Zgłoś błąd
X
Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.
Błędy w spisie treści artykułu zgłaszaj jako "błąd w TREŚCI".
Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschукраїнськийFrançaisEspañol中国

Hejter i fanboj w jednym stali domu, wywołując wojny internetowe

Sebastian Oktaba | 19-04-2015 12:07 |

Kiedy zaczynałem przygodę z komputerami świat wyglądał zupełnie inaczej, aczkolwiek nie nawiązuję teraz do ówczesnego systemu politycznego czy przekroju społeczeństwa, które z oczywistych względów uległy diametralnej metamorfozie. Chodzi mi bardziej o podejście do technologii oraz konkretnych producentów. Takie naprawdę osobiste lecz pozbawione znamion wyznania graniczącego z fanatyzmem, gdzie użytkownik kieruje się wyłącznie własnym interesem, odrzucając kwestie ideologiczne albo sympatie. OK, zacznijmy może od początku... Polska w latach 90-tych była chłonna niczym gąbka, wszak nadwiślański naród dotychczas trzymany z daleka od komputerów dzięki „braciom” ze wschodu, nagle odkrył uroki posiadania pecetów i zapragnął ich całym sercem. Gorzej sytuacja wyglądała od strony finansowej, wszystko było pieruńsko drogie, a blaszak stanowił niemały luksus. Pieniądze musiały się jednak znaleźć, zwłaszcza gdy sąsiad kupił PC albo Amigę. Równocześnie zaczęły pojawiać się wyspecjalizowane sklepy, weekendowe giełdy elektroniczne, rozkwitało piractwo. Polacy kupowali, pracowali i giercowali na pecetach szybko nadrabiając zaległości.

Wtedy jeszcze niewiele osób interesowało się podzespołami zamontowanymi w trzewiach topornej skrzyneczki, niewielu też zadawało sobie pytanie, który producent jest lepszy i właściwie dlaczego. Podejście klientów było czysto konsumenckie, zaś wiedza sprzedawców praktycznie niepodważalna. Brakowało również testów oraz porównań, które mogłyby szaremu obywatelowi pewne sprawy uzmysłowić. Powód? Branżowe periodyki dopiero raczkowały, a większość producentów nie posiadała na naszej ziemi przedstawicieli, zatem sample testowe dziennikarze musieliby kupować albo podbierać nocami z tirów :) Internet nawet nie istniał w zbiorowej świadomości. Ooo tak... Wczesne lata dziewięćdziesiąte XX wieku były zwariowanym okresem, gdzie człowiek co chwilę dowiadywał się czegoś nowego w zasadzie na własną rękę. Później... później było jeszcze lepiej! Kiedy nastała epoka modemów 56k, które połączone z gniazdkiem telefonicznym odpowiednim kablem pozwalały otworzyć wrota internetu, wszyscy chcieli dzielić się swoimi spostrzeżeniami i wiedzą z innymi użytkownikami sieci. Wówczas było to jeszcze utrudnione, głównie za sprawą szybkości działania, blokowania linii telefonicznej czy kosztów impulsów, jednak sprawy zmierzały w dobrym kierunku.

Fora dyskusyjne i portale poświęcone komputerom wyrastały niczym grzyby po deszczu. Dzisiaj przetrwała zaledwie garstka ze starej gwardii, a poważnych zawodników można policzyć na palcach jednej ręki, chociaż przed dekadą działało ich kilkunastu. Wtedy naprawdę szanowało się czas spędzony w Internecie oraz pozostałych użytkowników. Rynek komponentów też wyglądał inaczej - samych producentów układów graficznych naliczyłbym kilku: 3DFx, ATI, NVDIA, S3, Matrox. Płyty główne? Obok aktualnych potentatów był jeszcze ABIT, Epox, DFI, Soltek, ECS, zaś oprócz chipsetów AMD i Intel także VIA oraz nVidia. Tylko procesory podobnie jak dzisiaj markowały dwie firmy (Cyrixa z grzeczności pomijam). Zdecydowanie było w czym wybierać, ale później konkurencja topniała, ostatecznie zamykając się w zaledwie trzech firmach - AMD, Intel i NVIDIA dzielących branżę producentów CPU/MOBO/GPU między siebie. Brak pluralizmu oraz gwałtowny wzrost dostępności internetu (noestrady?) sprawił, że nasiliło się pewne irytujące zjawisko...

Fanboj jest podgatunkiem hejtera (nienawistnika), aczkolwiek z bardzo wąską specjalizacją. Zazwyczaj działa w ramach wolontariatu, czując głęboką potrzebę ewangelizacji ciemnego ludu

Fanboy a.k.a. fanboj, czyli gorliwy wyznawca ulubionej marki, którego powołaniem jest wychwalanie produktów X nad Y, to przekleństwo serwisów technologicznych. Tylko? Nie, to raczej przekleństwo całego internetu. Fanboj jest podgatunkiem hejtera (nienawistnika), aczkolwiek z bardzo wąską specjalizacją :) Zazwyczaj działa w ramach wolontariatu, czując głęboką potrzebę ewangelizacji ciemnego ludu, nieważne jakimi sposobami. Oczywiście jego wybory są najlepsze, najfajniejsze i och-ach-ech, natomiast resztę należy spalić na stosie. Nawet w patowych sytuacjach znajdzie kontrargumenty, czasami naciągane lub absurdalne, żeby podkreślić słuszność swoich decyzji zakupowych lub czyjeś zakwestionować. Twoje również, głupcze! O pomyłce czy godnej alternatywie nie może być mowy. Fanboje posługują się zwykle „dobrą” radą, szybko przechodząc do sugestii podszytej ironią albo wyzwiskami ciskanymi w kierunku drugiego dyskutanta - generalnie takich gagatków łatwo rozpoznać po impertynenckim stylu wypowiedzi. Oczywiście, wysoce szanuję prawo do publicznego wyrażania nawet mocno subiektywnych opinii, ale internet budzi w niektórych zwierzęce instynkty. Pozorna anonimowość sprawia, że czujemy się bezpieczniej wypisując bzdury, schowani za routerem i dziwacznym pseudonimem.

Odnoszę przykre wrażenie, że eskalacja tego zjawiska stale postępuje, coraz więcej użytkowników deklaruje bowiem „wierność” jednemu producentowi, broniąc go zaciekle nawet w obliczu ewidentnych wpadek. Biedactwa zapominają, że każda firma działa wyłącznie w celu maksymalizacji zysków, skrzętnie wykorzystując ich dozgonną miłość. Wtedy mogą im sprzedać badziewie albo odgrzewanego kotleta w odpowiednio wysokiej cenie. Teoretycznie wszyscy są zadowoleni - firma liczy zielone banknoty, a oddany klient zyskuje kolejnego bożka do czczenia. To bardzo smutne kiedy ludzie zapominają, że jedynym gwarantem otrzymania najlepszego produktu w rozsądnej cenie, jest zdrowa konkurencja na wolnym rynku. Wymiana CPU/GPU co generację dla 5-10% zysku wydajności, pozwala tylko korporacjom skuteczniej doić pieniądze z Kowalskich i Nowaków, zamiast w dłuższych odstępach czasu zaprezentować coś naprawdę miażdżącego. Wtedy druga strona również jest zmotywowana do prężnego działania... no chyba że brakuje sensownej alternatywy. Przynajmniej sytuacja jest ułatwiona i pozostaje jedyna słuszna wiara, niemniej tak naprawdę traci zwykły klient. Pośrednio i bezpośrednio.

Oczywiście fanboje nie działają tylko w sektorze nowych technologii, istnieli od zawsze, a branżę IT obrałem za przykład ponieważ jest mi najbliższa. Ludzie po prostu czują silną potrzebę identyfikowania się z pewnymi markami, podobnie jak klubami sportowymi czy frakcjami politycznymi. Często jest to podyktowane brakiem racjonalnej oceny sytuacji, innym razem dochodzą kwestie ideologiczne lub chęć przypodobania się pewnej grupie. Powodów znajdzie się wiele, argumentów za również, zwłaszcza gdy można dokopać bezpośredniej konkurencji. Paliwem fanbojów jest bowiem nie tylko miłość do firmy X, lecz nienawiść do firmy Y - właśnie tutaj przebiega cienka linia między entuzjastą i wyznawcą. Można przecież kupić sprzęt z określonym logotypem, jednocześnie nie wypisując na wszystkich forach z wypiekami na twarzy, że „serdecznie polecam” wszystkim to cudeńko. Dlaczego? Bo jaśnie oświecony użytkownik 1234 dokonał takiego wyboru? Później inni czytelnicy trafiają na taki komentarz i wyrabiają sobie opinię o marce ABC, zanim jeszcze przejrzą testy... jeśli w ogóle zdecydują się poszukać informacji na własną rękę. No przecież Miecio93 napisał co warto kupić, więc chyba chłopak się orientuje? Nieważne, że sprzęt oglądał w internetowym sklepie albo widział u kolegi.

Paliwem fanbojów jest bowiem nie tyle miłość do firmy X, co nienawiść do firmy Y - właśnie tutaj przebiega cienka linia między entuzjastą i wyznawcą.

Do czego zmierzam - kiedyś rozdrobnienie między producentami i firmami było większe, rywalizacja między nimi bardziej agresywna, wybór zdecydowanie szerszy (niepotrzebne skreślić w zależności od segmentu). Utrudniało to formułowanie fundamentalnych stwierdzeń, że istnieje jedyny słuszny zakup, podczas gdy spokojnie mogliśmy sięgnąć po substytut. Fanboje również mieli znacznie mniejsze pole do popisu, bo najpierw trzeba było określić się samemu, czego trudno dokonać w sytuacji gdy funkcjonuje wiele konkurencyjnych rozwiązań. Co innego jeśli wybór ogranicza się w zasadzie do dwóch producentów. Zawsze można być przeciw komuś albo za kimś, niekoniecznie mając pełne przekonanie dla takiej decyzji. Pewien facet napisał kiedyś bardzo mądre zdanie - nie biegaj za stadem - jednak ludzie nie chcąc słuchać, czytać, samodzielnie myśleć - wolą pochopnie formułować wnioski i uczestniczyć w słownych przepychankach. Już teraz niektóre dyskusje na forach przypominają kłótnie między panem, wójtem, a plebanem, nieustanną walkę o pozostawienie krzyża, wyższość „mojszej” racji nad „twojszą”. Nadwiślański naród ma ogromne ciągoty do wbijania szpili drugiemu człowiekowi.

Mnie osobiście nie tylko śmieszy, męczy lecz coraz częściej wręcz obrzydza gorliwość owych wyznawców, których wypociny czytam pod praktycznie każdym wpisem, gdzie doradzają i wyśmiewają wszystko, czego nie zechcieli kupić od jakiegoś tam producenta. Kogo to obchodzi? Jeszcze gdy delikwent zakomunikuje słuszność swojej decyzji w sposób merytoryczny, poda jakiekolwiek kryteria wyboru, wtedy opinia jest przynajmniej wartościowa. Gorzej jeśli potrafi tylko nabazgrolić „nie polecam”, „to badziewie”, „lol kto to kupi?”, „mój VW Golf 1.9 TDI osiąga 350 Km/h”, „ty się znasz de****”, ja się znam!”. Mierzenie wszystkich swoją miarą odczytuję jako przejaw głęboko zakorzenionych kompleksów niższości, chęci zabłyśnięcia albo wywołania zwyczajnej awantury. Dwa pierwsze przypadki są najbardziej żałosne, wszak trolle i fanboje ukrywają się zazwyczaj pod pseudonimami, więc popularność mogą zdobyć co najwyżej we własnej wyobraźni. Kompleksów też raczej nie wyleczą siedzeniem w gaciach przed monitorem, obsmarowując wszystko czego łaskawie nie nabyli drogą kupna.

Żaden portal technologiczny nie pozostaje wolny od powyższego zjawiska, tego zwyczajnie nie sposób uniknąć, chyba że wyłączyłby komentarze albo starannie dobierał czytelników. Zawsze gdzieś wojują zwolennicy Samsunga z wyznawcami Apple, sympatycy NVIDII z miłośnikami AMD, entuzjaści Call of Duty z wielbicielami Battlefield. Niektórym serwisom to jednak wybitnie na rękę. Większy bałagan oznacza więcej komentarzy, natomiast więcej komentarzy można zamienić w prosty przekaz: jesteśmy poczytni... opiniotwórczy... zmuszamy do refleksji. Zazwyczaj to cyniczne kłamstwo - rzekoma opiniotwórczość polega na absolutnym subiektywizmie, zmuszanie do refleksji na wywoływaniu wojenek między przeciwstawnymi grupami, poczytność na pustych kliknięciach. Prowokowanie dyskusji wykorzystując niezdrowe emocje, jakich w naszym internetowym piekiełku nie brakuje, to naprawdę żenujący sposób na zbijanie kapitału. Niestety także skuteczny, więc chętnych skorzystać z takiego narzędzia przybywa, zwłaszcza gdy naiwniaków dających się podpuszczać są tysiące. Częściowo to media tworzą fanbojów, więc sami zadajcie sobie pytanie którą grupę reprezentujecie...

Bądź na bieżąco - obserwuj PurePC.pl na Google News
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 180

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.