Zgłoś błąd
X
Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.
Błędy w spisie treści artykułu zgłaszaj jako "błąd w TREŚCI".
Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
Załóż konto
EnglishDeutschукраїнськийFrançaisEspañol中国

Recenzja Resident Evil Requiem - blaski i cienie walki na dwa fronty. Sprawdzamy, czy eksperyment Capcomu się powiódł

Szymon Góraj | 25-02-2026 17:00 |

Recenzja Resident Evil Requiem - blaski i cienie walki na dwa fronty. Sprawdzamy, czy eksperyment Capcomu się powiódłZ Residentami mam osobliwą relację. Przez większość czasu nie poświęcam im nawet losowej myśli, ale gdy zbliża się premiera którejś odsłony - nieważne, czy to remake, czy zupełnie nowa część - bilans się praktycznie wyrównuje. Nie inaczej było i tym razem. Od początku roku nadrabiam/odkurzam całą serię, łącznie z "jedynką" na potrzeby felietonu, nie mogło także zabraknąć zahaczenia o moją ulubioną część czwartą. Wszak Leon Kennedy powraca, i to w części, która ma gigantyczne znaczenie zarówno dla przeszłości, jak i przyszłości IP. Przyjrzyjmy się zatem, jak Resident Evil Requiem poradził sobie ze sporą presją - którą zresztą Capcom sam sobie narzucił szumnymi zapowiedziami.

Autor: Szymon Góraj

Jak byśmy do niego nie podchodzi, to jedno z najbardziej specyficznych IP w branży. Na przestrzeni trzech dekad swojego istnienia ulegało licznym, nierzadko gwałtownym transformacjom przywodzącym na myśl najbardziej pokręcone zombie, na jakie trafiamy w poszczególnych odsłonach (a zważcie na to, że omawiał będę pokrótce jedynie główne rozdziały, pominąwszy wszelkie Code Veronica, czy inne Revelations, choć nie odmawiam im istotności). Pierwszy Resident Evil należy do przodków gatunku, bez których naprawdę trudno byłoby sobie wyobrazić, jak by obecnie wyglądał. To samo zresztą mógłbym powiedzieć o dwóch jego kontynuacjach, rozwijających koncept, dodając więcej gameplayowych warstw. Pierwszy zwrot nastąpił w przypadku odsłony czwartej, przygotowanej w zupełnie odmiennej stylistyce i pomimo kontrowersji z tego tytułu będącej przełomem nie tyle dla survival horrorów, co branży w ogóle. Trzecioosobowa perspektywa, archetyp głównego bohatera eskortującego słabszą jednostkę, a nawet przestarzałe dziś już etapy QTE wprowadziły podwaliny pod takie klasyki jak Gears of War, Dead Space, czy The Last of Us. Jak na ironię, w dłuższej perspektywie ten zwrot mało co nie doprowadził do upadku serii. Może nie na zawsze, ale na tyle, że gdyby pewne pojedyncze wydarzenia rozegrały się trochę inaczej, najprawdopodobniej nie pisałbym teraz o Resident Evil Requiem. To kolejny świetny dowód na to, że ludzie lubią przechodzić z jednej skrajności w drugą, wskutek czego drobny zwrot gatunkowy Capcomowi nie wystarczał.

Resident Evil Requiem wreszcie wchodzi na rynek. Capcom skrupulatnie budował napięcie, raz po raz dostarczając kolejnych informacji. Teraz jednak nadszedł czas rozliczeń z obietnic.

Recenzja Resident Evil Requiem - blaski i cienie walki na dwa fronty. Sprawdzamy, czy eksperyment Capcomu się powiódł [nc1]

Resident Evil Requiem - znakomita zapowiedź nadchodzącej odsłony serii. Przekleństwo Raccoon City, powrót kolejnej postaci

Resident Evil 5 posunął się jeszcze dalej od poprzednika, nie tylko stawiając mocniej na akcję, ale wprowadzając opcję kooperacji. Gra nie była już tak dobrze oceniana jak poprzednik, ale kilka rozwiązań - wraz z wielkim finałem wątku Albera Weskera, do dziś najbardziej wyrazistego antagonisty serii - doprowadziło do sukcesu. A skoro tak, no to Capcom uznał, że trzeba przycisnąć temat jeszcze mocniej. W ten sposób w 2012 roku na rynek weszła niesławna "szóstka". Łącznie cztery kampanie, plejada gwiazd serii (m.in. Leon Kennedy, Chris Redfield, Ada Wong, czy Sherry Birkin, a podobno miało być ich jeszcze więcej) i mieszanka mechanik - zarówno sprawdzonych w IP, jak i paru nowych. Efekt? Przegotowany produkt, który chciał zadowolić zbyt wielu odbiorców, co zaowocowało mieszanymi opiniami i rozczarowującymi dla twórców wynikami finansowymi. Najgorsza była jednak utrata zaufania ze strony fanów. Ale i z tego udało się wywinąć, choć w sposób bardzo niekonwencjonalny. W trakcie E3 w 2015 roku pokazano techniczne demo zatytułowane Kitchen, przedstawiające mężczyznę uwiązanego w upiornej kuchni. Został on bardzo dobrze przyjęty, co stanowiło wyraźny sygnał, że Resident Evil 7 odniesie sukces. I zaiste, dzieje Ethana Wintersa - które zwieńczono w kolejnej odsłonie, Village - otworzyły najnowszy rozdział w serii. Był to również debiut RE Engine. Znakomity silnik stał się jedną z wizytówek nowej ery, bez której trudno sobie wyobrazić dalsze kroki studia.

Recenzja Resident Evil Requiem - blaski i cienie walki na dwa fronty. Sprawdzamy, czy eksperyment Capcomu się powiódł [nc1]

Resident Evil Requiem za darmo przy zakupie wybranych kart NVIDIA GeForce RTX 5000 oraz laptopów z układami Blackwell

Ostatnio Capcom zdążył nas przyzwyczaić do żonglowania formą. "Siódemka" nawiązywała do korzeni serii, jednocześnie stawiając na przełomową dlań perspektywę pierwszej osoby - ruch o tyle ryzykowny, co genialny. RE Village postawiło na więcej akcji, co nie każdemu się spodobało, niemniej jakość wykonania, czy bezbłędny art design, otwarcie nawiązujący do RE4, ostatecznie się wybroniły, a pozycję umocniło bardzo dobre DLC Shadows of Rose, wracające do trzecioosobowej rozgrywki. Dylogia rodziny Wintersów poprzecinana była remake'ami części drugiej, trzeciej i czwartej. Jakkolwiek można dyskutować o jakości tej środkowej, stanowiły one wspólny front pozwalający na ujednolicenie wielu nie do końca spójnych motywów bądź fabularnych wątków. Wszystkie te drogi czytelnie prowadzą do Requiem. Twórcy od pewnego czasu obiecują nam zamknięcie długiego etapu w historii serii, będącego zarazem początkiem czegoś nowego. Jakby na poparcie owej tezy, do dyspozycji otrzymujemy dwie skrajnie odmienne postacie: debiutantka Grace Ashcroft, córka znanej dobrze fanom Alyssy - oraz przekraczający pięćdziesiątkę Leon Scott Kennedy, jeden z najpopularniejszych bohaterów w uniwersum, mający przy tym ogromny wpływ na najważniejsze wydarzenia. Sprawdźmy zatem, czy i w jakim stopniu słowa zostały poparte adekwatnymi do nich czynami, czy jednak poniesiono klęskę.

Bądź na bieżąco - obserwuj PurePC.pl na Google News
Zgłoś błąd
Liczba komentarzy: 52

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.