Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
 
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Torchlight - Prawie jak Diablo III

Sebastian Oktaba | 17-11-2009 12:06 |

Diabelskie nasienie

Autorzy Torchlight zadbali w szczególności o dwa aspekty swojego nowego dzieła. Atmosferę oraz szeroko pojmowaną funkcjonalność. Klimat leje się z ekranu litrami, wypełniając czaszkę pozytywnymi fluidami. Zabawa daje dużo niczym nieskrępowanej radochy odciągając od innych, znacznie poważniejszych gier debiutujących tej jesieni. O muzyce szepnąłem słówko kilka akapitów wyżej, niemniej nie tylko ona tworzy w pewnym sensie sentymentalny nastrój. Jedyną osadą jaką przyjdzie nam odwiedzać jest właśnie Torchlight, wzorowane ewidentnie na Tristram. Samo miasteczko wykonano bardzo starannie, nie zapominając o najpotrzebniejszych rzemieślnikach świadczących usługi styranym bohaterom. Pozostałe lokacje stanowią wyłącznie podziemną plątaninę, budząc jednoznaczne skojarzenia z pewną legendarną produkcją na literę „D”. Nawet system podróżowania oparty na waypointach i zwojach zapożyczono wprost z poprzednich gier Blizzarda. Co kilka kondygnacji lochów zmienia się tylko wystrój oraz menażeria, więc maniacy eksplorowania bezkresnych przestrzeni muszą przywyknąć do klaustrofobicznych realiów. Oczywiście różnorodność scenerii dotkliwie cierpi na takim zabiegu. Natomiast rewelacyjnie spisuje się interfejs. Przejrzysty, klarowny i łatwy do ogarnięcia, pozwala na szybkie przełączenie pomiędzy najpotrzebniejszymi funkcjami. Usprawniono również drobne mechanizmy, jak zbieranie monet, które niejednokrotnie przysparzały problemów. Ciekawym pomysłem było umieszczenie w mieścinie dwóch kuferków. Jeden służy do gromadzenia najpotrzebniejszych zabawek danej postaci, drugi zaś stanowi punkt wymiany dóbr wszelakich. Gdy grając Destroyerem wpadnie nam w ręce kostur dla Alchemista wcale nie musimy go ze skwaszoną miną sprzedawać. Wystarczy wrzucić sprzęt do wspomnianej skrzyni, aby następnie odebrać przy okazji tworzenia nowej postaci. Rozwiązanie genialne w swojej prostocie, skłaniające do rozpoczęcia następnej przygody, ale już innym protagonistą.

Tak z rozmachem zachwalam Torchlight, że nieopatrznie można by uznać go za grę roku. Niestety, aż tak dobrze być nie może. Solidnego prztyczka w nos postanowiłem zostawić na koniec recenzji, aby nieco ostudzić entuzjazm poniektórych. Po pierwsze na chwilę obecną Torchlight nie posiada trybu multiplayer. To nie żart lecz fakt. O żywotności podobnych tytułów dedykowanych pojedynczemu graczowi chyba nie muszę się rozpisywać. Wszak umierają szybciej niż się rodzą. Nie oznacza to wcale, iż ekipa Runic Games spoczęła na laurach usatysfakcjonowana dotychczasowymi dokonaniami. Wprost przeciwnie. Trwają intensywne przygotowania do wdrożenia modułu, który z Torchlight uczyni pełnoprawne MMO. Warto podkreślić, że wersja dla mas będzie rozprowadzana jako free-to-play więc nie przewiduje się żadnych niegodziwych opłat abonamentowych. Boli jedynie szacowany czas oczekiwania na możliwość wspólnego klepania potworów - grubo ponad rok. Tyle właśnie zajmie implementacja trybu dla wielu graczy, co stawia sensowność zakupu gry pod dużym znakiem zapytania. Żeby cooperativa po LAN nie uwzględnić? Skandal... Poza tym, obecnie tytuł dostępny jest wyłącznie na platformie STEAM i trzeba zań wybulić 16 euro (~65 zł). Nie jest to kwota astronomiczna, którą warto poświęcić za te kilkanaście godzin rąbanki o ile nie przeraża nas perspektywa samotnych rajdów. Cóż, mam szczerą nadzieję, że projekt zostanie doprowadzony do szczęśliwego końca. Programiści muszą jeszcze wyeliminować kilka technicznych błędów na czele ze znikającymi herosami po zaktualizowaniu wersji demo do fulla. Dopracowania wymaga jeszcze zbalansowanie poziomu trudności, który miejscami bywa mocno nierówny. Torchlight dobrze rokuje lecz developer musi czym prędzej nadrobić powyższe braki. Inaczej będzie zbyt późno.

Zaiste Runic Games to szczwane bestie, które zwietrzyły iż do premiery trzeciej części Diablo wśród hack'n'slash panować będzie posucha. Opieszałość Blizzarda wykorzystali perfekcyjnie. Zamiast odkrywać nowe, aczkolwiek niekoniecznie ekscytujące ścieżki, postawili na sprawdzone od dekad oraz miodne pomysły. Zresztą ukrywanie inspiracji byłoby bezcelowe, skoro są one nader oczywiste. Traktowanie opisywanej gry inaczej niż jako klona diabełka, jest po prostu niewykonalne. Jednocześnie taki stan rzeczy nie oznacza, że Torchlight pod każdym względem ustępuje wielkiemu „D”. Wprost przeciwnie. Autorzy świadomie wzorowali się na najlepszych (czyli sobie ;]), aby gracz został uraczony produkcją ze wszech miar znakomitą. Zabrakło znanej marki, co nijak nie przeszkodziło w realizacji szczytnego celu. Analogiczną sytuację obserwowaliśmy zupełnie niedawno przy okazji recenzji Risen. Grunt iż grywalność tytułu stoi na wysokim poziomie, podobnie jak oprawa audiowizualna co stanowi dwa bardzo ważne czynniki przy ocenie końcowej. Chociaż zmian względem oryginału mamy dramatycznie mało, nie zapomniano o kilku uprzyjemniających życie dodatkach. Jeżeli kogoś rozpiera ambicja lub chęć tworzenia, warto skorzystać z edytora. TorchED pozwala nie tylko modyfikować czy tworzyć nowe scenariusze, ale również ingerować w bardziej zawiłe niuanse gry. Przystępność w tworzeniu modów z pewnością przyczyni się do popularyzacji Torchlight, o czym programiści doskonale wiedzieli. Z kolei, jeśli masakrowanie wynaturzonego ściera nieco nas zmęczy, zawsze można zarzucić wędkę... aby złowić kilka magicznych rybek. Naprawdę przyjemny dodatek urozmaicający zabawę.

0
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.