Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国
 

Recenzja Anthem - klęknijmy do Hymnu. Bądź... w akcie rozpaczy

Ewelina Stój | 03-03-2019 08:00 |

Recenzja Anthem - klęknijmy do Hymnu. Bądź... w akcie rozpaczyJeśli ktoś się zastanawiał, jak to jest dostawać pieniądze "za granie" to już informuję: beznadziejnie, bo za granie nikt nie płaci, ale za wrażenia z gry już tak. Niestety, o ile w większości przypadków praca taka to dość "smaczny owoc", to przyjmując tę robotę z dobrodziejstwem inwentarza zdarzają się i produkcje-zgniłki, które nie dają satysfakcji w trakcie grania, a tym bardziej w trakcie recenzowania. No, chyba że akurat mam wyjątkowo paskudny nastrój i mogę ironizować na temat produkcji przez 30 tysięcy znaków. Ale co ma piernik do wiatraka? Sporo. Jako fanka trylogii Mass Effect wciąż marzyłam o grze dorównującej przygodom Sheparda. Ale ujrzawszy pierwsze zajawki gry pt. Anthem (tego samego przecież studia), intuicja wyszeptała mi, że mogę marzyć dalej. Z czasem nie było lepiej: nowe gameplay'e i doniesienia o błędach nie zapowiadały niczego dobrego, a swoje pierwsze pół godziny w grze mogę określić jako: ładne to, ale puste jak bęben starej pralki, co to ją zowią Frania.

Autor: Ewelina Stój

Frania jednak zasłużyła sobie na swoją legendę, podobnie zresztą jak trylogia Mass Effect. Jak będzie z grą Anthem? Czy oceny graczy w pierwszym dniu po premierze (3,7 pkt na Metacritic) mają uzasadnienie? Jak wspomniałam powyżej, ogranie swoistego intra w grze sprawiło, że w mojej głowie się zakotłowało. Niby to niebrzydkie, sterowanie niemal wzięte żywcem z Mass Effect Andromeda (czyli do przeżycia), śmieszne teksty bohaterów (choć niektóre wydają się być pisane nieco na siłę - są po prostu suche, nawet bardziej, niż moje)... Gra pełna sprzeczności, ale ostatecznie (wciąż mówię o samym początku gry) czarę goryczy przepełniła powtarzalność i wykonywanie zadań typu "podleć i zbierz, a w trakcie zbierania, zabij przeciwników". A przecież pierwsze minuty gry powinny mnie do siebie przekonać! Zawierać jakiś fabularny mindlow sprawiający, że nie oderwę się od gry już na długie godziny! A tu nic, tylko zbieraj, podleć zabij, zbieraj, podleć zabij... No dobrze - pierwsze wrażenia z pierwszych wrażeń (jakkolwiek to brzmi) już za nami. Ale czy dalej będzie już tylko gorzej? A może warto dać grze szansę?

Anthem od studia BioWare wydawał się być potępionym przez graczy jeszcze przed premierą. Czy przeczucia większości z nas okazały się właściwe? O tym dowiecie się z niniejszej recenzji.

Recenzja Anthem - klęknijmy do Hymnu. Bądź... w akcie rozpaczy [1]

Jeśli chcielibyśmy zobrazować pozycję Anthem na wykresie, to linia odpowiadająca za jakość gameplay'u, fabułę i całą resztę, powoli by się wznosiła, by gdzieś w okolicy 1/3 czasu gry, zacząć drastycznie spadać. Wspomniane intro nie nastawia optymistycznie, jednak po nim następuje chwila, gdy przenosimy się w czasie i miejscu: w dwa lata później po przedstawionych właśnie wydarzeniach, do bazy wypadowej - Fortu Tarsis. Baza ta cechuje się otwartością otoczenia. Odnajdziemy tu więc postaci poboczne (czekające tylko, aby przydzielić nam zlecenie), przedmioty wzbogacające naszą wiedzę o świecie (notatki, fragmenty opowiadań), kuźnię, w której dostosujemy naszego pancernego javelina itd. Te przyjemne zaskoczenie związane z początkową eksploracją sprawia, że zaczynamy mieć nadzieję, na zaiste niezgorszą produkcję. Do tego dochodzi jeszcze kwestia dających frajdę misji i zaczynamy myśleć w kategoriach "co też ci wszyscy ludzie uwzięli się tak na to biedne BioWare i Electronic Arts?" Jadnak po kilku godzinach "panoszenia się" po nowym świecie studia stojącego za Mass Effect okazało się, że intuicja nie myliła i mnie, i sceptycznie nastawionych internautów.

Recenzja Anthem - klęknijmy do Hymnu. Bądź... w akcie rozpaczy [5]

W czym tkwi więc najgorszy problem gry Anthem? Dość trudno wybrać największe przewinienie tytułu, jednak zacznę od czynnika zewnętrznego. Otóż z dzisiejszymi grami jest tak, jak to już od dawnego czasu ma miejsce z filmami: są coraz bardziej płytkie fabularnie: robione jakby na szybko i po łebkach, gdy my wciąż oczekujemy historii, które wyrwą nas z butów i pozostawią ze szczęką na podłodze. Porównując debiutujące ponad dekadę temu gry z serii Mass Effect, z niedawną Andromedą, na własnej skórze przekonaliśmy się, o czym mówię. Oczekiwano czegoś wielkiego, a jak widać studiu BioWare nie udało się powtórzyć sukcesu. Dlatego też mówi się, że Anthem albo studio BioWare zupełnie pogrzebie (jeśli okaże się być grą jeszcze słabszą niż Andromeda) bądź przywróci do łask (jeśli Anthem okaże się fenomenem). Znów więc podświadomie oczekiwaliśmy na swoiste odrodzenie, olśniewający, fabularny przebłysk geniuszu ze strony BioWare jakoby zapominając, że tym razem nie będziemy mieli do czynienia z roleplayową strzelanką akcji, zaś z kooperacyjną strzelanką z elementami RPG. Na pierwszy rzut oka - zwłaszcza dla laików - różnica niewielka. W praktyce jednak zmienia bardzo dużo.

Recenzja Anthem - klęknijmy do Hymnu. Bądź... w akcie rozpaczy [4]

Nie chciałabym, aby wyglądało to jak mowa mająca na celu obronę twórców, jednak prawda jest taka, że sporo rozczarowania graczy bierze się właśnie z tego, iż mają oni zupełnie inne o grze wyobrażenie, właśnie przez wzgląd na poprzednie tytuły studia. Przed każdym recenzentem gry Anthem stać będzie więc zaskakująco trudne zadanie. Z jednej bowiem strony powinien oceniać grę w kategoriach - jak to się ładnie teraz mówi - looter-shootera, z drugiej zaś recenzent też człowiek (też gracz) i emocje płynące z rozgrywki towarzyszą mu tak samo, jak każdemu innemu graczowi. Oba powyższe ujęcia mogłyby więc poskutkować zupełnie skrajnymi opiniami: "nie najgorszy looter-shooter z zaskakującą jak na ten gatunek bogatą fabułą" oraz "narracyjna wydmuszka z pustawym światem, okropną powtarzalnością gameplay'u oraz jeszcze gorszym, niż w Mass Effect: Andromeda zakończeniem". Jak więc widzicie - łatwo nie będzie: ostateczna ocena pozostaje jakby Wasza, a ja mogę przy tym jedynie naprowadzić, zwrócić uwagę na elementy, na które być może Wy uwagi nie zwróciliście. W ogólnym rozrachunku nie jest to jednak tytuł, za który osobiście zapłaciłabym aż 249 złotych. Aha, no i niechaj nikogo nie zdziwi, jak wiele w niniejszej recenzji znajdzie się nawiązań do gry Mass Effect: Andromeda. Podobieństwa tkwią w bohaterach, mechanice, a nawet zakończeniu gry Anthem. Szkoda jednak, że w porównaniu z Anthem - uwaga - Andromeda była fenomenalna.

Recenzja Anthem - klęknijmy do Hymnu. Bądź... w akcie rozpaczy [6]

30
Zgłoś błąd
Liczba komentarzy: 108

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.