Zgłoś błąd
X
Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.
Błędy w spisie treści artykułu zgłaszaj jako "błąd w TREŚCI".
Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Noc żywych trupów - to przez ten film boimy się zombie

Arkadiusz Bała | 31-10-2017 10:30 |

Noc żywych trupów - to przez ten film boimy się zombieWyobraźcie sobie pewien scenariusz. Oto jest dzień jak każdy inny. Ładna pogoda, dzieci idą do pracy, dorośli do szkoły, ktoś robi zakupy w pobliskim sklepie. Ot, prawie sielanka. W pewnym momencie ciszę i spokój zakłóca jakiś osobnik, który mocno odstaje od reszty. Nie chodzi tylko o to, że wygląda jakby od tygodnia nie żywił się niczym oprócz heroiny, ale dodatkowo zachowuje się dziwnie: kuśtyka, nie umie wydusić z siebie słowa, a jak już uda mu się do kogoś zbliżyć, to próbuje go zjeść. Krótko potem dołączają do niego kolejni i okazuje się, że mamy do czynienia z apokalipsą zombie. Brzmi znajomo? To dlatego, że schemat ten w popkulturze wałkowany jest do znudzenia. Mamy na ten temat filmy, seriale, komiksy oraz oczywiście gry komputerowe. Zombie znajdziemy dziś dosłownie wszędzie (zdanie do dowolnej interpretacji). Wszystko jednak ma swój początek. Od czego więc zaczęła się obecna inwazja nieumarłych? Od pewnego filmu, który każdy fan horrorów znać powinien.

Autor: Arkadiusz Bała

Część czytelników pewnie domyśliła się o jakim filmie będzie dzisiaj mowa. Chodzi oczywiście o kultową Noc żywych trupów George'a A. Romero z 1968 r. Jest to jeden z tych filmów, o których słyszał praktycznie każdy, ale mało kto miał okazję go zobaczyć. Korzystając z tego, że mamy dziś pierwsze Halloween od śmierci legendarnego reżysera, to jest to moim zdaniem idealna okazja, żeby te zaległości nadrobić - w końcu jest to jeden z kamieni milowych, które na zawsze zmieniły oblicze popkultury. Takie tytuły znać po prostu trzeba, szczególnie że do tej pory z twórczości Romero pełnymi garściami czerpią kolejny filmy i - co nas bardziej interesuje - gry komputerowe.

Noc żywych trupów George'a A. Romero to jeden z kamieni milowych, które na zawsze zmieniły oblicze popkultury. Takie tytuły znać po prostu trzeba.

O czym jest Noc żywych trupów? O tym samym, o czym każdy film, który później się nią inspirował. Zmarli nagle zaczęli wstawać z grobów, a grupa ludzi, która znalazła się w centrum tych wydarzeń, zamknęła się w opuszczonej posiadłości i próbuje przetrwać. Nic oryginalnego, prawda? To tylko pozory. Kiedy w 1968 roku film po raz pierwszy trafił do kin była to na wielu poziomach kompletna rewolucja. Weźmy na przykład chociażby samo przedstawienie zombie, które przecież już wcześniej można było podziwiać na srebrnym ekranie (np. White Zombie z 1932 roku). Przed Nocą... były to potwory głęboko zakorzenione w kulcie voodoo, które powstawały na skutek działania czarów. Ba, często nie były nawet trupami! To dopiero Romero stworzył znanych nam dzisiaj zmartwychwstałych koneserów ludzkiego mięsa (ciekawostka: w filmie nie pada nazwa "zombie", a "ghoul"). Sam film uchodził ponadto w momencie swojej premiery za niezwykle brutalny, co wzbudziło mnóstwo kontrowersji. Swoją drogą niektóre sceny nawet dzisiaj można uznać za... nieprzyjemne. Tak jak przemysł rozrywkowy przyzwyczaił nas do widoku sączącej się juchy i latających kawałków mięsa, tak pewien ascetyzm w sposobie przedstawiania przemocy w Nocy... czyni ją bardzo realistyczną, a przez to wybitnie niepokojącą.

Noc żywych trupów - to przez ten film boimy się zombie [1]

Noc żywych trupów to jednak coś więcej niż film gore. Wbrew pozorom źródłem największego napięcia są starcia pomiędzy ludzkimi bohaterami, którzy próbują za wszelką cenę przeżyć w obliczu czegoś, co równie dobrze może być końcem świata. W efekcie przez całe półtorej godziny nie mamy pojęcia jak potoczą się losy bohaterów oraz czy prawdziwe zagrożenie przyjdzie z zewnątrz, czy też cały czas czai się pod dachem posiadłości, w której toczy się akcja. Wątek ludzki w ogóle rozegrany jest dużo lepiej niż w większości późniejszych produkcji o zombie. Jest dojrzały, bardzo przyziemny, ale dzięki temu tak dobrze broni się nawet dzisiaj, kiedy żywe trupy w popkulturze stały się niemal tak samo powszechne jak zdjęcia jedzenia na Instagramie.

Noc żywych trupów - to przez ten film boimy się zombie [3]

Wreszcie warto wspomnieć, że George A. Romero porusza w swoim debiucie wiele delikatnych w tamtych czasach tematów tematów, dzięki czemu obraz był także odważnym komentarzem społecznym. Dziś wiele osób o tym fakcie zapomina, a jednak to właśnie temu aspektowi przypisuje się często sukces filmu. Przykładów takich głębszych refleksji i celowego dotykania kontrowersji można znaleźć kilka. Już chociażby osadzenie jednej z głównych ról czarnoskórego aktora Duane'a Jonesa mogło w latach sześćdziesiątych budzić niemałe kontrowersje. W końcu w USA dopiero co skończył się okres segregacji rasowej, a problem dyskryminacji osób czarnoskórych wcale nie był marginalnym zjawiskiem. Do tego mamy bezsilnych naukowców, którzy w dobie dynamicznego rozwoju nauki nie potrafią odpowiedzieć na pytanie czemu martwi wracają do życia. Mamy władze państwowe, które w obliczu nieznanego zagrożenia okazują się bezsilne. Mamy wreszcie widmo zagłady, które w trakcie zimnej wojny nie było przecież obce amerykańskiemu społeczeństwu, choć częściej kojarzyło się raczej z bombą atomową. Samym zombie również przypisuje się często symboliczne znaczenie, widząc w nich alegorię do amerykańskiego konsumpcjonizmu przedstawionego jako głód, którego w żaden sposób nie da się zaspokoić. Ten wątek został zresztą przez reżysera wysunięty na pierwszy plan w sequelu Nocy..., czyli w Świcie żywych trupów z 1978 roku, którego akcję osadzono w centrum handlowym. Swoją drogą, nie zastanawiało Was kiedyś czemu tyle gier z zombie w roli głównej rozgrywa się właśnie w przeróżnych galeriach handlowych (pierwsze z brzegu: Left 4 Dead 2, Dead Rising)? Właśnie w nawiązaniu do Świtu...

Noc żywych trupów - to przez ten film boimy się zombie [2]

Noc żywych trupów nie tylko stała się początkiem podboju popkultury przez żywe trupy, ale doczekała się także kilku sequeli, z których jednak tylko jeden mógł liczyć na podobny sukces co pierwsza część: wspomniany już wcześniej Świt żywych trupów. Każda późniejsza część coraz bardziej traciła na swoim wyrazistym przekazie, gubiąc się coraz bardziej w zalewie filmów klasy B. George'owi Romero coraz trudniej było także przełamać klisze gatunkowe, którym sam swego czasu dał początek. Z tego powodu taka Ziemia żywych trupów z 2005 roku stała się po prostu kolejnym filmem o zombie jakich wiele. Przykry koniec, ale jak to mówią "lepiej umrzeć jako bohater, niż powstać z martwych jako zombie"... czy coś w ten deseń.

Noc żywych trupów - to przez ten film boimy się zombie [4]

No dobra, ale czemu o tym wszystkim piszę na portalu technologicznym? Bardzo dobre pytanie! Zresztą chyba nawet kilkukrotnie już odpowiedź zasygnalizowałem, ale chętnie wyjaśnię ponownie: ponieważ ten niskobudżetowy, czarno-biały film z lat sześćdziesiątych stanowi kawał historii gier komputerowych. Każda gra o zombie jaka kiedykolwiek wyszła - a trzeba przyznać, że trochę tego było - czerpie w mniejszym lub większym stopniu z twórczości George'a Romero. Nieważne czy mówimy o Left 4 Dead, Dead Rising, The Walking Dead, Call of Duty, Dead Island - żadna z tych gier by nie powstała, gdyby w 1968 roku do kin nie trafiła Noc żywych trupów (no dobra, Call of Duty może by wyszło, ale seria byłaby pozbawiona jednego z najlepszych trybów)!

Szczególnie ciekawie wygląda jednak relacja z twórczością George'a Romero jednej konkretnej serii gier komputerowych. Mowa o produkcjach japońskiej firmy Capcom wydawanych na tamtejszym rynku pod marką Biohazard, a w całej reszcie świata znanych jako Resident Evil. Zacząć wypadałoby od tego, że prekursor wszystkich survival horrorów w swoich pierwszych odsłonach stanowi czerpie z oryginalnej Trylogii żywych trupów (Noc..., Świt... i Dzień żywych trupów z 1985 roku) tak dużo, że chwilami ociera się wręcz o plagiat pewnych pomysłów. Inspiracje pojawiają się w zarysie fabuły (grupa bohaterów zaatakowana przez zombie ukrywa się w opuszczonym domu), w wyglądzie samych zombie, ale nawet w drobiazgach, takich jak dłonie próbujące dosięgnąć gracza przez deski w oknach czy wygląd lokacji mocno inspirowany posiadłością z Nocy.... Co jednak ciekawe, drogi George'a Romero i twórców serii w pewnym momencie się skrzyżowały. Efektem tego jest jeden z klipów promujących drugą część serii, za którego reżyserię odpowiada sam legendarny twórca. To on miał być także odpowiedzialny za przeniesienie cyklu na ekrany kin, ale że dostarczony przez niego scenariusz nie przypadł do gustu kierownictwu firmy Capcom, to do prac nad filmową adaptacją Resident Evil ostatecznie zaangażowano Paula W. S. Andersona. Fani do dziś kłócą się czy na pewno była to dobra decyzja.

Każda gra o zombie jaka kiedykolwiek wyszła - a trzeba przyznać, że trochę tego było - czerpie z twórczości George'a A. Romero.

Jeśli ktoś chciałby samemu obejrzeć Noc żywych trupów i zobaczyć jak wyglądały początki zombie w popkulturze, to nie powinien mieć z tym najmniejszych problemów. Ze względu na pomyłkę po stronie wydawcy film szybko trafił do domeny publicznej, co oznacza, że nie jest objęty prawami autorskimi. Dzięki temu można go znaleźć i legalnie obejrzeć np. w serwisie YouTube. Trzeba tylko pamiętać, że jest to obraz sprzed blisko 50 lat, który dla dzisiejszego odbiorcy może być trudny do przetrawienia. Na całe szczęście legendarne dzieło doczekało się całkiem udanego remake'u w reżyserii Toma Saviniego. Jeśli ktoś nie potrafi przekonać się do oryginału, to z pewnością jest to dobry sposób by choć pośrednio zaznajomić się z tym wiekopomnym dziełem. Tak czy inaczej warto to zrobić, bo jest to kawał historii, który znać po prostu wypada.

3
Zgłoś błąd
Liczba komentarzy: 34

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.