.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Grand Theft Auto IV - Rozrabiamy na mieście

Sebastian Oktaba | 12-12-2008 20:49 |

Czekaliśmy długo, cierpliwie i z nieskrywaną radością, aby w podnieceniu powitać dzień, w którym na komputerach osobistych zadebiutuje Grand Theft Auto IV. Bezapelacyjnie najważniejsza premiera mijającego roku stała się faktem. Tysiące graczy od dawna ostrzyło sobie zęby na ten tytuł, a zazdrość względem konsolowców, którzy już od kilku miesięcy mogli cieszyć się grą, ustąpiła miejsca wielkim nadziejom na niezapomniany hit. Poprzednie części niezwykle kontrowersyjnej serii, bulwersującej psychologów i fascynującej bez reszty amatorów wirtualnej rozrywki, odniosły spektakularny sukces. Czy do milionów sprzedanych egzemplarzy na PlayStation 3 i XBox 360 dołączą kolejne z wersji PC? Sprawdźmy więc, jak Rockstar poradziło sobie z konwersją na blaszaki. Zapraszamy na szybką przejażdżkę po Liberty City - stolicy oportunizmu, mekce nonkonformizmu gdzie gwałt i przemoc jest codziennością, a uczciwość dawno zapomnianą cnotą ...

Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Czym tak naprawdę jest „Amerykański sen”? Marzeniem o dostatnim życiu pełnym uciech? Możliwością zrobienia oszałamiającej kariery? Ucieczką od dawnego siebie w nadziei na nowe życie? Zapewne wszystkim po trochu, ale nie każdy otrzyma szansę od losu, by w pełni zrealizować swoje ambicje. Płonne nadzieje Niko Bellic'a przybijającego z targanej wojną Serbii wprost do wybrzeży Stanów Zjednoczonych, zostają rozbite w pył po zderzeniu z brutalną rzeczywistością. Kuzyn, który korespondencyjnie obiecywał złote góry faktycznie jest nikim, nie widać willi z basenem, limuzyny ani kobiety z wielkimi bimbałami. Jedynie karaluchy w jego cuchnącym mieszkaniu imponują rozmiarami. Roman, właściciel podupadającej firmy taksówkarskiej, jak nikt inny posiada szczególny dar pakowania się w kłopoty, sam zaś jest tchórzem i histerykiem. Niko musi więc wziąć sprawy w swoje ręce, wszak rodzina zawsze najważniejsza. Bellic posiada już pewne doświadczenie w „śliskich sprawach”, zaś Liberty City daje niesamowite pole od popisu. Czas więc wziąć się do działania i samemu dopomóc „amerykańskiemu snu”, przy okazji wyrównując osobiste rachunki z przeszłości ... Tak oto rozpoczynamy swoją przygodę w dokach, wprowadzeni w realia dzięki elegancko zrealizowanemu intro, niczym w dobrze zapowiadającym się filmie sensacyjnym. Klimatyczny początek zapowiada się obiecująco, a prawdziwe atrakcje czekają nas za chwilę, gdy tylko wyjedziemy na spotkanie z miejskim żywiołem.

Zanim nonszalancki Niko Bellic stanie się kimś, czeka go długa, kręta i usiana trupami droga na sam szczyt. Fabuła okazuje się dość zawiła, pełna niespodzianek i zwrotów akcji. Nigdy nie można być pewnym intencji swoich zleceniodawców, czy przypadkiem po ostatnim wypadzie nie zechcą pozbyć się pionka ... Trzeba być czujnym.  Zadania stawiane przed nami to w zasadzie klasyka Grand Theft Auto. Zaczynamy bardzo delikatnie od szoferki, która szybko ustępuje miejsca wymuszeniom, kradzieżom, napadom, rozbojom i morderstwom. Nie będę się rozwodził nad poszczególnymi misjami, warto wspomnieć jedynie, że łączą się w spójną całość i dają sporo przyjemności z odkrywania kolejnych faktów. Przez główny wątek przewija się cała konstelacja nietuzinkowych postaci: Little Jacob - diler i rastaman ciągle palący skręty, Florian o skłonnościach homoseksualnych podkochujący się w Nikosiu, Mikhaił Faustin - rosyjski boss o wybuchowym charakterze czy Brucie Kibbutz, napakowany pozer o mentalności dziesięciolatka. Wszystkich charakteryzuje genialna gra aktorska, godna najlepszych hollywoodzkich produkcji. Każde, nawet najprostsze, zadanie poprzedzone jest wprowadzeniem obfitującym w mocne, dowcipne i soczyste dialogi, wywierające ogromne wrażenie na widzu. Kunszt aktorski czuć zarówno w artykulacji, modulowaniu dźwięku oraz akcentach. Little Jacob nawija jak katarynka, podczas gdy Niko i Roman często posiłkują się rosyjskim słownictwem. Bardzo klimatyczna i profesjonalna realizacja, która dodatkowo podkreśla że ... 

Grand Theft Auto wyraźnie wydoroślało. Widać to w każdym aspekcie, począwszy od oprawy graficznej na mechanice gry skończywszy. Nie zniknęła na pewno przemoc, zbrodnia i kąśliwe poczucie humoru - mamy każdego pod dostatkiem - przynajmniej tyle, co w poprzednich częściach cyklu. Dobrze czy źle? Każdy musi odpowiedzieć sobie na to pytanie indywidualnie. Osobiście oczekiwałem pewnych transformacji stylistycznych oraz kierunkowych i otrzymałem produkt w pełni satysfakcjonujący. Najważniejsze jednak, iż koncepcja zasadniczo się nie zmieniła. Nowa gra Rockstar to nadal stare, dobre i pieruńsko miodne Grand Theft Auto, które do dziś nie doczekało się godnego rywala i do czasu Mafii 2 pozostanie niedoścignione w swojej klasie. Dobrze, przejdźmy zatem do konkretów. Zacznę może odrobinę nietypowo od... procesu instalacji. Chyba jeszcze nigdy nie musiałem się tyle nagimnastykować, aby zainstalować, bądź co bądź zwyczajną, grę. Oprócz kilkunastu bardzo długich minut pracy instalatora, zaraz po kliknięciu na ikonę czekała mnie średnio zabawna informacja. Moje oczy poraził złowieszczy komunikat: Error RBB40! WTF? Szybki zwiad i wszystko jasne, trzeba zainstalować Service Pack 3 do Windows XP ... Cóż, pozostało na spokojnie zassać łatę i po problemie, ale kolejne 30 minut w plecy. Jakby tego było mało, „poproszono” mnie jeszcze o zainstalowanie uaktualnienia dla Windows Live i rejestrację w Socjal Club ... Trochę się zirytowałem, ale byłem zbyt blisko końca żeby tej nocy zrezygnować z oględzin GTA IV. I nareszcie się udało, przyszedł więc ten najważniejszy moment ... gramy!

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.