Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Test obudowy Fractal Design Define XL R2 Black Pearl

Sebastian Oktaba | 10-04-2013 00:03 |

Fractal Design Define XL R2 Black Pearl - Wygląd zewnętrzny

Majestat Fractal Design Define XL R2 Black Pearl wyziewa z każdego centymetra czarnego tworzywa, jakie zakrywa przedni panel, ale wbrew pozorom nie mamy do czynienia ze szczotkowanym aluminium. Chociaż faktura wiernie je imituje, to podobnie jak w Fractal Design Define R4 Black Pearl, jest to tylko sprytny zabieg estetyczny. Cóż... w cenie przekraczającej 500 złotych odrobina szlachetnych materiałów na pewno by obudowie nie zaszkodziła, aczkolwiek jakość wykonania panelu stoi na najwyższym poziomie. Klapka ma jednak nieprzyjemny zwyczaj zbierania odcisków palców i tłustych plam, nie wspominając o pyłkach, farfoclach, kurzu itp.

Po uchyleniu drzwiczek naszym oczom ukazują się cztery zatoki na urządzenia w rozmiarze 5,25 cala, czyli o dwie więcej niż w Define R4, których zaślepki bardzo łatwo można zdemontować. Wystarczy chwycić za wajchę z prawej strony, delikatnie pociągnąć i plastikowy wypełniacz grzecznie opuszcza swoje miejsce. Oczywiście, zaślepki są wielokrotnego użytku, acz nie posiadają żadnych wytłumień i/lub filtrów. Warto jeszcze podkreślić, że kąt rozwarcia drzwiczek wynosi nieco ponad 100 stopni, nie można ich przestawić na drugą stronę (zawiasy trwale zamocowane), zaś magnesy dbają o prawidłowe ich domykanie.

Zaraz obok zatok 5,25 cala umieszczono trójstopniowy regulator prędkości obrotów wentylatorów z poziomami: 5 / 7 / 12V. Przełącznik charakteryzuje się wyraźnym skokiem (klik!), pozwala obsłużyć maksymalnie trzy jednostki (3-pin) i jeśli nie zamierzamy instalować więcej „śmigieł” w zupełności wystarczy. Identyczny element występował również we Fractal Design Define R4 Black Pearl, ale tutaj ze względu na rozmiary, przydałaby się możliwość podpięcia przynajmniej czterech wentylatorów, skoro obudowa mieści siedem śmigieł.

Całą dolną część frontowego panelu zakrywa plastikowa maskownica, którą można otworzyć naciskając dwa zatrzaski w odpowiednich punktach, skrywająca miejsca na wentylatory. Jeden 140 mm został już fabrycznie zamontowany. Mechanizm działa odrobinę inaczej niż w Fractal Design Define R4, ponieważ zamiast do przodu, rozwarcie klapki następuje ku prawej stronie, dokładnie jak w przypadku drzwiczek.

Panel wyjść i wejść nie powala swoim bogactwem, ale zawiera zestaw w zupełności wystarczający przeciętnemu użytkownikowi. Mamy tutaj 2x USB 2.0, 2x USB 3.0 (wpinane w płytę główną), gniazda audio oraz przyciski Power / Reset z czego ten pierwszy jest podświetlany na niebiesko. Hmmm... brakuje trochę eSATA, jak również stacji hot swap na 2,5-3,5 calowe dyski SATA, które w obudowie za ponad 500 złotych powinny już zostać uwzględnione. Miejsca na pewno nie brakowało.

Obydwa boki Fractal Design Define XL R2 Black Pearl to kawał solidnej blachy, gdzie próżno szukać okna, wypukłości lub siatkowanych otworów. Jedyne co możemy wstawić, to dodatkowy 140 mm wentylator na lewym skrzydle. Boczne ścianki są uchylane i mierzą w najgrubszym miejscu około 12 mm, aczkolwiek nie posiadają zawiasów. Przedni panel posiada też z boku specjalne wycięcia, pozwalające ulokowanym tam jednostkom na swobodne zasysanie chłodniejszego powietrza.

W tylnej górnej części skrzynki umieszczono 140 mm wentylator Silent Series R2 (1000 RPM / 19 dB) wyrzucający ciepłe powietrze z okolic coolera CPU poza obudowę. Fractal Design Define XL R2 Black Pearl posiada dziewięć „śledzi” dla kart rozszerzeń, natomiast w przeciwieństwie do modelu R4 nie wstawiono tu jeszcze jednego ułożonego poprzecznie, którego zastąpiły zwykłe wywietrzniki. Producent ponownie nie pomyślał o zewnętrznych wyjściach na węże od chłodzenia wodnego - samą chłodnicę oraz pozostałe elementy WC zamontujemy jednak bez większego problemu w środku, więc akurat ten element jest zbędny. Można to chociażby wywnioskować z wysokości otworów o strukturze plastra miodu, ulokowanych bezpośrednio nad kratownicą wentylatora oraz panelem I/O płyty głównej.

Pod zasilaczem znajduje się bardzo długi filtr przeciw kurzowi, obejmujący swoim zasięgiem wszystkie otwory na spodzie obudowy, czyli jakieś 75% powierzchni tego obszaru. Żeby go wyciągnąć wystarczy trafić palcem w wyżłobienie i docisnąć, ale o dziwo gorzej sytuacja wygląda z ponownym włożeniem ze względu na gibkość materiału. Warto przy okazji dodać, że panele boczne nie posiadają wypustków ułatwiających wyjmowanie, natomiast grube szybko-śrubki pozostały na swoim miejscu.

0
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 50

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.