Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Zaginięcie Ethana Cartera - recenzja. Piękna i mroczna, ale krótka przygoda

Sebastian Oktaba | 03-10-2014 10:00 |

Siadając do Zaginięcia Ethana Cartera kompletnie nie wiedziałem czego się spodziewać, miałem nawet problemy z określeniem gatunku do jakiego przynależy debiutancka gra zespołu The Astronauts. Konsekwentnie unikam czytania wszelkich zapowiedzi i oglądania filmów prezentujących urywki gier komputerowych, najczęściej również grzecznie dziękuję wydawcom za wersje przedpremierowe, zostawiając sobie czystą przestrzeń do wyrobienia opinii na podstawie finalnego produktu. Dlatego o najnowszym przedsięwzięciu Adriana Chmielarza, twórcy Painkillera i Bulletstorm, nie miałem w zasadzie bladego pojęcia. Niespodzianka okazała się jednak wystarczająco zaskakująca, abym porzucił inne obowiązki i napisał spontaniczną recenzję tytułu, którego kilka godzin wcześniej nie kojarzyłem. Bezsprzecznie jest w Zaginięciu Ethana Cartera coś intrygującego...

Autor: Sebastian Oktaba

Nie znałem Ethana Cartera, ale najwyraźniej on znał mnie... Gdzie policja nie pomoże, a ksiądz nie uwierzy, tam zazwyczaj wzywany jest Paul Prospero, czyli detektyw od spraw paranormalnych - moja skromna osoba. Dzieciaki takie jak Ethan często piszą listy. Dostaję ich całe mnóstwo. Wiadomość od Ethana wyglądała jak każda inna, ale zostały w niej zawarte rzeczy, jakich żaden mały chłopiec nie powinien wiedzieć. Są miejsca na ziemi, o których istnieniu niewiele osób ma pojęcie. Ethan zdążył kilka z nich odwiedzić... Jeszcze zanim wszedłem do Red Creek Valley, czułem wciągającą mnie tam ciemność. Wiedziałem, że Ethana Cartera nie znajdę pukając do drzwi jego domu. Na to było już niestety zbyt późno. Żeby go odzyskać musiałem zrozumieć, co to miejsce próbowało przede mną ukryć. Ethan przestrzegał żebym nie dał się zwieść pozorom... Nie musiał się o to martwić. Rozwiązałem dziesiątki spraw, może nawet setki... ta miała być moją ostatnią. Nie planowałem zawracać, a nawet gdybym chciał, jakaś niewyobrażalna siła zapewne nie pozwoliłaby mi dokonać innego wyboru.

Stanąłem u wyjścia wąskiego tunelu kolejowego, pośród mgieł czule otulających gęste zarośla i zwaliska kamieni, nieruchome niczym oddani gwardziści strzegący Pałacu Buckingham. Promienie zachodzącego słońca przeciskały się między koronami drzew rozjaśniając polanę niewielkiego zagajnika, który emanował dziwną energią wybijającą z głęboko ukrytego źródła. Zapachniało tajemnicą - mroczną, pradawną, niebezpieczną. Wykonałem kilka ostrożnych kroków naprzód, rozprostowałem kości i swobodnie zwiedziłem najbliższą okolicę. Byłem gotowy na spotkanie z plugawymi mocami, ale wokół mnie niepodzielnie panowała uspokajająca cisza. Nauczony wieloletnim doświadczeniem wyostrzyłem zmysły podziwiając naturalne piękno Red Creek Valley. Wiedziałem, że chwila dekoncentracji może oznaczać poważne problemy, których rozwiązaniem miałem się przecież zająć. Bynajmniej nie chodziło o czysto fizyczne zagrożenie, lecz mogłem wówczas przegapić bardzo istotne wskazówki potrzebne do wyjaśnienia przyczyny zaginięcia Ethana Cartera...

Detektywistyczna przygoda z widokiem pierwszoosobowym i otwartym światem pozwalającym na swobodną eksplorację, inspirowana opowiadaniami weird fiction w szczególności prozą H. P. Lovecrafta? Takiej mieszanki chyba jeszcze nie degustowałem! Zawsze lubiłem ambitne opowieści z dreszczykiem plus odrobinę grozy niekoniecznie związanej z przemocą, których próżno szukać we współczesnych produkcjach. Ostatnią spełniającą owe kryteria była Amnesia: Mroczny Obłęd, zaś wcześniej klasyczne Shadow of the Comet czy Prisoner of Ice, chociaż nie sposób również pominąć kultowej pierwszej odsłony serii Alone in The Dark. Rasowej przygodówce nie przystają elementy zręcznościowe, których w Zaginięciu Ethana Cartera nie uświadczymy, ale standardy gatunkowe zostały przez twórców odpowiednio zmodyfikowane. Żadnego badania statycznych planszy, zbierania dziesiątek przedmiotów i przydługich dialogów z napotkanymi postaciami niezależnymi... Czy możliwe jest stworzenie przygodówki pozbawionej tych elementów? Bezapelacyjnie: tak!

28
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 16

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.