.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Relacja z MSI Master Overclocking Arena 2010 EU Qualifier

wistler | 11-07-2010 16:03 |

Trzecia edycja europejskich finałów Master Overclocking Arena, czyli zawodów ekstremalnego podkręcania organizowanych co roku przez firmę MSI została zakończona. W turnieju, który odbył się w paryskim Disneylandzie w dniach 25 – 28.06 bieżącego roku uczestniczyła również reprezentacja Polski. Po raz pierwszy zaproszone zostały również media z każdego kraju. Dlatego też opisujemy każdy dzień krok po kroku, prezentujemy zdjęcia oraz ustosunkowujemy się do tego typu wydarzeń. O aktualnych wynikach rankingowych informowaliśmy Was drodzy Czytelnicy na żywo z Paryża, lecz przyszedł czas na pełne spojrzenie na sam event oraz zdjęcia prezentujące poczynania najlepszych overclockerów. Zapraszamy do relacji z Master Overclocking Arena 2010 European Qualifiers!

Autor: wistler - Wojciech Patelka

Let the journey begin

Trójka z nas, czyli team overclockerów w składzie Piotr „Chaos” Maj i Marcin „ryba” Rywak oraz ja – dziennikarz - Wojciech „wistler” Patelka spotkaliśmy się równo w południe 25.06.2010r. w porcie lotniczym „Ławica” w Poznaniu. Po zważeniu naszych walizek udaliśmy się odebrać bilety oraz wysłać bagaże prosto do Paryża. Trasa przebiegała bowiem przez Warszawę, gdzie przesiadaliśmy się do bezpośredniego samolotu lecącego na miejsce docelowe naszej niemal całodniowej wycieczki.

Pozostało nam tylko poczekać na godzinę odlotu. Zamówiliśmy więc z rybą kawę, Chaos odprawił „czary” ze swoimi lekami i w tej magicznej atmosferze doczekaliśmy odprawy. Ta przebiegła bez większych problemów (pomijam fakt, iż nasz szef działu hardware każdemu pracownikowi służby celnej przypominał terrorystę, który przewozi w swoich rzeczach bomby, a nie np. kontenery założone na karty graficzne). Tym sposobem dotarliśmy do Warszawy. 

Czy leci z nami pilot?

W naszej pięknej stolicy również musieliśmy trochę się ponudzić i przejść kolejną odprawę. Wsiedliśmy do trochę większego środka transportu lotniczego i wygodnie się rozsiedliśmy. Podczas gdy Chaosa znużyły czarodziejskie mikstury, my z rybą rozpoczęliśmy ucztę składającą się z kilku kanapek oraz napoju, którego reklamy wyświetlane są w późnych godzinach wieczornych. Trasa przebiegła bez większych problemów (z tego miejsca chcielibyśmy pozdrowić stewardessę, która wydawała nam ambrozję) i tym sposobem znaleźliśmy się na obrzeżach Paryża.

Informacje, które zostały nam wysłane przez MSI jasno mówiły, że na miejscu, tj. lotnisku (swoją drogą naprawdę ogromnego) imienia prezydenta Charlesa de Gaulle’a będzie na nas czekał przedstawiciel firmy. Po odebraniu bagaży zaczęliśmy więc poszukiwania koszulek MSI tudzież kartek z wydrukowanym logiem korporacji. Biały t-shirt znaleźliśmy na piersiach długowłosej przedstawicielki płci pięknej o imieniu Lina. Po dotarciu do odpowiedniej bramki prowadzącej na zewnątrz, musieliśmy jeszcze poczekać na przedstawiciela Finlandii - Junksu, który dotarł po kilkunastu minutach już nie z długonogą pięknością, a z kolegą z Dalekiego Wschodu. Grzecznie się przywitaliśmy i zapakowaliśmy do dość dużej taksówki, która miała nas bezpiecznie przewieźć do Disneylandu. W niej zirytowały nas dwie rzeczy – brak normalnie działającej klimatyzacji w aucie oraz nieogarnięcie kierowców na trasie. Dziwna sytuacja, która miała miejsce cały czas na trzypasmowej drodze ekspresowej wyglądała następująco: zarówno samochód na skrajnie lewym, jak i pojazd na skrajnie prawym pasie jechały tą samą prędkością. Jaki kraj, taki obyczaj. Wreszcie dotarliśmy do hotelu, gdzie czekał na nas Staff organizatora wraz z rzeczami niezbędnymi do przeżycia weekendu w Paryżu.

Z lewej strony wejście do części z Convention Center, dalej hotel i część mieszkalna

Anyone needs a ride?

Poza wspólnymi rzeczami, czyli kartą do hotelowego pokoju, informacjami o Disney Parku, planem całej imprezy, loginem i hasłem do sieci WiFi na terenie hotelu, kuponami do użycia w poszczególnych restauracjach oraz ulotkami i gadżetami MSI otrzymałem jeszcze plakietkę z dumną nazwą „Media”. Pozostali dwaj panowie otrzymali podobne, lecz z imieniem i nazwiskiem. Po akomodacji w naszych apartamentach (mnie przypadł single room ;)), które naprawdę robiły wrażenie (niestety płatny barek, telewizja po francusku + kilka anglojęzycznych stacji, a w toalecie mnóstwo ręczników, ręczniczków i pochodnych) spotkaliśmy się w lobby dzierżąc w rękach nasze polskie, prawdziwe napoje energetyzujące marki mocne od bacy.

Widok na PanoraMagique Baloon z hotelowego pokoju

Tam rozpoczęły się przywitania i rozmowy między innymi z ekipami z Danii i Niemiec oraz Mean Machine’em, który dobijał kontenerowych targów z rybą. Po zakończeniu konsumpcji polskiego towaru, udaliśmy się na poszukiwania przystępnego miejsca w celu zaspokojenia potrzeb naszych żołądków. Główna ulica parku Disney’a obfitowała w różnego rodzaju restauracje, puby i tym podobne miejsca, znalazł się nawet McDonald’s. Po opuszczeniu miejsc, gdzie widok najmłodszych biegających za Myszką Miki czy Plutem nie był rzeczą nie na miejscu, w końcu znaleźliśmy coś dla nas – przyzwoitą restaurację z menu dla Polaka z krwi i kości. Wykorzystaliśmy więc dane nam kupony i z pełnymi żołądkami oraz uśmiechami na twarzy powróciliśmy do hotelu, gdzie trwała dalsza integracja całej Europy. Zmęczenie organizmu w końcu wzięło górę, tak więc po kilku godzinach udaliśmy się wszyscy do swoich pokoi. Nadchodzący dzień miał być bardzo pracowity, tak więc wypadało być wyspanym. 

Przechadzając się uliczkami, natrafiliśmy na Forfitera. Gierarry Hirr!

Twoja ocena publikacji:
0
Liczba komentarzy: 3

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.