Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Wizyta prokuratury za satyryczny filmik? Chyba nie tak miało być

LukasAMD | 28-01-2016 13:23 |

Prokuratura wchodzi do mieszkania zwykłego internauty, za to, że umieścił on w Internecie satyryczny filmik. Grożą mu za ten czyn nawet trzy lata więzienia – mogłoby się wydawać, że taka sytuacja to coś dalekiego od cywilizowanego kraju i XXI wieku, bliższa raczej jakiejś nieprzyjemnej wizji Orwellowskiej. A jednak nie, takie coś wydarzyło się wczoraj w Nowym Sączu. Teraz wiemy już o całym zajściu nieco więcej i trudno powiedzieć, aby ktokolwiek na nim zyskał. Cała sytuacja budzi jednak spore emocje i niebezzasadne pytania o to, na jak wiele mogą sobie pozwolić działające w kraju służby. Jakiś czas temu zatwierdzono tzw. ustawę inwigilacyjną, która tylko zwiększa możliwości działania aparatu państwowego w kontekście śledzenia poczynań obywateli.

Film-żart stał się dla nastolatka źródłem poważnych kłopotów.

Łukasz Olszewski to siedemnastolatek, który w serwisie YouTube korzysta z pseudonimu „Zabawny Kuc”. To właśnie on umieścił 11 listopada feralne nagranie we wspomnianym serwisie. Film jest cały czas dostępny i obejrzeć go może każdy zainteresowany. Przedstawia on złożenie przez prezydenta Andrzeja Dudy kwiatów pod pomnikiem Romana Dmowskiego. Satyra polega natomiast na tym, że żartowniś odtwarza je od tyłu – całość wygląda więc tak, jakby prezydent kwiaty spod pomnika zabierał, a później nieco chwiejnym krokiem idąc do tyłu, wracał do grupy osób zgromadzonych przy pomniku. Nagranie zatytułowano bardzo wymownie: „Pijany Prezydent Andrzej Duda kradnie kwiaty spod pomnika Romana Dmowskiego! SZOK!”.

Właśnie przez ten film wczoraj do internauty zapukała policja i prokuratura. Mieszkanie przeszukano, skonfiskowano mu także laptopa w celu zabezpieczenia dowodów w sprawie. Prokuratura nie działała w tym przypadku z urzędu, akcja to wynik działania zgłoszenia i wszczętego śledztwa dotyczącego zniesławienia Prezydenta RP, a także kierowania gróźb karalnych w stosunku do zgłaszającego. Na chwilę obecną nie wiadomo, kto taki zawiadomił prokuraturę i co dokładnie było przyczyną takiego działania – nie można natomiast wykluczyć, że był to inny internauta, który poczuł się filmem urażony. Słowa dotyczące kierowania gróźb karalnych mogą świadczyć także o ewentualnej wymianie zdań między autorem filmu i osobą zgłaszającą np. w komentarzach pod filmem.

Poprzedni prezydent także miał swoich "internetowych wrogów", jak zresztą każda znana publicznie osoba.

Pierwsza reakcja wielu osób na tego typu wydarzenie jest oczywista i jasna: to koniec wolności słowa, to zamach na nią i próba zamknięcia ust każdego, nawet osobom, które nie popełniają przestępstwa, a jedynie żartują. Problem polega na tym, że Kancelaria Prezydenta nie wysyłała do prokuratury żadnego zawiadomienia. Poinformował o tym Marek Magierowski z biura prasowego Andrzeja Dudy. Do sprawy odniósł się na Twitterze także sam prezydent, stwierdzając, że to tylko filmik, który dla kogoś może być śmieszny, dla kogoś innego złośliwy, ale tak naprawdę jest on bez znaczenia. Prezydent stwierdził również: „Prokuratura? Dajcie spokój :/”. Kolejny głos zabrał marszałek Senatu, Stanisław Karczewski. Według niego to najlepszy przykład na to, że działania prokuratury są dalekie od doskonałych.

Trudno uniknąć tu porównań do sprawy Roberta Frycza, autora strony Antykomor.pl, która zawierała satyryczne materiały dotyczące prezydenta Bronisława Komorowskiego. W 2011 roku do jego drzwi również zapukała prokuratura – mieszkanie przeszukało ABW, sprzęt został zabezpieczony, a twórca strony usłyszał zarzuty znieważenia głowy państwa. W 2012 roku piotrkowski sąd okręgowy uznał, że Frycz jest winny jednemu z przedstawianych mu zarzutów, co miało związek z filmikami o zabarwieniu erotycznym. W kolejnym roku sprawa została umorzona przez sąd apelacyjny. W gruncie rzeczy nie zmieniło się więc nic: autor najadł się zapewne strachu, akcja wstrząsnęła opinią publiczną, ale tak naprawdę uznano, że żadne przestępstwo nie zostało popełnione. Sukcesem był oczywiście wydźwięk: takie wejście prokuratury wywołało oburzenie.

Cyberpolicja #3

Nie inaczej jest w tym przypadku i na sprawie nie zyskuje w zasadzie nikt zainteresowany. Internauta – z wiadomych przyczyn, na pewno nie spodziewał się, że do jego drzwi zapukają funkcjonariusza prawa. Prezydent i jego Kancelaria – nic nie zyskują, bo to właśnie na nich skupia się wina i oburzenie, pomimo że nie oni inicjowali tę akcję i nie byli sprawą zainteresowani. Nie zyskuje też nic prokuratura, bo choć wykonała swoistą demonstrację siły, tak naprawdę zraża do siebie obywateli, którzy traktują taką reakcję jako przesadzoną: film mógł niektóre osoby urażać, ale czy naprawdę był powodem do takiej interwencji śledczych? Teraz takie pytanie zadaje sobie wiele osób. Zadaję je sobie sam i zastanawiam się, czy będę zgłaszał ewentualne naruszenia prawa, jeżeli będę tego świadkiem – i to z wiedzą o konsekwencjach niedopełnienia takich obowiązków obywatelskich.

Na tej interwencji nie zyskał nikt z głównych zainteresowanych. Jeżeli ktoś osiągnął lub osiągnię profity, szybko się o tym zapewne nie dowiemy.

Jedyne co osiągnięto przez takie działanie to oburzenie części społeczeństwa i internautów – trudno bowiem mówić o wolności słowa w takich przypadkach, nawet biorąc pod uwagę zupełnie inne postrzeganie filmu przez różne osoby. Rozwiązaniem tej zagadki może być ewentualna prowokacja, trudno jednak stwierdzić, z której strony dokładnie rozpoczęta: mogłaby ona dyskredytować prezydenta i obecną władzę, mogłaby także posłużyć do krytyki prokuratury jako takiej i wprowadzania do niej zmian, aby stała się kompletnie uzależniona od sejmu. Ewentualne uwiązanie prokuratury pod płaszczem koniecznych zmian oznaczałoby, że w rękach rządzących znalazłaby się kolejna istotna dla obywateli instytucja. Nie mi to jednak rozstrzygać, tym bardziej że nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych. Dużo bardziej zasadne wydaje mi się pytanie: kto podejmuje decyzje o takim działaniu i na jakiej podstawie?

Cyberpolicja #2

Dziesięć dni temu informowaliśmy o wprowadzeniu tzw. ustawy inwigilacyjnej. Na jej mocy służby takie jak policja mogą monitorować obywateli w zasadzie „prewencyjnie”, jedynie podejrzewając popełnienie przestępstwa. Wtedy zadawałem pytanie o zasadność monitoringu, teraz zadaję je ponownie: kto taki może oceniać w takich przypadkach, co przekracza już granicę satyry i staje się przestępstwem, obrazą głowy państwa? Czy mamy się wzorować na innych krajach? Jeżeli tak, to warto zadać sobie pytanie, czy w Niemczach ściga się internautów za naśmiewanie się z Angeli Merkel, czy w Stanach Zjednoczonych można trafić do więzienia za zdjęcie asfaltowej drogi podpisanej jako „Obama”. Nie słyszymy o takich przypadkach, choć to oczywiście wcale nie oznacza, że ich nie ma i że policja nie ściga takich osób. Nie jest to sprawa przesądzona.

Twierdzę natomiast, że prokuratura na pewno ma ważniejsze sprawy na głowie niż walka z internautami, czy to trollami, czy kimś, kto zabrnął za daleko. Jako autor wielu publikacji sam niejednokrotnie mógłbym coś zgłosić, czując się obrażony wypowiedziami komentujących (i z góry zaznaczam, że nie chodzi mi tutaj o Was drodzy czytelnicy)… rzecz w tym, że to nie ma żadnego sensu. Demonstracja siły? Co by to dało? Nic. Nie daje nic także osobom sprawującym wysokie stanowiska – te mają zupełnie inne zmartwienia na głowie i żadne internetowe żarty czy hejt w ogóle ich nie interesuje. Musiały się nauczyć żyć pod ciągłym ostrzałem ze wszystkich stron, inaczej nie mogłyby sprawować swoich funkcji.

Cyberpolicja #3

Sam doskonale wiem natomiast, jak nieskuteczne bywają działania służb gdy w grę wchodzi nieco bardziej praktyczny problem – trzykrotnie zgłaszałem już oszustwo przy kupowaniu czegoś na Allegro (oprogramowania lub sprzętu). W dwóch przypadkach zdążyłem wpłacić pieniądze, odzyskałem je przez PayU. Tylko przy jednym z tych trzech zgłoszeń prokuratura faktycznie dotarła do winnego i postawiła go przed sądem, widać działał nieostrożnie. Co z resztą? Nic, sprawa została umorzona, winnych nie udało się dopaść. Czy to powód do dumy? Może zamiast ścigać autorów głupich filmików warto popracować nad techniką, ulepszyć metody i zwiększyć skuteczność, zamiast stawać się niejednokrotnie obiektem kpin ze strony specjalistów bezpieczeństwa IT przy głośnych interwencjach?

Organy ścigania muszą być niezależne, ale czy mogą prowadzić takie frywolne działania w stosunku do obywateli? Nie można się na zgodzić.

Ta interwencja to kolejna okazja, aby zapytać o zasadność nadawania organom ścigania takich uprawnień oraz ogromnej swobody działania. Powinny one zostać niezależne od polityków, aby nie stały się dodatkowym narzędziem sprawowania kontroli w ich rękach. Z drugiej jednak strony, same z siebie również nie mogą działać w sposób tak nieprzemyślany i stawiać się w roli „nadludzi” względem reszty obywateli, na których działają siłą pałki i kajdanek. To nie tylko funkcjonariusze, ale przede wszystkim urzędnicy, którzy pracują na nas, społeczeństwa, a nie przeciw niemu. Jeżeli zapomną, komu tak naprawdę służą, mogą obudzić się w ręką w nocniku. Wtedy będzie jednak za późno.

Źródło: PurePC.pl
10
Zgłoś błąd
Łukasz Tkacz
Liczba komentarzy: 193

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.