.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Promocja Windows 10 - Dramat i przekraczanie granic w jednym

Łukasz Tkacz | 02-02-2016 15:55 |

Windows 10Stało się. Jak donoszą użytkownicy wielu komputerów na całym świecie, Microsoft przeszedł właśnie do kolejnego etapu swojej agresywnej kampanii reklamowej systemu Windows 10. Zadebiutował on pod koniec lipca ubiegłego roku i choć początkowo trudno było mówić o wydaniu stabilnym i w pełni ukończonym, zaczął on bardzo szybko zdobywać popularność. Wyprzedził już archaicznego Windows XP, wyprzedził Vistę, Windows 8 i 8.1. Do pokonania został mu już „tylko” Windows 7. To może być trudne zadanie, ale korporacja znalazła sposób także na jedno ze swoich najbardziej udanych wydań w historii: Windows 10 stał się już zalecaną aktualizacją, dostarczaną podobnie jak poprawki bezpieczeństwa. Ma to zachęcić, albo raczej w pewien sposób zmusić użytkowników do aktualizacji i przejścia na zupełnie nowy model.

Windows 10 stał się zalecaną aktualizacją. To przekroczenie pewnej granicy, a zarazem apogeum ciągnącej się od roku akcji marketingowej.

Zarząd firmy musiał w 2014 i 2015 roku podjąć bardzo trudne decyzje – sprzedaż oprogramowania w pudełkach powoli traci sens. Wielu użytkowników nie musi wymieniać komputerów na nowsze, aktualne wystarczają im do pracy i rozrywki. Wielu z nich nie jest zainteresowanych także wymianą oprogramowania na nowe. Windows 7 w momencie premiery nie był idealny, wciąż taki nie jest, niemniej dla pokaźnej rzeczy osób stanowi on platformę sprawdzoną, wydajną i stabilną. Dlaczego osoby te miałyby zmieniać je na coś nowszego, dlaczego miałyby rezygnować ze swoich przyzwyczajeń, walczyć z nimi i stykać się z ewentualnymi problemami z kompatybilnością aplikacji, z jakich korzystały do tej pory?

Aktualizacja Windows 10 #1

Te wszystkie pytania spowodowały, że wydawanie kolejnego systemu jako płatnego oprogramowania powoli traciło rację bytu. Nawet gdyby kolejny system okazał się godnym następcą Windows 7, punktem „dobrym” w pewnej wyliczance krążącej po Internecie, a dotyczącej tego, że co drugi system Microsoftu jest zdatny do użytku (notabene, wyliczance głupiej, bo nieprawdziwej), nie gwarantowało to przecież dobrych wyników sprzedaży. Osiągnąć ich nie dałoby się nawet przy niskich cenach. Panowie w ciemnych garniturach podjęli więc nietypową decyzję: niech Windows 10 będzie usługą, niech rozwija się w sposób ciągły, niech będzie dla użytkowników starszych edycji darmową aktualizacją. Nie chce mi się wierzyć, że przy dyskusjach nad tym pomysłem nie doszło do pewnego podziału w firmie. Najważniejsze jednak, że podjęto taką decyzję – bez niej firma na pewno nie cieszyłaby się aktualnymi wynikami.

Zapewne wiele uwagi poświecono także innemu zagadnieniu. Skoro system będzie darmowy, to jak najlepiej dostarczyć go użytkownikom, na czym też zarabiać? Gdyby Windows 10 znalazł się na komputerach większości użytkowników, firma mogłaby czerpać spore zyski ze sprzedaży oprogramowania firm trzecich udostępnianego we wbudowanym w nim sklepie. W przypadku Windows 8 pomysł ten się nie udał, ale tam zepsuto wszystko siłowym wdrażaniem zupełnie nowego interfejsu, niezbyt wygodnego na komputerach desktopowych, a także atakującego przyzwyczajenia użytkowników. Aby przejąć rynek, konieczne było sprowadzenie Windows 10 na jak największą liczbę urządzeń. Graczy z miejsca załatwił nowy DirectX, ale co z resztą? Postanowiono więc przygotować mechanizm GWX, specjalną „bombę” – niektórych takie określenie może przerażać, ale dla mnie jest adekwatne do tego, co się stało.

Aktualizacja Windows 10 #2

Na początku ubiegłego roku Microsoft dostarczał na komputery ze starszymi systemami aktualizacje, tak jak to robi co miesiąc od lat. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż pod płaszczykiem aktualizacji bezpieczeństwa firma wydała specjalną paczkę odpowiadającą za akcję marketingową Windows 10. Nie byliśmy informowani o jej instalacji, nikt się nas również nie pytał o zdanie – oto i pokaz kontroli, jaką możemy sprawować nad swoimi komputerami. Microsoft zechciał, Microsoft podrzucił nam coś dodatkowego. Moduł przez wiele tygodni jedynie rezydował sobie na naszym komputerze, był nieaktywny i czekał do odpowiedniej godziny – jego budowa zresztą zdradzała, że w określonych terminach będzie przechodził do kolejnych etapów swojej pracy. Bomba, tyle tylko, że z czasowym detonatorem.

Weź ode mnie psa... Nie. Weź ode mnie psa... Nie... Weź ode mnie psa... NIE! Weź psa... proszę, weź psa, za darmo. Weź psa... ładnego psa...

Koszmar, jak zaczął się później, znasz zapewne i Ty drogi Czytelniku. W systemowym zasobniku pojawiło się logo nowego systemu, na ekranie zaczęły pojawiać się także odpowiednie powiadomienia dotyczące zbliżającej się premiery systemu, zapoznające nas z nim i umożlwiające przetestowanie konfiguracji sprzętowej. Ba, Microsoft poszedł dalej i postanowił w akcji marketingowej wykorzystać bardzo proste zabiegi psychologiczne: zarezerwuj system, śpiesz się, zrób to już teraz, aby w momencie premiery móc go zainstalować. To niczym świąteczna walka o karpia, to coś pokroju odwiecznego polowania na zwierzynę. Masz okazję, więc korzystaj, póki ofiara jest łatwa do zdobycia. Później może być trudniej. Niektórym może wydawać się to mocną przesadą, ale takie zabiegi są wykorzystywane w marketingu bardzo często. Dlaczego? Bo są skuteczne. Microsoft nie ograniczył się jednak jedynie do takiej operacji.

Aktualizacja Windows 10 #3

Kilka dni przed oficjalną premierą moduł ten zaczął faktycznie pobierać pliki na komputery użytkowników, którzy zarezerwowali swoją kopię systemu Windows 10 – robiąc to falami, Microsoft mógł odpowiednio rozłożyć ruch sieciowy. Ten był natomiast spory, mowa przecież o konieczności pobrania kilku gigabajtów na milionach komputerów na całym świecie. Mechanizm nie działał jednak do końca prawidłowo. W wielu przypadkach pliki były pobierane, później kasowane, a następnie ponownie pobierane. Takich cykli mogło być wiele, a przecież w tym samym czasie użytkownik korzystał z komputera i swojego połączenia internetowego. Przy kilku komputerach domowych i braku wiedzy o tym, co się dzieje, mogło to powodować nieprzyjemną konsternację: coś definitywnie jest nie tak, jak być powinno. Niemniej skąd Kowalski mógł wiedzieć, co takiego się dzieje.

Wszystko to dałoby się zrozumieć, bo przecież osoby takie same system zarezerwowały. Niestety, mechanizm działał inaczej i pobierał aktualizację nawet na komputerach osób, które nie wyraziły zainteresowania Windows 10. Microsoft wytłumaczył to działaniem prewencyjnym: a co by się stało, gdybyście jednak zmienili zdanie i postanowili skorzystać z darmowej aktualizacji? Wtedy instalator będzie gotowy od razu do pracy. Tłumaczenie może i dobre, ale niestety nie w konfrontacji z realiami, jakie dotyczą wielu użytkowników. O ile na komputerze stacjonarnym nie jest to problemem, o tyle w przypadku laptopów z dyskami SSD czy tabletów może już poważnie uszczuplić ilość wolnego miejsca na dysku. To miało prawo się nie podobać, tym bardziej że korporacja po raz kolejny podjęła decyzję za użytkowników, w zasadzie nie pytając ich o zgodę na takie działania.

Aktualizacja Windows 10 #4

Taka decyzja to już nie tylko uderzanie w naszą samodzielność, ale również narażanie użytkowników na dodatkowe koszty. Paczka pobierała nowy system nawet przy połączeniach komórkowych, które są przecież limitowane, a ich wyczerpanie oznacza znacznie większe koszty transferu. Windows 7 i Windows 8.1, które zostały objęte promocją, nie mogły w magiczny sposób dowiedzieć się, że komputer jest podłączony do np. routera korzystającego z połączeń GSM. Forsowanie takiej metody mogło i w wielu przypadkach kończyło się źle – przeciążone łącze internetowe nienadające się do użytku, a także zwiększone rachunki od operatora internetowego to raczej kiepski sposób reklamy. Rzecz w tym, że w przypadku laika ten nawet już po fakcie mógłby zupełnie nie zdawać sobie sprawy z tego, co się takiego dzieje.

Zablokujemy akcję promocyjną! To nie takie proste, Microsoft to widzi i prowadzi własną kontrofensywę. Po cichu, bez rozgłosu.

Irytujące komunikaty i niekontrolowane działanie spowodowało poruszenie społeczności. Szybko powstały odpowiednie narzędzia, które umożliwiają zablokowanie powiadomień i usług, z których korzysta ten mechanizm – najbardziej znanym z nich jest bez wątpienia GWX Control Panel. Jego autor nie miał łatwego życia, bo jak się okazało, Microsoft w kolejnych aktualizacjach dla starszych systemów aktualizował GWX tak, aby jego aplikacja tego nie wykrywała i powiadomienia były ponownie wyświetlane. Próba utrzymania kontroli nad własnym systemem oznacza więc od tego momentu walkę z mechanizmami dostarczanymi przez Microsoft. Windows 10 miał być aplikowany nie tylko drzwiami, oknem, ale i wszystkimi możliwymi sposobami – korporacja postawiła sobie za cel miliard instalacji w ciągu dwóch lat od premiery. Staliśmy się więc w jej oczach po prostu obiektami, którym trzeba przypiąć plakietkę z nazwą Windows 10.

Aktualizacja Windows 10 #5

W połowie października ubiegłego roku doszło do poważnego ekscesu. Okazało się wtedy, że u niektórych użytkowników Windows 10 zainstalował się automatycznie, bez wyświetlania komunikatów i pytania ich o zdanie. Wydawało się, że to błąd, Microsoft zresztą po kilku dniach przyznał, że nastąpiła pomyłka. Było to jednak najprawdopodobniej badanie gruntu, bo po zaledwie kilku tygodniach przyznano, że nowy system stanie się wraz z początkiem nowego roku aktualizacją zalecaną. Windows Update obsługuje dwa poziomy poprawek. Zalecane to poprawki krytyczne dla komputera (np. zabezpieczeń) i instalowane automatycznie. Drugim poziomem są paczki opcjonalne, które nie są domyślnie instalowane, a które możemy wybrać samodzielnie. Należy do nich np. pakiet antywirusowy Microsoft Security Essentials czy desktopowy klient Skype.

Już kilka dni temu informowaliśmy o pierwszych sygnałach tego, że Windows 10 trafił do kanału zalecanych aktualizacji – teraz wiemy, że stało się to faktem na szeroką skalę. System jest już oficjalnie pobierany automatycznie, wyświetla dodatkowe komunikaty zachęcające do jego instalacji. Jeżeli użytkownik nie będzie uważał, niestety uruchomi instalator. Co można zrobić w tej sytuacji? Jeżeli chcecie mieć pełną kontrolę nad systemem, musicie zmienić ustawienia usługi Windows Update i wyłączyć automatyczne instalowanie aktualizacji. Trudno jednak nazwać to satysfakcjonującym rozwiązaniem. Microsoft przynajmniej raz w miesiącu dostarcza za ich pośrednictwem istotne poprawki zabezpieczeń, rezygnacja z nich nie jest dobrym wyjściem z tej nietypowej sytuacji. Osoby niezainteresowane najnowszym systemem muszą więc samodzielnie sprawdzać wszystkie paczki i instalować tylko te, które nie są z nim związane.

Aktualizacja Windows 10 #6

To nas jednak przed nowym systemem nie uratuje, a przynajmniej nie wtedy, gdy samodzielnie składamy komputer i decydujemy się na nowe podzespoły. Jakiś czas temu zapowiedziano, że nowe procesory zarówno AMD, jak i Intela wykorzystać będziemy mogli tylko na Windows 10. Starsze systemy nie będę ich obsługiwać, bo nie byłyby w stanie w pełni wykorzystać możliwości nowych układów. Wydaje się to absurdalne, ale jeżeli firmy zechcą, wymuszą to na nas bez najmniejszego problemu – sterowniki, BIOS, UEFI, stabilność… to wszystko umożliwia spore nadużycia. Co więcej, osoby samodzielnie składające sprzęt są w mniejszości, a więc trudno byłoby im walczyć o lepsze traktowanie. Daleki jestem od wysnuwania teorii spiskowych, w tym konkretny przypadku trudno jednak zaakceptować mi całkowitą przypadkowość i podjęcie takich decyzji bez wpływu ze strony Microsoftu.

Windows 10 nie jest całkowicie darmowy. Starsze systemy nie mają co liczyć na drugą szansę, są dla firmy kulą u nogi, taką jaką był Windows XP.

Starsze systemy zostały zresztą uśmiercone już jakiś czas temu. Windows 7 nie może liczyć na nowe aplikacje uniwersalne, nie otrzymał przeglądarki Edge, nie otrzyma też innych nowych funkcji. Jego ogromna popularność niczego tu nie zmienia, a ten, kto liczy na zmianę decyzji, srogo się zawiedzie – Microsoft miał już problem z popularnym Windows XP i najwyraźniej na błędach się uczy, bo nie chce powtórki tej sytuacji. Nawet w ostatnich dniach okazało się, że instalacja jednej z paczek bezpieczeństwa dla Windows 7 wywołuje u niektórych użytkowników błąd. Takie sytuacje zdarzały się już w przeszłości, ale ostatnio nieco się nasilają. Czy jest to czysty przypadek, czy kolejny element działania marketingowego, zakrojonej na szeroką skalę akcji „wymuszania” przesiadki na Windows 10? Zaznaczmy ponad wszelką wątpliwość, że Windows 10 darmowy nie jest – płacimy za niego naszą prywatnością, bo domyślne ustawienia systemu i brak niektórych opcji powodują, że po części oddajemy sterowanie komputerem korporacji.

Aktualizacja Windows 10 #7

Akcja marketingowa Windows 10 to zachowanie perfidne i dalekie od idealnego. Microsoft osiąga jednak zakładane cele, bo każdy kolejny miesiąc przynosi nam informacje o przekroczeniu kolejnych milionów instalacji. Zmniejszenie fragmentacji systemu na rynku komputerów osobistych nie jest niczym złym, to bardzo dobra idea. Problem w tym, że skoro taka akcja się udała, skoro ktoś mógł naruszyć nasz system i instalować coś zdalnie, to teraz podobnie mogą zachować się także inne firmy. Jeżeli tak stanie się w istocie, to czekają nas ciężkie czasy. Obecna sytuacja wręcz prosi się o masowy protest. Tego jednak nie słychać, podobnie jak nie słychać go w sytuacjach, gdy w tym, czy innym kraju rząd forsuje działania uderzające w prywatność użytkowników. Jesteśmy niczym żaby wrzucone do garnka. Nad nami stoi jakiś pan z Microsoftu i stopniowo zwiększa temperaturę wody. Jeszcze o tym nie wiemy, ale właśnie zaczęliśmy się gotować.

Źródło: PurePC.pl
Twoja ocena publikacji:
202
Łukasz Tkacz
Liczba komentarzy: 118

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.