Zgłoś błąd
X
Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.
Błędy w spisie treści artykułu zgłaszaj jako "błąd w TREŚCI".
Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
Załóż konto
EnglishDeutschукраїнськийFrançaisEspañol中国
 

Zestaw gracza według przepisu Razera

DeathAdder, podobnie jak pozostałe gryzonie (lub żmije jak kto woli) marki Razer dedykowane graczom, sprzedawany jest w specjalnie zaprojektowanym i charakterystycznym opakowaniu. Każdy kto miał je w rękach, docenić musi wyjątkowy styl owego wydawnictwa. Jadowicie zielony kolor ostro kontrastuje z matową czernią, tworząc przyjemną mieszankę. Pudełeczko można oczywiście otworzyć, żeby zobaczyć co kryje się w środku. Oprócz samej (o!) myszy znajdziemy jeszcze min. instrukcję obsługi, naklejki, kartę gwarancyjną, poradnik oraz płytę CD z oprogramowaniem. Ale o tym później - teraz skupmy się tylko na samym DeathAdderze. Na początek proponuję zapoznać się z ogólną specyfikacją techniczną:

  • Waga: ~100g
  • Liczba przycisków: 5
  • Technologia sensora: optyczna
  • Rozdzielczości: 450, 900, 1800 DPI
  • Czas reakcji: 1 ms (1000 Hz)
  • Prędkość: do 114 cm na sekundę
  • Maksymalna akceleracja: 20g
  • Kanał danych: 16-bit
  • Częstotliwość próbkowania: 7080 FPS
  • Wymiary: 12,5 x 7 x 4,3 cm
  • Długość przewodu: 210 cm
  • Ślizgacze: teflonowe
  • Profil: dla praworęcznych
  • Interfejs: USB (złącze pozłacane)

Pierwsze co rzuca się w oczy, to dostosowanie DeathAddera do użytku tylko osób praworęcznych. Tym razem nie pokuszono się o zachowanie symetrii i zrezygnowano z uniwersalności. Jest to pewne odstępstwo od reguły, którą ustaliły chociażby Diamondback, Krait czy ostatnio opisywana Salmosa. Osoby leworęczne będą musiały zmienić przyzwyczajenia (opcja mało prawdopodobna), albo obejść się smakiem (opcja znacznie bardziej realna). Skorzysta na tym natomiast cała reszta użytkowników, bowiem mycha leży jak ulał w prawicy.

Jeżeli chodzi o stylistykę, gryzoń nie zaskakuje - chyba na szczęście. Dominuje czerń wzbogacana świecącymi na niebiesko elementami. Rolka pali się stałym delikatnym światłem, służąc w ciemnościach niemal za drogowskaz dla palców. O dziwo, przesuwa się bardzo cicho i delikatnie. Trochę brakuje zdecydowanego skoku, za to przy wciśnięcie jest wyraźnie słyszalna i stawia lekki opór. Z kolei logo Razera flegmatycznie pulsuje, co w tym wypadku należy odczytać jako pozytyw. Unikamy więc niepotrzebnej irytacji spowodowanej efektem techno-parady. Zresztą kolor niebieski podobno uspokaja, co zdaje się potwierdzą kierowcy (;]).

Myszkę wykonano bardzo starannie oraz świetnie wyprofilowano. Średniej wielkości dłoń powinna luźno spocząć na niewysokim garbie, a palce ułożyć w delikatnie „żłobionych” przyciskach. Warto zauważyć, że górna część obudowy jest jednolita i nie uświadczymy przerwy pomiędzy korpusem oraz podstawowymi klawiszami. Przyciski chodzą precyzyjnie, nie zacinają się, ale mogłyby być odrobinę cichsze. Dostęp do prawego z nich bywa chwilami nieco kłopotliwy i wymaga korekty ułożenia dłoni jeżeli preferujemy styl ”leżankowy”. Materiał z jakiego wykonano górną pokrywę DeathAddera okazuje się przyjemny w dotyku i niezbyt podatny na ślizganie. Nawet spocone ręce nie powinny mieć problemu z kontrolą nad gryzoniem. Ślady tłustych paluchów lub brudu nie są zbyt widoczne - matowy kolor robi swoje.

Lewy bok DeathAddera skrywa dwa programowalne przyciski. Ich wielkość jest optymalna i są łatwo wyczuwalne. Pod nimi znajduje się jeszcze trochę miejsca, w którym spokojnie można złożyć kciuk gdy nie korzystamy z dodatkowych klawiszy. W tym miejscu znalazło się także wgłębienie, poprawiające chwytliwość urządzenia. Zdecydowanie sensowne posunięcie. Niestety zarówno prawy jak i lewy bok wykonano ze śliskiego, barwionego na fortepianową czerń plastiku. Jest on znacznie mniej przyjemny w dotyku niż wierzchnia partia myszki oraz zdradza tendencję do szybkiego brudzenia.

DeathAdder waży około 100 gramów. To niewiele i faktycznie myszka do najcięższych nie należy. Oczywiście bez problemu znajdziemy konstrukcje lżejsze, ale opisywany model nie jest wszak maleństwem. „Szarak” do komunikacji z komputerem wykorzystuje pozłacane złącze USB. Giętki kabel o długości 210 cm powinien wystarczyć każdemu kto nie trzyma komputera na drugim końcu pokoju.

Pod ogonem DeathAdera, a raczej na jego części brzusznej kryje się sporo dobrego. Trzy teflonowe ślizgacze gwarantują doskonały poślizg na niemal każdej powierzchni (może poza betonem lub żwirem). Centralnie umieszczone „oczko”, to sensor optyczny o rozdzielczości do 1800 DPI. Jego precyzja jest bezdyskusyjna, ale o tym słów kilka znajdzie się w dalszej części artykułu. Tak czy owak kartka papieru, biurko lub dowolny mousepad nie robią mu różnicy. Spisuje się świetnie. Mały „dzyndzel” obok, to przycisk służący do zmiany ustawień. Przypadkowe wciśnięcie jest raczej niemożliwe, nawet gdy żywiołowo pacniemy gryzoniem o blat.

Bądź na bieżąco - obserwuj PurePC.pl na Google News
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.