Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Samsung Galaxy Note 10 - Niby tańszy, a jednak droższy

Arkadiusz Bała | 11-08-2019 07:00 |

Samsung Galaxy Note 10 - Niby tańszy, a jednak droższyJak to zwykle bywa, premiera nowego topowego smartfona Samsunga stała się nie lada wydarzeniem, komentowanym szeroko we wszystkich branżowych (i nie tylko) mediach. Choć opinie na temat nowych urządzeń są póki co podzielone, to trudno się sprzeczać, że nowa generacja Note’ów stanowi dla marki duży przełom, choćby przez sam fakt wprowadzenia dwóch modeli w miejsce jednego. Czyżby producent zauważył w końcu, że potrzeby klientów są zróżnicowane i postanowił im wyjść naprzeciw? Taka jest oficjalna „linia partii”. Szczegółowo analizując jednak ceny i specyfikację nowych modeli trudno nie oprzeć się wrażeniu, że Koreańczykom przyświecały inne, znacznie mniej prokonsumenckie pobudki…

Szczegółowo analizując ceny i specyfikację nowych Note'ów trudno nie oprzeć się wrażeniu, że wprowadzenie dwóch urządzeń w miejsce jednego wcale nie miało na celu wyjść naprzeciw potrzebom konsumentów.

Samsung Galaxy Note 10 - Niby tańszy, a jednak droższy [2]

Zacznijmy od garści suchych faktów. Samsung Galaxy Note 10 i Samsung Galaxy Note 10+ zadebiutowały w środę. Urządzenia - podobnie zresztą, jak miało to miejsce w poprzednich latach - stanowią wariację na temat wydanych kilka miesięcy temu modeli z rodziny S10. To co je różni, to przede wszystkim większe wyświetlacze i obecność rysika S-Pen. W przeciwieństwie do poprzednich generacji, tym razem dostaliśmy jednak dwa urządzenia, różniące się rozmiarem, ceną i wybranymi elementami specyfikacji. Jest to zagranie zgodne z panującymi obecnie w branży trendami, gdzie praktycznie każdy liczący się producent oferuje swoje flagowce w dwóch rozmiarach. Na tej zasadzie dostajemy każdego roku po dwa iPhone’y, topowe Huaweie w wariancie zwykłym i Pro, a także „eSki” od Samsunga w wersji zwykłej i Plus. Decyzja o zastosowaniu zbliżonego modelu sprzedaży w przypadku serii Note wydaje się więc być jak najbardziej naturalna.

Samsung Galaxy Note 10 - Niby tańszy, a jednak droższy [1]

Nie da się ukryć, że decyzja Koreańczyków o wprowadzeniu do swojej oferty dwóch wersji nowego Note’a niesie ze sobą szereg korzyści dla potencjalnych klientów. Najważniejszy atut - możliwość wyboru. No bo bądźmy szczerzy, nie ma chyba na rynku drugiego smartfona, który oferowałby równie wysoką produktywność, co starsze Note’y, ale nie zmienia to faktu, że były wielkimi krowami! Oczywiście nie każdemu to przeszkadza, ale wielu użytkowników (w tym ja) z chęcią oddałoby kawałek wyświetlacza za możliwość komfortowego używania telefonu w jednej ręce. Wygląda na to, że wreszcie mają taką możliwość i za to bez dwóch zdań należą się Samsungowi pochwały.

Decyzja o wprowadzeniu do sprzedaży dwóch wariantów Note'a 10 nie jest niczym niezwykłym - to naturalna konsekwencja obowiązujących trendów, a w pewnym sensie nawet biznesowa konieczność.

Możliwość wyboru nie ogranicza się jednak tylko do rozmiaru. Po raz pierwszy producent pozwala nam także zadecydować o cenie urządzenia. Ot, wystarczy, że pogodzimy się z nieco niższą rozdzielczością wyświetlacza oraz uboższą konfiguracją tylnego aparatu, a w naszej kieszeni zostaje 650 zł. Nawet w przypadku urządzeń z najwyższej półki jest to całkiem ładny pieniądz. Należy w związku z tym oczekiwać, że wielu rozsądnych nabywców uzna to za bardzo atrakcyjną propozycję, szczególnie że przecież podstawowy wariant Note 10 jest na premierę zauważalnie tańszy od dwóch poprzednich generacji i kosztuje 4149 zł zamiast 4299 zł. W dobie stale rosnących cen elektroniki to bardzo dobra informacja… prawda?

Samsung Galaxy Note 10 - Niby tańszy, a jednak droższy [3]

I tu pojawia się pewien haczyk. No bo który z nowych Note’ów jest bezpośrednim następcą Samsunga Galaxy Note 9: Note 10 czy Note 10+? Ten pierwszy? Tak sugerowałaby nazwa. Gdyby tak było, to rzeczywiście należałoby Koreańczyków za nową politykę cenową pochwalić. Problem w tym, że specyfikacja sugeruje nam coś zgoła odmiennego. Każda kolejna generacja Note’a była równie dobra albo lepsza od równoległych urządzeń z serii S, w tym także od ich wariantów Plus. Samsung Galaxy Note 10 nie jest. Różnice rzucają się w oczy szczególnie w przypadku zestawienia go z S10+, ale nawet w porównaniu z S10 widać kilka oczywistych braków z niższą rozdzielczością ekranu na czele. Co innego Note 10+, który faktycznie zajął miejsce na szczycie portfolio Koreańczyków. Także porównując urządzenia z poprzednikiem widać, że podstawowy wariant stanowi względem niego pod kilkoma względami regres, a na właściwego następcę wyrasta droższy model. Patrząc na sprawę w tych kategoriach bardziej na miejscu wydaje się nazwanie nowych produktów Samsung Galaxy Note 10e i Samsung Galaxy Note 10. W sumie nie byłoby to może nawet takie głupie - w końcu najtańszy wariant S10 został bardzo przychylnie przyjęty. Dlaczego więc Koreańczycy tego nie wykorzystali takiego nazewnictwa?

Samsung Galaxy Note 10 - Niby tańszy, a jednak droższy [4]

Jak to głosi stara zasada: jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Stosując obecne nazewnictwo, producent dość zręcznie zatuszował fakt, że nowa generacja Note’a jest droższa od swojego poprzednika o bagatela 500 zł. To dużo, nawet w segmencie premium (o czym zresztą chwilę wcześniej wspomniałem), a przecież już wcześniej mieliśmy do czynienia z jednymi z najdroższych smartfonów na Androidzie. Czy Note 10+ jest tych pieniędzy wart? Być może, ale to na dobrą sprawę bez znaczenia. Istotne jest to, że jeszcze przed rokiem wydawać by się mogło, że dobiliśmy do psychologicznej bariery, której producentom przebić się nie uda (no, może z wyjątkiem Apple, ale wiadomo - to Apple). Powszechne w sieci opinie wskazywały, że zdrowy rozsądek konsumentów w końcu wziął górę i nie chcą płacić więcej niż 4300 zł. Okazuje się, że zdrowy rozsądek łatwo oszukać - wystarczy stworzyć iluzję, że płacimy więcej nie za to samo co rok temu, a za coś ekstra. Że konsumenci się na to nie nabiorą? Nabiorą! Inaczej ta technika nie byłaby taka popularna jak obecnie - przecież stosują ją m.in. Huawei, OnePlus, Apple, Xiaomi, a nawet sam Samsung.

Samsung Galaxy Note 10 - Niby tańszy, a jednak droższy [5]

Żeby jednak być uczciwym, to trzeba przyznać, że pazerność Samsunga nie jest wcale nieuzasadniona. Smartfonów sprzedaje się coraz mniej i wygląda na to, że trend ten będzie się wyłącznie pogłębiać. Jest to naturalna kolej rzeczy - technologia dojrzała, kolejne generacje urządzeń wprowadzają coraz mniej istotnych zmian, w związku z czym użytkownicy nie czują potrzeby by co roku biegać po nowy model. Generalnie rzecz biorąc z perspektywy większości z nas jest to trend jak najbardziej pozytywny. Dla nas. Nie dla wielkich korporacji, które utrzymują się ze sprzedaży urządzeń mobilnych, a które z każdym kolejnym kwartałem mają coraz mniejszy tort do podziału. Samsung jest tutaj w szczególnie trudnej sytuacji, ponieważ po piętach coraz mocniej depczą mu konkurenci z Państwa Środka, tacy jak Huawei i Xiaomi. Receptą by mimo kurczącego się rynku utrzymać dotychczasowe zyski i tempo rozwoju jest podniesienie marży, a na to sposób jest jeden - podniesienie cen. Można na to marudzić, psioczyć i złorzeczyć, ale fakt jest faktem - z realiami rynkowymi tak po prostu nie wygramy, szczególnie że obecna strategia Koreańczyków wydaje się sprawdzać.

Wprowadzając do oferty dwa, różnie wyposażone warianty Note 10 Samsung po raz kolejny dyskretnie przesunął progi cenowo, pobijając w ten sposób kolejne rekordy. Czy kliencie dadzą się na to nabrać? Niestety odpowiedź wydaje się oczywista - tak.

Pisząc o cenach nowych Note’ów naszło mnie na pewną refleksję. Swoją przygodę z recenzowaniem smartfonów na PurePC zacząłem niemal równo 3 lata temu od legendarnego już Samsunga Galaxy Note 7. Zanim świat obiegła wiadomość o jego „gorącym temperamencie”, za największą wadę urządzenia uważałem jego cenę. No bo kto o zdrowych zmysłach zapłaciłby 3799 zł za zwykłego smartfona? No cóż… Minęły 3 lata, a tu z 3800 zł nagle zrobiło się 4149 zł i to za wersję "wykastrowaną". Co będzie za kolejnych kilka lat? Nie mam pojęcia i nie wiem czy chcę sobie nawet wyobrażać, jakie rekordy cenowe zostaną pobite i po jakie sztuczki producenci sięgną, byleby tylko przekonać nas do wydawania coraz bardziej kosmicznych kwot. Pewne jest jedno 5249 zł, które przyjdzie nam zapłacić za najdroższy wariant Samsuga Galaxy Note 10+ to zdecydowanie nie jest ich ostatnie słowo.

8
Zgłoś błąd
Liczba komentarzy: 38

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.