.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Risen PC - Nowe szaty Gothic

Sebastian Oktaba | 26-10-2009 12:13 |

Burzliwe losy serii Gothic znane są zapewne wszystkim fanom gier cRPG, którzy w ostatnim dziesięcioleciu aktywnie przemierzali wirtualne lądy i morza. Perypetie bezimiennego bohatera na stałe wpisały się w kanon gatunku, dając początek epickiej trylogii. Pierwsze dwie odsłony zdążyły zyskać już status kultowych, będąc niejednokrotnie wymieniane w czołówce najlepszych „erpegów” wszechczasów. Nietuzinkowy klimat oraz sugestywnie wykreowany świat zawładnęły niemal każdym, kto choć raz odwiedził Khorinis. Cieniem na legendzie położyła się część trzecia, która skalała dobre imię Gothic pozostawiając tylko zgorszenie i niesmak. Pomimo tytanicznego wysiłku jaki w uzdatnienie gry włożyli fani (Patch 1.72), ten nadal jest niegrywalny. Historia zatoczyła pełne koło, zaś czarę goryczy przelał katastrofalny dodatek o jakże niefortunnym tytule „Zmierzch Bogów”. Piranha Bytes ostatecznie straciła prawa do stworzenia kontynuacji, bynajmniej nie składając broni. Zanim pogorzelisko pod Gothic 3 na dobre wystygło, zapowiedziany został Risen - duchowy spadkobierca serii. Niemieccy programiści garściami czerpali inspirację z poprzedników, nie angażując sił w ponowne wymyślanie koła. Risen jest więc reinkarnacją Gothic w pełnym tego słowa znaczeniu. Co otrzymaliśmy, niżej podpisany skrupulatnie sprawdził i wrażenia spisał.

 Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Wody rozszalałego oceanu bezlitośnie napierały na galerę, jakby chciały pozbyć się natrętnego intruza. Srebrzyste błyskawice kąsające niebiosa rozdzierały mroki nocy, podsycając uczucie przerażenia i bezradności. Załoga kurczowo przywarła do burty, szukając osłony przed chłodnymi rękoma żywiołu. Raz po raz monstrualne fale zabierały kolejnych marynarzy, którzy znikali na wieczność w spienionej toni. W głębinach czaiło się coś pierwotnego. Z nieokiełznanymi siłami zaciekle mierzył się mag lecz nie zdołał sprostać zadaniu. Jego kryształowe oko złowrogo zabłysnęło, zaś on sam rozpłynął niczym poranna mgła pozostawiając wszystkich na pastwę losu. Nie minęło kilka uderzeń serca, gdy statek poddał się siłom natury. Dalej był już tylko strach, ciemność, ciemność... Ranek obudził mnie niespodziewanie. W głowie kołatały się jeszcze niespokojne myśli i wspomnienia wczorajszej nocy. Zesztywniałe kończyny dotknęły rozgrzanego piasku, poczułem delikatną woń lasu, usłyszałem skrzek mew... żyłem. Obcy ląd przygarnął mnie litościwie, jednak niewielu ocalało z katastrofy. Wiedziałem, że dar od losu kiedyś będę zmuszony spłacić z nawiązką. Zapominana wyspa szybko okazała się miejscem zdecydowanie mniej bezpiecznym, niż pierwotnie zakładałem. Starożytne ruiny z których wypełzły potwory, rabusie oraz wstrząsy tektoniczne zwiastowały poważne kłopoty. Sam już nie wiem jak znalazłem się w środku konfliktu pomiędzy inkwizycją i banitami, wplątując w ciąg wydarzeń od których zależeć miały losy egzotycznej krainy. Cóż, raz kozie śmierć bąknąłem pod nosem, ruszając żwawo ku nowej przygodzie... I oto wkraczamy do świata gry, przemoczeni, zziębnięci, ale piekielnie szczęśliwi i zdeterminowani, aby dopełnić swojego przeznaczenia. Fabuła nie odbiega zbytnio od ponadczasowych standardów, wykorzystując wyeksploatowaną do cna zasadę „from zero to hero”. Nie przeszkadza to bynajmniej we frajdzie, jaką można czerpać z zabawy. Risen wyjątkowo sprytnie ukrywa banały pod grubym płaszczem klimatu oraz przymusu podejmowania ważnych z perspektywy gracza decyzji.

Podobieństw łączących serię Gothic z Risen jest tak wiele, że pełnoprawna nazwa gry powinna brzmieć Risen: Dziedzictwo. Pomijając tytuł, do rąk otrzymujemy nowego Gothic z jego najbardziej charakterystycznymi cechami. Piranha Bytes bez skrępowania wykorzystała wcześniejsze koncepcje, dokonując jedynie kosmetycznych zmian. Ponownie pokierujemy losami bezimiennego bohatera, który szuka własnego miejsca w nieznanym świecie. Zarówno rozwój postaci, inwentarz czy zasady koegzystencji pozostały niezmienione. Pojawiło się co prawda kilka innowacji, ale nie wpływają one znacząco na fundamenty gry. Fani powinni skakać z radości, bowiem Risen stanowi niejako powrót do chlubnych korzeni co krok zdarzając swój rodowód. Styl rozgrywki jest bliźniaczy lecz z oczywistych względów wymieniono realia - nie zabrakło natomiast nawiązań i aluzji do poprzedników. Teren działań jaki przyjdzie nam zwiedzać zauważalnie się skurczył, będąc w porównaniu do ostatniej części niemal miniaturą. Zrezygnowano z dziesiątek miast i hektarów nieużytków na rzecz zacieśnienia akcji. Poruszać się będziemy wyłącznie o własnych siłach, co najwyżej korzystając z kamieni teleportacyjnych. Terapia odchudzająca poskutkowała. Zabieg wyszedł produkcji na zdrowie, podkreślając jej spójność, ale ograniczył część swobód. Nie jest to w pełni otwarty sandbox, bowiem scenariusz niejednokrotnie zmyka nas w jakiejś lokacji do czasu wykonania ściśle określonych zadań. Risen tworzy bardzo zgrabną i grywalną całość, aczkolwiek programiści w szale kopiowania powielili także kardynalne błędy obecne w Gothic 3 (!). Spokojnie, spokojnie - buraków skutecznie uniemożliwiających zabawę jest znacznie mniej, dzięki czemu można nareszcie poczuć smak prawdziwej przygody. Opisywany tytuł traktować należy jako swoistą rehabilitację, która w mojej ocenie się powiodła. Piranha Bytes stworzyła nareszcie grywalny (lecz nieidealny) produkt we właściwym dla siebie stylu.

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.