.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

[Relacja] Poznań Game Arena 2008

ryba | 10-12-2008 15:59 |

Jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić, pod koniec listopada stolica wielkopolski zmienia się w mekkę wszystkich graczy nie tylko z samego Poznania, ale i tych spoza miasta, czy nawet województwa. Nasza największa rodzima impreza dla fanatyków gier komputerowych, fabularnych i sportów ekstremalnych, nazywana również często „polskim Games Convention” odbyła się po raz piąty. Ogromne rzesze młodych ludzi zawitały i w tym roku, co w mieście dało się już odczuć dzień wcześniej. Zapraszamy zatem wszystkich do zapoznania się z bardzo obszerną relacją z tegoż wydarzenia!

Autorzy: Wojciech Patelka, Marcin Rywak

Poznań Game Arena odbyło się 22. i 23. listopada bieżącego roku. Impreza nie miała miejsca – jak to zawsze bywało – w ostatni weekend tegoż miesiąca, zapewne ze względów na trwającą obecnie konferencję w sprawie globalnego ocieplenia i zmian klimatycznych na świecie. Nie była to pierwsza i ostatnia zmiana, jaka dotyczyła tegorocznych targów. Jakie były pozostałe różnice w stosunku do poprzednich edycji?
 

Pierwszą, diametralną zmianą w stosunku do poprzednich edycji było umieszczenie wszystkich aren w jednej hali. Organizatorzy chcieli z pewnością zainteresować zwiedzającego wszystkimi trzema sposobami na nudę. PGA jest bowiem podzielone na trzy areny – Fantasy, Digital i Paintball (dawniej Extreme). Uczestnik ,wchodząc na teren pawilonu nr 5, najpierw został zasypany masą różnorodnych gier fabularnych, planszowych i nie tylko, dalej odnalazł mnóstwo najnowszych tytułów, zarówno na konsole nowej generacji, jak i pecety, by na samym końcu chwilę odpocząć, oglądając paintballowe zmagania. Jak to wyglądało w praktyce? Teoretycznie większość zwiedzających kierowała się od razu do środkowej części pawilonu, tworząc niepotrzebne zamieszanie wokół odciętych od świata graczy planszowego Warcrafta czy Warhammera 40 000. Mimo, iż większość przestrzeni była odgrodzona, to założymy się, że przechodzące obok non stop osoby, czy to w jedną, czy w drugą stronę kilka metrów od Ciebie – dowódcy, który ze szwajcarską precyzją liczy odległość swoich oddziałów od oddziałów przeciwnika (niejednokrotnie używano miar tudzież innych, nieznanych nam bliżej, przedmiotów do określania odległości na makiecie) podczas planowania kolejnego, decydującego już uderzenia – jest w stanie wytrącić z równowagi. Naszym zdaniem o wiele lepiej sprawowało się oddzielne umieszczenie wszystkich trzech aren, jak to było w przypadku odbywania się targów w Pawilonie 15.

Zacznijmy jednak od początku, czyli godziny „zero”. Przez zmianę pawilonu, w którym odbywał się cały event, wejście znajdowało się przy ulicy Grunwaldzkiej, a nie jak zawsze od ul. Głogowskiej (wejście wschodnie). Owa godzina zero, czyli 10:00, to czas otwarcia samej imprezy. Natomiast 60 minut wcześniej otworzone miały być kasy. Tłum nie mogących się doczekać tego święta graczy okupował wejście północne na długo przed godziną 10. Po wybiciu 9:00 oszklone wrota nadal były zamknięte. Upływały kolejne minuty, licznie zgromadzona gawiedź zaczynała się niepokoić. Zniecierpliwieni odwiedzający w końcu nie wytrzymali i z całym impetem ruszyli do przodu. Niczym na koncertach rockowych, na uniesionych rękach „podano” do tyłu jedną z barierek. Jakież było nasze zdziwienie, gdy tłum zaczął – niczym przy otwarciu supermarketu w znanym chyba wszystkim skeczu pewnego kabaretu – skandować: „Open the door, open the door!”. Musimy przyznać, iż okrzyki kilkuset ludzi, upakowanych na schodach przed wejściem robiły naprawdę spore wrażenie. Gdy frontowe szyby ledwo już wytrzymywały napór tłumu, otworzono wrota. Nie wiemy, dlaczego opóźnienie wyniosło ponad 30 minut – może zbierano większe siły w postaci ogolonych mięśniaków. Zainteresowani targami nie chcieli bowiem odpuścić – gdy ochrona stworzyła barierę z samych siebie, gdzie co chwila dawało się słychać ostre słowa, z których wynikało jedno – cofnąć się! – i niczym jedna wielka fala naparli do przodu. Do środka wpuszczano po kilka osób, oddelegowywano ich do kas, a później dalej do punktu znakowania sprzętu prywatnego. Jakież było zadowolenie tych, którzy w jednym kawałku dopchali się do wejścia i zostali wpuszczeni. Widok skaczących z radości młodych ludzi „za szybą” na długo pozostanie nam w pamięci :) Z tego, co nam wiadomo, całość obyła się bez ofiar.

Najgorsze jest to, że w tym tłumie musiałem stać i ja (wistler). Nikt bowiem z ochrony w bramce obok, czy punkcie akredytowania graczy turniejowych, nie wiedział, gdzie można odebrać akredytacje prasowe. Niektórym dziennikarzom udało się czmychnąć wejściem bocznym, nie wszyscy jednak mieli tyle szczęścia. Po kilku minutach walki z tłumem udało mi się przedostać do środka. Tutaj czekało na mnie kolejne zaskoczenie – stanowisko z akredytacjami dziennikarskimi znajdowało się tuż za kolejną bramką ochroniarzy… którzy nie chcieli mnie przepuścić. 30 minut „biegania” za organizatorami w końcu przyniosło wymierne skutki – otrzymałem plakietkę z napisem Media, oznakowałem wszelką elektronikę przy sobie (poza telefonem komórkowym) i ruszyłem na teren wystaw.

Problemów ciąg dalszy – szatnie. Około 25 000 (!) ludzi przewinęło się przez targi w ten weekend, obsługa pracy miała więc co niemiara. W kolejce stało się nieraz dłuższą chwilę, by otrzymać swój numerek.
Przed wejściem czekała każdego jeszcze jedna kontrola i można było zacząć zwiedzać targi. Jak już wspomnieliśmy wcześniej, na samym początku znajdowała się Fantasy Arena. Znajdowały się tutaj stanowiska Centrum Gier Bard oraz Games Workshop. Można było przyjrzeć się i poznać zasady wielu gier fabularnych, jak wspomniany Warhammer, Warcraft, zagrać w znane zapewne wszystkim szachy i warcaby, czy zapoznać się z ofertą sklepu oferującego szeroką gamę komiksów oraz literaturę fantasy.  Kawałek z boku odnaleźć mogliśmy stoiska z „budową” swoich postaci, czyli malowanie figurek. W pobliskim kramiku zakupić mogliśmy swój własny zestaw, ozdobić go i spróbować swoich sił z którymś z graczy.

Całą osobną sekcję zajmował Polski Związek Futbolu Stołowego. Dla zwiedzających organizowane były turnieje w potoczne „piłkarzyki”, w których zresztą nie omieszkaliśmy wziąć udziału. Nagrody były skromniejsze niż te na arenie Digital (o której za chwilę), ale każdy z Was drodzy czytelnicy chciałby zapewne wyjść z PGA z zawieszonym na szyi medalem oraz limitowaną koszulką PGA na sobie. Tego typu granty były do wywalczenia. Mój kompan i ja [wistler] po zaciętych bojach przegraliśmy w półfinale i meczu o trzecie miejsce, choć z przeciwnikami z ostatniego meczu graliśmy wcześniej i zwyciężyliśmy… Można tu było ponadto spróbować swoich sił z mieczem w ręku i hełmem na głowie. Za kilka drobniaków przywdziewało się skórzane ochraniacze oraz dostawało gumowy, choć solidnie wykonany oręż. Atrakcja cieszyła się naprawdę sporym powodzeniem, nieustannie znajdowało się tu kilkanaście osób w kolejce. Do pojedynków stawali nie tylko Ci młodsi – starsze osoby również chciały poczuć się przez chwilę jak „prawdziwy” rycerz (jazdy tylko zabrakło :)).

W ramach Fantasy Arena zorganizowano szereg wykładów, które z pewnością zainteresowałyby nie tylko fanatyka fantasy i gier fabularnych. Początkowo miały się one odbywać na piętrze hali nr 5, jednak najprawdopodobniej ogólny hałas na sali spowodował przeniesienie ich do innego budynku.
Dalej znajdowały się już tylko pecety i konsole…

Twoja ocena publikacji:
0
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.