Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
 
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Koniec darmowego Windows 10? Niekoniecznie...

LukasAMD | 15-05-2016 16:00 |

Koniec darmowego Windows 10? Niekoniecznie...Pod koniec lipca ubiegłego roku zadebiutował Windows 10 – nowy system tworzony przez firmę Microsoft, który miał przynieść ogromne zmiany, a przede wszystkim zupełnie inny sposób dystrybucji tego oprogramowania. Do tej pory okienka były bowiem sprzedawane i rozwijane jako produkt, obecnie jest to natomiast usługa, której zmienianie i udoskonalanie ma się odbywać w sposób ciągły. W celu szybkiego przejęcia znacznej części rynku zdecydowano się na uruchomienie akcji, która przez rok od premiery umożliwia wielu użytkownikom wykonanie zupełnie darmowej aktualizacji z systemów Windows 7 i Windows 8.1. Już niebawem minie właśnie ten rok i firma w ostatnim czasie zaznaczała, że to ostatni dzwonek do wykonania aktualizacji, akcja jest bowiem ograniczona czasowo i skorzysta z niej jedynie część użytkowników.

Miliard urzadzeń w ciągu 2-3 lat od premiery - to się najprawdopodobniej nie uda, system nie został przyjęty aż tak dobrze.

Czas ten jest wprost wymarzony do tego, aby w pewien sposób podsumować działania firmy prowadzone przez cały ten okres i ocenić to, w jaki sposób Windows 10 zadomowił się na rynku. Na niedawnej konferencji BUILD usłyszeliśmy same superlatywy, pracownicy korporacji chwalą się wysokimi wynikami i świetną adopcją za każdym razem, gdy to tylko możliwe, ale czy na pewno jest tak dobrze, jak być powinno? Tutaj nie można już być pewnym pozytywnych ocen – bo tak naprawdę nie jest za dobrze i trudno odbębnić sukces, gdy nie ma na niego miejsca. Jest za to sporo niesmaku po bardzo agresywnej akcji marketingowej, która – jak pokazują i Wasze komentarze – mogła przyczynić się do rezygnacji z Windows 10.

Koniec promocji Windows 10 #1

Zacznijmy od początku. Przede wszystkim, Windows 10 powstawał inaczej, bo dzięki programowi Windows Insder, zainteresowani mogli sięgnąć po niego jeszcze sporo przed premierą, a następnie stopniowo zapoznawać się z każdymi zmianami. Niby nic takiego, bo przecież i przy Windows 8 publikowane były wydania testowe, ale tutaj akcja miała inny wymiar: kompilacje były znacznie częstsze, a dodatkowo wykonano ukłon w stronę użytkowników, pytając ich o zdanie i umożliwiając wyrażanie własnych opinii, a także pomysłów. Oczywiście nie zmienia to ich statusów – królików doświadczalnych na własne życzenie – niemniej wyglądało dobrze i zapowiadało się ciekawie. Do czasu, aż na komputery ze starszymi systemami zaczęły trafiać podejrzane aktualizacje „przemycające” moduł GWX, mający za zadanie reklamowanie Windows 10.

Później wszystko potoczyło się szybko – obserwując działania firmy i ten właśnie mechanizm można stwierdzić, że odwołano się do pierwotnych instynktów i zastosowano przynajmniej kilka zabiegów marketingowych: po pierwsze, tłumaczono, że Windows 10 jest udostępniany za darmo. Po drugie, że oferta będzie ograniczona czasowo i skorzystać z niej będzie można tylko przez rok. Tylko, a może aż? Rok to bardzo dużo dla każdej osoby, która szanuje swój czas i nie daje się porwać pewnemu prądowi życia, który czasami chce nas wziąć w swoje łapska. W tym wypadku najlepiej byłoby jednak (dla pracowników firmy), abyśmy o tym zupełnie zapomnieli i wykonali aktualizacje możliwie najszybciej, jak to możliwe. Świadczyć o tym może choćby mechanizm nakłaniający nas do „zarezerwowania” sobie naszej osobistej kopii Windows 10 udostępniany jeszcze przed lipcową premierą.

Koniec promocji Windows 10 #2

O co w tym chodzi? Po co rezerwować, skoro mamy na aktualizację rok? Sprawa jest prosta: aby być szybszym od innych, aby upolować zwierzynę, kiedy tylko jest taka okazja, niczym podczas świątecznego szturmowania marketów w poszukiwaniu karpia – możecie się śmiać, niemniej to działa właśnie w taki sposób i jest skuteczne, bo jeżeli mamy gdzieś w świadomości głosik, że „ucieka nam okazja”, to będziemy starali się ją wykorzystać. Nieważne, że na aktualizacje jest rok, ważne, aby wykonać ją właśnie teraz, aby zarezerwować, aby mieć to wszystko „pod kontrolą”. Robiąc to, tak naprawdę oddawaliśmy natomiast kontrolę komu innemu, jakże miłej korporacji i stawaliśmy się jednym z wielu trybików jej marketingu. Nie ma w tym nic złego, nie demonizujmy tego: chodzi przecież o zysk, niekoniecznie bezpośrednio finansowy, w tym przypadku jest to udział na rynku.

Rezerwowanie? Koniec akcji promocyjnej? Przecież to bujda, tak naprawdę Microsoft może tylko zyskać nadal utrzymując taką strategię.

O tym, że był to tylko zabieg marketingowy, mogą świadczyć nieco nietypowe „pomyłki”. Nawet jeżeli ktoś nie zdecydował się na zarezerwowanie swojej kopii Windows 10 i nie wyrażał zainteresowania tym systemem, mechanizm często i tak pobierał kilka GB wymaganych do przeprowadzenia aktualizacji danych. Po co? Ano w przypadku, gdyby użytkownik zmienił zdanie. Tutaj upada jednak mit dotyczący ewentualnego kolejkowania danych, przekazywania aktualizacji na komputery użytkowników stopniowo, aby serwery sobie z tym poradziły. Owszem, to wielka operacja i mogła na tym polu okazać się problematyczna, niemniej nie na tyle, aby stanowiło to przeszkodzę i aby użytkownicy musieli cokolwiek rezerwować. W każdym razie: już w tym miejscu było widać, że Microsoft różnymi sposobami chce nakłonić nas do sięgnięcia po swój nowy produkt. Przepraszam, usługę.

Koniec promocji Windows 10 #3

No właśnie, rozwój jako usługa brzmi pięknie i dumnie – bierzemy raz (czy to za darmo, czy kupując w sklepie), a następnie możemy cieszyć się kolejnymi i kolejnymi aktualizacjami. Ale to nie tylko nowe funkcje, ale również testowanie ich na nas. Program Windows Insider to jedno, wersja „stabilne” to druga sprawa. W lipcu ubiegłego roku otrzymaliśmy „finalną” wersją Windows 10, w której nie działał prawidłowo m.in. mechanizm VPN, uniemożliwiając mi normalną pracę, która tego wymagała… To jest właśnie usługa: na poprawki błędów pora przyszła dopiero w listopadzie, wraz z wersją Threshold 2. Dużo poprawiono, choć nadal nie jest idealnie. Na komputerze jednego z domowników niedawno wróciliśmy do Windows 8.1, bo za granicą okazało się, że „Windows 10 nie posiada jednego z protokołów” i niestety, wpięcie do hotelowego Wi-Fi było niemożliwe. Problem jest znany, rozwiązań kilkanaście, żadne nie gwarantuje sukcesu. Brawo!

Koniec promocji Windows 10 #4

Teraz wiele osób oczekuje wydania kolejnej wersji oznaczanej kodowo jako Redstone, która ma być zbiorem nowych funkcji np. rozszerzeń dla Edge, ulepszeń w mechanizmach rozpoznawania pisma i innych zaprezentowanych np. na ostatnim BUILD. Zapowiada się to ciekawie, ale pytanie brzmi: jak wiele z nich będzie na początku działało na tyle źle, że sytuację znów poprawi kolejna duża paczka, która pojawi się pewnie pod koniec roku? Taki rozwój usług na zasadzie przeplatania czegoś nowego z poprawkami nie jest zły, niemniej niektórzy oczekują przede wszystkim stabilności. Windows 10 nie może tego natomiast zapewnić, co z pewnością nie podoba się wielu przedstawicielom branży biznesowej. Nie trudno się więc dziwić temu, że sporo przedsiębiorstw nie ma zamiaru zbyt szybko żegnać np. Windows 7 – po co, skoro działa i sprawdza się dobrze, a nowości z Windows 10 nie są dla nich istotne?

Nie wszyscy są zainteresowani Windows 10 - DirectX 12, nie mówiąc o UWP, nie są zaletami, które mają dla każdego znaczenie.

Tutaj dochodzimy do meritum. Podczas konferencji BUILD 2015 pan Terry Myerson z Microsoftu wyjaśniał, że firma chce osiągnąć wynik miliard obsługiwanych przez Windows 10 urządzeń w ciągu 2-3 lat od jego premiery. Cel bardzo ambitny i z tego co widać obecnie, chyba zbyt optymistycznych. Od premiery minął niemal rok, a korporacja niedawno pochwaliła się, że obecnie pod jego kontrolą pracuje około 300 milionów komputerów na całym świecie. Oczywiście, to ogromna liczba, oczywiście, tempo adopcji okazało się znacznie wyższe niż w przypadku Windows 7, nie mówiąc w ogóle o Windows 8, niemniej… wynik nie jest spektakularny i do osiągnięcia celu droga jest jeszcze bardzo daleka. Przypomnijmy natomiast, że w przypadku Windows 10 mowa nie tylko o komputerach stacjonarnych, ale i tabletach, smartfonach (gdzie firma sama strzeliła sobie serią po kolanach), sprzęcie Internetu Rzeczy, a także konsolach.

Koniec promocji Windows 10 #5

Co dalej? Firma podała ostatnio, że zbliża się koniec darmowej akcji aktualizacyjnej – proces został i tak uproszczony, bo teraz nie musimy użerać się z mechanizmem dokonującym nakładowej instalacji nowej edycji. Zamiast tego możemy przeprowadzić czystą instalację i podać klucz z Windows 7 lub Windows 8.1 używany dotychczas – bardzo wygodne, bardzo szybkie i przystępne, za to należą się gratulacje. Mimo wszystko, mija rok, kto chciał ten aktualizację przecież wykonał. Czy teraz tempo zdobywania świata przez Windows 10 utrzyma się na takim samym poziomie, jak miało to miejsce jeszcze do niedawna? Nie ma na to szans, bo przecież skoro starsze systemy działają prawidłowo, to raczej nie będzie za wielu chętnych do wydawania niemałych pieniędzy na zakup edycji BOX – obecnie to około 500 zł za wersję Home, gdzie wielu funkcji nie zmienimy, a także około 1000 zł za edycję Pro. Czy są na sali chętni do kupienia tego systemu w takich cenach?

Sytuacji nie poprawia tutaj to, co Windows 10 zrobił producentom urządzeń. Nowy system zawsze był pewnym motorem napędowym do sprzedaży nowych komputerów. Tym razem się tak jednak nie stało i wyniki sprzedaży na m.in. rynku PC wciąż topnieją. Nie uratował on producentów, nie uratował on sprzętu. Nie ma się temu co dziwić – wiele osób nie potrzebuje niczego lepszego niż nawet komputery wyposażone w leciwe już procesory Core 2 Duo i podobnej im klasy. Jeżeli nie brakuje pamięci i jeżeli wymienimy dysk na SSD, to często będzie to swoista „rakieta” w zupełności wystarczająca do wszystkiego poza dużymi obciążeniami i nowymi grami. Ale czy każdy gra? Rozwój rynku rozrywki mobilnej pokazuje, że coraz częściej sięga się przy chęci grania po smartfony i tablety – sam tego nie uznaję, bo dla mnie to żadna wygoda, niemniej rozumiem, bo zabiegani nie mamy ani czasu, ani środków na budowanie stacjonarki do wymagających gier.

Koniec promocji Windows 10 #6

W tej sytuacji niewiele może pomóc DirectX 12, nie mówiąc już w ogóle o UWP, które jak na razie okazało się jeszcze gorszą próbą zamknięcia rynku, niż miało to miejsce wcześniej – sklep z aplikacjami to dobry pomysł, ograniczenie możliwości to już ślepa uliczka. Zostawmy to jednak w spokoju, bo wersja Redstone ma przynieść nieco teoretycznie pozytywnych zmian i może kiedyś polubimy UWP. Przyczyniło się jednak ono do złej reklamy nowego systemu – podobnie zresztą jak wbudowane w Windows 10 mechanizmy reklamowe czy wiele, naprawdę wiele kontrowersji związanych z prywatnością. Rycerze Microsoftu w takich dysputach mówią: ale Google robi gorzej! Prawda, tylko co to ma do rzeczy? Obie korporacje patrzą na zysk i która by nie wykonywała jakichś nieprzyjemnych kroków, zasługuje na naszą krytykę. A Microsoft w przypadku Windows 10 zasłużył sobie na całą tonę krytyki.

Microsoft nie powie nam, jakie ma plany. Sądzę, że nadal będzie udostępniał Windows 10 za darmo - bo jest mu to po prostu na rękę.

Widać co prawda zmiany w tym podejściu – firma chce zmienić m.in. mechanizm udostępniania informacji o sieciach Wi-Fi, z jakimi się łączymy (swoją drogą, domyślne ustawienia to chyba dzieło kogoś, kto nie ma pojęcia o bezpieczeństwie), powoli wygaszane będą także komunikaty związane z aktualizacją do Windows 10. Możliwe, że pójdzie za tym i osłabienie mechanizmów telemetrii w Windows 7 i Windows 8.1, które zostały rozbudowane w ubiegłym roku, a które mają związek przede wszystkim właśnie z akcją promocyjną i lepszym dopasowaniem aktualizacji – pierwsze wrażenie po instalacji nowego systemu jest przecież kluczowe, dlatego nie ma się co dziwić, że tutaj postanowiono działać aż tak agresywnie, aby lepiej dopasować zarówno mechanizmy systemowe, jak i np. wbudowane weń sterowniki do tego, co posiadają w swoich komputerach klienci.

Koniec promocji Windows 10 #7

Śmiem twierdzić, acz jest to jedynie moje przypuszczenie, że tak naprawdę akcja darmowej aktualizacji będzie nadal kontynuowana. Przesłanką ku temu mogą być doniesienia z samego Microsoftu mówiące o tym, że nawet po zakładanym terminie będzie można dokonać aktualizacji na komputerach osób, które wykorzystują mechanizmy poprawiania dostępu (np. użytkownicy niepełnosprawni). Pytanie brzmi: kto i jak zweryfikuje, czy jestem taką osobą? Nikt… może więc to stać się łatwą drogą do dalszego korzystania z akcji, nawet po jej teoretycznym wygaśnięciu. Czy firma ma cokolwiek do stracenia? Nie, zysk ze sprzedaży Windows 10 i tak się nie liczy – ważniejszy jest np. pakiet Office 365, a kolejne „owieczki” na pastwisku zwanym usługami Microsoftu to większe szanse na to, że ktoś zdecyduje się na płatne rozwiązania. To także utrzymywanie dominacji na rynku systemów dla użytkowników domowych. Mowa o zakończeniu akcji wydaje się więc czczą gadaniną, taką samą, jak ta rok temu o rezerwowaniu Windows 10.

Według danych StatCountera obecny udział Windows 10 na rynku to 17,33%. Króluje natomiast Windows 7 z wynikiem aż 39,81% i nic nie wskazuje na to, aby został on zbyt szybko zdetronizowany – statystyki Steam wyglądają inaczej, ale w skali globalnej mówią o wykorzystaniu danego systemu stosunkowo niewiele. Jak więc będzie wyglądała przyszłość? No cóż, tego nie wie nikt, niemniej jedno wydaje się pewne: Microsoft jeszcze niejednokrotnie się do nas uśmiechnie i zachęci nas do instalacji Windows 10. Korporacja uczy się na własnych błędach i z pewnością nie będzie chciała powtórzyć sytuacji, jaka miała miejsce w przypadku Windows XP – systemu udanego na tyle, iż nadal kontroluje on sporo komputerów, całkiem sprawnie wykonując swoje zadania. Co więcej, jest on stabilny i przewidywalny, czego o nowym tworzenie powiedzieć jak na razie nie można. Choć przyznajmy, takie były założenia.

Źródło: PurePC.pl
23
Zgłoś błąd
Łukasz Tkacz
Liczba komentarzy: 133

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.