.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Street Fighter IV PC - Hit me baby one more time

Sebastian Oktaba | 05-10-2009 14:42 |

Na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy Polska dopiero co pożegnała się z czasami PRL, w niedzielne popołudnia nie było zbyt wiele do roboty. Sporadycznie trafiały się jakieś atrakcje, ale dominowały raczej rodzinne rozrywki. Owszem, siódmego dnia zgodnie z tradycją odpoczywaliśmy, ale na litość boską czy to oznaczało jednocześnie skręcającą kiszki nudę? Łatwo więc sobie wyobrazić jak tabor z namalowanym odręcznie szyldem głoszącym wszem i wobec „Salon Gier – Automaty”, elektryzował młodocianą gawiedź. Również na mnie nazwa podziałała niczym magnes, skłaniając aby wściubić nos do środka. Pogrążone w półmroku pomieszczenie rozświetlało niebieskawe promieniowanie monitorów, wokół których kręciło się wiele znajomy ze szkolnej ławy twarzy. Uwagę przykuwała szczególnie jedna maszyna, gdzie tłum zauważalnie gęstniał. Przedzierając się przez zastępy mniejszych i większych „łepków” dotarłem na tyle blisko, żeby odczytać tytuł gry... Street Fighter II. Był to sądny dzień dla świnki skarbonki, która natychmiast poszła pod młotek. Kolejki do automatu ustawiały się dłuższe niż po baleron za komuny, zaś emocje towarzyszące zabawie trudno jednoznacznie opisać. Zanim domowe platformy do grania na dobre opanowały rynek, takie przybytki cieszyły się ogromną popularnością. Dawne czasy jednak bezpowrotnie minęły, pozostawiając tylko wspomnienia... które mają szansę ponownie odżyć za sprawą Street Fighter IV. Czy bohaterowie dzieciństwa powracający po latach na nowo zawładną umysłami graczy?

Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Street Fighter IV jest pierwszym mordobiciem na komputerach osobistych od ...yyy... właśnie? Od kiedy? Przyznam się, że zwyczajnie nie pamiętam, bowiem gatunek ten przeniósł się całkowicie na konsole popadając w niełaskę pecetowców. Taki stan rzeczy utrzymuje się już blisko dekadę. Czynników, które przyczyniły się do wymarcia klasycznych nawalanek mogło być co najmniej kilka. Począwszy od klawiatury, która zdaniem wielu nie nadawała się do komfortowej zabawy (a myszka?), kończąc na specyficznej klienteli, która coraz mniej interesowała się tego rodzaju rozrywką. Fakt, konsolowy pad niezaprzeczalnie jest poręczniejszym kontrolerem, aczkolwiek automatyczne skreślanie klawiszy uważam za krzywdzące. Jeżeli chodzi o alternatywy, wielu osobom kupowanie na potrzeby jednej gry dodatkowego urządzenia sterującego absolutnie się nie kalkulowało. Tak czy owak, bijatyki opuściły blaszaki, a wraz z nimi gracze uzależnieni od obijania facjat przeciwników. Jednak studio Capcom postanowiło zaryzykować, wypuszczając na platformę Windows (ładnie to brzmi, przyznam) ostatnią odsłonę swojego flagowego cyklu. Od sukcesu lub porażki tego tytułu zapewne zależy, czy zobaczymy jeszcze w tym tysiącleciu podobne pozycje na PC. Chociaż legendarnej serii przybyło wielu konkurentów (Tekken, Soul Calibur, Dead or Alive), Street Fighter obok Mortal Kombat nadal postrzegany jest jako absolutna klasyka. Trudno się dziwić, skoro wszystkich części SF od 1987 roku powstało w sumie kilkanaście i obecne są na każdej szanującej się platformie rozrywkowej. Mało tego, dotychczas odnotowano nawet dwie próby przeniesienia „Ulicznego Wojownika” na duży ekran. Za każdym razem efekt był bardziej niż żenujący, zaś reżyserzy oraz scenarzyści okazywali kompletnymi indolentami i ignorantami. Również obsada głównych ról pozostawiała wiele do życzenia. Taki już los nieprzemyślanych ekranizacji... Porzućmy zatem akcent filmowy, aby nie psuć sobie dobrego humoru. Całe szczęście, gry spod znaku Street Fighter nigdy nie zawodziły i wszystko wskazuje, że „czwórka” nie stworzy precedensu.

Pozornie twórcy mordobić stoją na uprzywilejowanej pozycji. Teoretycznie wystarczy zmiksować nowe plansze, kombosy, postacie i gotowe. Sama filozofia gry (może poza Virtua Fighter 2) jest przecież stosunkowo prosta. Czyżby idealna formuła na niekończące się kontynuacje oraz idące za nimi lukratywne zyski? Nic z tego. Praktyka dobitnie pokazuje, iż podobna polityka na dłuższą metę nie ma racji bytu. Jak mawiał legendarny wujek Gulash, bez miodności nie ma radości. Skoro fabula niedomaga, świat gry ogranicza się do kilkunastu aren, zaś postacie mówiąc delikatnie do najbardziej złożonych nie należą, cóż pozostaje? Właśnie grywalność jest kluczowym czynnikiem, który przyciąga przed ekran zmuszając do wielogodzinnych sesji. Mało kogo interesowały losy Scorpiona przedstawione w Mortal Kombat II, ale już legendarne „sznurowadło” i jęczenie kumpla („znowu lamerze?!”) pamięta chyba każdy. Nie chodzi więc o przesadne udziwnianie czy profanowanie powszechnie szanowanych wzorców, lecz umiejętne połączenie tradycji z nowoczesnością. Street Fighter IV, co pewne, rewolucji w gatunku nie przynosi, czym ucieszy wielu dawnych fanów. Chociaż tytuł przeszedł stosowną metamorfozę jednocześnie zachował ducha poprzedników. Capcom najwyraźniej doskonale wiedział czego oczekują gracze wychowani wraz z Ryu i Kenem, bowiem Street Fighter IV uderza oldschoolowym klimatem. Nie powinno to jednak zarażać osób „zielonych” w temacie, gdyż znajomość historii cyklu nie rzutuje drastycznie (o ile w ogóle) na przyjemność zabawy. Dla mnie bomba!

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.