Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
 
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Technologia a fizyczność: wpadliśmy we własną pułapkę

LukasAMD | 12-06-2016 13:10 |

Technologia a fizyczność: wpadliśmy we własną pułapkęTechnologia miała ułatwić nam życie, ułatwić funkcjonowanie, a także wykonywanie wielu czynności. Tak też się stało w istocie, co widać choćby po komunikacji, która stała się znacznie łatwiejsza i szybsza, niż jeszcze 100, a nawet 50 lat temu. Jeżeli jednak przyjrzymy się dokładnie wszystkim zmianom, jakie zaszły w ludzkim zachowaniu i takowym postrzeganiu świata zauważymy, że cały ten boom technologiczny ma także pewne wady, których na co dzień nie dostrzegamy. Tych nie da się jednak zignorować, pominąć milczeniem i stwierdzić, że są zupełnie nieistotne – gdzieś w tej wirtualności, w jaką zmierzamy, zapominamy bowiem o naturalnej fizyczności, a zdecydowanie nie jesteśmy na to przygotowani. Zmiany zachodzą bowiem znacznie szybciej niż w przypadku stopniowej, powolnej ewolucji jaka zrobiła z nas właśnie takich ludźmi, jakimi jesteśmy.

Nowoczesne rozwiązania miały nam pomóc i faktycznie mogą to robić. Rzecz w tym, że nie na wszystko byliśmy przygotowani, teraz odbija się to czkawką.

Wstęp może się wydawać zagadkowy i taki w istocie być powinien. Do napisania tego może nieco nietypowego felietonu – ocenić będziecie to mogli po lekturze całości – nakłoniła mnie pewna zwykła, codzienna sytuacja i związany z nią dylemat. Otóż powoli kończy mi się miejsce w notesie, w którym do tej pory wpisywałem sobie zadań do realizowania na każdy dzień. Nie każdy praktykuje coś takiego, ja korzystam od dawna i uważam, że znacznie podnosi to moją ogólnie pojętą produktywność, zdyscyplinowanie, a także nie pozwala zapomnieć o czymś istotnym, czego nie mogę pozostawić ot, tak samemu sobie. Problematykę, jaką chcę poruszyć, zaprezentuję na początku właśnie na tymże notesie. Obecnie jest to bowiem świetny przykład do analizy tego, z czego korzystamy na co dzień i jakie emocje, reakcje to wzbudza.

Fizyczność vs świat wirtualny #1

Co mogę zrobić w aktualnej sytuacji… Najłatwiej byłoby po prostu kupić nowy notes, ale zacząłem się przy tej okazji zastanawiać, czy może dobrym wyborem nie byłaby przesiadka na jakąś aplikację. Koszty są w takim przypadku najczęściej zerowe (choć zwykły notes też trudno uznać za wydatek), a zarazem idzie za tym szereg zalet. Nie tylko zalet jednak i trzeba sobie z tego zdawać sprawę. Notesy w formie cyfrowej są obecnie najczęściej darmowe, a te płatne powoli znikają z rynku miażdżone przez bezpłatną i dynamicznie rozwijaną konkurencję. No właśnie, rozwój, wprowadzanie nowych funkcji czy integracja z innymi usługami takimi jak chmury internetowe to także wielka zaleta. Dzięki temu mógłbym szybko dodawać do notesu np. interesujące nagrania z sieci, fragmenty stron internetowych, rejestrować głosowo notatki, a także umieszczać w nich pliki – przyznajmy jednak, że na prostą listę zadań aż taka ekstrawagancja nie jest potrzebna.

Aplikcja, czy może fizyczny notatnik? O ile wolę e-booki, o tyle w przypadku listy zadań wybiorę jednak formę papierową za dodatkowe doznania, jakie ona oferuje, a których nie znajdę w aplikacjach.

Niebagatelna sprawa to synchronizacja. Swoje notatki czy zadania możemy mieć na wielu urządzeniach, w specjalnych aplikacjach, na stronach internetowych, a nierzadko także w rozszerzeniach do popularnych przeglądarek internetowych. Tak samo nie da się natomiast postąpić z papierowym notatnikiem. Możemy go nosić przy sobie, ale jeżeli format jest większy od malutkiego notesiku do schowania w np. tylnej kieszeni, będzie to raczej utrudnione. Przy takich rozmiarach trudno natomiast o wygodę pisania… no i właśnie samo pisanie: nie wystarczy klawiatura ekranowa, trzeba nam długopisu, a jego trzymanie w kieszeni np. spodni to zabawa nieco ryzykowna – przy pęknięciu, złamaniu, możemy sami sobie zrobić psikusa i stracić ulubiony ubiór. Wydawać by się więc mogło, że taki papierowy notesik i długopis nie ma już racji bytu: nie powiadomi nas o niczym, nie zabierzemy go ze sobą, a także nie dokonamy korekt w już zapisanych sprawach. A jednak ma pewną ogromną zaletę.

Fizyczność vs świat wirtualny #2

Do swojego notesu stosuję od samego początku trzy długopisy. Niebieski lub czarny, którym zapisuję zadanie, a także czerwony i zielony: te służą do zakreślania krateczek znajdujących się zadaniach i samych zadań, odpowiednio na czerwono, gdy czegoś nie uda mi się zrobić z mojej winy i na zielono, gdy zadanie zostanie wykonane. Wypróbowałem już wiele aplikacji mobilnych czy komputerowych do tworzenia list zadań i wiecie co? Żadna, ale to żadna, ani jedna i bez najmniejszego wyjątku nie daje takiej radochy, jak bazgranie zielonych linii po wcześniej zapisanym zadaniu… Żadna nie pokazywała mi także pod koniec dnia w tak przystępnej formie, że był on bardzo udany (wszystko na zielono) albo że powinienem coś zrobić ze swoim zachowaniem (sporo czerwieni). Czy to się da przeskoczyć? Nie, a przynajmniej na chwilę obecną nie widzę ku temu żadnej możliwości – jeżeli ktoś zna jakieś rozwiązania, niech zaproponuje w komentarzu.

Inaczej niż zwierzęta, których moce poznawcze zawsze pozostawiały wiele do życzenia, ludzie sami stworzyli własną nieadekwatność, konstruując świat radykalnie bardziej skomplikowany niż ten, który zastali - Robert Cialdini.

Tutaj dochodzimy właśnie do tego, o czym wspominałem wcześniej. Notes w formie papierowej, mimo małych możliwości i wielu ograniczeń wynikających z jego formy, oferuje mi fizyczność: możliwość dotknięcia, otwierania, przekartkowania, a także tego niesamowicie przyjemnego wykreślania. A smartfon, a aplikacje? Ot, tapnięcie na ekran, ot naciśnięcie klawisza, zupełnie takie samo, jak w przypadku tysiącu zupełnie innych czynności. Bez unikalności, bez tej formy. Nie w ich przypadku także naszego własnego pisma. A jednak myśli spisane, a nie wyklepane na klawiaturze mają to do siebie, że są inaczej odbierane, są także zupełnie inaczej zapamiętywane. Napisanie czegoś na komputerze nie daje nam takiego poczucia podpisania się pod czymś tym, zadeklarowania, jak w przypadku użycia długopisu, ołówka czy pióra. Nie każdy musi tak to odczuwać i tak to widzieć, dla mnie wygląda to właśnie w taki sposób.

Fizyczność vs świat wirtualny #3

Jeżeli już jesteśmy przy pisaniu, to bardzo łatwo jest przejść do komunikacji. Obecnie nikogo już nie dziwi wykorzystywanie komunikatorów internetowych: kiedyś GG, może XMPP, obecnie Messenger, WhatsApp, Viber i kilka innych aplikacji. Pozwalają nam one komunikować się ze znajomymi, rodziną czy współpracownikami bardzo szybko, w niemalże dowolnym miejscu na świecie i dowolnym czasie. Jest to wygodne, koszty są w stosunku do oferowanych obecnie pakietów internetowych niemalże pomijalne, a i tutaj mamy do czynienia z synchronizacją i integracją z wieloma usługami. W teorii taka łatwiejsza i szybsza komunikacja zbliżyła do siebie ludzi, jak jeszcze nigdy wcześniej. Nie trzeba bowiem czekać na odpowiedź kogoś zza oceanu, rozmowa z kuzynką czy wujkiem z Australii nie stanowi przecież żadnego problemu.

Komunikacja przez Facebooka? Można, ale co ona takiego ze sobą niesie? Czy zapewni nam choćby namiastkę prawdziwej rozmowy? Nie, tak się nie da bez naszej naturalnej otoczki, nie tak zostaliśmy stworzeni.

Jeżeli jednak spojrzymy na to, jak zachowują się ludzi trudno nie ulec wrażeniu, że coś jest nie tak – pary potrafią wiązać się i zrywać nie twarzą w twarz, a na Facebooku (sic!), poza tym, w wielu takich dyskusjach pojawiają się słowa, które nigdy by nie padły w normalnej rozmowie. Reakcje na nie są jednak takie same, jakby były to słowa nie napisane, lecz wypowiedziane. Do tego doliczmy rzucane na lewo i prawo emotikony. Uśmieszki, buziaczki – ale czy nawet takie nieco stereotypowe np. dziewczyny-małolaty kiedykolwiek dawały sobie buziaki przy każdej możliwej okazji? Ja czegoś takiego z lat dzieciństwa nie pamiętam, nie kojarzę także żadnych opowieści, które by o tym mówiły. W efekcie to, co widać w internecie, w komunikacji tekstowej czy nawet SMS-ach znacznie odbiega od prawdziwego stanu rzeczy.

Fizyczność vs świat wirtualny #4

Weźmy pod uwagę również to, że napisanie nawet sporej wiadomości na komunikatorze zajmuje chwilę. A teraz spróbujcie napisać do kogoś list… Mieliście okazje kiedyś to robić? Ja tak i wiem, że wymaga to o wiele więcej czasu i wysiłku, acz i efekty są zupełnie inne… niby też napisane, a jednak gdy czytamy czyiś list, to widzimy słowa napisane dłonią tej osoby, widzimy w pewnych ekscytujących momentach jakieś nietypowe wywijasy… czytamy, ale już nie tylko tekst, ale również namiastkę emocji, jakie towarzyszyły jego powstawaniu. A to coś ogromnie ważne. Unikalnego i zupełnie odmiennego niż takie same literki, takie same emotikony i takie same obrazki wysyłane przez komunikatory, przypominające jakiś kołchoz, wizję niczym ze świata orwellowskiego. No i to oczekiwanie… nie na napis „przeczytano” nie na chwilę, gdy ktoś zacznie odpisywać, lecz na moment, gdy w skrzynce na listy ujrzymy coś nowego i nie będziemy pewni, od kogo to tak naprawdę jest.

Czy tak to właśnie powinno wyglądać? Czy na pewno szybciej, łatwiej oznacza lepiej? Niezależnie czy wybierzemy list, czy komunikator, brakuje tutaj tak rozmowy werbalnej (głosu), jak i całej otoczki: wyglądu, kontaktu wzrokowego, postawy, gestykulacji. Czy jest to ważne? Według badań w ten sposób przekazujemy większość informacji… w ten sposób pokazujemy nasze emocje, oczekiwania, reakcje na to, co sami usłyszymy. A na komunikatorze? Uśmieszek, oczko, buziaczek, smutna minka… Równie płytkie, prymitywne i nieprawdziwe, jak wprowadzone jakiś czas temu reakcje na Facebooku. I do czego doprowadza? To niezrozumienia, do konfliktów, do… paradoksalnie, znacznego utrudnienia naszej komunikacji. Nie byliśmy na to przygotowani, przejście na poziom wirtualny odbyło się płynnie, bardzo szybko, ale tylko iluzorycznie. Tak naprawdę niczego nie udało się przenieść, bo my funkcjonujemy tak, jak ludzie ślepi wrzuceni na pole minowe. Nie wiemy, gdzie zmierzamy, nie wiemy, na co natrafiamy i tego nie rozumiemy.

Pomimo niezwykłego wyrafinowania ludzkiego aparatu umysłowego, który pozwolił naszemu gatunkowi zdominować całą planetę, zbudowaliśmy na Ziemi otoczenie tak złożone, szybko zmieniające się i przeładowane informacją, że możemy sobie z nim poradzić tylko poprzez odwołanie do prymitywnych sposobów reagowania charakterystycznych dla zwierząt, które tak dawno temu prześcignęliśmy - Robert Cialdini.

Brak namacalności nowych technologii jest widoczny także przy zakupach, zarówno przy wydawaniu pieniędzy, jak i kwestiach związanych z posiadaniem lub nie danej usługi, produktu. Załóżmy, że idziemy do piekarni, kupujemy chleb. Płacimy – jeżeli gotówką, to widzimy, jak portfel się opóźnia. Jeżeli kartą, to wiemy, ale jednak nie odczuwamy tego bezpośrednio… i dlatego, choć płacenie kartami jest szalenie wygodne, tak jednak bywa zgubne, bo tracimy kontrolę nad finansami. Wróćmy jednak do przedmiotu: mamy chleb, możemy go dotknąć, powąchać, zjeść, wyrzucić, oddać komuś innemu… Jest fizycznym przedmiotem, za który zapłaciliśmy i który staje się nasz. Podobnie jak kupiony w sklepie młotek, piłka, cegła, cokolwiek takiego. W przypadku usług, a nawet oprogramowania w ogóle nie ma o tym mowy, a jednak tak to właśnie rozpatrujemy – i dlatego często dochodzi do dyskusji o cenach, o piractwie, o krojeniu klientów.

Fizyczność vs świat wirtualny #5

Czy płacąc abonament w Spotify otrzymuję muzykę? Nie. Czy płacąc za płytę CD z muzyką otrzymuję ją? Też nie! Nabywam tylko prawa od odtwarzania, a i to w ograniczonym aspekcie. Płacąc za program nie otrzymuję go na własność (chyba, że przejmuję cały kod źródłowy, wszystkie prawa do niego), lecz za możliwość korzystania z niego. A to z braku fizyczności, z takiego wirtualnego przepływu wartości jest często powodem konfliktów. Na dodatek nie jesteśmy w stanie czegoś sprawdzić przed zakupem, ani swobodnie tym dysponować już po tymże zakupie (albo raczej swoistym wzięciu w dzierżawę). Jest to co innego niż wspomniany wcześniej kontakt międzyludzki czy kwestia wykreślania zadań w notatniku, ale w gruncie rzeczy powoduje bardzo podobne problemy w kwestii zrozumienia tego, z czego korzystamy. Przyzwyczajeni do nabywania produktów czasami nie rozumiemy praw, jakie są związane z takimi wirtualnymi usługami i nie zgadzamy się na nie. A rynek korzysta z naszej niewiedzy i po prostu zarabia na tym, nie ma w tym nic złego.

Nie korzystać? W żadnym razie! Korzystać, ale z głową i pamiętając o tym, że świat realny jest inny niż wirtualny. Ich łączenie może przynieść nam jedynie niezrozumienie i problemy, a tego przecież nie chcemy.

Po raz kolejny mogę wyjść na swoistego dekadenta, kogoś, kto wręcz boi się korzystać z nowych technologii i widzi w nich jedynie problemy. Nic z tych rzeczy – korzystam, tam gdzie mogę ułatwiam sobie życie, niemniej obserwuję, jaki ma to wpływ na mnie, moją rodzinę i znajomych. Obserwuję i czasami jestem zatrwożony tym, że zmiany są dla nas niezauważalne, a zarazem tak ogromnie poważne: społeczeństwo uzależnione od Internetu, smartfonów, szybkiej komunikacji… uzależnione i niezdające sobie z tego nawet sprawy, do tego błądzące w tej zagmatwanej sieci. Jak przejść obok tego obojętnie? Nie jestem w stanie, choć zarazem wiem, że – cytując klasyka – nie cofnę kijem Wisły. Pozostaje być uważnym, a w przypadku konfliktów zwracać na nie uwagę: nie rzucać mięsem przez komunikator, ale dać znać: spotkajmy się, omówmy to w cztery oczy. I wiecie co… jutro jednak kupię papierowy notatnik. Tej radochy z wykreślanki nie jestem w stanie sobie odmówić, niezależnie od tego, jak dziecinnie to może brzmieć.

Źródło: PurePC.pl
66
Zgłoś błąd
Łukasz Tkacz
Liczba komentarzy: 66

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.