Zgłoś błąd
X
Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.
Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja The Elder Scrolls Online - Gdyby Skyrim miał multiplayer

Sebastian Oktaba | 20-04-2014 17:21 |

Co The Elder Scrolls Online oferuje graczom? Jakieś babole?

Kiedy już osiągniemy pięćdziesiąty poziom doświadczenia i ukończymy dostępne zadania, pojawia się fundamentalne pytanie - co dalej począć? Tak zwany end-game to bodajże najważniejsza cecha każdego MMO, które pozbawione sensownej zawartości dla zaawansowanych graczy szybko umiera śmiercią naturalną. The Elder Scrolls Online umożliwia zdobywanie rang mistrzowskich, jak również wzięcie udziału w przeczesywaniu nowych, trudniejszych podziemi solidne nagradzających ambitnych śmiałków. Ponadto, pojawia się sposobność podróżowania między obszarami dwóch pozostałych frakcji, gdzie czekają kolejne wyzwania. Amatorzy solowych rajdów, a także małych i dużych zespołów PvE powinni znaleźć dla siebie odpowiednie zajęcie. The Elder Scrolls Online posiada predyspozycje do zatrzymania graczy przed monitorami, ale w przypadku świeżo debiutującego MMO trudno jednoznacznie określić, jak będzie wyglądała przyszłość produkcji. Wydawca oczywiście deklaruje się stale ulepszać rozgrywkę, wszak pobieranie opłat do czegoś zobowiązuje. Póki co, perspektywy są optymistyczne.

Począwszy od dziesiątego levelu otwiera się także moduł PvP nazwany Alliance Wars, któremu dedykowana jest osobna plansza - Cyrodiil z centralnie umieszczonym Imperial City. Znajdują się tutaj kwatery główne każdej strony konfliktu i szereg obiektów m.in.: kopalń, farm, świątyń oraz podziemi. Jeśli zechcemy, mapkę możemy swobodnie eksplorować wykonując misje czy szukać surowców, ale narażamy się wówczas na ataki innych graczy (PvE nie pozwala nas skrzywdzić). Indywidualne przechadzki to jednak dopiero przedsmak walki drużynowej skupionej wokół przejmowania wiosek, obrony fortec czy organizowania napadów. Mało tego! Podczas oblężenia lub obrony przyczółków wykorzystujemy maszyny oblężnicze i kotły z olejem, zaś uszkodzone fragmenty murów obronnych naprawiamy. Tryb PvP posiada też własną walutę za jaką np.: kupimy obozowisko upoważniające do odrodzenia się sojuszników, ale tradycyjne złoto również się przydaje. Walki z udziałem kilkudziesięciu graczy naprawdę robią wrażenie, rozwałka jest epicka i osoby lubiące rywalizację powinny docenić The Elder Scrolls Online. Osobiście jestem fanem fabularnych trybów PvE, czemu podporządkowałem swoją postać i Alliance Wars nie zdołałem jeszcze porządnie zasmakować, niemniej chwila w grze pozytywnie mnie nastroiła.

Dobra, chyba najwyższa pora ruszyć z lawiną zastrzeżeń i baboli, jakich dopatrzyłem się testując The Elder Scrolls Online. Niestety, minusów jest znacznie więcej niż wymieniłem dotychczas. Chwilę po premierze serwery odmówiły posługi, więc przynajmniej jeden wieczór zarezerwowany na testowanie miałem wolny, ale obecnie sytuacja jest już opanowana. Zarzut uznajmy za przedawniony, chociaż ciekawe czy wydawca przewiduje jakieś zadośćuczynienie poszkodowanym w postaci wydłużenia abonamentu o jeden dzień. Niezmienna pozostaje natomiast fatalna sztuczna inteligencja, zwłaszcza pod względem percepcji. Żeby sprowokować przeciwnika trzeba mu przyłożyć lub dosłownie wejść z butami na twarz, inaczej stoi bezczynnie takie durne ciele patrząc tępo w naszym kierunku, ale żadnej reakcji nie podejmuje. Opcja chowania jeszcze bardziej obnaża głupotę adwersarzy, bowiem ukryć możemy się nawet w promieniach słonecznych i bezpiecznie prześliznąć obok patrolu. Rozumiem, że MMORPG nie potrzebuje wybitnie zaawansowanej SI, aczkolwiek pewne minimum powinno w 2014 roku spełniać.

Zmorą The Elder Scrolls Online są również błędy stricte techniczne, zazwyczaj niegroźne, wszak przenikanie postaci przez obiekty to widok powszechny nawet w bardzo dopracowanych grach. Gorzej, jeśli buraki wpływają na rozgrywkę, a takie sytuacje się zdarzają. Kilkukrotnie mój bohater w widoku pierwszoosobowym tracił zdolność zadawania ciosów, podczas gdy przełączenie na kamerę trzecioosobową rozwiązywało problem. Sporadycznie zacinałem się między kamieniami, znajomi z drużyny nie mogli wejść do wspólnych podziemi albo wyrzucało mnie z serwera. Najbardziej pamiętnym zonkiem był jednak upadek podczas walki z bossem (nokaut taktyczny), kiedy to leżałem jak długi przytulony twarzą do podłoża, ale wciąż mogłem podskakiwać! Wyobrażacie sobie, jak żałosny i groteskowy to musiał być widok? Gdybym tylko zdążył nagrać filmik natychmiast zostałbym gwiazdą YouTube :) Niestety, The Elder Scrolls Online nie należy do najbardziej doszlifowanych produkcji, wymagając jeszcze wielu poprawek, zanim podobne kwiatki przestaną nękać grających.

0
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 18

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.