Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
 
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem

Dominik Wiśniewski | 23-09-2019 09:00 |

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humoremKiedy na horyzoncie pojawia się kolejna część znanej serii gier, fani często zastanawiają się jaka ona będzie, o czym będzie opowiadać i czym nas zaskoczy. Tak dzieje się przy okazji zdecydowanie większej części produkcji. Jeśli jednak chodzi o tytuły typu looter shooter, sytuacja jest nieco inna. Wiemy przecież, że gry reprezentujące ów gatunek nie stoją fabułą, a określonymi mechanikami, które niełatwo zmienić, zwłaszcza gdy dotąd dobrze się sprawdzały. Kolejne odsłony Borderlands mogły nieść ze sobą więc wyłącznie pomniejsze ulepszenia w mechanice czy grafice. Koła na nowo przecież nie wynajdziemy. A jednak. Gearbox wymieniło w nim szprychy, zastosowało mocniejsze ogumienie, a całość wypolerowało na wysoki połysk. Na cóż nam jednak to wszystko, skoro owo koło zdeformowane jest niczym po podjeździe pod wysoki krawężnik, a dętka co rusz łapie gumę. Na pierwszy rzut oka, wygląda jednak dobrze.

Oryginalny looter shooter powraca. Borderlands 3 znów oferuje od metra giwer oraz ociekającą chaosem przygodę. Co zmieniło się w nowej odsłonie i czy warto w nią zagrać?

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [1]

Historia Borderlands 3 dzieje się w kilka lat po wydarzeniach z Borderlands 2. Prócz zachowania mechaniki gatunku looter shooter, zmienia się całkiem sporo, bo otrzymujemy cztery nowe grywalne postaci (Vault Hunterów), a także nowych antagonistów, ale przede wszystkim oderwiemy stopy od znanej nam planety Pandory. Wszystko dlatego, że dysponując statkiem kosmicznym o nazwie Sanktuarium, będziemy mieli szanse wylądować na trzech kolejnych planetach, by przeżywać na nich nowe, wybuchowe przygody. Żegnamy się więc z Handsome Jackiem, na rzecz bliźniaków Calypso, którzy powołali do życia międzyplanetarny kult Children of the Vault (COV). Ma on na celu dobranie się do dóbr, skrywanych przez znane nam od części pierwszej krypty, rozsiane - jak się okazuje - po całej galaktyce.

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [3]

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [4]

Nakreślenie fabuły już za nami, zajmijmy się więc jeszcze wyliczanką dotyczącą największych zmian w mechanice, by ostatecznie przejść do szczegółowych wrażeń. Zacznijmy więc może od tego, że w trybie kooperacji Borderlands 3 oferuje od teraz rozdzielanie nagród dla różnych graczy. Oznacza to tyle, że pokonani wrogowie czy skrzynie wyrzucają osobny zestaw przedmiotów dla każdego członka grupy, więc skorzystają z nich wszyscy, a nie tylko ten, który dostanie się do nich jako pierwszy. Kolejna zmiana dotycząca gry wieloosobowej sprawia, że możemy grać ze znajomymi nawet z niższym poziomem (pomagać w ich kampanii), a mimo to otrzymywać nagrody adekwatne do naszego własnego doświadczenia.

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [5]

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [6]

Co jeszcze? Prócz przesiadki na nową wersję silnika Unreal Engine (4.0), a co za tym idzie poprawionej grafiki, otrzymujemy możliwość niszczenia wybranych osłon, za którymi skrywają się np. wrogowie. Także pukawki są ciekawsze, bo wzbogacane o dodatkowe zadawanie obrażeń od ognia, kwasu czy elektryczności, co pozwoli na pokonanie wybranych niemilców, którzy bywają niewrażliwi na pewne rodzaje ataków. Bohaterowie mają również do wykorzystania więcej niż jedną umiejętność, a jakby tego był mało - "nauczyli się" wspinać na przeszkody, czy też wykonywać ślizg na modłę tego z Apex Legends. Sporą zmianą jest też zmiana aktora, podkładającego głos ekscentrycznemu robocikowi - Claptrapowi. W "Trójce" nie słyszymy już więc Eddingsa, ale w moim odczuciu, Claptrap wciąż brzmi świetnie (choć trochę, jakby przeszedł już młodzieńczą mutację).

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [7]

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [9]

Jak więc się w to gra? To zależy. Niestety nie mogę powiedzieć, że miodnie we wszystkich aspektach. Gunplay i szeroko rozumiany gameplay jest świetny. Na mapach trudno się zgubić, znaczniki są doskonale naniesione na poszczególne lokacje, a przechodzenie misji (poruszanie się po nich) intuicyjne. Skupiamy się więc na zadawaniu obrażeń, otwieraniu skrzyń z łupem i wesołym biegnięciu dalej, podczas gdy napotkane przez nas nagrody, same wpadają do naszego inwentarza (chyba że ten się przepełni, wtedy musimy przystanąć i co nieco przearanżować). Zasadniczo czysta frajda, choć w moim odczuciu, kolejne lokacje, mimo iż zbudowane na zasadzie otwartego świata, są zbyt "korytarzowe", a gra często wymaga aby przemieszczać się z jednego końca mapy na drugi, co irytuje, zwłaszcza gdy podróż bywa ogołocona z przeciwników i zwyczajnie nudna.

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [10]

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [11]

Owszem, już po kilkudziesięciu minutach gry otrzymamy dostęp do pojazdu, którym to możemy przemierzać dłuższe trasy, jednak poruszanie się nim to czysty masochizm. Nie dość, że sterowanie jest katastroficznie nieintuicyjne, to jeszcze nasz czterokołowiec wybucha po otrzymaniu jednej tylko "kulki" czy najechaniu na uzbrojonego wroga (choć nie mam pewności, czy nie był to jeden z... wielu bugów). Wróćmy jeszcze na chwilę do głównej atrakcji gry, czyli do siania zamętu. Jeszcze przed premierą gry, twórcy nie omieszkali pochwalić się ulepszonym systemem zadawania obrażeń. I rzeczywiście. W Borderlands 3 jeszcze lepiej czuć jest teraz, że faktycznie krzywdzimy przeciwnika. Nie tylko dzięki feelingowi samej broni, ale także dzięki animacjom, które mają miejsce po trafieniu wroga (np. lecący na nas stwór po ostrzale jest nieco odrzucany do tyłu, wstrzymując tym samym na chwilę ruch skrzydeł).

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [8]

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [12]

Jak już zauważyliśmy, nowa wersja silnika gry pozwoliła na zastosowanie jeszcze lepszych walorów wizualnych. Wciąż mamy jak wiadomo komiksową oprawę bazującą na efekcie tzw. Cell Shadingu, jednak z wieloma ulepszeniami jak np. lepszej jakości oświetleniem dynamicznym. I faktycznie: jest odczuwalnie ładniej niż w częściach poprzednich, co w parze ze zróżnicowanym środowiskiem kolejnych planet robi bardzo dobre wrażenie. Doleciawszy na planetę zwaną jako Promethea z moich ust wydobyło się bezdźwięczne "łał", podobnie jak w przypadku "zwiedzania" planety Athenas. Pierwsza z nich to kwintesencja futurystycznych miast z wieżowcami w krajobrazie, druga zaś przywodziła na myśl baśniowe osady magów czy oświeconych mnichów. Radość dla oczu.

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [13]

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [14]

Generalnie trzeba przyznać, że gra jest bogata nie tylko w lokacje, ale i wszelakie rozwiązania. Tu mamy więc system rozwoju bohaterów (i w ogóle bohaterów o zróżnicowanym stylu w sianiu chaosu), tam z kolei mamy sklep ze skórkami czy z giwerami. Jeszcze gdzie indziej znajdziemy menu z dostosowywaniem ulepszeń, w którym można spędzić pół dnia... Aby opisać bogactwo zawartości Borderlands 3, trzeba by było napisać z pięć razy więcej, niż zaplanowano na niniejszą mini-recenzję. O tej różnorodności trzeba mówić głośno, nie zapominać o niej, bo przecież nie każdy looter shooter - ba, nie każda gra takową dysponuje. Mimo zawartości, Borderlands 3 wydaje się jednak nieco krótsze od części drugiej. Główną historię można przejść od 20 do 30 godzin, zaś zadania dodatkowe to kolejnych 25 godzin.

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [15]

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [16]

Looter shooter z zasady nie musi stać fabułą (a jeśli tego oczekujemy, to później mamy płacz, jak w przypadku gry Anthem). Borderlands zawsze jednak mniej lub bardziej przejawiało fabułę. Nieskomplikowaną, ale jednak. Tym razem wraz z "paczką" znanych nam bohaterów próbujemy pokrzyżować plany przedstawionego już powyżej kultu. Mamy więc historię bez przesadnych plottwistów i chociaż twórcy zapowiadali, że w tej odsłonie skupią się oni na fabule jak nigdy dotąd, to mimo iż faktycznie jest tu całkiem sporo cutscenek, to historia pewnej części ciała nie urywa. Nowi bohaterowie są "jacyś", ale raczej nie pokochamy ich do szaleństwa, a antagoniści, czyli bliźniacy sterujący kultem są mocno nijacy. Mocno kojarzyli mi się z bliźniaczkami z Far Cry: New Dawn. Nie dosyć, że byli podobnymi idiotami (mentalnie) to i pojawili się gdzieś na początku gry, by potem na długie godziny zniknąć.

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [17]

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [18]

Wszystko to ratują "nasi" starzy znajomi z poprzednich części, z nadpobudliwym Claptrapem na czele. I tu możemy dość płynnie przejść do omówienia chyba najmocniejszej (obok gameplay'u) strony produkcji, czyli humoru. Owszem, dla niektórych może wydawać się on "niski" i wymuszony (bo faktycznie miejscami natrafiamy na poziom poezji klozetowej), ale w grze jest mnóstwo gagów, które sprawią, że zarechotamy w głos. I przyznam szczerze, że będąc nieprzesadnym miłośnikiem looter shooterów, to właśnie oczekiwanie na takie kolejne humorystyczne zwroty akcji czy teksty sprawiło, że grę przechodziło mi się całkiem miło. I całe szczęście, bo było też z czym walczyć. Mianowicie z pewną monotonią czy powtarzalnością (której w looter shooterach trudno uniknąć), ale także z... bugami.

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [19]

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [20]

Niedoróbki techniczne pod postacią bugów, glitchy i wywalania z gry były nie do zniesienia (nawet na 9 dni po premierze tytułu) i cholernie uprzykrzały granie. Moje granie, czyli takie pod recenzję musiało się jednak naturalnie odbyć - nie mogłem obrazić się na grę i poczekać, aż wyjdzie stosownie dużo łatek. Gdybym jednak był standardowym graczem, chyba zarzuciłbym "zabawę", a przynajmniej na jakiś czas. Niepoprawnie naniesione znaczniki misji, czy niemożliwość respawnowania pojazdu to tylko wierzchołek góry lodowej. Nie potrafię zliczyć (po 10 razie zaprzestałem liczenia) misji w trybie dla wielu graczy, które się po prostu nie uruchomiły (ekran ładowania trwał w nieskończoność). W innych przypadkach lądowałem na mapie sam, czy też z informacją, że należy grę zrestartować.

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [21]

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [22]

Pomniejszy (ale jakże frustrujący) problem pojawiał się także w momencie, gdy nie ruszałem postacią. Ta zaczynała po prostu lekko dryfować w jednym kierunku tak, że już myślałem iż przyszła pora na czyszczenie analogów w padzie. Okazało się jednak, że problem tkwi w kodzie gry. Nagle znikające audio, a nawet znikające z inwentarza przedmioty - to kolejny zaobserwowany przeze mnie problem, kompromitujący całą grę. Gdybym był wyłącznie graczem, użyłbym zapewne innych słów opisujących dzisiejsze gry-niedoróbki, ale w obecnej sytuacji - po prostu mi nie wypada... Został mi więc tylko wewnętrzny krzyk rozpaczy i wizja, że recenzenci będą mieli już tylko gorzej, bo jak grać w tytuł, który jest niemal niegrywalny.

W Borderland 3 odnajdą się najwierniejsi fani serii. Gra niekoniecznie przekona do siebie jednak zupełnie nowych graczy. Nie pomogą w tym błędy techniczne, kiepska optymalizacja czy nijacy bohaterowie. W moim odczuciu wobec powyższego, nawet prześmieszne gagi nie są w stanie przyciągnąć do gry na dłużej.

Z ostateczną oceną gry pt. Borderlands 3 jest nie lada problem, a zadania nie ułatwia fakt, że produkcja dosłownie zawalona jest problemami technicznymi: nagłymi spadkami klatek, potrzebą naprawdę mocarnego komputera, by utrzymać stabilnych 60 fpsów, czy częstym doczytywaniem tekstur. Można by rzec, że "Trójka" to must have, ale raczej dla największych fanów serii. Ci na pewno się nie zawiodą, jednak osoby, które nie odnalazły frajdy w poprzednich częściach bądź w innych looter shooterach, mogą tytuł ze spokojem sobie odpuścić. Jest dobrze gameplay'owo, graficznie jeszcze lepiej niż poprzednio, a i humor stoi na wysokim (czyli niskim) poziomie. Nie mam jednak pewności, czy wszystko to wystarczy, by przykuć gracza do monitora na wiele godzin. W moim przypadku by nie wystarczyło, bo - jak już wspomniałem - choć oczekiwanie na kolejne, prześmieszne gagi jakoś umilało grę, to ostatecznie do jej ukończenia zmusił mnie obowiązek, a nie frajda.

Borderlands 3 (PC)
Cena: 259,99 zł

Borderlands 3 (PC)
  • Zatrzęsienie broni i ulepszeń
  • Fenomenalny gunplay i feeling broni
  • Wolność w dobieraniu własnego stylu gry
  • Głupkowaty humor z Claptrapem na czele
  • Zasadne ulepszenia względem poprzednich odsłon
  • Voiceacting i udźwiękowienie na najwyższym poziomie
  • Energetyzujący soundtrack
  • Nieciekawi antagoniści
  • Większość bohaterów nie zapada w pamięć
  • Sporo błędów technicznych, glitchy, bugów
  • Słaba optymalizacja, spadki klatek, doczytywanie tekstur
  • Słabe AI przeciwników
  • Brak polskiej wersji językowej
  • Niewspółmiernie droga do zawartości

Grę do recenzji dostarczyła firma:

Recenzja Borderlands 3: nadrabiając bugi klozetowym humorem [nc1]

9
Zgłoś błąd
Liczba komentarzy: 25

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.