.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Devil May Cry 4 - Chłopaki Nie Płaczą

Sebastian Oktaba | 28-10-2008 14:41 |

Seria Devil May Cry, to czystej krwi konsolówka z korzeniami sięgającymi PlayStation 2, gdzie uzyskała status gry niemal kultowej. Chociaż na komputerach osobistych pojawiła się co prawda trzecia część cyklu, przeszła jednak bez większego echa. Czyżby nie była pozycją wpasowującą się w realia rynku PC? Capcom, na czele z Hiroyuki Kobayashi nie stracili jednak zapału do pracy i również czwarta odsłona zadebiutowała na blaszankach, obok xBox 360 i PlayStation 3. Czy powinniśmy się cieszyć? Chyba tak, tym bardziej że tytułów posiadających choćby śladowy pierwiastek mordobicia, mamy obecnie jak na lekarstwo. Sporo mówi się o pewnych specyficznych gatunkach, których kolebką są platformy Sony i Microsoftu, zatem warto przekonać się na własne oczy, co jest w nich takiego niezwykłego. Zapraszam więc do recenzji Devil May Cry 4, czegoś z zupełnie innej beczki na podwórku kompletnie opanowanym przez wszelkiej maści Fps, Rpg i strategie.

Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Szczypta historii na początek będzie chyba najwłaściwszym rozwiązaniem, żeby formalności stało się zadość. Zatem proszę bardzo. Młody i gniewny Nero, należący do zakonu Święt(ln)ych Rycerzy wyznających kult Spardy, demona który w walce dobra ze złem obrał stronę ludzi, staje się świadkiem krwawej masakry. Podczas zebrania lider zgrupowania zostaje zabity przez człowieka w czerwonym płaszczu. Natychmiast wywiązuje się walka, trwająca dobre kilka minut. Efektownym piruetom i zwodom nie ma końca. W ruch idą pistolety i miecze, przy czym połowa kaplicy zostaje doszczętnie zniszczona. Tajemniczym mężczyzną w czerwonym płaszczu okazuje się Dante, poniekąd bohater poprzednich części, jednocześnie syn samego Spardy. Czyżby zbłądził i przeszedł na ciemną stronę? Czy kryje się za tym coś jeszcze ... Może najwyższy kapłan nie był wcale niewiniątkiem, za jakiego wszyscy go uważali? To tak na dobry początek, resztę trzeba zweryfikować samemu.

Fabuła, jak przystało na Japońskie standardy, jest odrobinę zakręcona, ale w tym przypadku niestety niezbyt oryginalna. Poza kilkoma smaczkami, które odnajdą wyłącznie osoby obeznane z wcześniejszymi odsłonami, wypada raczej przeciętnie. Nie pokuszono się o nadzwyczajne rozbudowanie historii, będącej w dużej mierze tłem dla samej rozgrywki. Znowu na pozór dobrzy i prawi okażą się tymi złymi, ci ostatni z kolei zaprezentują od lepszej strony. Nie zabraknie również pięknej kobiety w tarapatach. Standard. Nawet kilka barwnych i nietuzinkowych postaci, przewijających się podczas podróży nie rekompensuje w pełni braków w scenariuszu. Nie on jest na szczęście główną motywacją do dalszych poczynań. Dla dociekliwych - o wszystkich ważniejszych bohaterach, antybohaterach, przedmiotach i przeciwnikach można poczytać w encyklopedii świata DMC.

Gdybym miał scharakteryzować gatunek do jakiego należy DMC 4, byłoby to niezwykle trudne zadanie. Gra łączy bowiem cechy nawalanki, w które ostatni raz grałem na automatach parę lat temu, z elementami platformowymi, odrobiną RPG i nieskomplikowanymi zagadkami. Trzeba przyznać, że jest to rzadko spotykany miszmasz. Wyobraźcie sobie wymieszanie w odpowiednich proporcjach Golden Axe, Soul Calibur i Legacy of Kain: Defiance ... W efekcie wyszedł z tego produkt dosyć ciekawy, tym bardziej, że na PC podobnych gier po prostu nie ma. DMC 4 otrzymał także dawkę ogromnej, niczym nieskrępowanej grywalności, dzięki czemu potrafi przykuć do monitora na długie godziny.

Przejdźmy więc do meritum sprawy. Akcja w Devil May Cry 4 przypomina filmy Johna Woo skrzyżowane z Matrixem. Efekciarstwo miejscami jest wręcz przesadzone, ale całość ogląda się z zaciekawieniem i podziwem. Trzeba tylko odrobinę przymknąć oko, nie zastawiając się „jak to możliwe?”. Wymijanie kul i kilkumetrowe skoki są zjawiskiem nagminnym. Taka właśnie będzie gra: szybka, bezkompromisowa, pełna najprzeróżniejszych sztuczek i ewolucji. Nie zabraknie również całej masy przerywników filmowych, z których słyną japońskie produkcje. Każda większa zadyma zaczyna się właśnie od małego wprowadzenia, pełnego kąśliwych uwag, gróźb i przechwałek - zupełnie jak w mordobiciach. Nero i jego cięty język mają szansę się wykazać.

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.