.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Drakensang - Niemiecki potomek Baldur's Gate?

Sebastian Oktaba | 21-01-2009 11:43 |

W Wiśle upłynęło stanowczo zbyt wiele wody od czasu, gdy beztrosko zagrywałem się w pierwszą część Baldur's Gate. Wtedy nie zdawałem sobie nawet sprawy, jak wielkim sentymentem będę darzył owy tytuł i że prawdopodobnie nieprędko zagram w coś równie klimatycznego. Miałem niestety rację. Chociaż fantasy cRpg to wspaniały i wdzięczny temat, od kilku lat łatwo zauważyć regres tego gatunku. Owszem, Wiedźmin spełnił moje oczekiwania w stu procentach, niemniej potrzebowałem czegoś z drużyną w roli głównej. No i stało się, przygoda ponownie wzywa! Czy jest to klasa legendarnego Baldur's Gate jak głoszą plotki? Sprawdzimy za chwilę w praniu. Co warto podkreślić, Drakensang nie bazuje na znanych szerokiej publice Advanced Dungeons & Dragons i Warhammer. Gra powstała bowiem w oparciu o papierowy system Das Schwarze Auge (DSA), twór naszych zachodnich sąsiadów. Starszyźnie pamiętającej trylogię Realms of Arkania, powinna w tej chwili pamięć się nieco odświeżyć. Zatem, czy klasyczny tytuł cRpg hołdujący tradycji „od zera do bohatera” w dobie wszelkiej maści hybryd ma rację bytu?

Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Powiadają, że każda dobra historia rozpoczyna się w karczmie. Radon Labs, autorzy Drakensang, nie podchwycili jednak tego wyświechtanego, ale nieśmiertelnego pomysłu. W zamian otrzymujemy list od przyjaciela, który niezwłocznie potrzebuje naszej pomocy. Uwikłany w trudne dochodzenie dawny druh liczy, iż spryt, elokwencja i uporczywość, które przyniesiemy ze sobą, pozwolą bez zwracania zbędnej uwagi wspomóc go podczas prowadzonego śledztwa. Sprawa krąży wokół owianych mgłą tajemnicy rytualnych mordów, które wstrząsnęły miastem Ferdok. Dotarłszy do celu dowiadujemy się, że sytuacja przybrała wybitnie nieciekawy obrót. Osoba na zaproszenie której przybywamy nie żyje, zaś straż zamkowa pozbawiona tropów jest bezsilna. Do domu wracać nie zamierzamy, zatem nie pozostaje nic innego, tylko kontynuować pracę tragicznie zmarłego. Ciekawość i dobry obyczaj nakazują wyjaśnić okoliczności okrutnych zbrodni. Niezwłocznie kierujemy kroki do właściwych osób, przyjmujemy pierwsze poważne zlecenia ... Dalej już można się domyślać, jakimi atrakcjami autorzy scenariusza nas uraczą. Brzmi znajomo, prawda? Fabuła, jak w większości tego typu gier, oryginalnością nie grzeszy. Niemniej czy zasiadając do eRPeGa, będącego w prostej linii duchowym spadkobiercą tytułów pokroju Icewind Dale, Baldur's Gate i Neverwinter Nights oczekujemy czegoś więcej? W końcu o to chodzi, by zostać bohaterem, a swoją nieskazitelnie altruistyczną postawą dawać przykład innym. Tytuł idealny dla zadeklarowanych praworządnych dobrych charakterów, przynajmniej tych wirtualnych ...

Zanim bez reszty oddamy się zgłębianiu szczegółów Darkensang'a, warto napisać słowo o systemie, z którego korzysta. Papierowa wersja Das Schwarze Auge w Niemczech jest bardzo popularna, ale świata nie zawojowała. Podejrzewam, że w naszym pięknym kraju również niewielu jest amatorów DSA. Nie zmienia to faktu, iż całość wygląda na bardzo przemyślany i dopracowany lecz konserwatywny twór. Nie przełamuje archetypów, nie podchodzi na nowo do oklepanych tematów i przede wszystkim nie zaskakuje miłośników AD&D oraz Warhammera. Oczywiście różnice są zauważalne, niemniej trudno nie odnaleźć analogii do wymienionych wyżej systemów fabularnych. Właściwą grę zaczynamy od klimatycznego, aczkolwiek niepowalającego jakością intra. Historia spisana na freskach mrocznej jaskini głosi, że w minionych wiekach smoki strażnicy broniły ładu i porządku. Siły zła poróżniły jednak młodsze i starsze pokolenia tych dostojnych gadów, zrzucając na ziemię ziarno nienawiści i zdrady. Efekt był łatwy do przewidzenia - wielka wojna z dodatkowym udziałem krasnoludów i elfów, których imperia po tym incydencie podupadły. Sielanka się skończyła i nastały niepewne czasy. Jak zwykle w takich sytuacjach ludziom udało się wyjść na swoje, rozbudować królestwa i rozmnażać w króliczym tempie. Cała rzecz dzieje się zaś na kontynencie zwanym Aventurią, zamieszkanym przez baśniowe istoty, który jak żywo przypomina Wybrzeże Mieczy. Drakensang zalatuje klasycznym fantasy aż miło. Gratka nie tylko dla entuzjastów gier spod szyldu Bioware, ale także powieści J.R.R. Tolkiera i Sapkowskiego.

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.