Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
 
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国
 

Genius SW-HF 5.1 5100

wistler | 11-05-2009 20:40 |

Testy odsłuchowe

Dość teorii, czas na praktykę. Instalacja głośników jest naprawdę bardzo łatwa, producent zadbał o to, byśmy nie pogubili się w okablowaniu. Zarówno kolumny, jak i przewody są oznaczone. Wyjścia wzmacniacza również są prawidłowo oznakowane. Kolumny rozstawiliśmy z wszelkimi zasadami zgodności z certyfikatami Dolby Digital i Dolby Pro Logic II, to znaczy przód z przodu, tył z tyłu, zachowując przy tym prawidłowość w stronach, zakupiliśmy przejściówki 2RCA -> 3.5mm mini-jack w ilości sztuk 3, skonfigurowaliśmy nasz zestaw audio (Realtek ALC888) i uruchomiliśmy.

System przeszedł niemałe modyfikacje. Podobnie jak w przypadku testu zestawu Creative Inspire T6200, użyliśmy niestandardowego oprogramowania. Nazwy Foobar 2000 w wersji 0.9.6.3 oraz kodek ASIO v2.9 przeciętnemu Kowalskiemu zbyt wiele nie mówią, lecz nie będziemy się rozwodzić na temat użycia ww. duetu. Na chwilę obecną wystarczy stwierdzenie, iż jest to namiastka pro źródła dźwięku.

Bardziej rozgarniętym użytkownikom przekażemy bardziej szczegółowe informacje. Jeśli więc nie wiesz, co to ASIO, przejdź do kolejnego akapitu. ASIO Buffer Size ustawiony został na wartość 1024 Samples. Latency Compensation pozostało na standardowych ustawieniach, tj. In & Out 32 Samples. Pozostałe wartości również ostały się na swoich domyślnych nastawach. Przejdźmy zatem do testów odsłuchowych.

Odległość pomiędzy redakcyjnymi uszami, a głośnikami zniwelowaliśmy poziomem głośności poszczególnych kanałów. I tak front ostał się na wartości 11, tylne, z racji, że trochę dalej stały, „na maksa", tj. 15, centralny na 10 oraz basy na 12. Zacznijmy, tak jak w przypadku poprzedniej listy przebojów (patrz artykuł o T6200), od utworów MP3 w jakości 320kbps. Tak więc – DJ, put the record on!

Metallica – Death Magnetic

Ostatni album thrashowców wypadł na testowanym zestawie naprawdę dobrze. Przy dużej głośności (powyżej 70%) nie doszukaliśmy się większych zniekształceń dźwięków. Dopiero przy bardzo wysokich poziomach (powyżej 85%) musieliśmy powrócić do wcześniejszych ustawień, gdyż satelitki nie reprodukowały odgłosów tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Po przesłuchaniu całej płyty nie mieliśmy zastrzeżeń – solóweczki brzmiały czysto, wokal również. Dobrze sprawował się ponadto bas, który wiernie towarzyszył wszystkim utworom.

Jak rzecz miała się w przypadku 5005? Cały interes wyglądał niemal identycznie, różnica polegała na reprodukcji basu, który zarówno w jednym, jak i drugim wypadku nie zaskoczył nas niczym negatywnym. Jako, że miałem okazję testować zestaw 5005, postanowiłem odnieść się do wcześniejszych wrażeń i przesłuchać utwory, które onegdaj rozbrzmiały w mym domowym zaciszu.

Ida Corr vs Fedde Le Grand - Let Me Think About It

Murder-test dla tonów niskich. Zestaw 5100 przeszedł ten bój bez żadnych zastrzeżeń – bas był mocny, głęboki, sprężysty. Nawet przy maksymalnej głośności nie doszukaliśmy się zbyt dużego charczenia, rzężenia. Pozostałe partie również wybrzmiewały prawidłowo. 5005 słabiej wypadły w tym utworze – bas nie był aż tak mocny, chował się za resztą.

Chemical Brothers - Boys And Girls, Morning Lemon

Kolumienki delikatnie nie wyrabiały przy natłoku dźwięków. Szczególne zastrzeżenia mieliśmy do tonów wysokich. Działo się to jednak przy bardzo wysokich poziomach głośności, ich obniżenie do wartości 70% dawało wymierny efekt. Mimo to, dźwięk był bardzo głośny. W przypadku drugiego utworu, poszczególne partie dało się wyraźnie rozróżnić i oddzielić, duży plus za to. Bas jakże przyjemnie dawał o sobie znać wszystkim dookoła. Nic dodać, nic ująć. Zestaw 5005 przegrał w pojedynku na tony niskie. Pozostałe bitwy zakończyły się remisem.

50 Cent – Candy Shop

Charakterystyczne intro dało nam wymierny obraz mocy i jakości subwoofera. Bas był mięsisty, soczysty, rozlewał się po całym otoczeniu. Nie było to jedno pierdnięcie, jak w przypadku tanich pseudo-zestawów audio, tylko konkretne uderzenie, niczym Chuck z półobrotu. Utwór szczególnie upodobał się sąsiadom, gdy na wyświetlaczu zestawu widniał napis: U 79. Pozostałe partie również wybrzmiewały prawidłowo, wokale były wyraźne. 5100 znów górą.

O.S.T.R. – Ja tu tylko sprzątam

Podobnie jak wyżej – zero przekłamań mimo wysokiego poziomu głośności. Zarówno niskie, jak i wysokie partie rozbrzmiewały prawidłowo. Szczególnie przypadł nam do gustu kawałek To ja mam flowa – bardzo czyste partie oraz duża głośność szły razem w parze. I za to duży plus. Wokal cały czas jest wyraźnie umieszczony z przodu, co owocuje bardzo klarownymi rymami. 5005 wypada identycznie, jak 5100.

Indios Bravos – Wu-Wei

Podobnie jak w przypadku pana Adama Ostrowskiego – zero zastrzeżeń do czegokolwiek. Wszystko wybrzmiewało tak, jak powinno.

Franek Kimono – Franek Kimono

Reedycja disco-rapowej płyty z roku 1984, czyli „zaczynamy białe disco”! Wszystkie 13 utworów z tegoż albumu brzmiało naprawdę sympatycznie. Wielbiciele tego typu muzyki mogą brać ten zestaw w ciemno. Podobnie wyglądał cały interes w przypadku zestawu 5005.

Riverside – Rapid Eye Movement

Rodzimi muzycy spod znaku progresywnego rocka. Jako, że jestem wielkim fanem tegoż nurtu muzycznego, możecie powiedzieć, że ocena będzie subiektywna. Nic bardziej mylnego. Podczas testów starałem się zachować jak najwięcej obiektywizmu. Jak więc wypadł Riverside? Rewelacyjnie, awesome razy dziesięć! Wszystkie instrumenty mają naprawdę wielką moc. Wszystkie wybrzmiewały idealnie, o ekspresyjnych solówkach nie mówiąc. Cud, miód, cycki z masłem ekstra.  Podobnie obiektywna ocena miała miejsce w przypadku odsłuchu na zestawie 5005.

Czas na utwory, które odsłuchaliśmy tylko na zestawie 5100.

Joe Satriani – The Extremist

Niesłychany wirtuoz gitary wraz ze swoim albumem z roku 1992. Kunszt jego warsztatu można docenić niemal w stu procentach, posiadając głośniki Geniusa. Nie dość, że bez zarzutu spisuje się gitara Satrianiego, to pozostałe instrumenty jego zespołu słychać bardzo wyraźnie. Pomieszanie ekspresji (jak chociażby w Tears In The Rain, Cryin') z wyszukaną techniką (np. War, The Extremist) i kolejna godzina błogiego rozkoszowania się przed pecetem.

Black Eyed Peas – Monkey Business

I znów inny rodzaj muzyki. Co najważniejsze - bas i tony średnie współgrały więcej niż prawidłowo, co skutkowało bardzo przyjemnym efektem końcowym. Najwyższe partie również nie ginęły w eterze - reprodukowane były nie mniej priorytetowo, jak pozostałe.

Jesper Kyd – Hitman Blood Money

Każdy z nas "przerobił" którąś z części poczynań Agenta 47. Otwierający stawkę utwór My apocalypse zdał egzamin. Głośnik centralny odwalił kawał dobrej roboty, stawiając męski chór przez pozostałymi partiami.Naszym skromnym zdaniem utwór Vegas ponownie wprowadził nas w błogi stan upojenia. Nic dodać, nic ująć.

Radio Eska – Impreska vol. 2 2009

Dance'owo - popowe zestawienie, czyli propozycje popularnego radia. Nie ma co się tu zbytnio rozdrabniać - głośniki pozwolą nam na zorganizowanie imprezy, i to niemałej. Głośniki i taneczne kawałki znalazły wspólny język. Amatorom tego rodzaju muzyki możemy bezproblemowo polecić ten zestaw.

I pojedyncze utwory.

Linkin Park – In The End

Propozycja costiego. Wokal obydwu panów Shinody i Benningtona wybrzmiewał wyraźnie z przodu, czysto. Bez większych problemów mogliśmy zanalizować jakie instrumenty grają w poszczególnych częściach. Wszystkie partie brzmiały bowiem czysto, wyraźnie i przejrzysto.

Ankh – Kraina Umarłych

Kolejna propozycja naszego zastępcy naczelnego. Skrzypce i mocne gitarowe riffy. Zagrywki gitarowe obecne były cały czas na pierwszym planie, przyćmiewały grę skrzypiec. Pozytywnie ocenić możemy tylko wstęp oraz samą końcówkę. Partia „na dzień dobry” wywarła na nas spore wrażenie. Biorąc jednak całość pod uwagę, nie byliśmy już tak zadowoleni.

Playlista naszego smoka z bagien, czyli Roberta M.

Tool – Schism

Wokal był wyraźnie umiejscowiony, wyraźny. Riffy wybrzmiewały naprawdę czyściutko, czyniąc ucztę naszym uszom. Również bas dawał o sobie znać, wiernie towarzysząc pozostałym partiom przez cały czas trwania utworu.

Ronan Hardiman – Warriors

Na zestawie Creative’a T6200 utwór brzmiał dobrze. Tutaj dobrze, to mało powiedziane. Podobnie jak w przypadku odsłuchu kawałków Riverside – cud, miód i orzeszki. Suma sumarum – wydźwięk był naprawdę świetny. Nieskazitelna czystość partii, niczym pranie po spotkaniu z nowym Vizirem i panem Chajzerem. Pobłogosław panie folk irlandzki!

The Prodigy – Voodoo People

Tutaj szczególnie wyraźnie dał się we znaki mocny bas. I bynajmniej nie mieliśmy mu tego za złe. Wszystko brzmiało perfekcyjnie do momentu zwiększenia poziomu głośności do wartości prawie maksymalnej. Odczuliśmy wtedy delikatny dyskomfort, czyli po prostu uśmiech zniknął z naszej twarzy. Poza tym wszystko jak najbardziej w porządku.

Trzy grosze - podobnie jak poprzednio - dorzucił Caleb.

Red Hot Chilli Peppers – Higher Ground

Milutka, basowa wstawka na samym początku rozbrzmiewała naprawdę ładnie. Riffy pozostawały wyraźne do końca utworu. Nie brakło również ekspresji gitary z solowymi elementami. Co do wokalu – bezproblemowo mogliśmy zorientować się, o czym śpiewają papryczki.

Terminator 2 – Main Theme

Obecna przestrzenność, nie brakło zacięcia (pijemy do niskich tonów), szczególnie w końcówce. Głośnik centralny dawał o sobie wyraźnie znać z wyższymi partiami. No cóż – zestaw wykazać się tu zbytnio nie miał w czym, aczkolwiek niejednokrotnie w przeciętniakach tkwią szczegóły. Geniusom nie mamy jednak nic do zarzucenia.

Rhapsody – Dawn Of Victory

Wyraźna reprodukcja wszystkich partii, mocny bas, centralne umiejscowienie wokalu – żadnych zarzutów wobec testowanego delikwenta.

Gary Moore - Still Got The Blues

To już utwory w bezstratnej jakości FLAC. Zgodnie z przewidywaniami nie byliśmy w stanie doszukać się nawet najmniejszych błędów w reprodukcji dźwięku. Nie mieliśmy jakichkolwiek zastrzeżeń. Too Tired brzmiało tak, jakbyśmy mieli Gary'ego i Alberta przed nami. Podsumowując - wszelkie dźwięki idealnie ze sobą współbrzmiały, posiadały odpowiednią moc, co przełożyło się na szerokie uśmiechy na naszych twarzach.

Na tym zakończymy dzisiejszą listę przebojów. Teraz w szranki staną filmy oraz zapisy koncertów na płytkach DVD, czyli dźwięk DTS Digital Surround lub Dolby Digital 5.1 w akcji. W projekcji pomógł nam odtwarzacz WMP9 wraz z paczką kodeków AC3.

Standardowo już – first of all, Epoka Lodowcowa numero uno i początkowe sceny tegoż filmu. Po obejrzeniu szeregu animacji z orzeszkiem, przyszedł czas na to, na co wyczekiwaliśmy – pękanie lodowca. Regulator głośności poleciał ostro w prawo, a my wygodnie się rozsiedliśmy. O dziwo całość zabrzmiała całkiem ładnie – może trochę zabrakło nam basu. Wszystkie dźwięki, mimo pełnej głośności głośniki wytworzyły paczuszkę czystych, niezniekształconych dźwięków.

Następne filmy, czyli Transformers i Szeregowiec Ryan. Tutaj głośniki pokazały najwyższą klasę. Bez większego zastanowienia ustawiliśmy najwyższą możliwą głośność zestawu i otworzyliśmy paczki z popcornem. Dialogi – wyraźne, krystalicznie czyste, niemal jak pupa niemowlaka. Akcja – wybuchy jeszcze nigdy nie brzmiały tak realistycznie, przynajmniej w naszej redakcji. Podczas projekcji filmu wojennego czuliśmy się niczym na froncie. Wybuchy, drobiazgowość świszczących nad głowami kul, okrzyki w grymasach bólu – wszystko brzmiało nader realistycznie. Podobnie rzecz wyglądała w drugim filmie. Ogólnie rzecz biorąc, głośniki nie mają sobie równych – tak czystego brzmienia przy maksymalnych (naprawdę wysokich) głośnościach dawno nie słyszeliśmy.

Równie dobrze głośniki sprawdziły się podczas obejrzenia dwóch koncertów, a mianowicie Pulse grupy Pink Floyd oraz Unplugged In New York Nirvany. Zacznijmy od pierwszej pozycji.

Syntezatory i klawisze nieżyjącego już Richarda Wrighta brzmiały naprawdę świetnie. Dodajmy do tego moc ekspresji w postaci Davida Gilmoura i jego Fendera Stratocastera, co daje nam cudowne połączenie. Pięknie rozbrzmiewało to chociażby w utworze Coming back to life z płyty Division Bell. Przez cały czas trwania dwóch płyt siedzieliśmy niczym zahipnotyzowani (ukłon w stronę tegorocznych maturzystów). Bardzo czyste były wokale, bas powalał mocą na przykład w końcówce wejścia utworu One of these days, który nie zagłuszał pozostałych partii, mając jednak ostre zacięcie. Na plus zaliczyć można przestrzenność, która również stała na bardzo wysokim poziomie. Można powiedzieć, że znajdowaliśmy się w pierwszym rzędzie. Za nami rozbrzmiewały oklaski, przed nami słychać było Gilmoura i resztę artystów. Jedyne zastrzeżenia mieliśmy momentami do prezencji ww. pana, tj. jego wokalu. Wystarczyło jednak delikatnie podbić głośność satelity centralnej i wszystko wracało do normy.

Cóż więcej dodać - podczas odsłuchu koncertu na żywo Nirvany również nie doszukaliśmy się czegoś, co mogłoby spowodować zniknięcie uśmiechów z twarzy. Bardzo czyste partie gitarowe, wyraźny głos Kurta Cobaina i euforia widzów przełożyły się również na nasze zadowolenie. I to niemałe zadowolenie.

Last, but not least – gry komputerowe.

Tak jak poprzednio uruchomiliśmy dwie pozycje – Władcę Pierścieni Podbój oraz drugi epizod Half Life 2. Dodaliśmy również przeglądarkowego Quake’a, tj. Quake Live!

Zacznijmy od strzelanek – zarówno w Half Life Episode Two, jak i w Quake’u całość wybrzmiewała niesamowicie. Bezproblemowo mogliśmy na podstawie dobiegających nas dźwięków umiejscowić wroga, czy usłyszeć nadciągające niebezpieczeństwo (bez przesady z kulami, ale odgłosy wystrzału rocket launchera i lecącej rakiety niejednokrotnie uchroniły nas przed straceniem życia). Co do Half Life – dzięki mocnemu głośnikowi centralnemu wszelkie kwestie mówione, choć nie tylko, były wyraźne. Mieliśmy wrażenie, że dana osoba naprawdę stoi przed nami.

We Władcy Pierścieni oprawa audio również wybrzmiewała prawidłowo. Nie doszukaliśmy się przekłamań, czy niedosytu, jak to miało miejsce w przypadku recenzowanych ostatnio głośników T6200.

0
Zgłoś błąd
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.