.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Wheelman - Vin Diesel na okrągło

Sebastian Oktaba | 27-04-2009 17:36 |

Co łączy Grand Theft Auto, Saints Row, Drivera, Midtown Madness i Burnout Paradise? To oczywiste: cztery koła. W każdym z wymienionych tytułów bardzo ważną rolę pełnił samochód lub ewentualnie inny środek transportu. Pytanie, co by powstało ze zmiksowania elementów wszystkich tych gier? Tutaj sprawa się komplikuje, bo któż może przewidzieć efekty takiego miszmaszu? Według chłopaków ze studia Tigon Software będzie to Wheelman, czyli ich najnowsza propozycja, która trafiła właśnie pod nasze strzechy. Czy postać ukrywającą się pod takowym pseudonimem, złośliwie można ochrzcić mianem Człowieka-Koła lub „Kołka”? W końcu stanąłby obok takich sław jak Człowiek-Pająk lub Człowiek-Nietoperz. Dywagacje słowne odstawmy jednak na bok i zajmijmy meritum. Nazwa recenzowanej dziś produkcji została wybrana nieprzypadkowo i tak naprawdę mówi wiele o jej zawartości. Główny akcent położono na brawurowe pościgi oraz strzelaniny. Od jeżdżenia mogą poniektórych rozboleć pośladki, głowa oraz żołądek. Poruszać będziemy się wszak nie byle czym, ponieważ tytuł na okładce wyraźnie wskazuje na Vana z silnikiem Diesla.

Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Wheelman w dość bezpośredni sposób nawiązuje do takich klasyków gatunku jak Driver oraz Grand Theft Auto, chociaż akurat z dziełem Rockstar konkurować w żaden sposób nie może. Składa się na to wiele aspektów, o czym nie omieszkam napisać za chwilę. Niestety, fabuła, która poziomem przywodzi na myśl scenariusze do filmów sensacyjnych klasy B, na pewno nie jest głównym atutem gry. Spróbuję, bez przesadnego szyderstwa, rzucić nieco światła na wątek przewodni, co nie będzie wcale łatwym zadaniem. Zatem? Wcielamy się w postać niejakiego Milo Burika, agenta działającego pod przykrywką, który prowadzi niebezpieczne śledztwo. Nasze zadanie będzie polegało na inwigilacji struktur podziemnego półświatka Barcelony, wywołaniu małej wojny i udaremnieniu planowanego napadu rabunkowego. Do tego celu wykorzystamy własne niesamowite umiejętności (primo), spryt (secundo) oraz pozyskanych informatorów (tertio). Podczas rozpracowywania sprawy nawiążemy także kontakt z miejscowymi watażkami i gangami o różnorakiej etnologii: Rumunami (bynajmniej nie ze stadionu 10-lecia), Los Chulos Canallas i Los Lantos. Tigon Studios, autorzy Wheelmana, nie trudzili się na oryginalność, postawili natomiast na oklepane jak kelnerka w bawarskiej gospodzie schematy. Mamy więc twardego tajniaka, ryzykującego życie dla dobra sprawy, który spotyka oczywiście piękną kobietę z kryminalną przeszłością. Niewiasta okazuje się ważnym elementem śledztwa, zaś resztę można już sobie dopisać samemu. Fabuła jest mało interesująca, a kolejne wydarzenia niespecjalnie porywają. Poszczególne misje połączono co prawda w sensowną całość, ale o ekscytacji nie może być mowy. Czarę goryczy przelewają miałkie sylwetki spotykanych NPC, sztuczne dialogi i kompletny brak napięcia. Grand Theft Auto IV jako gangsterska opowieść nadal pozostaje niedoścignionym wzorem.

W tym momencie warto wspomnieć, że Tigon Studios zostało założone przez aktora Vina Diesela. Dokładnie: muskularnego łysola o głosie przesyconym głębokim basem, znanego lepiej z ról w Szybkich i Wściekłych oraz Kronikach Riddicka. Naturalnie, gdy ktoś płaci, to i najczęściej wymaga. W tym przypadku Vin zażyczył sobie, aby główny bohater Wheelmana był jego wirtualną podobizną. Milo Burik to wypisz wymaluj Diesel w całym swoim jestestwie. Poziom gry aktorskiej oraz egzaltacji uczuć (a raczej jej braku) podczas wypowiadanych kwestii odpowiada mniej więcej temu, co znamy ze srebrnego ekranu. Aktorstwo subtelne jak cios maczetą. Diesel w roli tytułowej wypada zwyczajnie nudnie i bezpłciowo, chociaż usilnie pozuje na faceta z charakterem. Kreowanie wizerunku i egocentryzm jest widocznie ważniejsze, niż szeroko rozumiane dobro produktu... Cóż poza tym? Programiści ewidentnie garściami czerpali inspiracje z filmów, w których samochód pełni rolę narzędzia pracy. Wystarczy wymienić chociażby Szybkich i Wściekłych, Ronina czy Transporter. Tigon Studios za punkt honoru postawiło sobie zrobienie gry dynamicznej i nastawionej na akcję. Efektem jest totalna zręcznościówka, pozbawiona krzty realizmu, gdzie liczy się głównie refleks. Większość czasu, z racji profesji, spędzimy za kierownicą, chociaż można poruszać się także o własnych siłach po otwartym terenie gry podobnie jak w Saint Row 2 i GTA. Ponieważ cztery koła nieodłącznie nam towarzyszą, pościgi oraz pojedynki na drodze zostały maksymalnie uatrakcyjnione i wyeksponowane. Chwilami odnosiłem przykre wrażenie, że wręcz za bardzo ...

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.