Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Homefront - Hej! Hej! Znów najechali Ju.Es.Ej!

Sebastian Oktaba | 26-03-2011 11:38 |

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna nie cieszy się zbytnią sympatią na arenie międzynarodowej? A może przeszło Wam przez myśl, czemu mieszkańcy tego stosunkowo niewielkiego kraju wyglądają na smutasów? Fakt, że Kim Dzong Il jest despotą i tyranem o skłonnościach psychopatycznych straszącym świat sukcesywnie rozwijanym programem nuklearnym oraz ponad milionową armią, trudno uznać za bez znaczenia. Co innego naród żyjący po drugiej stronie Pacyfiku, który jest kompletnym przeciwieństwem KRLD. Wyluzowani amerykanie kochają duże samochody, hamburgery, swobody obywatelskie, kredyty i nade wszystko potrzebują... ropy. Gdyby zabrakło czarnego złota, gospodarka USA rozsypałaby się niczym domek z kart umożliwiając inwazję konkurencyjnemu mocarstwu. Bracia Rosjanie są ostatnimi czasy w porządku, więc może z okazji skorzystaliby mniej sympatyczni Koreańczycy? Taki dość fantastyczny scenariusz przyjęli scenarzyści Homefront - strzelaniny pierwszoosobowej, która miała połączyć najlepsze cechy Modern Warfare i Battlefield: Bad Company 2. Zarządzam więc powszechną mobilizację przed monitorami i zapraszam do walki o niepodległość Stanów Zjednoczonych...

Autor: Caleb - Sebastian Oktaba

Wszystko zaczyna się od incydentu militarnego pomiędzy koreańskimi sąsiadami, o czym osobiście informuje nas sekretarz stanu Hilary Clinton w oficjalnym oświadczeniu, jakie kilka miesięcy temu mogliśmy oglądać w telewizji. Świat z niepokojem patrzy także na rozbudowywany przez Koreę Północną potencjał nuklearny, jednak nie interweniuje pomimo regularnie przeprowadzanych prób jądrowych przez KRLD. Chwilę później historia zmierza w kierunku wyznaczonym przez twórców, serwując nam prawdopodobną wersję najbliższych wydarzeń. Kim Dzong Il umiera (hurrra!), ale schedę po tatusiu przejmuje jego syn Kim Dzong Un (buuu!), który okazuje się politykiem o niesamowitych wręcz zdolnościach. Facet potrafił połączyć zwaśnione od dziesięcioleci południowe i północne państwa Koreańskie, co zaowocowało powstaniem Wielkiej Republiki Korei - dynamicznie rozwijającego się kraju o aspiracjach supermocarstwa. W międzyczasie wojna na bliskim wschodzie przybiera na sile i wyczerpują się zasoby ropy naftowej, czego skutki amerykanie odczuwają bardzo dotkliwie. Cena benzyny stale rośnie, dolar traci na wartości, obywatele głodują, zaczynają się zamieszki oraz epidemia ptasiej grypy. Japonia kapituluje w obliczu agresji sąsiada z zachodu, natomiast wystrzelony przez Wielką Republikę Korei satelita ładunkiem EMP pozbawia USA sieci energetycznej... Kiedy Koreańczycy docierają do zachodniego wybrzeża, armia Wuja Sama jest rozproszona i niezdatna do działania... W 2027 roku rozpoczyna się okupacja...

Scenariusz Homefront wyszedł spod pióra Johna Miliusa mającego w dorobku pracę przy m.in. Czasie Apokalipsy, więc nie powinno chyba nikogo dziwić, że fabuła została pozbawiona akcentów humorystycznych. Intro utrzymane w formie kroniki przypomina wprawdzie Red Alert, aczkolwiek najnowsza produkcja KAOS Studios odpowiedzialnego za dobrze przyjętego Frontlines: Fuel of War jest ekstremalnie poważna. Alternatywną wersję historii przedstawioną w Homefront oparto na hipotetycznych wydarzeniach, których (poza zjednoczeniem Korei - przy. redakacja) nie sposób całkowicie wykluczyć - słusznie, bowiem nie od dziś wiadomo, iż fikcja jest najbardziej wiarygodna wtedy, gdy tkwi w niej ziarno prawdy. Autorzy starali się przedstawić agresję obcego mocarstwa w sposób maksymalnie sugestywny, dlatego na głównego bohatera wybrali zwykłego obywatela z przedmieść. Teoretycznie zaczynamy szarym „Kowalskim”, jednak szybko wychodzi na jaw, że gość był niegdyś pilotem wojskowym i perfekcyjnie posługuje się bronią. Ostatecznie, Homefront to rasowa strzelanina pierwszoosobowa, nie żaden survival lub przygodówka - jakaż to różnica kim kierujemy? Chociaż celowa „amerykańskość” tytułu sprawia, że momentami swoją patetycznością potrafi wywołać uśmieszek politowania na twarzy obeznanego z gatunkiem gracza, podłoże fabularne trzeba zaliczyć na poczet plusów. Zatem do dzieła!

0
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 7

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.