Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro - Trzy aparaty w końcu mają sens

Arkadiusz Bała | 16-10-2018 14:30 |

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro - Trzy aparaty w końcu mają sensDebiut kolejnych urządzeń z rodziny Huawei Mate od dobrych kilku lat jest jednym z jaśniejszych punktów w rocznym kalendarzu premier w branży mobilnej. Nie dzieje się tak zresztą bez powodu - topowa seria chińskiego producenta to jedne z ciekawszych, a zarazem najbardziej dopracowanych smartfonów, jakie możemy znaleźć na sklepowych półkach. Szczególnie zeszłoroczny Huawei Mate 10 Pro był produktem udanym, który wysoko postawił poprzeczkę zarówno dla konkurencji, jak i swojego następcy, który dziś został w końcu oficjalnie zaprezentowany. Czy nowy model dorówna poprzednikowi? Tego jeszcze nie wiemy, ale jako że mieliśmy już okazję przyjrzeć się bliżej zarówno Huawei Mate 20 Pro, jak i podstawowemu Huawei Mate 20, to wiemy jedno - do segmentu premium dołączyli kolejni mocni zawodnicy.

Po bardzo udanych modelach z rodzin Mate 10 i P20 oczekiwania wobec Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro są bardzo duże. Czy smartfonom udało się spełnić pokładane w nich nadzieje?

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro - Trzy aparaty w końcu mają sens [1]

Dziś w Londynie zaprezentowane zostały nowe urządzenia należące do rodziny Mate 20: Huawei Mate 20 i Huawei Mate 20 Pro. Wspólnie zajmą one zaszczytne miejsce na szczycie portfolio producenta, ale - jak pewnie co bystrzejsi z naszych użytkowników domyślili się po obecności dopisku Pro w jednej z nazw - pojawia się między nimi sporo różnic. Mimo to nie wszystkie są widoczne na pierwszy rzut oka. Wręcz przeciwnie - przeglądając specyfikację obydwu urządzeń zorientujemy się, że na papierze zdecydowanie więcej je łączy niż dzieli. Najważniejszą cechą obydwu urządzeń jest przede wszystkim procesor - HiSilicon Kirin 980. Można powiedzieć, że nowy SoC Chińczyków nie jest niczym nowym - w końcu po raz pierwszy oficjalnie zaprezentowano go jeszcze podczas targów IFA 2018 we wrześniu tego roku - jednak w przypadku Huawei Mate 20 mamy do czynienia z jego pierwszą praktyczną implementacją.

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro - Trzy aparaty w końcu mają sens [nc1]

Jeśli chodzi o parametry samego układu, to mamy do czynienia z jednostką ośmiordzeniową, gdzie poszczególne rdzenie podzielone zostały na 3 bloki: dwa z nich oparte zostały o jednostki Cortex-A76, z których dwie taktowane są na 2,6 GHz, a dwie na 1,92 GHz, natomiast ostatni blok składa się z czterech jednostek Cortex-A55 taktowanych na 1,8 GHz. Dodatkowo dostajemy układ graficzny Mali-G76 w wariancie dziesięciordzeniowym, modem LTE ze wsparciem dla standardu LTE Cat 21 oraz aż dwie jednostki NPU, które wspierają zadania związane z uczeniem maszynowym. Wreszcie nie bez znaczenia jest fakt, że procesor wykonany został w litografii 7 nm. Co to wszystko oznacza w praktyce? Tyle, że Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro mogą się pochwalić jeszcze wyższą wydajnością oraz efektywnością energetyczną. Producent deklaruje tutaj 20-procentowy wzrost mocy obliczeniowej oraz o 40 procent większą energooszczędność. W przypadku zadań związanych z generowaniem grafiki zyski mają być jeszcze wyższe i podane wartości w tych scenariuszach mają wynosić odpowiednio 45 i 105 procent. Wszystkie te obietnice brzmią obiecująco, ale warto pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, wyliczenia te zostały podane względem Kirina 970, który był co prawda bardzo innowacyjny, ale w kwestii wydajności pozostawał mocno w tyle za Snapdragonem 845 i Exynosem 9810. Po uwzględnieniu strat względem rywali cały ten obiecywany skok wydajności nie robi już takiego wrażenia. Po drugie, rozmawiamy tu o tak dużym zapasie mocy obliczeniowej, że nawet tego typu gigantyczne przyrosty w praktyce są ledwo odczuwalne. Nie zmienia to jednak faktu, że w trakcie naszych kilkudziesięciu minut spędzonych z urządzeniami działały one szybko i sprawnie - dokładnie tak, jak oczekiwalibyśmy tego od nowoczesnego flagowca.

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro - Trzy aparaty w końcu mają sens [nc2]

Drugą sferą, w ramach której nowe Mate’y doczekały się poważnych usprawnień, jest sfera fotograficzna. Już przy okazji modelu P20 Pro Huawei pokazał, że jest w stanie zainwestować w rozwój technologii związanych z fotografią duże środki, czego owocem były m.in. pierwszy na rynku potrójny aparat czy zaawansowany tryb nocny. W przypadku Mate 20 nie dostajemy co prawda innowacji na porównywalną skalę, a zamiast tego producent pokusił się o dopracowanie rozwiązań, które zadebiutowały na wiosnę. W efekcie nowe urządzenia ponownie wyposażone zostały w trzy obiektywy, jednak w troszeczkę zmienionej konfiguracji. Dwa moduły bez większych zmian przeniesiono z Huawei P20 Pro, w związku z czym dostajemy szerokokątny obiektyw f/1.8 pokrywający matrycę o rozdzielczości 40 MP oraz teleobiektyw ze światłem f/2.4 i matrycą 8 MP. Co ważne, obydwa korzystają z dobrodziejstw optycznej stabilizacji obrazu. Tutaj podobieństwa względem wiosennego flagowca się jednak kończą, ponieważ dedykowanego monochromatycznego modułu ani w Mate 20, ani w Mate 20 Pro nie znajdziemy. Strata niewielka, ponieważ poza nieznacznie lepszymi osiągami w słabym oświetleniu oferował on tak naprawdę niewiele. Zamiast tego dostajemy moduł ultraszerokokątny o przysłonie f/2.2 i matrycy 20 MP. Nawet jako osoba o oziębłym stosunku do szerokich kadrów muszę przyznać, że jest to konfiguracja o wiele bardziej praktyczna od tej, z którą mieliśmy do czynienia w przypadku P20 Pro. Idąc dalej pokuszę się nawet o stwierdzenie, że dzięki Mate 20 i Mate 20 Pro potrójny aparat wreszcie zaczął mieć sens. Wspomnieć warto także o przedniej kamerce, która ma rozdzielczość 24 MP. Niestety z pokazu urządzeń nie udało nam się tym razem wynieść żadnych zdjęć (pech, uszkodzenie karty SD), więc o jakości zdjęć wypowiadać się póki co nie możemy, ale bez wątpienia wrócimy do tematu jak tylko telefony trafią w nasze ręce na dłużej.

Choć aparat w Huawei P20 Pro zasłużenie zaskarbił sobie bardzo pozytywne opinie, tak dopiero wprowadzenie modułu ultraszerokokątnego sprawiło, że wykorzystanie aż trzech obiektywów ma sens.

Aparat w Huawei Mate 20 doczekał się także szeregu usprawnień w warstwie programowej. Naszą uwagę przykuła przede wszystkim poprawiona stabilizacja AIS, która już przy okazji modelu P20 Pro dawała bardzo dobre rezultaty. Tutaj radzi sobie jeszcze lepiej, co docenią z pewnością osoby kręcące smartfonem dużo wideo. Także z myślą o nich dodano funkcję AI Cinema, dzięki której możliwa jest gradacja kolorystyczna rejestrowanych filmów. Nowością jest stanowiąca element nakładki EMUI 9 funkcja HiVision, która przypomina swoim działaniem Google Lens albo Bixby Vision - po najechaniu obiektywem na dany obiekt możliwe jest wyświetlenie na jego temat kontekstowej informacji. Powraca także fenomenalny tryb nocny oraz znana (i lubiana?) sztuczna inteligencja, która rozpozna co akurat fotografujemy i odpowiednio zdjęcie podrasuje.

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro - Trzy aparaty w końcu mają sens [nc3]

Wreszcie wspomnieć warto o jeszcze jednej nowości, którą znajdziemy w obydwu smartfonach, a która jest cechą na dzień dzisiejszy cechą absolutnie unikatową - wsparcie dla kart pamięci NM. Tak, to nie pomyłka - urządzenia nie będą wspierać popularnego standardu microSD, a zamiast tego chiński producent postanowił zaserwować nam swoje autorskie rozwiązanie. Jego zaletą ma być to, że nowe karty mają być dużo mniejsze niż dotychczas, a ich gabaryty pokrywają się niemal perfekcyjnie z kartami nanoSIM.

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro - Trzy aparaty w końcu mają sens [nc4]

Oznacza to, że producent nie musi się męczyć, projektując przerośniętą tackę mieszczącą karty należące do dwóch różnych standardów. W ten sposób rozwiązano problem, na który nigdy do tej pory nie narzekał żaden użytkownik. Zamiast tego zaserwowano nam nowy problem, ponieważ odejście od uniwersalnych kart microSD na rzecz własnościowego, zamkniętego standardu oznacza niższą dostępność i najprawdopodobniej także wyższe ceny za analogiczną pojemność. O tym, że nie będziemy mogli wykorzystać zalegających nam po szufladach kart SD już nawet nie wspomnę. No ale cieszmy się i radujmy, bo przecież producent zrobił nam łaskę i dał wsparcie dla jakichkolwiek kart pamięci, w przeciwieństwie do chociażby P20 Pro czy Mate 10 Pro. W końcu wcale nie musiał tego robić, prawda?

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro - Trzy aparaty w końcu mają sens [2]

Powoli nadszedł czas by przejść do różnic między obydwoma urządzeniami, a pierwszą z nich jest zastosowany akumulator, który w modelu Mate 20 ma pojemność 4000 mAh, a w Mate 20 Pro 4200 mAh. Ja wiem, że na rynku są niszowe chińskie smartfony, które czasem potrafią zaoferować nawet wielokrotność tych wartości, ale jak na mainstreamowe standardy jest to dużo i uważam, że jest to mocna strona nowych flagowców Huawei. W końcu takie akumulatory z powodzeniem powinny wystarczyć by zapewnić urządzeniom satysfakcjonujący czas pracy. Zresztą nawet nie sama pojemność jest tu największą atrakcją, bo o wiele bardziej istotne wydają się być zmiany w kwestii ładowania. Zacznijmy od tego, że obydwa urządzenia obsługują technologię Huawei SuperCharge. Co to oznacza w praktyce? Ano tyle, że dzięki dołączonej do zestawu ładowarce urządzenia mogą być ładowane mocą sięgającą 40 W. Na tym jednak nie koniec atrakcji, ponieważ jeszcze bardziej istotną zmianą jest wprowadzenie w przypadku modelu Mate 20 Pro wsparcia dla ładowania bezprzewodowego w technologii Qi. Trochę to Chińczykom zajęło, ale miło widzieć, że w końcu pokusili się o dodanie tej funkcji.

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro - Trzy aparaty w końcu mają sens [nc5]

Sprawa kolejna - wyświetlacze. Jak łatwo się domyślić, różnią się one rozmiarem. Co ciekawe, większy z nich - mający przekątną 6,53” - przypadł w udziale standardowemu wariantowi Mate 20. Został on wykonany w technologii IPS, w przeciwieństwie do wyświetlacza w Mate 20 Pro, który wykorzystuje matrycę OLED i ma przekątną 6,39”. Ekran w droższym modelu jest także zakrzywiony przy krawędziach, co oznacza powrót do rozwiązania znanego z modelu Mate 9 Pro. Jako że jestem niepoprawnym pragmatykiem, nie popieram takiej decyzji producenta, ale patrząc po wynikach sprzedaży flagowców Samsunga domyślam się, że ktoś je musi lubić. Jeśli tak, to decydując się na Mate 20 Pro powinien poczuć się jak w domu. Drugą ciekawą cechą wyświetlacz w droższym modelu jest natomiast obecność wbudowanego skanera linii papilarnych. Nie jest to zaskoczeniem - wszak chiński producent zaliczył już krótki romans z tą technologią przy okazji modelu Mate RS - jednak dla większości z nas będzie to zapewne pierwsza okazja by sprawdzić podobne rozwiązanie w praktyce. No i muszę przyznać że o ile podchodziłem do niego dość nieufnie, tak przyznaję, że działa naprawdę dobrze. Jedyna rzecz, do której trzeba się przyzwyczaić, to fakt, że skaner znajduje się jedynie pod niewielkim fragmentem ekranu i należy pamiętać gdzie jest, żeby w niego trafić. No i pojawia się kwestia awaryjności, a ściślej rzecz biorąc, skutków ewentualnego uszkodzenia mechanicznego. Jako że czytnik linii papilarnych i wyświetlacz stanowią w nowy modelu jeden element, to po jego stłuczeniu tracimy naraz obydwie metody na odblokowanie urządzenia. Ot, taka dodatkowa motywacja, żeby robić backup przechowywanych na smartfonie danych, bo inaczej możemy mieć poważny problem z ich odzyskaniem.

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro - Trzy aparaty w końcu mają sens [nc6]

No i czas byłoby wspomnieć w dwóch słowach o wyglądzie i wykonaniu nowych smartfonów. Celowo zostawiłem sobie ten temat niemalże na sam koniec, ponieważ nowe smartfony Chińczyków prezentują się po prostu… nudno? Właściwie nie jest to może najlepsze określenie, bowiem Mate’y 20 nie są brzydkie i bez wątpienia wyróżniają się z tłumu. O ile jednak w przypadku P20 i P20 Pro mieliśmy do czynienia z wyraźnym powiewem świeżego powietrza w kwestii designu (w każdym razie tam, gdzie nie próbowały kopiować iPhone’a X), o tyle nowe flagowce sprawiają wrażenie o wiele bardziej wtórnych i wyglądają raczej jak zlepek pomysłów z innych modeli. Mamy wyświetlacze z notchem, mamy dwukolorowe wykończenie (w wybranych wersjach) i właściwie jedynie charakterystyczny układ potrójnego aparatu jest czymś, co faktycznie wyróżnia urządzenia na tle konkurentów. Dotyczy to w szczególności zwykłego Mate 20, który ma co prawda bardziej „nowoczesnego” notcha w kształcie łezki, ale to trochę za mało by można było nazwać jego wygląd oryginalnym. Z Mate 20 Pro jest nieco lepiej, choć - i przyznaję to dość niechętnie - pomaga tutaj zwłaszcza obecność zakrzywionego wyświetlacza, który jest rozwiązaniem na tyle rzadko spotykanym, że jeszcze nie zdążył spowszednieć. Nie oznacza to jednak, że nowe smartfony Huawei są brzydkie. Wręcz przeciwnie - obydwa prezentują się bardzo dobrze, a jedynie nie budzą już pod tym względem takich emocji jak dwie wersje P20. Także o wykonaniu nie ma sensu się za dużo rozpisywać - jest takie, jakiego można by było oczekiwać po urządzeniach z segmentu premium. Co prawda z rzetelności wypada odnotować, że wariant Pro wywarł na nas pod tym względem nieco lepsze wrażenie od swojego tańszego brata, ale trochę za krótko mieliśmy w ręce obydwa telefony by wydawać tutaj jakieś jednoznaczne sądy. Jedno co jest w tym zakresie pewne to to, że Huawei Mate 20 Pro jest wodoodporny (certyfikat IP68), a wariant zwykły nie.

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro - Trzy aparaty w końcu mają sens [3]

Podobnie niewiele można napisać o oprogramowaniu nowych smartfonów. Co prawda pracują one pod kontrolą Android 9.0 Pie oraz nowej wersji EMUI oznaczonej liczbą 9, jednak trudno doszukać się tu jakichś przełomowych zmian względem starszych smartfonów producenta. Zarówno funkcjonalność, jak i estetyka interfejsu pozostała bez większych zmian, co można odbierać zarówno w kategoriach pozytywu, jak i negatywu. Z jednej strony EMUI nadal pozostaje jedną z bardziej funkcjonalnych i dopracowanych nakładek systemowych, a z drugiej tak jak nie należała nigdy do szczególnie intuicyjnych, tak to również pozostało aktualne.

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro - Trzy aparaty w końcu mają sens [nc7]

Oczywiście kilkadziesiąt minut, które udało się nam spędzić z nowymi flagowcami Huawei to zdecydowanie zbyt krótko by móc wydać na ich temat ostateczny werdykt. Wiemy jednak jedno - chiński producent nie zaskoczył, co z pewnością może okazać się kluczem do sukcesu smartfonów, jak i ich największą wadą. Kluczem do sukcesu, bo zarówno Mate 20, jak i Mate 20 Pro reprezentują bardzo wysoki poziom, do którego ich poprzednicy zdążyli nas przyzwyczaić i któremu w znacznej mierze zawdzięczają swoją popularność. To po prostu solidne flagowce z mocną specyfikacją i zestawem atrakcyjnych funkcji. Z drugiej jednak strony nie ma tu rewolucji, do której ostatnimi czasy przyzwyczaił nas Huawei. Nowy procesor z modułem NPU? To już było. Potrójny aparat? Też już było. Oczywiście obydwa te elementy zostały w nowych modelach dopracowane, a Mate 20 i Mate 20 Pro stały się dzięki temu prawdopodobnie najbardziej „dopieszczonymi” urządzeniami, jakie Huawei ma w swojej ofercie, ale żaden z nich nie jest sprzętem przełomowym. No dobra, pewnym przełomem można nazwać wprowadzenie nowego standardu kart pamięci NM, jednak na dzień dzisiejszy pozwolę sobie traktować ten pomysł raczej jako nieśmieszny żart ze strony producenta niż realną innowację. Tych ostatnich niestety tu nie uświadczymy i warto o tym pamiętać, bo przy polskich cenach urządzeń ustalonych na poziomie 2999 zł za Mate 20 i 4299 zł za Mate 20 Pro dobrze mieć przed zakupem jasno sprecyzowane oczekiwania by nie było później zawodu.

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro to solidne flagowce, które nie przynoszą rewolucji, ale doszlifowują sprawdzone rozwiązania.

A czy są tych pieniędzy warte? Niestety na to pytanie będziemy mogli odpowiedzieć dopiero po przeprowadzeniu pełnego testu. Jeśli ktoś nie chce tyle czekać, to oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie by już dziś zamówić któregoś ze smartfonów. Przedsprzedaż rozpoczyna się dzisiaj i potrwa do 4 listopada. W tym czasie urządzenia oferowane będą z zestawem gadżetów: słuchawką Huawei TalkBand B3 lite dla modelu Mate 20 i bezprzewodową ładowarką 15 W oraz kartą NM 128 GB dla Mate 20 Pro.

Huawei Mate 20 i Mate 20 Pro - Trzy aparaty w końcu mają sens [4]

50
Zgłoś błąd
Liczba komentarzy: 11

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.