Recenzja Dishonored: Death of the Outsider - Więcej tego samego
- SPIS TREŚCI -
Walka na wszystkie sposoby
Skoro można wybierać między drogami prowadzącymi do celu, można również decydować o ogólnym sposobie prowadzenia rozgrywki, podobnie jak w poprzednich odsłonach. Ponieważ wskaźnik chaosu przestał mieć znacznie w kontekście finału opowieści, robienie sieczki, obezwładnianie bądź spokojne wymijanie wrogów, to kwestia wyłącznie indywidualnych preferencji. Walka bezpośrednia jest brutalna, szybka oraz widowiskowa. Podstawowym narzędziem służącym do robienia krzywdy bliźniemu uczyniono miecz, którym z łatwością rozpruwamy mięsko armatnie - przepołowione korpusy, ucięte głowy i fruwające kończyny stanowią widok powszechny. Starcia momentami są chaotyczne, zwłaszcza gdy walczymy z kilkoma przeciwnikami, toteż osobiście preferowałem eliminację wrogich podmiotów z dystansu. Niestety, trochę uszczuplono arsenał - pistoletu tym razem zabrakło, kuszę zastąpiono wyrzutnią mini-strzałek (zapalających, elektrycznych, metalowych), zaś największy nacisk położono na wykorzystanie materiałów wybuchowych oraz śmiercionośnych gadżetów. Lubicie widowiskowe egzekucje? Serdecznie więc polecam wypróbować miny hakowe i granaty hiperbaryczne.
Skradanie jest alternatywą dla robienia krwawej rzeźni, jednak nie wykluczającą zabijania. Oczywiście, adwersarzy można oszczędzać stosując taktykę wymijania potencjalnych problemów, kampanię idzie nawet skończyć bez uśmiercania choćby jednego przeciwnika, ale czasami sytuacja bywa wyjątkowo kusząca... Jeżeli się dyskretnie podkradniemy, to ostrzem miecza błyskawicznie zakończymy żywot dowolnego nieszczęśnika, wywołując jednocześnie minimum hałasu. Ogrom frajdy sprawiają również bardziej finezyjne i często spontaniczne ataki, kiedy spadamy na wrogów z wysokości, tniemy podczas biegu, wypychamy kopniakiem przez barierki itp. Zmniejszyć populację Karnacki pomaga też otoczenie, które można z powodzeniem wykorzystać do niecnych celów tzn.: zrzucając na oponentów ciężkie przedmioty, detonując porozstawiane gdzieniegdzie baterie lub wypuszczając dzikie zwierzęta z kojców. Generalnie, walka poza kilkoma detalami jest wierną kopią Dishonored 2, praktycznie niczego tutaj nie zmieniono. Pozostała natomiast duża satysfakcja z rozdawania śmierci w dowolny sposób.
Billie Lurk to konkretna babka, polegająca głównie na umiejętnościach manualnych, więc posługuje się zaledwie czterema magicznymi trikami. Pierwszym i jedynym pasywnym jest rozmawianie ze szczurami, które dostarczają bohaterce cennych informacji o ludziach, zdarzeniach oraz miejscach. Szalenie klimatyczne to rozwiązanie, automatycznie przekuwające niepoukładane myśli gryzoni w czytelne podpowiedzi w dzienniku. Drugim skillem jest Wejrzenie, umożliwiające opuszczenie materialnej powłoki, oznaczanie wrogów oraz przedmiotów. Ot, typowo zwiadowcza biegłość. Trzecia zdolność to Przeniesienie, chyba najbardziej użyteczne ze wszystkich, pozwalająca na teleportację między punktami oraz błyskawiczne podkradanie do przeciwników, jakich możemy nawet rozerwać w momencie materializacji. Czwartą i ostatnią umiejętnością jest Podobieństwo - kradniemy wówczas tożsamość ofierze, uzyskując swobodny dostęp do strzeżonych terenów, jak również sejfów o specyficznych zamkach. Co ciekawe, energia pustki wymagana do aktywacji skilli regeneruje się teraz automatycznie, odpada zatem zbieranie niebieskich fiolek (zostały tylko eliksiry uzdrawiające).
Ważnym elementem progresu głównej bohaterki jest obwieszanie się kościanymi amuletami, które najpierw trzeba jednak znaleźć, ponieważ zostały poukrywane w różnych częściach planszy. Słabsze odmiany namierzymy podczas spokojnego przechodzenia kampanii, walają się dosłownie wszędzie, ale potężniejsze wymagają długich poszukiwań albo kupienia na Czarnym Rynku. Spektrum efektów jakie dodają obejmuje kluczowe aspekty mechaniki - poprawiają sprawność ruchową, zwiększają siłę ataków, usprawniają działanie sprzętu, przyspieszają regenerację podstawowych zasobów itp. Niektóre wprowadzają dodatkowe zdolności np.: adrenalinę ładowaną podczas zadawania ciosów, jakiej uwolnienie powoduje wpadnięcie w morderczy szał. Trzeba tylko pamiętać, że mocniejsze odmiany oprócz efektów dodatnich, zostały obarczone ujemnymi, więc konieczna jest analiza plusów i minusów naszego inwentarza. Kościanych amuletów zdecydowanie też przybyło, naliczyłem nawet kilkadziesiąt sztuk w obrębie jednej planszy, toteż amatorzy myszkowania będą wniebowzięci.
- SPIS TREŚCI -
Powiązane publikacje

Recenzja The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered - Pięknie odświeżony klasyk z zachowaną esencją oryginału
91
Recenzja Assassin's Creed Shadows - recykling w sosie azjatyckim. Ubisoft próbuje odbić się od dna skacząc na plecy feudalnej Japonii
130
Recenzja Avowed - powrót do świata znanego z Pillars of Eternity. Kawał dobrego cRPG z kilkoma potknięciami do dopracowania
127
Recenzja Kingdom Come Deliverance II - triumfalny powrót Henryka ze Skalicy. Pierwszy mocny kandydat do gry roku
150