Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
 
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Test myszki Dream Machines DM1 Pro - Brat bliźniak Zowie FK1

veloC | 03-07-2016 14:47 |

Test myszki Dream Machines DM1 Pro - Brat bliźniak Zowie FK1Na rynku urządzeń peryferyjnych wykrystalizowały się w zasadzie trzy obozy. Pierwszą grupę odbiorców stanowią gracze gustujący w MMORPG, dla których liczy się liczba przycisków, zaawansowane makra i wygoda konstrukcji. W modelach nastawionych na realizację powyższych celów nie uświadczymy co prawda osiągających najlepsze wyniki sensorów, jednak ich wykonanie stoi zazwyczaj na wysokim poziomie. Innym odbiorcą są ludzie przedkładający wygląd ponad wszystko. Wśród nich znajdują się m. in. użytkownicy Magic Mouse stworzonej przez jedną z najbardziej owocowych korporacji świata. Pomimo nęcącego oko wyglądu, produkty należące do tej rodziny urządzeń zwykle nie mają do zaoferowania nic, poza atrakcyjną bryłą. Tutaj na scenę wkraczają najstarsi przedstawiciele gatunku - myszki nastawione stricte na osiągi. Jeśli mówi wam coś nazwa Intellimouse, to na pewno zwrócicie uwagę na Dream Machines DM1 Pro, będącą przedmiotem niniejszej recenzji.

Autor: Krzysztof Wójtowicz

Większość wynalazków z dziedziny elektroniki oraz technologii powstała, aby sprostać potrzebom armii, podobnie było również w przypadku trackballi, zwanych manipulatorami kulkowymi lub kotami. W 1946 roku niejaki Ralph Benjamin stworzył prototyp urządzenia, które miało stanowić integralny element systemu CDS, obliczającego trajektorię lotu wrażych samolotów na podstawie kilku punktów wprowadzonych przez operatora. Jednakże, pierwszy działający trackball skonstruowano w 1952 roku dla systemu DATAR, używając... kuli do kręgli. Oba projekty nie zostały opatentowane, ponieważ obejmowała je tajemnica wojskowa. Dopiero rok 1968 zrodził protoplastę obecnych myszy komputerowych pod postacią Rollkugel-a (niem. toczącej się kuli), stworzonego przez firmę Telefunken. Model ten posiadał kulkę w przeciwieństwie do dwóch dysków, używanych w projekcie Douglasa Engelbarta ze Stanford Research Institute (dziś SRI International). Ewolucja myszki była zatem powolna. Klasyczny gryzoń z dwoma przyciskami autorstwa Jacka Hawleya, pojawił się w 1982 roku z komputerami Xerox 8010, kosztując zawrotne 410 USD. Mysz dołączana do Apple Lisa z 1986 roku także próbowała zawojować rynek, niestety z marnym skutkiem. Dwanaście miesięcy później Microsoft uczynił program Word (wtedy jeszcze na MS-DOS) kompatybilnym z gryzoniami, wypuszczając pierwsze tego typu urządzenie kompatybilne z pecetami, natomiast rok 1984 przyniósł Macintosha 128K, wyposażonego w ulepszoną wersję Lisy. Od początku lat 90-tych XX wieku pozycja myszki systematycznie się umacniała, a dzisiaj to absolutnie podstawowy element każdego komputera.

Po braku sterowników i typowo turniejowych specyfikacjach widać, że Dream Machines chciało tym gryzoniem podjąć walkę z Zowie Plug & Play.

Test myszki Dream Machines DM1 Pro - Brat bliźniak Zowie FK1 [15]

Dream Machines jest polską firmą specjalizującą się w laptopach dla graczy. W ofercie producenta znajdują się dziesiątki maszyn, z których każda może być spersonalizowana wedle potrzeb klienta. Zaryzykowałbym stwierdzenie, iż mnogość opcji konfiguracji notebooków sprawia, iż jest to swoisty, nadwiślański odpowiednik Alienware. Strona producenta krzewi się nie tylko szczegółowymi specyfikacjami jego komputerów przenośnych, ale można się tam natknąć również na okazjonalny news oraz wiele przydatnych poradników. Asortyment Dream Machines został poszerzony ostatnio o głośnik bluetooth Dream Audio Conch oraz o dwie myszki dedykowane graczom: DM2 Comfy i opisywany dzisiaj DM1 Pro. Wielki, przypominający wygodny fotel brat recenzowanego gryzonia ma o dziwo ten sam sensor i jest o parędziesiąt złotych tańszy od konkurencyjnego Mionixa Naos 7000, co stawia go w bardzo pozytywnym świetne. Recenzowany gryzoń powstał we współpracy z polskim portalem Test-Gear.pl, zajmującym się recenzowaniem peryferiów wszelkiej maści, od klawiatur po słuchawki. Projektanci Dream Machines, chcąc spełnić oczekiwania możliwie jak najszerszego grona graczy, konsultowali z entuzjastami wielu gatunków gier każdy szczegół konstrukcji. Mysz zaczyna trafiać do świadomości zagranicznych odbiorców, a marka Dream Machines zawitała nie tylko na Starym Kontynencie, ale również w odległej Australii.

Specyfikacja Dream Machines DM1 Pro:

  • Sensor: optyczny, Pixart PMW3310DH
  • DPI: 400 / 800 / 1600 / 3200 / 5000
  • Częstotliwość próbkowania: 1000 Hz
  • Waga: 88 g
  • Wymiary (dł. x szer. x wys.): 126 x 68 x 39
  • Kształt: symetryczny, dla praworęcznych
  • Ilość przycisków: 6
  • Podświetlenie: uzależnione od poziomu DPI
  • Oprogramowanie: brak
  • Kabel: w oplocie, dł. 180 mm, USB 2.0
  • Ślizgacze: 3, teflonowe, zapas w komplecie
  • Gwarancja: producenta, 2-letnia
  • Cena: 219 PLN

Producent za pomocą swojej strony praktycznie napisał za mnie połowę recenzji. Dream Machines chwali się tam bowiem istotnymi szczegółami, na których najbardziej zależy profesjonalnym graczom. Powodów do zadowolenia jest wiele, z których największym jest sensor - Pixart PMW3310DH należy bowiem do absolutnej czołówki, łącząc najlepsze zalety czujników laserowych i optycznych. Niska waga urządzenia w połączeniu z obudową znaną ze SteelSeries Sensei dają, przynajmniej w teorii, mieszankę świetnie sprawdzającą się w sieciowych strzelankach. Innymi wartymi zauważenia cechami urządzenia są przełączniki wytrzymujące do dwudziestu milionów kliknięć oraz switch TTC w rolce, a także przyciski boczne o żywotności trzech milionów naciśnięć. Po braku sterowników i typowo turniejowych specyfikacjach widać, że Dream Machines chciało tym gryzoniem podjąć walkę z Zowie i ich gryzoniami Plug & Play. DM1 Pro posiada nad rywalem jednak tę przewagę, że przycisk do zmiany DPI umiejscowiony został na grzbiecie obudowy, zaraz za rolką, a nie tak jak w myszce amerykańskiego producenta - na spodzie obudowy. Konstrukcja o długości 126 mm powinna przypasować graczom chwytającym palm gripem o średnich rozmiarów, 18-19 centymetrowych dłoniach. Tylko jeden rozmiar konstrukcji może jednak nie wystarczyć, aby podjąć żywiołową konkurencję z Zowie. Do tego typu wniosków jeszcze powrócę, tymczasem przypomnijmy sobie terminy „fachowe”.

43
Zgłoś błąd
Liczba komentarzy: 25

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.