Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja gry Kursk: Czy ma szanse wypłynąć na bezpieczne wody?

Ewelina Stój | 11-11-2018 12:00 |

Recenzja gry Kursk: Czy ma szanse wypłynąć na bezpieczne wody?Na polską grę jaką jest Kursk czekało wielu, a wśród tych wielu także ja. Po przejściu gry, a nawet jeszcze w trakcie jej przechodzenia w mojej głowie pojawiały się skrajne emocje i nie były to w (prawie) żadnym razie emocje pozytywne. Pewnym moim zboczeniem jest, by zaraz po samodzielnym przejściu produkcji zajrzeć na opinie zawarte na Steamie jak i w serwisie Metacritic. Tamtejsze niskie oceny mówią jasno za siebie i sprawiają, że nie jest mi aż tak parszywie głupio zmieszać Kursk z błotem. Ale przecież nie na mieszaniu recenzja jedynie polega. Zaznaczam na wstępie, że gra ma także mocne strony, które niestety ostatecznie nie są niczym innym jak częścią zmarnowanego potencjału. Zanosiło się więc bardzo dobrze, a skończyło - przynajmniej w moim wykonaniu - wodowstrętem...

Autor: Ewelina Stój

Fabuła gry oscyluje wokół prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce w sierpniu 2000 roku na Morzu Barentsa. Doszło wówczas do katastrofy rosyjskiego okrętu podwodnego K-141 Kursk, który dysponował napędem jądrowym. Jak się oficjalnie mówi zginęło wówczas 118 członków załogi i do dziś toczą się m.in. słowne batalie na temat tego, co było ostateczną przyczyną katastrofy. Na tych właśnie wydarzeniach bazuje fabuła gry. Postać zaś, którą będziemy kierować to już w zupełności wytwór wyobraźni deweloperów. Grając w Kursk wcielimy się więc w tajnego agenta, którego celem będzie infiltracja okrętu podwodnego. A w międzyczasie jego ulubionym zajęciem będzie przeciskanie się przez dziesiątki tysięcy wodoszczelnych grodzi...

Gra pt. Kursk od polskiego studia Jujubee swoją premierę miała 7 listopada 2018 na pecetach i mimo towarzyszącego jej hype'u okazała się tytułem bardzo przeciętnym, a na pewno już tytułem o zmarnowanym potencjale.

Recenzja gry Kursk: Czy ma szanse wypłynąć na bezpieczne wody? [1]

Za cytatem Alfreda Hitchcocka, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, poszło także katowickie studio Jujubee. Pierwsze bowiem minuty gry Kursk, to nic innego jak ostatnie minuty samego okrętu. Zostajemy więc wrzuceni do jednego z pomieszczeń na pokładzie łajby (po tym jak odkryto nasze niecne zamiary), po czym jesteśmy naocznymi świadkami początku końca. Słyszymy bowiem huk, harmider, gaśnie światło, pękają rury i wtedy zostajemy wyrwani z akcji cofając się w czasie na kilka dni przed ujrzanymi właśnie wydarzeniami. Wspomniane cofnięcie w czasie sprawia, że nasz bohater ląduje w Moskwie, a raczej w jednym z moskiewskich hoteli, w których to zostanie wtajemniczony w cele misji. A ta jest prosta: musi zinfiltrować okręt Kursk, dowiadując się jak najwięcej o rewolucyjnych torpedach superkawitacyjnych Szkwał. Jak pisze o swojej produkcji deweloper: podczas próby wypełnienia misji staniemy się świadkami dramatycznych wydarzeń, które w tym czasie wstrząsnęły światem. Ale nie łudźmy się za bardzo co do tych dramatycznych wydarzeń. Owszem, dramatu w grze będzie sporo, ale z całkiem innego powodu.

Recenzja gry Kursk: Czy ma szanse wypłynąć na bezpieczne wody? [3]
Moskiewski hotel, z Moskwą za oknami. Ładnie. I wciąż mamy nadzieję, że będzie równie ładnie i równie ciekawie.

Zanim zostaniemy dostarczeni na pokład Kurska, spędzamy jeszcze chwilę w miasteczku garnizonowym jakim jest Widiajewa i tu wciąż mamy sporo nadziei, że gra utrzyma poziom. Do tej pory bowiem rozmawiamy z postaciami pobocznymi, załatwiamy im różne sprawunki w myśl zasady przynieś, podaj, pozamiataj i zbieramy po lokacjach dokumenty, które coraz bardziej wtajemniczają nas w manewry wojskowe, w których to będziemy wkrótce uczestniczyć. To, co daje wspomnianą nadzieję to przede wszystkim niezła atmosfera, dobrze zbudowana między innymi dzięki całkiem zacnej grafice. Niepokojąca, wszechogarniająca mgła, bezkres morza, na którym unosi się niezanurzony jeszcze okręt Kursk czy rozmawiający po rosyjsku - bo jakże by inaczej - Rosjanie. Wszystko to naprawdę może się podobać i zapowiadać niezły thriller/grę szpiegowską czy łatewa, ale wciąż najs. No i ów najs kończy się w momencie, gdy trafiamy na pokład statku...

Recenzja gry Kursk: Czy ma szanse wypłynąć na bezpieczne wody? [4]
Dopracowane plansze - zwłaszcza graficznie - budują ciężką atmosferę i sprawiają, że chcemy więcej. No cóż - do pewnego momentu.

Zanim przejdę do szeroko zakrojonych upustów frustracji muszę zaznaczyć jedną rzecz: grę można przejść od 4 do 6 godzin w zależności jak mocno liżemy ściany. W podobnych produkcjach powiedziałabym, że warto je lizać (dla kontentu panie i panowie! Dla kontentu!), ale nie w Kursku. Znajdźki i zadania poboczne mają co prawda wpływ na zakończenie gry, ale są tak arcynieciekawe, że zgrzeszyłabym narażając się na ogień piekielny, gdybym zachęcała Was do tak szerokiej eksploracji. Tyle dobrze, że jak przystało na grę z perspektywy FPP, to nasza postać potrafi całkiem szybko biegać. Myślę, że gdyby nie potrafiła, to pomimo dużej odporności na masochizm pospieszyłabym do redaktora naczelnego z bełkotem na ustach wyrażającym coś na kształt: zabierz mi to cholerstwo i daj do recenzji .... (w miejsce kropek wpiszcie nazwisko najmniej przez Was lubianego redaktora PurePC). Ale tak się nie stało: grę zmęczyłam próbując ratować się pozytywnymi jej elementami o tak oto, płyniemy dalej.

Recenzja gry Kursk: Czy ma szanse wypłynąć na bezpieczne wody? [5]
Bohaterowie poboczni są w grze nie od parady. Mają dla nas kilka zadań do wykonania, a jeśli będziemy dla nich mili w rozmowach, poskutkuje to innym zakończeniem, niż gdy będziemy zwykłymi chamami.

No dobrze, ale jak widać memu zrzędzeniu nie ma końca, a gdzie konkrety? Gdzie argumenty? No to proszę bardzo - płyniemy z pierwszym i chyba najbardziej oczywistym: gra jest po prostu nudna. Fabuła aspirowała tu do szpiegowskiego dreszczowca, z atmosferą wyjętą z jakiegoś Dishonored czy innego czegoś dobrego. Była tu nadzieja na odkrywanie sekretów z ryzykiem nagłej dekonspiracji, na zaskakujące plot twisty czy po prostu na akcję. A niestety przez tych kilka godzin gry, nie uświadczymy niczego takiego. Tajne (a przy tym nieciekawe) dokumenty porozrzucane są po całym okręcie i naprawdę nie musimy się wysilać, by je zdobyć. Właściwie w fabule nie zaskoczy nas nic (chyba że szybki koniec, o tak - szybki koniec nie tylko zaskakuje, ale i cieszy). A jakby było mało tego, że fabuła jest po prostu nudna jak flaki z olejem, to równie nudne i frustrujące jest poruszanie się po statku. I nie chodzi tu o mechanikę, bo ta w sumie jest zupełnie przyzwoita.

Recenzja gry Kursk: Czy ma szanse wypłynąć na bezpieczne wody? [6]
Scena może i wygląda na emocjonującą... Ale taka nie jest.

Graliście pewnie w gry, które można nazwać symulatorem otwierania drzwi? Layers of Fear chociażby, choć w przeciwieństwie do Kurska Layers of Fear było grą bardzo dobrą, stąd ustawiczne łapanie za klamki można jej nawet wybaczyć. Wracając jednak do Kurska: Kursk jest niczym innym jak symulatorem otwierania kolejnych grodzi. I nie, nie jest to pod żadnym względem przesada. Bite 3-4 godziny bujamy się po okręcie nabawiając klaustrofobii i choroby morskiej co kilka, kilkanaście sekund otwierając kolejną grodź. I jeszcze pal licho, że je otwieramy, ale po otwarciu, bohater sięga ręką by ją zamknąć, a cała animacja trwa o wiele za długo tak, że w końcu zaczynamy mechanicznie podążać za strzałką zadań po okręcie, a nasz wzrok nie wiedzieć kiedy odpływa, aż odpływa cały świat, a nasza ręka nieświadomie sięga po sznur... O przepraszam, sięga by wyłączyć grę. I gdyby jeszcze przełazić przez te grodzie wiedząc, że za kolejną czeka nas coś ciekawego! Ale nie! Bo po co?

Recenzja gry Kursk: Czy ma szanse wypłynąć na bezpieczne wody? [1]
Między kolejnymi grodziami można jeszcze trafić na takie kwiatki, które akurat recenzentce nie przeszkadzały.

Kolejną bolączką gry jest szeroko rozumiany gameplay, a właściwie to umieszczone na lokacjach waypointy. W grze mamy bowiem misje główne oraz misyjki poboczne. Misyjki, gdyż polegają najczęściej na zbieraniu jakichś przedmiotów po kajutach, bądź przyniesienie komuś np. paczki papierosów. Możemy je śledzić podobnie jak w grach RPG za pomocą naszego PDA. W urządzeniu zebrane są bowiem wszelkie informacje dotyczące rozpoczętych misji i kolejnych kroków jakie musimy w nich wykonać. Kiedy rozpoczniemy śledzenie konkretnego zadania, na ekranie pojawi się strzałka wiodąca nas do misji oraz ilość metrów, jakie nam pozostały do dotarcia do celu. W 90% waypointy działają poprawnie, jednak te pozostałe 10% mocno irytuje i zdarza się, że przemierzymy trzy poziomy pokładów, zanim zorientujemy się, że weszliśmy w złe drzwi i należy się sporo cofnąć (kolejne grodzie...). Trzeba przyznać, że gra nie jest trudna, bo jak bardzo trudne może był łażenie, przynoszenie i rozmawianie. Mamy tu co prawda kilka sekwencji na czas i sekwencji zręcznościowych (mini retro gierki), ale nie stanowią one wyzwania.

Recenzja gry Kursk: Czy ma szanse wypłynąć na bezpieczne wody? [7]
Nasze PDA. Wyznaczy nam trasę do kolejnych zadań, ale posłuży także jako aparat fotograficzny - w końcu jesteśmy szpiegiem na tej łajbie!

Zanim przejdę do zalet produkcji pora na kolejną wadę... A jest nią nic innego jak okropna optymalizacja oraz bugi. W ciągu dwóch pierwszych dni po premierze gra dostała 3 patche, które niewiele zmieniły, a ponadto trzeci z nich usunął zapisy gry... No ale nic, deweloperom wpadki się zdarzają, więc w imię zasady, żeby nie kupować gier przed i na premierę, niechaj i ten przypadek będzie przestrogą. Na kilkuletniej już konfiguracji (która to mimo wszystko pozwala pograć w Wiedźmina 3 na ustawieniach Ultra w 40 klatkach na sekundę) gra Kursk miała nie lada problemy. Wykorzystując do gry procesor i5-6400, kartę grafiki GeForce GTX 1060 oraz 8GB pamięci RAM, ilość fpsów wahała się w okolicach 50, ale potrafiła spaść nawet o 20 klatek na raz, zwłaszcza podczas przechodzenia kolejnymi grodziami, gdzie często natrafialiśmy także na kilkusekundowy loading niczym w czasach PlayStation 2. Jeszcze te loadingi można by było wybaczyć gdyby nie fakt, że okręt do jakichś największych znów nie należy.

Recenzja gry Kursk: Czy ma szanse wypłynąć na bezpieczne wody? [9]
Niektóre notatki nawiązują do ciekawej przeszłości Rosji czy też naszego państwa. Niestety tylko niektóre, a raczej - bardzo sporadyczne - są godne przeczytania.

I tak oto proszę państwa dotarliśmy do plusów gry, które... zawrą się w zaledwie jednym akapicie. To co ma najlepsze Kurs to niebywale grafika (biorąc naturalnie pod uwagę, że jest to gra niewielkiego studia). Lokacje jak i przedmioty są mocno dopracowane i cieszą oko. Jednak najbardziej podobały mi się rozległe tereny, nie te klaustrofobiczne, oddzielone grodziami korytarze choć przyznać trzeba, że i tu graficy stanęli na wysokości zadania. Szkoda tylko, że nie można powiedzieć tego samego już o ludzkich postaciach. Może i Rosjanie nie słyną z nieziemskiej urody, ale to, co przedstawiają sobą w Kursku to niebywały koszmar ciemnej, listopadowej nocy. Oczy mają rozbiegane i przymknięte jak po solidnej dawce wody przez o kreskowane, a w kwestii synchronizacji głosu z ruchem ust jest jeszcze gorzej. A może to faktycznie tylko przekaz podprogowy twórców dający nam do zrozumienia, że i język marynarzom się plątał nie bez przyczyny... No ale miało być o plusach, a skończyło się jak zawsze. Przenieśmy więc plusy na kolejny akapit.

Recenzja gry Kursk: Czy ma szanse wypłynąć na bezpieczne wody? [10]
Chrzty morskie! Yay! Ale zaraz zaraz... Po cóż od razu ten młot pod sufitem?

Pewna pochwała należy się też udźwiękowieniu. W tle brzęczy przyjemnie odpowiednio nastrajająca nuta, a głosy aktorów (którzy - zaznaczę - mówią po rosyjsku) nie pozostawiają nic do życzenia. Nie brzmią sztucznie czy dziwacznie. Jest więc naprawdę dobrze. Trochę inaczej jest w przypadku głównego bohatera. Jeśli wybierzemy polską wersję językową, to o ile Rosjanie Rosjanami pozostaną i wciąż mówić będą po rosyjsku, to nasz szpicel myśli i mówi w języku polskim. Ma przyjemny głos, który w 80% poprawnie oddaje sytuacje. Jednak gdy tylko bohaterem powinny zacząć szargać emocje jak na przykład na samym początku gry, gdy zaczyna się dusić w wyniku gazu ulatującego z pękniętej rury, jego słowa brzmią tak płasko, że aż trudno w to uwierzyć. Zaraz się uduszę jest wypowiadane jak po zażyciu piętnastu tabletek Tramadolu i popiciu ich słoiczkiem kropli walerianowych. Więcej emocji wkładam nawet w mycie okien. No, ale czyż tradycją nie jest już, że w akapicie o zaletach gry Kursk wszystko zmierza i tak do wad?

Recenzja gry Kursk: Czy ma szanse wypłynąć na bezpieczne wody? [11]
Chcecie zalety gry Kursk? Proszę bardzo: ekrany ładowania są bardzo ładne.

Gra Kursk miała przewrócić nas na plecy z podniecenia spowodowanego wartką akcją i ciekawą historią. Wartkiej akcji niestety nie było, a i samej akcji jest tyle co kot napłakał. Nasi towarzysze Rosjanie nie są niepokojący, nie jesteśmy w stanie się ich bać, nie stanowią zagrożenia... Także wywiad, który przeprowadzamy po kolejnych lokacjach nie stanowi wyzwania, nie wywołuje grozy czy napięcia: nie jest nawet ciekawy. Wszystko jest tu bardzo nijakie. Gra Kursk miała proponować wybory, które powiodłyby nas do różnych zakończeń. Wybory, to tak naprawdę różne linie dialogowe w rozmowach z enpecami. Różne, a tak naprawdę to dwie: odpowiedź miła, bądź pyskówka, więc nie trzeba mieć IQ wyższego niż 90, by domyślić się czym w grze poskutkują konkretne zachowania. Kursk miał w zamiarze opowiedzieć bardzo dojrzałą opowieść i być może tło faktycznie ma potencjał, jednak płaskie postaci, płaskie zadania i wszechobecne grodzie niszczą grę doszczętnie.

Recenzja gry Kursk: Czy ma szanse wypłynąć na bezpieczne wody? [12]
Jedno z zadań pobocznych: poświeć mi latarką. Na serio.

Nieczęsto wspominam o zmarnowanym potencjale, bo najczęściej uznaję gry albo za udane, albo też nie, ale w wypadku Kurska czuję bliżej nieokreślony żal właśnie z powodu zmarnowanego potencjału. Bardziej atmosferyczna, budząca grozę muzyka; ciekawsze, bardziej rosyjskie (zakapiorskie) postaci zamiast bezpłciowych, bladych kołków w mundurach; więcej interesujących zagadek, a może nawet jakieś morderstwa czy inne machloje w tle sprawiłyby, że grę chciałoby się znowu włączać po uprzednim z nią rozstaniu. A tak? Nic do niej nie ciągnie. Jedynie co się tam ciągnie to fabuła i nie jest to akurat plus. Historia jest niesatysfakcjonująca choć stara się dotykać takich tematów jak polityka (mówi się tu na przykład o żalu Rosjan nad ukraińskim - wówczas - Krymem) i generalnie wygląda to tak, jakby twórcy zapomnieli, że gra to nie tylko grafika, ale przede wszystkim wciągająca historia, której tu nie uświadczymy. Jedyne czego uświadczyłam ja, to autentyczne mdłości podczas gameplay'u, choć nie wiem czy to z powodu klaustrofobicznego charakteru gry, nabawienia się choroby morskiej, czy jednak od ogółu produkcji...

Kursk
Cena: 99,99 zł

Kursk
  • Dobrze zrealizowane graficznie lokacje
  • Czuć klaustrofobiczną atmosferę okrętu
  • Kilka ciekawych elementów fabuły
  • Voice acting na wysokim poziomie
  • Całkiem niezły początek, dający nadzieję na coś lepszego
  • Bardzo wolno się rozkręca, a akcja trwa ostatnich kilkanaście minut
  • Krótka rozgrywka: od 4 do 6 godzin
  • Bardzo oczywisty, łatwy wpływ na określone zakończenie
  • Niczym nie zaskakuje przez cały okres trwania
  • Mnóstwo bugów i kiepska optymalizacja
  • Nieciekawe zadania poboczne
  • Nudna, no po prostu nudna...
19
Zgłoś błąd
Liczba komentarzy: 42

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.