.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena

Sebastian Oktaba | 29-05-2009 20:22 |

Powiadają, że tylko dwie osoby w całym wszechświecie sypiają przy zapalonym świetle. Wcale nie dlatego, że boją się ciemności... Wręcz przeciwnie, to ona lęka się z nimi zostać sam na sam. Powyższe rewelacje można traktować w kategorii infantylnego żartu lub zwykłej plotki, ale ich bohaterowie do grona dowcipnisi z pewnością nie należą. Kimże są owi dżentelmeni? Jeden z nich to sławny Chuck Norris, wybawiciel uciemiężonych i żelazna noga sprawiedliwości. Drugi zaś jest recydywistą, banitą oraz mordercą. Jego imię budzi strach i szacunek, bowiem nigdy nie wiesz czy przypadkiem nie czai się w mroku. Richard B. Riddick powraca w kontynuacji świetnego The Chronicles of Riddick: Escape from Butcher Bay. W roli tytułowej, co niektórych uraduje innych zasmuci, wystąpił nie kto inny jak sam Vin Diesiel. Dwie gry z tym panem w ciągu niespełna kwartału, to jak na moje zszargane nerwy stanowczo zbyt wiele. Po nieciekawym Wheelmanie byłem pełen obaw, ale z drugiej strony Escape from Butcher Bay zapisał się w historii jako pozycja bardzo udana. Zatem do dzieła... Gdzieś tam, czyjeś plecki tylko czekają, żeby je dziabnąć nożem!

Autor: Sebastian „Caleb” Oktaba

Akcja The Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena dzieje się niedługo po wydarzeniach znanych z Escape from Butcher Bay. Spokojne dryfowanie w przestrzeni kosmicznej i wygodne leżakowanie podczas hibernacji, nie może trwać w nieskończoność. Wahadłowiec którym podróżują Riddick i Johns zostaje przechwycony przez kosmicznych piratów. Gigantycznych rozmiarów stacja Dark Athena wchłania naszą gablotę, akurat w momencie gdy główny bohater przebudził się z letargu. Pozostaje jedynie pozazdrościć perfekcyjnego wyczucia czasu i szóstego zmysłu. Oprawcom nie udaje się pojmać najważniejszego pasażera, czego rychło bardzo boleśnie pożałują. Ruszamy więc na łowy z pieśnią na ustach, aby przelewać krew winnych. Wydostanie się z Dark Atheny to sprawa wcale niełatwa, wymagająca oprócz pacyfikacji całej wrogo nastawionej załogi, także kooperacji z jej więźniami. Głównym przeciwnikiem będzie tym razem ambitna i bezwzględna pani kapitan, korzystająca z usług tego samego fryzjera co Predator. Cóż, o samej fabule nie widzę sensu się rozpisywać - jest raczej jednowymiarowa i liniowa, acz całkiem zręcznie opowiedziana. Poza tym, aby idealnie wyczuć klimat przydałoby się zapoznać bliżej z filmowymi przygodami Riddicka oraz EfBB. Zamiast kolejny raz dowodzić antypatii jaką darzę pierwowzór protegowanego, powiem coś szczerze i bez cienia ironii. Diesel w roli Riddicka wypada całkiem przekonywająco. Jest to bodajże jego jedyna rola, którą kupuję i uważam za udaną. Zapewne ze względu, iż nie wymaga szczególnych zdolności aktorskich...

Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena jest rzecz jasna shooterem z widokiem pierwszoosobowym. W tej kwestii wiele się nie zmieniło. Chociaż w poprzednika grałem naprawdę dawno temu, po uruchomieniu najnowszej części od razu poczułem, jakbym przeniósł się w czasie. I nie jest to bynajmniej komplement wystosowany w kierunku najnowszej propozycji studia Starbreeze. Pomimo iż Assault on Dark Athena od Escape from Butcher Bay dzieli niemal pięć lat, gra nie przeszła przez ten okres znaczącej metamorfozy. Mamy więc swoiste deja vu, co nie każdego usatysfakcjonuje. Znane z poprzednika menu główne, podobna grafika oraz prawie identyczna koncepcja zmuszają do głębokiej refleksji. Na czym autorzy skupili swoją uwagę? Kilka akapitów niżej znajdziecie odpowiedzi na nurtujące pytania. Zaczniemy jednak od akcentu bardzo miłego ze strony wydawcy, który postanowił zrobić niespodziankę klientom i zamieścił na płytce także wielokrotnie wspominaną na łamach owej recenzji, część pierwszą przygód Riddicka. Została ona zremasterowana, dzięki czemu na atrakcyjności zyskała między innymi oprawa wizualna. O ironio, gdyby nie bonusowe Escape from Butcher Bay, sequel wypadałby w ogólnym rozrachunku znacznie lepiej. Niestety, gdy zakosztujemy w „jedynce”, następca nie będzie w stanie podźwignąć brzemienia własnej legendy i niczym szczególnym nie zaskoczy. Dramatyzować oczywiście nie ma potrzeby, niemniej fani pana „R” cierpliwie czekający na kontynuacje jego losów mogą poczuć się lekko rozczarowani. Pytanie; jak bardzo?

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.