.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Saints Row 2 - Chłopaczki z sąsiedztwa

Sebastian Oktaba | 11-03-2009 15:09 |

Ziomale zagrywający się namiętnie w Grand Theft Auto, zapewne mieli oko również na ten tytuł. Liczba pretendentów do zdeklasowania flagowej serii Rockstar jest na tyle mała, że każda tego typu próba musi zwracać zainteresowanie. Trudno było zresztą przegapić reklamy Saints Row 2 z udziałem znanej aktorki porno, czy też rapera TeDe. Dzieło studia Volition zadebiutowało właśnie na komputerach osobistych, chociaż pierwotny termin premiery ustalony był na listopad 2008 roku. Powód obsuwy nie jest raczej tajemnicą, wszak zeszłej jesieni powitaliśmy na blaszakach czwartą odsłonę Grand Theft Auto. Czyżby Volition tak bardzo obawiało się konkurenta? Wszystkie znaki na niebie i ziemi zdają się potwierdzać moje przypuszczenia. Cóż, przynajmniej programiści mieli naprawdę dużo czasu, aby w pełni zoptymalizować i dopieścić swój produkt. Zresztą pole do popisu było stosunkowo duże, ponieważ GTA IV okazało się nie pozbawione wad. Czy autorom udało się dokonać niemal niemożliwego, wyznaczyć nową jakość w tym segmencie i zyskać uznanie graczy? Nie do końca, bo jak powszechnie wiadomo, na szacunek trzeba sobie zasłużyć ...

Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Zabawę zaczynamy od ucieczki z pierdla, w którym pobyt kosztował nas kilka najlepszych lat życia. No dobra, nie tyle przebywaliśmy za kratami, co przymusowo odpoczywaliśmy. Do tej chwili leżeliśmy pogrążeni w śpiączce po wielkim wybuchu, jaki miał miejsce w pierwszym Saints Row. Oczywiście wyrok zasądzono niesłusznie, w końcu kilkaset morderstw, wymuszeń i rozbojów jeszcze o niczym nie świadczy. Ledwo otworzyliśmy oczy, a już znalazł się ziomal, który postanowił wspomóc nas w daniu dyla. Chwilę po skopaniu lekarza, obezwładnieniu służby więziennej i opuszczeniu murów zakładu karnego wskakujemy do przygotowanej łodzi. Przy okazji kilkudziesięciu policjantów starających się nas zatrzymać polegnie podczas pełnienia obowiązków. Gdy zgubimy już ogon z przerażeniem stwierdzamy, że dni świetności gangu „Świętych z Trzeciej Ulicy” dawno minęły. Bez innych ziomali, dziwek na skinienie, dragów, autorytarnej władzy, a nawet lansiarskich ubrań świat wydaje się szary, egzystencja zaś pozbawiona sensu. Dodatkowo kumpel po fachu, niejaki Johnny Gat został właśnie dziś skazany na krzesło elektryczne. Johnny, kolejna ofiara bezdusznego systemu? Nie można na to pozwolić! Wbijamy więc do gmachu sądu, mordujemy sędzinę, ochronę i bogu ducha winnych urzędników. Kradniemy wóz, rozjeżdżamy grupkę przechodniów i czmychamy do meliny. Teraz nadchodzi moment męskiej decyzji oraz pytanie: co robimy zią? Prosta sprawa. Odbudowujemy utraconą pozycję, krwawo rozprawiamy się z konkurencją oraz wszechpotężną organizacją Ultor (pamiętacie Red Faction?) i Stillwater znów rządzą „Święci”. To tyle w kwestii naszych pobudek. Fabuła okazuje się sztampowa i banalna do bólu, lecz naiwny ten, kto liczył na coś ambitniejszego. Zatem ...

Pierwsze, co odróżnia Saints Row 2 od dowolnego Grand Theft Auto, to niezwykle rozbudowany edytor postaci. Zanim więc na dobre oddamy się przyjemności mordowania, musimy zdecydować o wyglądzie przyszłego antybohatera. Narzędzie oferuje wręcz nieopisane możliwości, nieporównywalnie większe niż Fallout 3 lub Age of Conan. Wybór rasy, sylwetki, wieku i płci protegowanego, to dopiero wierzchołek góry. Mamy wpływ praktycznie na każdy, nawet najdrobniejszy element anatomii od nosa, brwi, uszu, kształtu czaszki po zarost, wąsy czy fryzurę w kilkudziesięciu wariantach. Zabawa z pogranicza The Sims, pochłania ładnych kilkanaście minut. Dalej jest już mniej standardowo. Określenie stylu poruszania się jako kobiety lekkich obyczajów, pakera ewentualnie alfonsa, może nieco bulwersować lub śmieszyć - jak kto woli.. Podobnie ma się sprawa z gestami, wśród których nie mogło zabraknąć pospolitego „Fuck You Man!”. Ale żeby było jeszcze kontrowersyjnej, nic nie stoi na przeszkodzie w wykreowaniu ... metroseksualisty. Bądź co bądź, w Saints Row 2 makijaż nie jest wyłącznie przywilejem kobiet i nawet atletycznego chłoptasia możemy ładnie umalować. Podkreślone brwi, cienie do powiek, czerwona wyzywająca szminka ... Dorzućmy do tego kobiecy lub nieco „ciotowaty” głos oraz odpowiedni wyraz twarzy spośród dostępnej puli i gotowe. Dla bardziej wybrednych pozostaje malowanie pantomina bądź klauna. Możliwości jest naprawdę bez liku, chociaż przeciętny gracz większość z nich potraktuje jako ciekawostkę.

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.