotami są zatem ogromna dociekliwość i typowo infantylne podejście do wielu spraw - co w ciekawy sposób zestawia się z ich dramatyczną sytuacją. W trakcie rozgrywki zatem w losowych momentach Hugh tłumaczy Dianie różne podstawowe sprawy. Zabieg prosty, acz przez całkiem długi czas skuteczny. Niestety po kilku takich godzinach powoli stało się to już lekko męczące. Nie oczekiwałem oczywiście relacji na poziomie skomplikowania Joela z Ellie z The Last of Us, jednakowoż z czasem da się zauważyć, że twórcy nie mieli długofalowego pomysłu na tę parę. Konflikt w zasadzie nie istnieje, bo choć Hugh coś przebąkuje o braku zaufania do sztucznej inteligencji na początku rozgrywki, temat nigdy nie zostaje podciągnięty, a jego wiara w Dianę pozostaje niezachwiana. To sprawia, że słysząc kolejną ich luźną przekomarzankę, na pewnym etapie zaczynałem mimowolnie wzruszać ramionami. Tak po prawdzie największym słabym punktem jest właśnie Hugh. Rzadko kiedy trafia się na tak pustą, pozbawioną charyzmy postać głównego bohatera w tytule, gdzie dialogi jednak mają pewne znaczenie.
Ale Hugh i Diana nie znajdują się przecież w próżni. Drugim ważnym filarem narracji są napotykane elementy otoczenia. Pragmata to nie survival horror, ale podobnie jak w sporej ich części pomiędzy walką z wrogami trafiamy na wiele danych poszerzających naszą wiedzę o tym uniwersum. Czasem są to suche plakietki informacyjne opisujące docelowe działanie poszczególnych przedmiotów bądź funkcji na stacji, innym razem na przykład korespondencja pomiędzy laborantami - zarówno sprzed incydentów prowadzących do aktualnej sytuacji, jak i w ich trakcie. Raczej standard. Trudno mi to jakoś mocno skrytykować, ponad normę również nic w tym względzie nie wychodzi. Ale jednocześnie pomaga mi to zaobserwować pewien problem w fabule. Mianowicie, nawet jak na grę w dosyć luźnej konwencji SF, niezahaczającej przesadnie o trudy i znoje ludzkiej natury, jest ona płytka. To nie miejsce na zdradzanie kolejnych punktów tej opowieści, bo i w sumie nie ma czego specjalnie ujawniać, ale cała otoczka składająca się na kosmiczną placówkę, wraz ze zbuntowanymi botami i tym, co za nimi stoi, przez większość czasu jest właśnie taka, jaką ją przedstawiono w przeciągu pierwszych kilkudziesięciu godzin. A zwrot akcji bliżej ostatniego aktu narracji łatwo da się przewidzieć kawałek wcześniej. To jest tak, jakby ktoś wyciągnął podręcznik grupujący wszystkie tropy, jakie kiedykolwiek pojawiły się w tym gatunku i wprowadził te najbezpieczniejsze w strategiczne partie scenariusza. Nie chcę robić z tego tragedii, muszę jednak przyznać, że dało się to zrobić choć trochę lepiej.
Powiązane publikacje

Recenzja Assassin's Creed Black Flag Resynced - Edward Kenway znów szaleje na Karaibach. Sprawdzamy remake kultowej gry
53
Recenzja Gothic Remake - Alkimia Interactive wita nas w Kolonii po remoncie. Relacja z ponad 30 godzin zmagań w Górniczej Dolinie
112
Recenzja 007 First Light - Wzięli wolne od Hitmana i zrobili nowego Jamesa Bonda. Czy będzie to kolejny hi... hicior?
11
Recenzja Forza Horizon 6 - Japonia stoi otworem. Przyjemna, chociaż odtwórcza... jednak lepszych samochodówek brak
59







![Recenzja Pragmata - Najpierw gra-widmo, potem wielki powrót i szybka premiera. Wyszło dobrze czy będzie wpadka? [nc1]](/image/artykul/2026/04/13_recenzja_pragmata_najpierw_gra_widmo_potem_wielki_powrot_i_szybka_premiera_wyszlo_dobrze_czy_bedzie_wpadka_1.png)
![Recenzja Pragmata - Najpierw gra-widmo, potem wielki powrót i szybka premiera. Wyszło dobrze czy będzie wpadka? [nc1]](/image/artykul/2026/04/13_recenzja_pragmata_najpierw_gra_widmo_potem_wielki_powrot_i_szybka_premiera_wyszlo_dobrze_czy_bedzie_wpadka_nc2.png)
![Recenzja Pragmata - Najpierw gra-widmo, potem wielki powrót i szybka premiera. Wyszło dobrze czy będzie wpadka? [nc1]](/image/artykul/2026/04/13_recenzja_pragmata_najpierw_gra_widmo_potem_wielki_powrot_i_szybka_premiera_wyszlo_dobrze_czy_bedzie_wpadka_nc3.png)
![Recenzja Pragmata - Najpierw gra-widmo, potem wielki powrót i szybka premiera. Wyszło dobrze czy będzie wpadka? [nc1]](/image/artykul/2026/04/13_recenzja_pragmata_najpierw_gra_widmo_potem_wielki_powrot_i_szybka_premiera_wyszlo_dobrze_czy_bedzie_wpadka_nc4.png)
![Recenzja Pragmata - Najpierw gra-widmo, potem wielki powrót i szybka premiera. Wyszło dobrze czy będzie wpadka? [nc1]](/image/artykul/2026/04/13_recenzja_pragmata_najpierw_gra_widmo_potem_wielki_powrot_i_szybka_premiera_wyszlo_dobrze_czy_bedzie_wpadka_nc5.png)





